Wszystko o moim Ojcu. Wspomnienie o prof. Andrzeju Zbierskim w stulecie urodzin

Prof. Andrzeja Zbierskiego, Honorowego Obywatela Gdańska, gdańskiego archeologa, przed laty dyrektora Centralnego Muzeum Morskiego w setną rocznicę urodzin wspomina syn, Paweł Zbierski.
Andrzej Zbierski
Uroczystość nadania Andrzejowi Zbierskiemu tytułu Honorowego Obywatela Gdańska, 2011

Autor: Jerzy Pinkas | gdansk.pl

Dzieciństwo i domowe rytuały. Książki, bajki oraz codzienność PRL

Wszystkiego nie mogę pamiętać, byłem wtedy kajtkiem z bardzo małym rozumkiem. Jak Kubuś Puchatek, o którego przygodach, czytał Tatuś – mnie i bratu – do poduszki. Brat wolał „Ogniem i mieczem”. I to nas różniło. Ja wolałem „Kubusia” i jeszcze „Małego Księcia”, którego wolała także mama. Dla potrzeb uspokojenia dwóch rozbójników przed zaśnięciem Tata wymyślił jeszcze własną bajkę o przygodach zajączka Kicusia-Chycusia. I powtarzał nam tę opowieść w różnych wariantach, przez całe lata. Uspokajanie nas przed zaśnięciem było głównym obowiązkiem oraz rytuałem domowym Taty. 

W opisywanych tutaj czasach kłęby spalin wydzielał blaszany bojler opalany węglem, a potem na Dolnym Mieście, przy Kamiennej Grobli 11, wybuchający gazowy grzejnik wody junkers. To był PRL-owski cud techniki w maleńkim komunalnym M-3. 

Grodzka 13 w Gdańsku. Wilgoć piwnic i trofea archeologiczne

Ale najpierw mieszkaliśmy przy Grodzkiej 13 na Starym Mieście w Gdańsku. Wszystko było tam przesiąknięte wilgocią wydobywającą się z piwnic. To w tych piwnicach Ojciec układał swoje trofea archeologiczne, w tym całe rzędy ludzkich czaszek. Wyżej, w przeszklonych gablotach, układał wczesnośredniowieczną ceramikę i rogi tura. 

Wśród tych zdobyczy był niewielki dębowy krzyżyk. Czarny – chyba od spalenizny – świadectwo, że Gdańsk był ochrzczony. Wokół tego krzyżyka, po latach, reżyserskie małżeństwo Elżbiety i Michała Nekanda-Trepków zrealizowało film „Chrzestny dar” z udziałem między innymi Taty oraz ks. profesora Józefa Tischnera. Dopiero z tego filmu dowiedziałem się, że w PRL temat krzyżyka objęty był cenzorskim zakazem publikacji. 

Paweł Adamowicz, Andrzej Zbierski, uroczystość nadania tytułu Honorowego Obywatela Miasta Gdańska, 2011
Uroczystość nadania tytułu Honorowego Obywatela Gdańska, 2011 (fot. Jerzy Pinkas | gdansk.pl)

Stacja Archeologiczna nad Motławą i opowieści o Gdańsku, Krzyżakach oraz roli Hanzy

Stacja Archeologiczna, w której mieszkaliśmy, znajdowała się tuż obok reliktów starego muru zamku krzyżackiego nad Motławą, niedaleko późniejszej restauracji Kubickiego. Opowiadając o tym zamku, Tata nie miał żadnej antykrzyżackiej obsesji. Podobnie opowiadał nam o bardzo pozytywnej, cywilizacyjnej roli Krzyżaków. A później o znaczeniu dla Gdańska prawa lubeckiego i dobroczynnej roli Hanzy

Także mama, sama pracująca potem jako kustosz w Muzeum Zamkowym w Malborku, dzielnie mu w tych opowieściach sekundowała.

Rodzice. Miłość, listy i Ukraina

Pod koniec życia mama była Ukrainką, częściowo z krwi, Tata stał się Ukraińcem z wyboru – i to wszystko na długo przed uzyskaniem przez Ukrainę niepodległości oraz wojną Putina. Nie ogarniam rozległej i głębokiej korespondencji moich rodziców. Subtelnej, namiętnej od początku, wybuchającej nieśmiałym erotyzmem – gdy jeszcze pisali do siebie „per pan, pani”. I pełnej licznych odniesień do archeologii i historii Europy, a zwłaszcza Pomorza oraz Gdańska. Ta korespondencja wymaga osobnej publikacji. 

