Reklama

Do woja marsz? Plany poboru czekają w wojskowych szufladach, teraz pora na polityków

Obowiązkowy pobór do wojska został zawieszony w 2010 r. Czy w obliczu zagrożenia państwa toczącą się za wschodnią granicą wojną oraz przy spadku liczebności kolejnych roczników wróci obowiązkowa powszechna służba wojskowa? A jeśli tak, to w jakiej formie?
Do woja marsz? Plany poboru czekają w wojskowych  szufladach, teraz pora na polityków
Z ostatnich sondaży wynika, że 51 procent obywateli jest za przywróceniem obowiązkowej służby wojskowej. Co zrobią politycy?

Autor: Canva | Zdjęcie ilustracyjne

Za kilka dni kończy się w całym kraju, także na Pomorzu, kwalifikacja wojskowa, obejmująca głównie młodych mężczyzn z rocznika 2007. Członkowie komisji oceniają ich zdolność fizyczną i psychiczną do pełnienia służby, nadają kandydatom stosowną kategorię i wstępnie przydzielają do poszczególnych form sił zbrojnych. A potem – odsyłają do domów.

To jednak może się niedługo zmienić. Na początku kwietnia na profilu LinkedIn ukazał się obszerny wpis gen. broni Macieja Klisza, dowódcy operacyjnego rodzajów sił zbrojnych, zawierający wiele mówiące słowa: „Pobór do wojska? To już nie pytanie «czy», tylko «kiedy i jak»”.

– Rzeczywiście, dyskusja toczy się dziś nie wokół samej idei, lecz potencjalnych modeli – przyznaje płk Marek Pietrzak, rzecznik Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. – Możemy rozważać różne warianty: służbę selektywną, ukierunkowaną na określone kompetencje czy zdolności. Jedno jest pewne – nie będzie to model znany sprzed lat, z czasów Układu Warszawskiego, obciążony wieloma negatywnymi doświadczeniami.

Czytaj też: Polska buduje satelitę wojskowego! Gdyński Radmor w międzynarodowym projekcie

Płk Pietrzak dodaje, że w Sztabie Generalnym analizowane są różne scenariusze.

– Mówiąc obrazowo, takie plany istnieją „w szufladzie” – twierdzi rzecznik SGWP. – Naszą rolą jest dostrzeganie wyzwań wynikających zarówno z sytuacji bezpieczeństwa, jak i trendów demograficznych oraz rekomendowanie rozwiązań. Ostateczne decyzje należą jednak do polityków. Jeśli czynniki bezpieczeństwa lub demografia doprowadzą do niedoboru zasobów potrzebnych do odbudowy rezerw, odpowiednie wnioski zostaną przedstawione decydentom.

Półmilionowa armia?

Między 2010, kiedy to zawieszono powszechny pobór do wojska, a 2019, nasza armia liczyła mniej więcej 100 tys. żołnierzy zawodowych. Liczba ta zaczęła zwiększać się w następnych latach. Przyczyniły się do tego kolejne doświadczenia kryzysowe, począwszy od pandemii, przez kryzys migracyjny na granicy polsko-białoruskiej, wreszcie po wybuch wojny w Ukrainie.

Obecnie, jak przekazał nam dr Piotr Kobzdej, doradca Ministra Obrony Narodowej, w polskim wojsku służy niespełna 180 tys. żołnierzy zawodowych oraz dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej. Do tego trzeba dodać prawie 38 tys. żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Oznacza to, że mamy niemal 217 tys. żołnierzy oraz kilkaset tysięcy rezerwistów. – Jesteśmy pod względem liczebności, po USA i Turcji, trzecią armią NATO – przypomina doradca szefa MON.

To nadal jednak za mało.

– Chcemy by do 2039 r. liczebność Sił Zbrojnych RP wzrosła do 500 tys. żołnierzy, w tym 300 tys. w ramach czynnej służby wojskowej oraz 200 tys. w rezerwach, łącznie z nowo utworzoną rezerwą wysokiej gotowości – mówi dr Kobzdej. – Staramy się podchodzić do tego wyzwania kompleksowo, nie tylko poprawiamy warunki służby, inwestujemy w nowoczesny sprzęt i sukcesywnie zwiększamy środki na wojskowe uposażenia, ale także otwieramy wojsko na społeczeństwo. Przy czym coraz więcej osób zauważa, że to wojsko daje możliwość nabywania często unikalnych umiejętności, niekiedy niedostępnych na cywilnym rynku pracy.

