W latach 50., Gwido Trzywdar-Rakowski mieszkał w Domu Aktora w Sopocie, podobnie jak zresztą wielu aktorów Teatru Wybrzeże. Wraz z żoną, także aktorką, Ireną Trojecką zajmowali pokój z tarasem. Nie byle jaki to taras. Czesała tam swoje długie włosy sama Mieczysława Ćwiklińska, gdy odwiedzała przyjaciół z dawnych lat.
Mieli dwa psy. Na drzwiach wisiała tabliczka: „Irena, Gwido, Buba i Tomek Rakowscy”. Pani Irena nosiła kapelusik zdobiony owocami i kwiatuszkami, długie białe włosy pana Gwidona okrywał czarny kapelusz z wielkim rondem. Grywał starców, bo wyglądał jak starzec, choć ledwie skończył pięćdziesiątkę.

W Krakowie, w roku 1912 – i to pod okiem samego Ludwika Solskiego – debiutował. Nie miał 20 lat.
Gdynię po raz pierwszy zobaczył w roku 1930, kiedy to na scenie Szkoły Morskiej Mistrz Iwo Gall wystawił jego, Trzywdara, dramat „Hołd Pruski”. Tuż przed wybuchem wojny ówczesne kierownictwo Polskiej Marynarki Wojennej zaproponowało Trzywdar-Rakowskiemu zorganizowanie w Gdyni wojskowego teatru. Ponieważ propozycja ta pokrywała się z marzeniami o morzu pani Ireny, pewnego majowego poranka zakotwiczyli w Gdyni – wspominał. Na początek „wybrał chłopców z Mar. Woj. Dobrał ładne panny i pokazał »Krakowiaków i Górali« wyśmienitych, nie amatorskich” pisał po latach „Przekrój”.
Z marynarzami zrealizował też fragment „Wesela” Wyspiańskiego, nawet „Kordiana”. Teatr, pod jego przywództwem, jeździł ze spektaklami do Pucka, Wejherowa, na Hel czy Westerplatte. Wojna zamknęła ten etap.
Wraca tu we wrześniu 1945 roku. Jako jeden z pierwszych zaczyna odbudowę teatru w Gdyni. Ale już w 1951 zostaje aktorem Teatru Wybrzeże. To jego dojrzałe role. O tej w „Ptaku” Szaniawskiego recenzent pisze: „Wzruszający epizod Wynalazcy, wiecznie niedocenionego, stale odtrąconego, marzącego o rozweselaniu ludzi sztucznymi metodami. Także i dzięki jego grze można było - i należało – zrozumieć sens »Ptaka« jako starcie między dwoma sposobami pojmowania sztuki i życia”.
Rolą Alberta w „Zwadach miłosnych” świętował 40-lecie pracy.
Recenzent, relacjonując spektakl, rozpisuje się o aktorskiej młodzieży, wychwala debiutującego Bogumiła Kobielę, zapomni jednak napisać ...o Jubilacie.
Półwiecze gry aktorskiej, w roku 1959, uczci rolą Grzegorza w „Kordianie” .W programie jubileuszowym określono go jako „aktora charakterystycznego, realistę z dawnej szkoły krakowskiej, artystę o bogatej skali, od tonów ciepłych, dobrotliwych i komediowych, po szlachetny patos ulubionych ról klasycznego repertuaru”.
Ostatni raz staje na gdańskiej scenie w „Królowej przedmieścia”. Ma 68 lat. Umiera rok później.
Dawni Sopocianie ponoć długo jeszcze pamiętali aktora w czarnej pelerynie jak spacerował z białym pudlem po molo...























Napisz komentarz
Komentarze