Poznali się na Ostrowie Tumskim pod Łęczycą podczas wykopalisk archeologicznych. On akurat się golił i ujrzał ją w lusterku. Ona jego też w tym lusterku zobaczyła. Miłość wybuchła spontanicznie oraz dojrzewała przez lata jak stare wino, aż do kresu ich dni. Dziś spoczywają we wspólnej mogile. 

Bogdan Oleszek, Andrzej Zbierski, uroczystość nadania tytułu Honorowego Obywatela Miasta Gdańska, 2011
 (fot. Jerzy Pinkas | gdansk.pl)

Gdańskie Towarzystwo Naukowe. Nauka, solidarność i historia

W bezpośrednim sąsiedztwie Stacji Archeologicznej, nieomal za ścianą, około lat 70. Ojciec wybudował nową siedzibę Gdańskiego Towarzystwa Naukowego jako sekretarz generalny GTN, a w końcu prezes honorowy tej organizacji, która służyła nie tylko rozwojowi autentycznej i samorządnej wszechnicy naukowej. To w GTN zaczynali swoją pierwszą w życiu pracę Tomasz Zbierski i Paweł Adamowicz. Tan narodził się Kongres Liberalno-Demokratyczny. Tam drukowano na powielaczu tysiące ulotek, tam mieszkali ludzie ścigani przez Milicję Obywatelską, tam miałem bardzo smutne – ze względu na stan wojenny – „wesele” z Anią, moją miłością z Topolówki. A tzw. „zdjęcia ślubne” robiliśmy pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców.

Dzień wcześniej, 3 kwietnia 1983 roku, w Bazylice św. Mikołaja przysięgaliśmy sobie... Ślubu udzielało nam aż trzech zaprzyjaźnionych dominikanów. W realizacji tego pomysłu bardzo nam wtedy pomogli i inspirowali: mama, broniąca niegdyś magisterium na KUL-u u prof. Jerzego Kłoczowskiego na temat roli zakonu Dominikanów, i Tata, kilkakrotnie prowadzący, a potem konsultujący badania w podziemiach dominikańskiej bazyliki. 

Rodzina. Dominika i codzienna obecność Ojca

Prawdziwym cudem i oczkiem w głowie całej rodziny okazała się po latach Dominika – nasze jedyne dziecko. 

Andrzej Zbierski, stanowiska archeologiczne
Andrzej Zbierski wizytuje stanowiska archeologiczne (Materiały MMG)

Ojciec przychodził regularnie każdego popołudnia do naszego pierwszego małego mieszkanka przy Złotników. Składał swój garnitur w kostkę, „po wojskowemu”, właził na sam szczyt drabiny i zawzięcie malował wszystko, od sufitu po podłogę. Był rok 1989, już po Okrągłym Stole. Wyprosił to mieszkanie komunalne u władz miasta. To było dokładnie nad Cotton Clubem, wylęgarnią gdańskich liberałów.

Powrót po latach. Grodzka 13 dziś i archiwum listów w Katalonii

Po nagłej śmierci mamy postanowiłem w latach 2022-2023 odbyć podróż śladami rodu Zbierskich. Ostatnie dni pobytu spędziłem w Gdańsku w doskonale znanym mi budynku przy Grodzkiej 13 nad Motławą. W tym miejscu jest teraz hostel… Powinien ufundować tablicę: „Profesorowi Andrzejowi Zbierskiemu za wybudowanie na każdej kondygnacji dwóch węzłów sanitarnych, z wdzięcznością – hostel”.

Gdy piszę te słowa, depczę po tysiącach zapisanych ręcznie kartek. Z trudem mieszczę się z dostępnymi mi dokumentami w maleńkim mieszkanku w Katalonii. Część z tych papierów kaligrafowana była pięknie wiecznym piórem… Zamiast słów, widzę jednak po latach rozmazane kleksy atramentu. Częściowo zatarte są także daty i nazwy miejscowości.

To tysiące kartek pisanych od ojca do matki i od matki do ojca. A pisali do siebie długie listy… Czasem nawet po kilka wzruszających listów dziennie. 