Straszne słowo – demografia

Jednak nawet najbardziej kuszące propozycje nie zmienią twardej rzeczywistości. Czyli – intensywnego starzenia się społeczeństwa i kurczącej się z roku na rok populacji młodych Polaków.

Podczas konferencji „Między dobrowolnością a obowiązkiem: czy Polska potrzebuje powrotu zasadniczej służby wojskowej?” zorganizowanej przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego w lutym br., Ariel Drabiński, analityk zajmujący się demografią, przedstawił niepokojące dane. Wynika z nich m.in., że już przed dwoma laty dzietność w Polsce spadła do poziomu około jednego dziecka na kobietę, co nie pozwala na osiągniecie zastępowalności pokoleń.

– Z poziomu Sztabu Generalnego wyraźnie widzimy i sygnalizujemy problem demograficzny – twierdzi płk Marek Pietrzak. – Zasoby, z których dziś czerpiemy do służby czynnej, systematycznie się kurczą. Liczebność roczników wchodzących w wiek poborowy w ostatnich latach wyraźnie spada.

Obecnie w kraju żyje nieco ponad milion mężczyzn w tzw. wieku poborowym, czyli liczących 20-24 lata. I nie każdy z nich nadaje się na żołnierza.

– Trzeba pamiętać o szeregu czynników, które dodatkowo ograniczają pulę kandydatów – wylicza rzecznik Sztabu Generalnego. – Z roczników, liczących setki tysięcy osób, tylko część ostatecznie spełnia kryteria służby. Coraz większym problemem jest stan zdrowia młodych ludzi – rośnie skala nadwagi i otyłości, często towarzyszy temu brak aktywności fizycznej i niska sprawność.

Za dużo wędek, za mało ryb

Według Ariela Drabińskiego aż 26,1 proc. młodych ludzi między 15 a 29 rokiem życia ma długotrwałe problemy zdrowotne. I nie będzie lepiej – tylko z nadwagą i otyłością zmaga się co czwarte dziecko i nastolatek. Łącznie jest to ponad 2 mln osób.

Równie nieciekawie prezentuje się stan psychiczny młodych ludzi. Według raportu „Diagnoza Młodzieży 2026” u 40 proc. nastolatków występują objawy depresyjne, a 17 proc. ma za sobą samookaleczenia. Nie da się ukryć, że żołnierz z depresją raczej nie wchodzi w rachubę...

– Dochodzą również uwarunkowania społeczne oraz problemy natury psychologicznej, które sprawiają, że istotny odsetek młodych osób nie kwalifikuje się do służby wojskowej – dodaje płk Pietrzak.

– Czy już wiadomo, ilu młodych mężczyzn z rocznika 2007 kwalifikuje się do służby wojskowej? - pytam kpt. Michała Gełeja, rzecznika prasowego Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji.

– Kwalifikacja wojskowa na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej potrwa do 30 kwietnia br. - wyjaśnia kpt. Gełej. - Po jej zakończeniu będziemy, we współpracy z administracją rządową oraz samorządową, analizować dane w wyżej wymienionym zakresie. Jest to przedsięwzięcie na dość dużą skalę na terytorium całego kraju.

– W tegorocznej kwalifikacji na Pomorzu wezwania otrzymało ponad 13 tys. osób z podstawowego rocznika 2007 – informuje por. Katarzyna Szymańska, rzecznik prasowy Ośrodka Zamiejscowego w Gdańsku CWCR.

Wobec tego policzmy - zakładając, że ponad 26 proc. z nich może mieć długotrwałe problemy zdrowotne, w naszym województwie zostaje ok. 8 tys. 19-letnich mężczyzn przydatnych do służby.

Niekiedy analitycy przyrównują poszukiwanie kandydatów do służby wojskowej do łowienia przez tłumy wędkarzy ryb w niewielkim jeziorze.

