Dotychczasowe rozwiązanie, czyli przerzucenie decyzji w sprawie obecności krzyży na poszczególne szkoły, okazuje się coraz bardziej zawodne. W idealnym społeczeństwie ustawodawcy już by zasiadali by poszukać lepszego, kompromisowego wyjścia. Ale żyjemy w Polsce anno domini 2026 więc poza krzykiem i nakręcaniem emocji niczego konstruktywnego nie można się spodziewać.
Kto zdejmuje krzyż, ten może być złodziejem
Najsłynniejsza – do czasów Kielna – awantura o krzyż w polskiej szkole miała miejsce w 2013 w Krapkowicach na Opolszczyźnie. Grażyna Juszczyk, nauczycielka matematyki z ponad 30-letnim stażem, zdjęła krzyż ze ściany pokoju nauczycielskiego. W pomieszczeniu było wtedy kilkoro innych nauczycieli, którzy nie protestowali. Konflikt wybuchł dopiero kilka tygodni później, kiedy brak krzyża zauważyła dyrektorka. Zwołała zebranie, na którym zrugała nauczycieli, że jako chrześcijanie nie mają odwagi bronić swoich symboli.
Od tego momentu miało rozpocząć się szykanowanie Grażyny Juszczyk. Pisano na nią donosy. Choć nie zabrała krzyża, a jedynie odłożyła go na szafę w pokoju nauczycielskim, na publicznym spotkaniu usłyszała od współpracowników, że jest złodziejką. Jedna z nauczycielek wręcz sugerowała, że skoro „ukradła” krzyż, to być może ukradła też na przykład magnetofon lub sprzęt sportowy. Dyrektorka szkoły, zamiast łagodzić, eskalowała konflikt, mówiąc m.in. że w Polsce nie ma miejsca dla osób, którym przeszkadza krzyż.
Ponieważ skargi nauczycielki do burmistrza, radnych, kuratorium i wojewody nie przyniosły skutku, skierowała ona sprawę do sądu pracy, oskarżając dyrektorkę o dyskryminację ze względu na bezwyznaniowość. Po trzyletniej batalii Sąd Apelacyjny we Wrocławiu przyznał rację matematyczce, zasądzając 5 tys. zł odszkodowania na jej rzecz oraz przeprosiny w prasie.
Wtedy do akcji włączyła się prokuratura, kierowana wówczas przez Zbigniewa Ziobrę i złożyła skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Ten utrzymał w mocy poprzedni wyrok, a wtedy Ziobro, jako prokurator generalny, złożył skargę nadzwyczajną do nowo powołanej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. Ta jednak uznała, że nie ma po co wracać do sprawy tak gruntownie już zbadanej przez sądy wszystkich instancji. Juszczyk wygrała.
Warto jednak zwrócić uwagę, że sama sprawa nie dotyczyła obecności symbolu religijnego w szkole, ale szykanowania w miejscu pracy. A sam krzyż, w efekcie zorganizowanego w pokoju nauczycielskim referendum, szybko powrócił na ścianę pokoju nauczycielskiego krapkowickiej szkoły.
Każda szkoła decyduje indywidualnie
O zasady zawieszania krzyży w szkołach publicznych, a konkretniej o to kto i na jakiej podstawie decyduje o tym, że w danej sali wisi (bądź nie wisi) krzyż, zapytaliśmy Ministerstwo Edukacji Narodowej.
– Szczegóły dotyczące nauczania religii w szkołach i placówkach oświatowych oraz obecności w ich pomieszczeniach symboli religijnych określa rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach – wyjaśnia rzeczniczka MEN Ewelina Gorczyca i przywołuje paragraf 12 tego rozporządzenia, który brzmi: „W pomieszczeniach szkolnych może być umieszczony krzyż. W szkole można także odmawiać modlitwę przed i po zajęciach. Odmawianie modlitwy w szkole powinno być wyrazem wspólnego dążenia uczniów oraz taktu i delikatności ze strony nauczycieli i wychowawców”.
W praktyce oznacza to, że o obecności krzyża w pomieszczeniach szkolnych decyduje każda szkoła indywidualnie. Przepisy prawa nie przewidują tez żadnej szczególnej drogi zaskarżenia decyzji o zawieszeniu albo niezawieszenia krzyża w danym pomieszczeniu, wobec czego trzeba przyjąć, że zastosowanie mają zasady ogólne.
– Można się zwrócić się do organu prowadzącego lub nadzoru pedagogicznego – radzi rzeczniczka.
Zdaniem kierownictwa Ministerstwa Edukacji Narodowej obecność krzyży w szkołach nie kłóci się z neutralnością światopoglądową władz publicznych, co potwierdza szereg wyroków m.in. Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, m.in. wyrok w sprawie Lautsi przeciwko Włochom oraz sądów polskich.
Ministerstwo nie odpowiedziało nam na pytanie czy w razie rozbieżnych opinii co do tego, czy w sali lekcyjnej ma wisieć krzyż, ważniejsze powinno być stanowisko nauczyciela, czy uczniów. Taka właśnie sytuacja, jak się wydaje, miała miejsce w Kielnie. Jeśli zaś chodzi o statystyki dotyczące skarg na obecność krzyża albo jego brak w szkolnych pomieszczeniach, MEN ich nie posiada.
ZNP nie jest obojętny wobec tych sytuacji
W sprawie obecności krzyża w polskich szkołach i ewentualnych konfliktów związanych z jego obecnością nie ma oficjalnego stanowiska Związku nauczycielstwa Polskiego.