Ród Zbierskich. Źródła od 1065 roku i rodzinne miejsca w Wielkopolsce

Ojciec miał niezbity dowód, weryfikowany wcześniej przez mojego dziadka Dominika – historyka po Uniwersytecie Jagiellońskim. Najstarsze – zachowane – źródła o naszym rodzie rycerskim sięgają 1065 roku (Zbiersk: w Kaliskiem – „Szciborsko Kodeks Dyplomatyczny Wielkopolski nr 3”). Mój Ojciec dopowiadał do tego taką hipotezę: Zbierscy przybyli na te ziemie jako drużyna rycerska św. Wojciecha. Ślady ich obecności do dziś istnieją w Wielkopolsce. Między innymi w Zbiersku, Chludowie, Jadwiszce oraz w Czerlejnie – dokąd różni Zbierscy – w tym mój Ojciec – mały Jędrek – chętnie jeździli na wakacje. 

W Czerlejnie, poza wystrojem drewnianego średniowiecznego kościółka, nie ma już śladów dawnej świetności. Na zapleczu „starego” domu dzisiejszych Zbierskich jest za to pole buraków. 

wodowanie książki Jerzego Litwina
Wodowanie książki Jerzego Litwina (Materiały MMG)

Wilczyce jako Arkadia. Smak dzieciństwa

Krowa ciągnąca kierat, w którym mielono mąkę, lampy naftowe. Wszędzie drewniane chaty, psy, które wściekle ujadały. I sołtys wsi, u którego się zatrzymywaliśmy. Herbata lipowa, miód lipowy, a do tego grube plastry białego twarogu z tutejszym masłem, a potem pierogi z jagodami. Nad głową latały całe roje pszczół …

Można tan było dotrzeć jedynie przez Limanową, a potem była Dobra – do Jurkowa, zaś z Jurkowa albo z buta, albo cieniutką ścieżynką – wozem drabiniastym zaprzężonym w parę jasnobrązowych krów.

Kiedyś garbatą Warszawą podrzuciła nas do samych Wilczyc ekipa MO.

Wilczyce to dla nas wszystkich była Arkadia, raj na ziemi. Do wąwozu schodziło się kamienistą ścieżką, stromo spadającą w dół aż do podnóża wąskiej strugi strumyczka, u którego to podnóża harcerki i harcerze zbudowali z płowoszarych namiotów całą osadę.

Tata był najlepszym starszym kumplem dla tej młodzieży, nie tylko podczas wieczornych ognisk. „Idzie noc, słońce już zeszło z gór, zeszło z pól, zeszło z mórz. W cichym śnie spocznij już…” – intonował ojciec, a ja usypiałem na jego ramieniu. Dla harcerzy Tata był autorytetem jako niegdyś oficer AK. I harcerz. Dlatego też każdego wieczora opowiadał młodym inną gawędę. Podziwiali go, gdy kiedyś zademonstrował im oryginalną busolę jeszcze z leśnego zgrupowania Szarych Szeregów. Ta busola bardzo też nam później pomagała w trakcie rozmaitych wypraw. 

Sierpień 1968. Most powietrzny i napis na słupku granicznym

W sierpniu 1968 roku obudził nas uciążliwy warkot ciężkich samolotów transportowych lecących od strony polskiej granicy. Nad naszymi głowami był most powietrzny.

We wsi jedynie sołtys miał radio. W Wilczycach więc dowiedzieliśmy się, z Wolnej Europy, o inwazji Polski – wraz z Układem Warszawskim – na Czechosłowację. Ojciec zarządził: „Idziemy w góry !”. I szliśmy tak długo, aż doprowadził nas do słupka granicznego. A na tym słupku wyskrobał scyzorykiem: „Vivat Dubczek!”.

Góry, Kraków i Łódź. Rodzinne szlaki oraz trudne wspomnienia z 1946 roku

Góry to był żelazny punkt w naszym corocznym letnim kalendarzu. Tak było od początku lat 60. w trakcie naszych wypraw, najpierw w Beskidy, potem o wiele wyżej, w Tatry Wysokie. W tym czasie mama zarabiała na nasze wyczyny, pracując w Gdańsku (na samym początku w Bibliotece Gdańskiej PAN, potem w gdańskim Żurawiu i zamku malborskim). Wkrótce jednak i ona dołączyła do kolejnych wypraw rodzinnych. 