– Warto przy tym zauważyć, że nie tylko wojsko mierzy się z tym wyzwaniem – podkreśla płk Marek Pietrzak. - Policja czy Straż Graniczna również intensyfikują rekrutację. Mówiąc obrazowo – wszyscy czerpiemy z jednego, kurczącego się zasobu. „Ryb” nie przybywa, a „wędek” jest coraz więcej. Dodatkowo stan zdrowia kandydatów ogranicza możliwości naboru nawet o kilkadziesiąt procent, a brak zainteresowania służbą jeszcze bardziej zawęża tę pulę.

Dojrzałe wojsko?

Skoro młodych kandydatów do wojska będzie ubywać, to może trzeba liczyć na dojrzalszych żołnierzy?

– Takie rozwiązania już funkcjonują – odpowiada rzecznik Sztabu Generalnego. - Przykładem jest aktywna rezerwa, która stopniowo zyskuje na popularności. To oferta skierowana przede wszystkim do osób, które mają już doświadczenie wojskowe. Obecnie służy w niej kilka tysięcy żołnierzy. Dla osób starszych atrakcyjną ścieżką jest również służba w Wojskach Obrony Terytorialnej. Można ją pełnić w bardziej elastycznym systemie, nie tylko weekendowym. Obecnie korzysta z tego ponad 40 tysięcy osób. Co istotne, część żołnierzy WOT zasila później wojska operacyjne lub rezerwy, więc potencjał ten nie jest tracony, lecz wzmacnia cały system.

We wspomnianym wpisie na profilu LinkedIn, gen. broni Maciej Klisz zauważa, że należy zastanowić się nad nową formą poboru do wojska. Konieczne może być wybranie jednego z trzech modeli. Pierwszy, selektywny, zakłada wybór osób o określonych predyspozycjach lub potrzebnych w danym momencie wojsku. Drugi – kompetencyjny – oznacza wyszukiwanie na rekrutacji specjalistów w konkretnych dziedzinach. Byliby to np. informatycy, medycy, analitycy danych, operatorzy dronów, inżynierowie, wykorzystujący cywilne umiejętności w celach obronnych. I trzeci, często wymieniany przez ekspertów – model hybrydowy. Miałby on łączyć elementy obecnej służby zawodowej, służby dobrowolnej (Dobrowolna Zasadnicza Służba Wojskowa) z krótkimi, obowiązkowymi szkoleniami wybranych grup obywateli.

Co ciekawe, propozycja Dobrowolnej Zasadniczej Służby Wojskowej kierowana jest do osób między 18 a 60 rokiem życia. Zainteresowani, po rozmowie kwalifikacyjnej, z psychologiem i po badaniach lekarskich, przechodzą 27-dniowe szkolenie podstawowe i 11-miesięczne szkolenie specjalistyczne w jednostce wojskowej. Ochotnik w ramach dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej otrzymuje wynagrodzenie 6500 zł brutto, bezpłatne wyżywienie oraz zakwaterowanie, ulgę na przejazdy PKP, ubezpieczenie i bezpłatną opiekę medyczną, a także pierwszeństwo w powołaniu do zawodowej służby wojskowej.

Wojsko nie podaje, ilu „dobrowolsów” jest już po czterdziestce. Za to informuje, że rekrutacja do dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej (DZSW) utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie.

– W ciągu niecałych czterech miesięcy bieżącego roku złożonych zostało około 20 tys. wniosków do dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej na szkolenie podstawowe oraz specjalistyczne – mówi kpt. Gełej.

Pytanie otwarte

Kiedy ewentualnie mogłaby wrócić obowiązkowa służba?

– To pytanie pozostaje otwarte – odpowiada płk Pietrzak. - Odpowiedź zależy od wielu zmiennych – przede wszystkim sytuacji bezpieczeństwa oraz trendów demograficznych.

Do tego należy dodać jeszcze jeden istotny czynnik – słupki poparcia dla pomysłów polityków.

– Na razie plany są, ale nie ma decyzji politycznej – kwituje krótko dr Piotr Kobzdej.

Jakby co, znane są już wyniki ostatnich sondaży. Wynika z nich, że 51 procent obywateli jest za przywróceniem obowiązkowej służby wojskowej. Przy tym – czemu nie należy się dziwić – najniższe poparcie zanotowano wśród najmłodszych respondentów.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama1,5% podatku Fundacja Uśmiech dziecka ze Szkalanej
Reklama
Reklama
Reklama