Wiceprezeska Zarządu Głównego ZNP Urszula Woźniak, komentując dla „Zawsze Pomorze” sprawę Kielna odpowiedziała:
– Szkoła w Polsce jest szkołą świecką. Nikogo nie razi kiedy krzyż wisi w szkołach katolickich. Natomiast należy wziąć pod uwagę, że do szkół samorządowych uczęszczają uczniowie innych wyznań lub niewierzący i epatowanie symbolami jednej wiary jest nieuprawnione i rzeczywiście od czasu do czasu wzbudza konflikty. Sytuacja w Kielnie pokazała jednak coś więcej, pokazała absolutnie polityczne wykorzystanie sprawy, pokazała zorganizowany, histeryczny hejt wobec nauczycielki, bez rozpoznania sprawy, bez wysłuchania wszystkich stron. Organizowanie pikiety przed szkołą jest absolutnie naganne i nie powinno mieć miejsca, nikt nie brał pod uwagę obecności uczniów i funkcjonowania szkoły. Wykorzystano medialnie i politycznie uczniów którzy nie są uczniami tej klasy i nie byli obecni w czasie tej lekcji, nazywano ich bohaterami. Ta sytuacja pokazała jak można rzucać publicznie bezzasadne oskarżania, piętnować i niszczyć człowieka – nauczycielkę. Jakie wnioski wyciągną z tego uczniowie tej szkoły i mieszkańcy tej miejscowości ? Jakie wnioski wyciągnie społeczeństwo? Oczywiście ZNP nie jest obojętny wobec tych sytuacji, również w przypadku tego zdarzenia nauczycielka uzyskała pomoc, w tym prawną ze strony Okręgu Pomorskiego ZNP.
Ordo Iuris: krzyż jest ok, brak krzyża to dyskryminacja
Swoją własną opinię prawną w sprawie ekspozycji krzyży w szkole przygotował w 2019 roku Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Eksperci tej fundamentalistycznej organizacji usiłują w niej dowieść, że na mocy polskiego prawodawstwa ekspozycja krzyży w przestrzeni szkolnej jest dozwolona, zaś ich brak może być niezgodny z prawem, o ile choćby jedna osoba takiego krzyża w szkole chce.
Skąd taki paradoksalny wniosek?
Autorzy opinii twierdzą, że „o ile nie istnieje prawo osób niewierzących do niestykania się z symbolami religijnymi (ściślej: prawo do niestykania się symbolami innych religii), o tyle wolność manifestowania religii przez każdego człowieka wymaga umożliwienia eksponowania symboli religijnych w widocznych miejscach”.
Stąd prosta konkluzja, że uniemożliwienie wywieszenia krzyża może stanowić naruszenie dóbr osobistych i narazić szkołę na odpowiedzialność prawną i finansową.
Mało tego, według tej interpretacji brak krzyży stanowi wyraz aktywnego poparcia i nieuzasadnionego uprzywilejowania zwolenników laickości, które nie znajdują najmniejszego uzasadnienia w prawie, a wręcz są z nim sprzeczne. A zatem obecność w przestrzeni szkolnej chrześcijańskich symboli religijnych nie jest złamaniem zasady bezstronności światopoglądowej władz publicznych, natomiast ich brak już tak.
Autorzy opinii podkreślają przy tym, że przy realizacji praw wierzących nie może być stosowane demokratyczne kryterium „głosu większości”. Jako że ochrona praw przysługuje każdemu, odmowa wyeksponowania symboli religijnych w widocznych miejscach na wniosek niewielkiej grupy nauczycieli, uczniów lub rodziców może stanowić naruszenie ich dóbr osobistych.
O tym, że ta opinia nie ma wyłącznie charakteru teoretycznego przekonała się grupa nauczycieli jednego z wrocławskich liceów, która w 2020 chciała usunięcia krzyży ze szkoły. Dyrektorka odmówiła, powołując się właśnie na zdanie ekspertów z Ordo Iuris. Prawnicy tej organizacji byli też bardzo aktywni zarówno w opisanej wyżej sprawie nauczycielki z Krapkowic, jak i obecnie w Kielnie.
Internetowa petycja: „Szkoła to nie miejsce na krzyże!”
Jak się można było spodziewać afera w Kielnie zmobilizowała także drugą stronę – zwolenników świeckości szkoły.
„Szkoła to miejsce nauki i wychowania młodzieży. Nie może narzucać od najmłodszych lat «jedynej słusznej religii». Tymczasem w szkołach krzyże wiszą często na każdej ścianie. W niektórych, gdyby je policzyć, mogłoby być więcej niż w kościele. W ostatnich dniach prawica na «obronie krzyża» w szkole w Kielnie zbija kapitał polityczny, wylewając hejt na nauczycielkę. W całej debacie zabrakło pytania – dlaczego te krzyże wiszą w świeckiej szkole?” – piszą organizatorzy zbierania podpisów pod internetową petycją „Szkoła to nie miejsce na krzyże!”.
Domagają się oni weryfikacji przepisów, które pozwalają dziś na umieszczanie krzyży w niemal każdej sali na każdej lekcji i ograniczenie ich obecności do przestrzeni ściśle przeznaczonych na edukację religijną.
Odwołują się przy tym wprost do wydarzeń w Kielnie, które – ich zdaniem – pokazują, że dyskusja na temat obecności krzyża – może przybierać niepokojący kierunek i rozpętywać niepotrzebne konflikty angażujące rodziców, nauczycielki i nauczycielki, a także, co najbardziej niepokojące, najmłodszych.
– W coraz bardziej zmieniającym się, wielokulturowym społeczeństwie, powinniśmy zadbać o to, by szkoła w Polsce była miejscem przyjaznym dla każdej uczennicy i każdego ucznia, bez względu na wyznawaną wiarę lub bezwyznaniowość – przekonują działacze Akcji Demokracja, którzy stworzyli petycję.
Do tej pory podpisało się pod nią niecałe 10 tysięcy osób.
























Napisz komentarz
Komentarze