Adwokat o sprawie: - Trudno w to uwierzyć
Próbowano wyeliminować mnie z życia społecznego, zawodowego, prywatnego – mówi Łukasz (imię zmienione). – Straciłem większość znajomych, zmieniłem pracę, nadal odczuwam skutki plotki. Dlatego, choć tamtą opinię zweryfikowali kolejni biegli, walczę.
Historia, przypominająca losy Franza K. lub scenariusz horroru, wydarzyła się naprawdę w Europie. W Trójmieście.
– Pierwszy raz spotykam się z taką sprawą – mówi mec. Jacek Potulski, reprezentujący Łukasza w sprawie karnej. – Trudno było początkowo w to uwierzyć. Kiedy jednak zacząłem się wgłębiać, byłem w szoku, jak można „zrobić” ze zdrowego człowieka osobę chorą psychicznie.
A mec. Maciej Urbański, prowadzący sprawę Łukasza przed sądem cywilnym, dodaje: – Szokuje też, jak niełatwo wymiarowi sprawiedliwości uznać swoje błędy wobec skrzywdzonego obywatela.
PRZECZYTAJ TEŻ: Waldemar Bonkowski nie wykona prac społecznych. Sąd wskazał na przeszkody zdrowotne
Bóle w klatce piersiowej
Lata 2014-15 był niełatwe dla gdyńskiego ekonomisty. Rozpadało się jego małżeństwo, biznes przeżywał ciężkie chwile, na dodatek lekarze stwierdzili o niego nowotwór – czerniaka.
– Na to zareagował organizm, pojawiły się bóle głowy i nerwobóle w klatce piersiowej – wspomina Łukasz. – Trafiłem na izbę przyjęć 7. Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku, dostałem leki.
Po kolejnym rodzinnym konflikcie Łukasz znów poczuł bóle w klatce piersiowej. Jesienią 2015 r. zgłosił się do tego samego szpitala. Zrobiono mu EKG, a potem zaproponowano leczenie na oddziale psychiatrycznym.
Z samego leczenia mało pamięta. Później okazało się, że dostawał aż 10 rodzajów silnych leków psychotropowych. Nie do końca wiedział, ci się z nim działo. Nie wiedział też, że pierwsze badanie EKG sugerowało zawał serca.
Z opinii, wydanej przez kardiolog prof. dr hab. med. Ewę Lewicką, wynika, że błędem było w tej sytuacji brak wezwania na konsultacje kardiologa, niezrobienie tzw. echa serca oraz badania stężenia troponiny (wykonano je dopiero po 19 godzinach). Krótko mówiąc, gdyby to był zawał, Łukasz zapewne by już nie żył. Zwłaszcza po przyjęciu ordynowanych w szpitalu leków.
Opuścił oddział na własne żądanie.
Dopiero w sądzie usłyszał, że nie nadaje się do sprawowania opieki nad dzieckiem. W trakcie sprawy rozwodowej druga strona przedstawiła uzyskaną, w nieustalony do dziś sposób, dokumentację ze szpitala, świadczącą, że Łukasz cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową (CHAD).
– To było jak wyrok – mówi Łukasz.
Okazało się, że już podczas pierwszej wizyty w izbie przyjęć szpitala diagnozę postawiła po kilkunastu minutach rozmowy lekarka na stażu.
Choroba na całe życie
CHAD jest chorobą przewlekłą, rozpoczyna się przeważnie epizodem depresyjnym w wieku młodzieńczym. W typowej postaci przechodzi po kilku tygodniach, miesiącach w epizod maniakalny.
– Epizod depresyjny łatwo można sobie wyobrazić – tłumaczy dr Maciej Dziurkowski, biegły lekarz-psychiatra. – Człowiek nie ma na nic ochoty, źle się czuje, zostawia sprawy zawodowe, rodzinne na boku, są trudności w koncentracji, pojawiają się myśli czy nawet próby samobójcze. Po nim przychodzi epizod maniakalny. To odwrotność, czyli przyspieszone myślenie, działanie, pochopne decyzje w życiu rodzinnym i zawodowym.
CZYTAJ TEŻ: Zabił policjanta na motocyklu. Zamiast do więzienia, trafi do zakładu psychiatrycznego
W tym chybione inwestycje, dziwne zakupy niepotrzebnych rzeczy, nagłe wyjazdy, brak snu, pobudzenie w zakresie życia seksualnego, zażywanie np. narkotyków.
– Pewną diagnozę CHAD można dać dopiero po latach obserwacji chorego i przy jego współpracy. Jest to diagnoza poważna. Dziś medycyna nie potrafi leczyć tej choroby, mamy do dyspozycji jedynie farmakoterapię, ewentualnie psychoterapię wspomagającą. Leczenie trwa do końca życia.
dr Maciej Dziurkowski, biegły lekarz-psychiatra
Pięć podejść do prawa jazdy
Jako pierwszy kontropinię sądowo-psychiatryczną w sprawie Łukasza wystawi dr n. med. Piotr Radziwiłłowicz, specjalista psychiatra z II stopniem specjalizacji, biegły sądowy Sądu Okręgowego w Gdańsku w dziedzinie psychiatrii. Przez następne lata kolejni psychiatrzy potwierdzają – mężczyzna jest zdrowy psychicznie. Wcześniejsze problemy były reakcją na stres.
W 2016 r. Łukasz staje przed obliczem dwóch biegłych pań psycholożek. Mają na zlecenie gdyńskiej prokuratury, badającej sprawę-odprysk konfliktu rozwodowego, stwierdzić m.in., czy mężczyzna ma prawidłowo ukształtowaną osobowość.
Gdyby Łukasz nie nagrał wywiadu, mielibyśmy do czynienia jedynie z opinią sądowo-psychologiczną, sporządzoną bez dodatkowego badania psychologicznego. Czytamy w niej, że Łukasz kwestionuje diagnozę wydaną przez szpital, nie ma prawidłowo ukształtowanej osobowości, jest osobą „urojeniową” i „ksobną”. Konfabuluje i kluczy. W nagraniu słychać, jak biegłe wielokrotnie nie pozwalają dokończyć mężczyźnie wypowiedzi, negując jego słowa.
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Absolwenci psychologii zdrowia trafią do rejestru psychologów? Rządowy projekt do poprawki
Psycholog sądowy Bogdan Bielski w 2020 r. punkt po punkcie podważył ocenę psycholożek z Trójmiasta. Uznał, że pozbawiona testów psychologicznych opinia jest „błędna i bezwartościowa”. Psycholog pisze: „Czynność badania psychologicznego, jak też następujący po nim proces badania sądowo-psychologicznego, zostały przeprowadzone z błędami nie pozwalającymi na ustalenie stanu faktycznego”.
– Przyklejono mi łatkę – mówi Łukasz. – Czy wie pani, że na wniosek prokuratury pięciokrotnie próbowano pozbawić mnie prawa jazdy? Składałem w Urzędzie Miasta opinię biegłego psychiatry, odpuszczano, a po tygodniu dostawałem kolejne wezwanie. Szczęśliwie trafiłem na rzetelną urzędniczkę, która respektowała stanowisko biegłych.
Batalia, czyli odkręcanie papierów
Odkręcanie „wariackich papierów” to batalia. Łukasz wystąpił do szpitala o wydanie dokumentacji medycznej. Po ich analizie okazało się, że występują – delikatnie mówiąc – rozbieżności między procesem leczenia, a zawartością dokumentów.
– Wyszło też na jaw, że lekarki, która miała przyjmować mnie na oddział psychiatryczny, tamtego dnia… nie było w pracy – twierdzi Łukasz.
Kiedy mówię, że w takiej sytuacji nietrudno jest o spiskową teorię i szukanie winnych, Łukasz odpowiada: – Nie chcę do tego wracać. Ułożyliśmy stosunki z byłą żoną, porozumieliśmy się do opieki nad synem. Zależy mi przede wszystkim na wyczyszczeniu kartoteki i sprostowaniu błędnych informacji.
Wygrał już dwie sprawy, uzyskując zadośćuczynienie za błędną diagnozę. Obecny z-ca komendanta ds. medycznych wojskowego szpitala, dr Michał Jarczewski, przypomina, że stroną postępowania sądowego dotyczącego hospitalizacji z 2015 r. nie był szpital, lecz jego ubezpieczyciel (PZU).
– Z tych względów szpital nie może odnieść się do sprawy sądowej i opinii biegłych wydanych w sprawie, w której szpital nie był stroną – uważa komendant. – Szpital dokłada należytej staranności w udzielanych świadczeniach medycznych. Jeżeli w 2015 wystąpiło opisane zdarzenie, to miało ono charakter incydentalny.
Na koniec dr Jarczewski podkreśla, że przez ostatnich 10 lat nie było w szpitalu podobnych przypadków.
Jak pacjent ma zaufać?
Od siedmiu lat sprawą Łukasza zajmuje się Prokuratura Rejonowa Gdańsk Oliwa.
– W rachubę wchodzi przestępstwo z artykułu 271 kk (poświadczenie nieprawdy przez funkcjonariusza publicznego) oraz przestępstwo art. 160 kk (narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia) – mówi reprezentujący Łukasza w sprawie karnej mec. Jacek Potulski, prof. UG. – Z mojego klienta zrobiono osobę chorą umysłowo. Wszystkie opinie jasno wskazały, że on jest zdrowym człowiekiem.
Dopiero w 2021 r. wpłynęła opinia ekspertów z Łodzi. Uzupełniła ją kolejna opinia Instytutu Naukowego Pracowni Ekspertyz Sądowo – Lekarskich UJ. Trwa oczekiwanie na trzecią opinię, wystawioną przez kardiologa.
- Wobec wielowątkowego i skomplikowanego problemu medycznego postępowanie pozostaje zawieszeniu do czasu uzyskania kompleksowej opinii biegłych lekarzy różnych specjalności – mówi prok. Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Kiedy pytam o dowody na fałszowanie dokumentacji, mec. Potulski stwierdza krótko: – Pod wynikami badań czy badaniami podpisywane są osoby, które według nas ich nie przeprowadzały. Z drugiej strony wiele wskazuje, że osoby które je prowadziły, nie zostały wpisane. Ponadto w zupełnie dowolny sposób rozpoznano chorobę afektywną dwubiegunową, której nie potwierdzili potem biegli lekarze.
ZOBACZ TEŻ: Podał się za niego brat, policja uwierzyła. Stracił pracę i dotychczasowe życie
Co grozi lekarzom, którzy do tego dopuścili? Zdaniem mec. Potulskiego występuje ryzyko kary pozbawienia wolności, najpewniej w zawieszeniu. Jednak kluczową kwestią jest zakaz wykonywania zawodu w sytuacji, w której ktoś w tak rażący sposób narusza zasady wykonywania zawodu.
– Jak pacjent może zaufać takiej osobie? – pyta prawnik. – Są to podstawowe zasady deontologii zawodowej.
Pytanie o zaufanie stawia także mec. Maciej Urbański, reprezentujący Łukasza w sprawie cywilnej przeciw jednej z biegłych psycholożek. Wskazuje na błędy w przeprowadzaniu wywiadu, napastliwość, nieprofesjonalizm i negatywny stosunek do mężczyzny.
– Zdarzają się przypadki, że także psycholodzy stawiają arbitralne diagnozy chorób psychicznych – zgadza się dr Radziwiłłowicz. – Nierzadko, jako biegły sądowy mówię: – Wysoki Sądzie, biegły psycholog jest humanistą. Nie ma uprawnień do stawiania diagnoz lekarskich. Może wykonać testy, ocenę osobowości, brać udział w przesłuchaniu, prowadzić psychoterapię, ale nigdy orzekać o poczytalności, stwierdzać o zdolności do wykonania aktu prawego (testamentu, umowy kredytowej, ślubu itd.). Orzekanie sądowe to kompilacja doświadczenia klinicznego, orzeczniczego, wiedzy farmakologicznej, internistycznej, endokrynologicznej, a przede wszystkim- doświadczenia życiowego.
Kontaktuję się z panią psycholog. Słyszę, że spotkanie w najbliższych dniach jest niemożliwe, rozmowa telefoniczna także. Pada ostrzeżenie, bym nie ufała do końca Łukaszowi i nie podawała jej danych. Ostatecznie pani psycholog zgadza się na wysłanie pytań mailem.
Pytam więc, czy podtrzymuje swoją opinię po zapoznaniu się z późniejszymi wnioskami biegłych psychiatrów? Czy dokonałyby w niej zmian? I czy to, jak rozmawiała z Łukaszem, jest rutynowym sposobem przeprowadzania wywiadów przez biegłego psychologa?
Do momentu publikacji nie otrzymuję odpowiedzi.
– Zadziwia, że w tej sprawie sąd nie chce przyjąć jako dowodu nagrania dokonanego przez Łukasza podczas badań, powołując się na moralne opory – mówi mec. Urbański. – Tymczasem np. w sprawach rozwodowych dowody z nagrań są dopuszczane. Jestem zdziwiony takim sposobem prowadzenia rozprawy, mając nadzieję, że nie mamy do czynienia z fałszywie pojętą solidarnością w ramach wymiaru sprawiedliwości.
Jak mogło do tego dojść?
Pozostaje pytanie – jak w publicznym szpitalu w pierwszej połowie XXI wieku można zdrowej osobie wmówić chorobę psychiczną?
– Błędna lub zbyt pochopna diagnoza wynika z chęci postawienia trafnego rozpoznania, niestety, często już po jednej wizycie – uważa dr Radziwiłłowicz. – Jest to poniekąd wina nas, dydaktyków, uczących młodą kadrę. Tymczasem diagnoza psychiatryczna jest zawsze trudna i bardzo odpowiedzialna. Lepiej jest czasem napisać „podejrzenie” niż natychmiast konkretne rozpoznanie. Stąd apel do młodych psychiatrów: lepiej, kiedy psychiatra nie jest pewny i ma przysłowiowy „ołów w kieszeni”. Poetom zaś zostawmy skrzydła. Chciałbym też, by ludzie nie traktowali chorób psychicznych jako etykiety.
Psychiatra dodaje, że jedna konkretna i jednoznaczna diagnoza np. schizofrenii lub choroby afektywnej dwubiegunowej ma niespożytą siłę przetrwania nawet przez dwa pokolenia.
– Taka diagnoza zaczyna żyć jako nienaruszalny byt, etykieta, a nie schorzenie, które może ustąpić całkowicie lub częściowo – podkreśla dr Radziwiłłowicz. – Zdarzają się powielane błędne diagnozy sprzed 30 lat. Wszelkie, nawet przemijające zaburzenia psychiczne, bywają etykietowane jako „mania” w przebiegu choroby afektywnej dwubiegunowej. Szczególnie ten rodzaj choroby obarczony jest dużym ryzykiem błędu.
Część rozpoznań CHAD pozostaje poza wszelką kontrolą merytoryczną. Tymczasem zmienność nastroju, jego wahania, okresy lepszego i gorszego nastroju, to jeszcze nie CHAD. Dlatego lekarz powinien najpierw wykonać badania toksykologiczne, obrazowe mózgu i zebrać wywiad od członka rodziny.
– Pochopne rozpoznanie CHAD może wyrządzić pacjentowi nieobliczalną krzywdę – mówi psychiatra. – Można sobie wyobrazić, jakie będą losy pacjenta z „etykietą” CHAD np. w czasie procesu rozwodowego, starania się o zawodowe prawo jazdy albo o zezwolenie na broń.
Dlatego Łukasz deklaruje, że nie odpuści.
– Doprowadzę do całkowitego oczyszczenia moich dokumentów ze śladów tamtej diagnozy. Robię to dla moich dzieci, by nie stygmatyzowała ich rzekoma choroba ojca. A innym dam nadzieję, że warto walczyć do końca.





















Napisz komentarz
Komentarze