29 metrów i 30 lat życia we Wrzeszczu. Trudne warunki lokalowe
Mieszkanie pani Anny ma 29,4 m kw. – jeden pokój, niewielką kuchnię i łazienkę. Kobieta mieszka w nim od blisko 30 lat. W tym lokalu wychowała siedmioro dzieci. Dziś nadal mieszka tam z dorosłą córką oraz dwoma synami w wieku 22 i 24 lat.
– Tu teraz z córką mieszkamy, a synowie w drugim pokoju – mówi, wskazując niewielkie pomieszczenie, które pełni funkcję sypialni.
Starsze dzieci wyprowadziły się i wynajmują mieszkania. Jedna z córek zajmuje lokal w tej samej kamienicy – jedyny prywatny w budynku. W przeszłości dwoje dzieci zostało odebranych rodzinie przez opiekę społeczną, ze względu na złe warunki mieszkaniowe.
Eksmisja „na żądanie”. Dlaczego miasto zwleka?
Wyrok eksmisyjny zapadł po kilku latach niepłacenia czynszu.
– Specjalnie przestaliśmy płacić, żeby dostać większe mieszkanie dla dzieci – tłumaczy pani Anna.
Sąd przyznał jej i dzieciom prawo do lokalu socjalnego. W normalnym trybie oznaczałoby to przeprowadzkę, jednak eksmisja nigdy nie została wykonana.
Magistrat tłumaczy, że procedury eksmisyjne są długotrwałe.
– Postępowania eksmisyjne są procesem wieloetapowym – informuje Dariusz Wołodźko z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku.
Spór o odpowiedzialność. Miasto czy wspólnota mieszkaniowa?
Miasto podkreśla, że nie ponosi odpowiedzialności za stan techniczny kamienicy.
– Gmina miasta Gdańska nie ma obowiązku realizować wyroków o eksmisję ze swojego zasobu – wskazuje Dariusz Wołodźko.
Jak dodaje, za budynek odpowiada wspólnota mieszkaniowa, ponieważ gmina posiada w nim jedynie część udziałów.
Administrator wspólnoty złożył jednak w ubiegłym roku pismo informujące, że przestaje zajmować się nieruchomością, ponieważ znajduje się w niej tylko jedno mieszkanie własnościowe.
Stan techniczny budynku zagraża życiu. „Mury zaczęły pękać”
Sytuacja przy ul. Ceglanej 8 wróciła do urzędu, gdy mury budynku zaczęły pękać. Inspektorzy dwukrotnie wydali opinię, że lokal „grozi zawaleniem”.
– Przez 20 lat byliśmy zalewani. W piwnicy woda sięgała po pas. Fundamenty w końcu nie wytrzymały – mówi pani Anna.
Mimo to, miasto informuje:
„Z powodu braku odpowiedniej liczby wolnych prawnie i fizycznie lokali (…), wyrok nie jest aktualnie przewidziany do realizacji”.
Co zaskakujące, miasto w odpowiedzi wskazuje, że pierwszeństwo mają wykwaterowania z budynków w złym stanie technicznym, czyli dokładnie takich, jaki stoi przy ul. Ceglanej 8.

Problematyczny wyrok sprzed 15 lat a dorosłe dzieci
Dodatkowym problemem jest treść wyroku. Obejmuje on wszystkie dzieci pani Anny, które w chwili jego wydania były nieletnie. Dziś to osoby dorosłe – mają swoje życie i pracę. Miasto wskazuje jednak, że wyrok oznacza prawo do jednego wspólnego lokalu.
– Brak jest podstaw prawnych do przyznania odrębnych mieszkań – podkreślają urzędnicy.
– Oni mi te dzieci, dorosłe dzieci, chcą wsadzić ze mną – komentuje lokatorka.
Dorosłe dzieci mogłyby ubiegać się o własne mieszkania z zasobów miasta tylko po zrzeczeniu się prawa do wspólnego lokalu socjalnego.
– Żadnego dziecka nie wymelduję, dopóki żyję – deklaruje pani Anna, podkreślając, że wcześniejsze obietnice szybszego przydziału lokali nie zostały dotrzymane.
Długi czynszowe i spór o opłaty
Miasto przypomina, że lokatorka powinna regulować należności za zajmowany lokal.
– Osoby zajmujące lokal bez tytułu prawnego są zobowiązane do ponoszenia opłat – informuje urząd.
Pani Anna odpowiada:
– Ani grosza nie dam za to mieszkanie. Czekam na lokal socjalny.
Szerzej o sprawie piszemy w kolejnym wydaniu tygodnika „Zawsze Pomorze”, który pojawi się w piątek, 30 stycznia.
























Napisz komentarz
Komentarze