Sea You od samego początku ma w sobie niesamowitą energię. Też trochę wynika to z faktu, że to w sporym stopniu impreza branżowa, a i sama publiczność to osoby, które od lat śledzą lokalną scenę. To wszystko powoduje, że na tym festiwalu jest jakoś tak rodzinnie. Mnóstwo rozmów, wspomnień, wymiany poglądów - rewelacyjny tygiel, w którym wszystko buzuje.
Tegoroczna edycja pokazała, że takie przedsięwzięcia mają sens. Aby je organizować, trzeba mieć w sobie jakieś poczucie misji. Bo to nie jest impreza, która przyniesie nie wiadomo jakie zyski. O ile w ogóle je przyniesie. To jest impreza przede wszystkim dla artystów, aby mogli się pokazać branży, publiczności, aby dowiedzieć się też jak funkcjonować w tym zawiłym i dość nieprzyjaznym świecie zawodowej muzyki.
Natalia, która zawojuje świat
Tak, jak pierwszy dzień Sea You był dość spójny muzycznie, osadzony głównie wokół gitar, tak drugi pokazał już zdecydowanie szersze horyzonty trójmiejskiej sceny. I jeśli miałbym wyrokować, kto z tegorocznej edycji będzie stanowił o sile Trójmiasta w najbliższych latach, będzie to bezsprzecznie Natalia Muianga.
Absolutne zaskoczenie. I nie tylko ja byłem w szoku, co ta dziewczyna potrafi. Wiemy, że jest, że wypłynęła dzięki talent show, ale jednak braliśmy też poprawkę, że tego typu programy potrafią być pocałunkiem śmierci. W przypadku gdańszczanki nie ma o tym mowy.
Nie sądzę, że Muianga kiedykolwiek wskoczy na poziom stadionowy. To jednak jest zarezerwowane dla zupełnie innej muzyki - polski przeciętny odbiorca nie kupi tego aż tak bardzo. Ale duże kluby i - jeśli zacznie tworzyć w języku angielskim - zagraniczne trasy są jak najbardziej do osiągnięcia.
Taka trochę polska Raye - to jest bardzo podobny vibe. Natalia Muianga ma wszystko, aby osiągnąć gigantyczny sukces. Talent, wszechstronność, wygląd, charyzmę, luz, świetny kontakt z publicznością i rewelacyjny band. Gdyby teraz ją wrzucić na scenę jakiegokolwiek europejskiego festiwalu, z miejsca stałaby się fenomenem.
Wesołe piosenki i przestrzenne pasaże
The Surfers rozbujali publiczność swoim nadmorskim rock and rollem z lat 60., pokazując, że dawne brzmienia wciąż mogą być świeże, natomiast Leon Krześniak surfing zamienił na chillowanie na plaży. Dużo u niego jest słonecznej energii. Przyjemne piosenki kojarzące się chociażby z Wiktorem Dydułą czy Vito Bambino. Z tą różnicą, że od czasu do czasu jego zespół potrafi mocniej szarpnąć po strunach. Krześniak ma szansę stać się jednym z tych wykonawców, którzy może świata nie zawojują, ale z powodzeniem może hulać po eremefkach czy innych zetkach i występować na telewizyjnych festiwalach.
Był też szczery Grzesław Nawrocki, który z jednej strony jest trochę bardem, z drugiej trochę terapeutą, a z trzeciej przedstawicielem dawnej polskiej sceny niezależnej. Mimo że stara się wciąż poszukiwać, to jednak cały czas słychać, że zespół Kobiety bardzo mocno jest zakorzeniony w jego twórczości. Ale też nie tak wesoło jak kiedyś - dużo tu ważnych i trudnych treści.
Popsysze natomiast pokazuje, że jest w swojej topowej formie, co zresztą potwierdza rosnąca ostatnio popularność zespołu. Prawie dwie dekady na scenie i to słychać. To formacja świetnie zgrana i niezwykle precyzyjna. Warto zwrócić uwagę na kapitalną punktualność - bo kiedy zacznie się liczyć, okaże się, że w te z pozoru proste piosenki mają momentami bardzo niecodzienne struktury. Bardzo przyjemnie słuchało się tej mieszanki szeroko pojętego punka z przestrzennymi, sennymi pasażami.
Taneczne gitary i mroczna elektronika
Warto również wspomnieć zespół Mjut, którego wysoko strojone, wesołe gitary i dość proste piosenki przenoszą nas w czasy, kiedy indie rock królował wszędzie. To kolejny doświadczony trójmiejski zespół, który absolutnie nie próbuje wymyślić prochu, ale doskonale wykorzystuje swoje umiejętności do tego, aby grać bardzo przyjemną, taneczną i dobrze poukładaną muzykę.
Sea You zamknął nowy projekt - William Malcolm and the Dracul Affair. I faktycznie, ta mroczna elektronika mogłaby być tłem dla awangardowej historii pewnego księcia z Transylwanii. Trzeba przyznać, że Malcolm ma na swoim koncie wiele projektów, każdy nieco inny, ale na przestrzeni lat udało mu się wypracować styl, który sprawia, że od razu wiadomo, kto za tym wszystkim stoi. A to już duża sztuka.
Wszyscy nam zazdroszczą
Sea You ponownie pokazało, że chyba lokalnie jesteśmy zbyt surowi wobec siebie. Zupełnie niepotrzebnie stawiamy wygórowane wymagania, w momencie, kiedy przyjeżdżają fachowcy z kraju i mówią nam, że mamy po prostu skarbiec pełen złota. Czuć bijącą od nich zazdrość.
I trzeba przyznać, że mają rację. Tegoroczna edycja wydarzenia tylko to potwierdza. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że tym razem nie mieliśmy w line-upie wielu znanych od lat twarzy. Pojawiło się mnóstwo świeżych, ale też dawnych - lecz dawno nie widzianych - wykonawców, mających naprawdę topowe umiejętności, ale też materiał na topowym poziomie.
![Morze świetnych muzyków. Najlepsza edycja Sea You za nami [ZDJĘCIA] Morze świetnych muzyków. Najlepsza edycja Sea You za nami [ZDJĘCIA]](https://static2.zawszepomorze.pl/data/articles/xl-morze-swietnych-muzykow-najlepsza-edycja-sea-you-za-nami-1776016572.jpg)















![Sopocki Klub Morsów zakończył sezon zimnych kąpieli [ZDJĘCIA] Sopocki Klub Morsów, kąpiel w Bałyku,](https://static2.zawszepomorze.pl/data/articles/sm-16x9-sopocki-klub-morsow-zakonczyl-sezon-zimnych-kapieli-zdjecia-1776004063.jpg)


![Morze świetnych muzyków. Najlepsza edycja Sea You za nami [ZDJĘCIA] Morze świetnych muzyków. Najlepsza edycja Sea You za nami [ZDJĘCIA]](https://static2.zawszepomorze.pl/data/articles/sm-16x9-morze-swietnych-muzykow-najlepsza-edycja-sea-you-za-nami-1776016572.jpg)


Napisz komentarz
Komentarze