Ale najpierw był magiczny Kraków z lajkonikiem i hejnałem. A po drodze do Krakowa była Łódź Kaliska, pełna ruchu oraz energii. Ojciec z Łodzią miał dobre i złe skojarzenia: dobre, bo tam skończył swoje ukochane studia, złe – bo także tam został w 1946 roku aresztowany i sądzony w sfingowanym procesie kapitana Sojczyńskiego (Warszyca) za swój meldunek o zgwałceniu i zamordowaniu przez czerwonoarmistę studentki uniwersytetu. Ten jego meldunek spowodował spory ferment w mieście oraz wielki ogólnouczelniany marsz młodzieży główną arterią Łodzi.

Nikogo nie wydał. Do niczego się nie przyznał. Niektórzy koledzy dostali albo „czapę”, albo wieloletnie wyroki. Ojca wypuścili po roku. Sprawdziła się jego, szaroszeregowca i AK-owca, dewiza: „Po pierwsze: nie dać się złapać…” 

Zdjęcia z okupacji i świadectwo „człowieka z podniesioną głową”

Oglądam teraz trzy porażająco smutne zdjęcia. Na pierwszym jest mama Taty, Maria Zbierska, na drugim Tata na tle swojego fortepianu, na trzecim Hania ze swym bratem, a moim Ojcem. Wszystkie z okresu okupacji hitlerowskiej. Ale po jednej okupacji przyszła, jak wiadomo, następna. Trzeba więc było sprzedać fortepian. Żeby przeżyć. 

W archiwach Wytwórni Filmów Dokumentalnych powinien być jeszcze dostępny kilkunastosekundowy film – relacja Polskiej Kroniki Filmowej z procesu „bandy Warszyca”. Jest w tym materiale zachowane ujęcie mojego Ojca siedzącego na ławie oskarżonych. Na podstawie już tych kilku sekund można o Tacie wyczytać wszystko. Z jego mowy ciała. Bo film jest niemy. To był, rzeczywiście, człowiek z podniesioną głową.

Wspólna pamięć Gdańska. Obchody 100-lecia urodzin prof. Andrzeja Zbierskiego

Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku oraz Muzeum Gdańska zapraszają na uroczyste obchody 100. rocznicy urodzin prof. Andrzeja Zbierskiego

  • Rozpoczną się one we wtorek, 20 stycznia o godz. 14.00 w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku, w Spichlerzach na Ołowiance, gdzie nastąpi uroczyste odsłonięcie tablicy pamiątkowej poświęconej profesorowi Andrzejowi Zbierskiemu.
  • Na godzinę 16.30 zaplanowane są wydarzenia w Ratuszu Głównego Miasta, siedzibie Muzeum Gdańska. 

Odbędzie się tam spotkanie wspomnieniowe, które poprowadzi prof. Cezary Obracht-Prondzyński. Wystąpienia poświęcone życiu, działalności naukowej i muzealnej profesora wygłoszą m.in. prof. Józef Borzyszkowski, prof. Jerzy Błażejowski, Renata Wiloch-Kozłowska, dr hab. Waldemar Ossowski oraz Aleksander Andrzejewski z Uniwersytetu Łódzkiego.

Profesor Andrzej Zbierski. Biogram

Urodził się 20 stycznia 1926 roku w Ostrowie Wielkopolskim. Ukończył w Łodzi trzy lata studiów politechnicznych oraz dwa fakultety na Uniwersytecie: studiów archeologicznych oraz historycznych. Za swoich mistrzów naukowych uważał między innymi profesorów: Konrada Jażdżewskiego, Aleksandra Gieysztora, Gerarda Labudę, Jana Szczepańskiego.

Do Gdańska trafił w 1950 roku jako asystent w Kierownictwie Badań nad Początkami Państwa Polskiego. Kierował tam badaniami z ramienia Instytutu Archeologii i Etnologii PAN – w latach 1950-1991. Nie zaprzestał zainteresowania archeologią pojmowaną jako nauka interdyscyplinarna, będąc dyrektorem Centralnego Muzeum Morskiego i potem, aż do ostatnich swoich dni.

Zmarł 8 października 2013 roku w wieku 87 lat. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył w Kościele św. Katarzyny jego przyjaciel, ks. abp Tadeusz Gocłowski. On też odprowadzał zmarłego do grobu na cmentarzu Srebrzysko. Przybyły tłumy Gdańszczan. Wokół grobu grupa starszych harcerek i harcerzy, trzymając się mocno za ręce, utworzyła krąg braterski i zaciągnęła wartę. Na znak żałoby, gdański magistrat opuścił do połowy masztu flagi na budynku rady miasta.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama