Reklama

O muzyce nade wszystko. Skarby drugiego obiegu

Od lat boleję, że przed oczami, a zwłaszcza uszami trójmiejskiej publiki ukryte są prawdziwe skarby interesujących interpretacji różnorakiej stylistycznie muzyki, najczęściej z dziedziny musicalu, jazzowej wokalistyki solowej i zespołowej czy niebanalnie interpretowanej muzyki popularnej.

Od lat boleję, że przed oczami, a zwłaszcza uszami trójmiejskiej publiki ukryte są prawdziwe skarby interesujących interpretacji różnorakiej stylistycznie muzyki, najczęściej z dziedziny musicalu, jazzowej wokalistyki solowej i zespołowej czy niebanalnie interpretowanej muzyki popularnej.

W czym rzecz?

Myślę o koncertach, odbywających się w sali koncertowej gdańskiej Akademii Muzycznej, gdzie prezentowane są spektakle, przygotowane w ramach zajęć różnych kierunków pod kierownictwem wykładowców, a w których występują z interesującymi projektami studenci katedry jazzu i muzyki rozrywkowej. To projekty, nad których koncepcją, scenariuszem, aranżacją, interpretacją pracuje się w zespołach przez wiele miesięcy, a wszystko kończy się jednym koncertem. Wyjątkowo kilkoma - jak w przypadku niedawno zaprezentowanego musicalu „Orfeusz i Eurydyka”. Są to spektakle, które w większości przypadków mogłyby być ozdobą wielu teatrów muzycznych, zapełnić widownię teatrów w całej Polsce, z powodzeniem być wystawiane na estradach, jakie latem ustawiane są na rynku prawie każdej siedziby gminy czy powiatu. Dlaczego tak się nie dzieje? Doprawdy nie wiem, choć podejrzewam, że brakuje po prostu połączenia między obszarem nauczania a przestrzenią show businessu. Więc myślę, że odbywające się w uczelni zajęcia z zakresu promocji muzyki powinny mieć swoje praktyczne przedłużenie w postaci zdobywania zewnętrznych kontraktów na prezentację owych pieczołowicie realizowanych projektów. Zwłaszcza, że ich artystyczna formuła wynika z pracy wybitnych fachowców, często o międzynarodowej sławie. Oby tak się stało!

PRZECZYTAJ TEŻ: O muzyce prawie wszystko. Mietek Blues Band świętuje 50-lecie i wyrusza na jubileuszową trasę

Kilka słów o projektach, jakie w ostatnich tygodniach udało mi się zobaczyć i wysłuchać w sali Akademii Muzycznej.

Emocje wzbudzał spektakl, przygotowany pod kierunkiem Dominika Bukowskiego i Paula Rutschki. Był to „Cud niepamięci. Koncert pamięci Stanisława Soyki”. Wciąż trudno uwierzyć, że charyzmatyczny wokalista i instrumentalista już nic nie doda do listy swoich utworów. Może taka myśl była genezą spektaklu, w którym utwory artysty przybrano w aranżacje, jakie Soyka pewnie byłby zaaprobował jako ciekawie rozszerzające pole interpretacji. Niczego nie udziwniały, by epatować opacznie rozumianą „awangardowością”, a przecież odkrywały niespodziane przestrzenie brzmienia i rytmiki. Na pewno skrojone były na miarę specyfiki wykonawczej wokalistów, co w kilku przypadkach dawało efekt wręcz olśniewający. Tak było z interpretacją „Cudu niepamięci” (wykonanie dwanaściorga wokalistów) w aranżacji Marcina Wawruka, „Uciekaj moje serce” – jedynego utworu spoza katalogu Soyki, zaśpiewanego przez Monikę Pionk, a zwłaszcza „Są na tym świecie rzeczy”, w wykonaniu Anny „Wiosny” Rogowskiej, w znakomitym opracowaniu Filipa Żółtowskiego, z udziałem dęciaków (Jakub Semeniuk - trąbka, Krzysztof Somerlik, Maja Podraska - saksofony). Byłem też pod wrażeniem niebanalnego opracowania wciąż budzącej emocje „Tolerancji” (dwanaście głosów, aranżacja Marcin Wawruk). Wysoki poziom całości spektaklu wynikał nie tylko z kompetencji wokalistów, bo wielkie talenty są rzadkością, ile z profesjonalnego dopasowania metody interpretacji do możliwości danego wykonawcy. Porywające!

ZOBACZ TAKŻE: Trójmiejska scena muzyczna ma się dobrze. Piąta edycja Sea You w Gdańsku

Nie inaczej było z innymi wydarzeniami na zakończenie semestru. Weźmy musical „Orfeusz i Eurydyka” w reżyserii Macieja Gałaja, w opracowaniu muzycznym Ignacego Wiśniewskiego i z choreografią Joanny Semeńczuk. Kilkadziesiąt osób na scenie i poza nią (np. chór), perfekcyjna realizacja dźwięku i oświetlenia, dopracowana technika sceniczna. Niezbędna była drobiazgowa koordynacja całości, by zapewnić sukces. I sukces był – a poziom wykonawczy mocno przewyższał dość banalną warstwę tekstową i stereotypowe pomysły kompozytorskie Anaïs Mitchell, autorki musicalu.

Za mało miejsca, by opisać inne zdecydowanie warte szerszej prezentacji koncerty, np. występ uczelnianego big-bandu pod kierownictwem Jana Konopa czy „Estradę jazzu” koordynowaną przez Dominika Bukowskiego. Konkluzja jak na wstępie: od lat boleję….


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama