Referendum w Krakowie wstrząsnęło polityką. Czy kolejne miasta pójdą tą drogą?
Wola ludu zakończyła krótką prezydenturę Aleksandra Miszalskiego. Prawo i Sprawiedliwość wypina piersi do orderów, choć to nie oni stali za referendalnymi działaniami, i zapowiada falę odwołań prezydentów w dużych miastach. Próbują to sprzedać jako swoje polityczne zwycięstwo, wieszcząc tym samym początek końca obozu Donalda Tuska. Na razie na głowę obozu rządzącego wylał się kubeł zimnej wody, który – jak mówią znawcy polityki – może ich albo otrzeźwić, albo po nich spłynąć.
Pytanie czy Kraków to wyjątek, czy spowoduje efekt domina referendalnego – jak chcą PiS i Konfederacja? Czy prezydenci dużych miast jak Gdańsk czy Gdynia mogą spać spokojnie? I czy utrata prezydenta w Krakowie to dla koalicji rządzącej cios bolesny, czy może już śmiertelny?
Na razie opozycja znalazła kolejne paliwo. Już po wynikach exit poll, w niedzielę wieczorem prezes PiS Jarosław Kaczyński napisał w serwisie X: „Krakowskie referendum to dowód na to, że nie można i nie da się obywatelom zamknąć ust! Kwintesencją demokracji jest głos obywateli, którego należy słuchać i szanować. Ta władza niszczy i kwestionuje wszystko, co demokratyczne!”. I dodał: „Dla nas to dopiero początek”.
Rzecz w tym, czy Krakowianie zbuntowali się przeciwko Koalicji Obywatelskiej, z której pochodzi Miszalski, czy to był skuteczny sprzeciw wobec działań samego prezydenta? Co o tym referendum w drugim co do wielkości mieście Polski przesądziło: zmęczenie mieszkańców działaniami Miszalskiego czy jednak – jak skomentował wynik referendalny były prezydent Krakowa Jacek Majchrowski: ćwierć mieszkańców poszło na referendum, bo „nie lubi Platformy Obywatelskiej”, a więc rozliczali partię, nie konkretną politykę samorządową.
CZYTAJ TEŻ: Referendum w Przechlewie nieważne. Wójt pozostaje na stanowisku
Obywatele zyskują świadomość swojej podmiotowości
Socjolog, dr hab. Michał Wenzel z Uniwersytetu SWPS, na pytanie o porażkę prezydenta Krakowa w referendum odpowiada: – Aleksander Miszalski miał słaby mandat. Minimalnie wygrał drugą turę w wyborach prezydenckich i nie sprawdził się. Wystarczy zestawić dane – w drugiej turze wyborów oddano na niego nieco ponad 130 tysięcy głosów, a w minioną niedzielę za jego odwołaniem było przeszło 170 tysięcy mieszkańców – tłumaczy.
Zdaniem profesora nie jest łatwo zorganizować takie referendum. Z jednej strony występuje próg frekwencyjny ważności w postaci 3/5 uczestników wyborów, w którym wybrano dany organ jednostki samorządowej, ale jeszcze trudniejsze jest zgromadzenie podpisów dziesięciu procent uprawnionych do głosowania mieszkańców. To duży wysiłek już na wstępnym etapie i największy próg do pokonania.
Czy w takim razie to, co wydarzyło się w Krakowie może być niepokojącym sygnałem dla innych prezydentów dużych miast? Gdańska, Poznania, Łodzi?
Jak mówi Michał Wenzel dzięki takim przykładom jak w Krakowie, obywatele innych miast zyskują świadomość swojej podmiotowości i zdają sobie sprawę, że istnieją takie elementy demokracji bezpośredniej jak referendum.
– Myślę jednak, że sytuacja Krakowa jest specyficzna – wyjaśnia. – Tego rodzaju błędów, jakie popełnił Aleksander Miszalski, udaje się unikać innym prezydentom wielkich miast. Nikt z nich nie odnosił się aż tak arogancko do swoich mieszkańców. Oczywiście opozycja często krytykuje prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, prezydentkę Gdańska Aleksandrę Dulkiewicz czy prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, ale to są zwykle rytualne zachowania, po linii politycznej: PiS krytykuje KO. Zwracam uwagę, że sytuacja w Krakowie była inna. To referendum organizował komitet apolityczny, ale głównym jego motorem stał się Łukasz Gibała, były członek PO i Ruchu Palikota, który z Miszalskim nieznacznie przegrał ostatnie wybory prezydenckie. Gibała pochodzi więc z tej samej strony politycznej co odwołany prezydent. To nie było więc głosowanie partyjne.
Wypadek czy początek fali?
Na pytanie czy Kraków jest więc tylko wypadkiem przy pracy, czy może rozhuśtać „referendozę” w Polsce, socjolog odpowiada: – Słowo „referendoza” zawiera podtekst negatywny. A ja uważam, że demokracja bezpośrednia to bardzo wartościowy instrument w rękach wyborców. I dobrze, że taki instrument w ręku posiadają. Dziwię się tylko, że prezydent Miszalski nie zachęcał swoich zwolenników do udziału w tym święcie demokracji, tylko raczej zniechęcał. Tak jakby obawiał się głosu mieszkańców Krakowa, także tych, którzy go wybrali.
Jego zdaniem, każde duże miasto jest inne. Ma swoją specyfikę. Rafał Trzaskowski w Warszawie nie popełnia takich błędów. Jest politykiem dużo bardziej doświadczonym. To doświadczenie widoczne jest podczas komunikowania się z mieszkańcami, ale nie tylko. Unika antagonizowania znaczących grup.
– Nie słyszałem też, żeby tak mocne kontrowersje pojawiały się w przypadku prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz. W badaniu exit poll po referendum w Krakowie wymieniano przede wszystkim dwie, najważniejsze sprawy, które bolały mieszkańców: wprowadzenie strefy czystego transportu, która uderzała głównie w biedniejsze środowiska oraz nepotyzm w ratuszu. Kraków jest dobrym przykładem na to, że arogancja władzy nie popłaca, antagonizowanie grup defaworyzowanych też się mści. Gwoli sprawiedliwości: Różne aspekty, podnoszone przez komitet referendalny mają różną moc. Miszalski zapłacił nie tylko za własne błędy, ale też poprzedników. Np. kwestia zadłużenia miasta, ponoszona przez krakowski komitet – narastanie długu to proces długotrwały, dziedziczony po poprzednikach. Podobne zarzuty pojawiają się np. wobec prezydent Gdyni Aleksandry Kosiorek. Chociaż przecież to nie ona zaczęła zadłużać miasto – komentuje prof. Wenzel.
Na stwierdzenie, że PiS zapowiada kolejne referenda w dużych miastach Polski, dr Wenzel zauważa, że PiS rzeczywiście próbuje się pod to krakowskie referendum podczepić. Ale to nie Prawo i Sprawiedliwość je organizowało. Co ciekawe, lewica też nie była jednomyślna. Radna z Partii Razem odmówiła poparcia prezydentowi.
Czy to znaczy, że prezydenci większych miast mogą spać spokojnie?
– Jeśli zaczną spać spokojnie, to znaczy, że już nie siedzą na prezydenckim stołku. To nie jest miejsce, które pozwala na spokojny sen. To ciągła praca z mieszkańcami, ciągły kontakt: osobisty, w mediach społecznościowych, tradycyjnych. Wszędzie – kończy socjolog.
Odwołanie – ok, ale dlaczego ten hejt?
Politolożka prof. Danuta Plecka z Uniwersytetu Gdańskiego, na pytanie czy ten referendalny trend może rozlać się na inne miasta, odpowiada, że trudno to dzisiaj ocenić.
– Na razie mamy dwa przypadki Zabrza i Krakowa. Ale na pewno jest to sytuacja, która zaciąży na Koalicji Obywatelskiej. To po pierwsze. Po drugie, referendum w Krakowie pokazuje wzrost poziomu świadomości obywateli. Po raz pierwszy w tak dużym mieście udało się odwołać prezydenta. Po trzecie, to referendum pokazuje też lekceważenie ze strony samego Aleksandra Miszalskiego i Koalicji Obywatelskiej procedury odwołania prezydenta. Ani KO ani już odwołany prezydent poważnie do tego referendum nie podchodzili. I czwarty aspekt, który się rysuje i to jest chyba najgorsze w tym wszystkim, że zostały uruchomione, szczególnie w sieci, negatywne emocje obywateli, które już zahaczają o hejt wobec Miszalskiego i Koalicji Obywatelskiej. To jest ta perspektywa, która wymaga największego zastanowienia – wyjaśnia prof. Plecka.
Jak mówi, ze strony polityków nie tylko PiS pojawiają się wpisy: „czy chcesz odwołania prezydenta Gdańska czy Warszawy?”.
– W Gdyni, w której mieszkam, od kilku dni w mediach społecznościowych pojawiają się apele różnych grup mieszkańców, że czas odwołać prezydent Aleksandrę Kosiorek bo… na przykład zamyka nam ulice. Prawo i Sprawiedliwość już gra na tym odwołaniu Miszalskiego. Ale faktycznie dla wszystkich partii politycznych, to odwołanie Miszalskiego jest też bólem głowy – kogo wystawić w tych wyborach, bo one mogą być wektorem zmian na krajowej scenie politycznej komentuje prof. Plecka.
ZOBACZ TAKŻE: Będzie pierwsze referendum w gminie Chojnice? Kością niezgody spalarnia odpadów
Przegrał, bo nie chciał smogu
Jej zdaniem, może to nie jest największe zagrożenie, ale jest wysoce prawdopodobne, że wykorzystanie tych mechanizmów krakowskich nastąpi we Wrocławiu, na cele którego sto bardzo kontrowersyjny prezydent Jacek Sutryk, oskarżony o korupcję i oszustwa w związku z tzw. aferą Collegium Humanum.
– Proszę zauważyć – tłumaczy, że Miszalski odpowiedział przede wszystkim za to, iż chciał Krakusów uwolnić od dużego smogu. Odpowiedział za to, że w ramach inwestycji trochę zadłużył i tak mocno zadłużone przez poprzednika miasto, odpowiedział za to, że chciał w sposób nowoczesny podkreślić swoją obecność w ratuszu i wziął udział w wyzwaniu internetowym. Ciekawe, że wcześniej nikomu nie przeszkadzało palenie cygar przez prezydenta Jacka Majchrowskiego w gabinecie ratusza. A ta próba śpiewającego prezydenta na dachu krakowskiego urzędu jako sposób reklamowania siebie, zaszkodziła mu bardzo – puentuje politolożka.
Moi rozmówcy podkreślają, że na razie jest jeszcze za wcześnie, żeby przesądzić jakie konsekwencje będzie miało to krakowskie referendum dla dużych miast.
Dodają jednak, że ważniejsze będzie to, co się wydarzy latem. Że jeśli kandydat Koalicji Obywatelskiej przegra, to wówczas opozycja przejdzie do zmasowanego ataku, próbując się podpiąć pod zwycięzcę. A jeśli dodatkowo wygrałby kandydat PiS albo Konfederacji to dla opozycji byłby to wiatr w żagle.
Trzeba tez pamiętać, że efekt referendum i organizacja przedterminowych wyborów czyli przerwanie kadencji w połowie wyhamowuje impet rozwoju miasta i marnuje na kilka co najmniej miesięcy czas.
W Gdańsku to nie ma sensu
W Trójmieście tylko raz doszło do referendum. W 2009 roku próbowano odwołać ze stanowiska prezydenta Jacka Karnowskiego. Wniosek złożyła grupa obywatelska Mieszkańcy dla Sopotu, chociaż i tak było wiadomo, że to sprawa bardziej polityczna, niż miejska. Inicjatorzy odwołania nie osiągnęli jednak swojego celu – mieszkańcy zdecydowali o pozostawieniu Jacka Karnowskiego na urzędzie. I tę funkcję sprawował jeszcze nieprzerwanie do 2023 roku.
W Gdyni od wielu dni w mediach społecznościowych trwają oddolne dyskusje o zainicjowaniu procedury w celu odwołania prezydentki Aleksandry Kosiorek. Inicjatywy te są napędzane przez grupy niezadowolonych mieszkańców oraz stowarzyszenia, które sprzeciwiają się m.in. decyzjom drogowym, organizacji imprez masowych czy zamykaniu ulic.
Ale tego typu inicjatywa znajduje się dopiero na bardzo wczesnym na wczesnym etapie dyskusji internetowych. Aby odwołać prezydenta miasta w drodze referendum, komitet musi zarejestrować inicjatywę w Urzędzie Miejskim, a następnie zebrać podpisy od co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców Gdyni.
W przypadku prezydentki Gdańska Aleksandry Dulkiewicz to radni Prawa i Sprawiedliwości co pewien czas wznawiają apele o referendum. W styczniu 2025 roku zorganizowali pikietę pod hasłem pod hasłem „Dulkiewicz do dymisji”. Ale tu na pytanie czy taka akcja w Gdańsku – mateczniku dawnej Platformy – ma sens, nawet po prawej stronie słychać, że jednak nie ma, bo opozycja jest w Gdańsku bardzo słaba i nie potrafi znaleźć od lat silnego kandydata. Dopóki to jej się nie uda – referendum to na razie bardziej straszak niż realne zagrożenie. I obie strony o tym wiedzą.


Napisz komentarz
Komentarze