Dwójka z wielkiej czwórki
Z thrashem nigdy nie było mi specjalnie po drodze i nie ukrywam tego. Jedynie Slayer do mnie przemawiał, czasem Anthrax. Reszta już niekoniecznie. Ale czwartek na Mystic Festival główna scena była zarezerwowana właśnie pod to szybkie i techniczne granie. Z wielkiej thrashowej czwórki do Gdańska przyjechało dwóch reprezentantów - Anthrax i kończący karierę Megadeth.
Wcześniej jeszcze Heathen, które na dzień dobry dobrze rozgrzało publikę, a później Overkill w świetnej formie przygotowało wszystkich na dwa dania główne. Zresztą trzeba w tym miejscu pokłonić się mystikowej widowni - niezmordowani, niezniszczalni, szaleni. Gdybym był muzykiem, właśnie takich ludzi chciałbym widzieć pod sceną.
CZYTAJ TEŻ: Mystic Festival. Rekordowa frekwencja, mocny Warm Up Day i wielkie pożegnanie ze stocznią
Wróćmy do wielkiej dwójki. Anthrax w dobrej dyspozycji. Szczególnie Charlie Benante, który wyglądał jakby na tych bębnach grał od niechcenia - niesamowity luz legendarnego pałkera. Scott Ian - aka metalowy Andre Agassi - ładnie prowadził ten koncert jako najbardziej charakterystyczna postać formacji, a Joey Belladonna mimo 65 lat na karku dawał nie tylko radę wokalnie, ale i witalnie, raz po raz zarzucając kruczoczarnymi włosami i nakręcając publikę do jeszcze lepszej zabawy.
A Megadeth? Dobrze, że to pożegnanie z wielką karierą. Bo to już po prostu jest męczące. Ten zespół trzyma się już wyłącznie dzięki świetnym technicznie muzykom z Dirkiem Verbeurenem na czele (co to jest za bębniarz!), bo Dave Mustaine aka MegaDave no już nie daje rady. Muzyka swoje, wokal swoje. Czuć, że to już jest silenie się na próbę bycia młodszym niż się jest w rzeczywistości, przez co to wycie po paru chwilach staje się trudne do zniesienia. Fani jednak byli zachwyceni mogąc zobaczyć ten last dance wielkiej thrashowej formacji - a to najważniejsze.
Podróż do innego wymiaru
Wszystko powyższe można w sumie traktować w ramach ciekawostki, ponieważ czwartek w stoczni należał tylko i włącznie do jednego zespołu - Blood Incantation. Od momentu ich ogłoszenia wszyscy ostrzyli sobie zęby na ten występ. No i amerykańscy death metalowcy nie zawiedli. Koncert totalny.
Muzycy otworzyli przejście do innego wymiaru, który pochłonął publiczność bez reszty. Nie sposób było się od tego oderwać. Występ idealny. Rewelacyjne brzmienie, piękna oprawa, właściwe zaangażowanie. Naprawdę rzadko się zdarza, aby na festiwalu zobaczyć tak dopracowany koncert.
Jest to niby death, ale Blood Incantation pięknie potrafią to wszystko ograć najróżniejszymi smaczkami z innych gatunków tworząc brzmienie tak absurdalnie dobre, że nie pozostaje nic innego jak tylko skinąć z uznaniem i oklaskiwać. Jeden z największych metalowych zespołów naszych czasów. Kropka.
Siła nostalgii i młodości
W czwartek na Mystic zobaczyliśmy również braci Cavalera, którzy przywieźli materiał z płyty „Chaos A.D.” Sepultury. No i znowu można było się poczuć jak nastolatek. Jasne, to już nie to samo, Max ewidentnie zaczyna odczuwać trudy kariery, ale jednocześnie otrzymaliśmy to, czego dzisiejsza Sepultura nie dowozi. Czyli… Sepulturę. Jednak ta wściekłość Cavalery, jakaś taka dzika i prymitywna energia sprawia, że tylko on jest w stanie ten repertuar zaprezentować we właściwy sposób.
Poza tym jeszcze Marduk - szkoda że na Desert Stage, która cały czas zmaga się z problemami nagłośnieniowymi, przez co taka sieczka zamienia się po prostu w asłuchalny hałas. Ale no wyglądało to jednak dobrze. Do tego młodzi szaleni - nieoczywista i ciekawa Wonder z piosenkami z anime i gier wideo (sztos!), przepełnieni punkową energią metalcore’owcy z Letlive, a także polski towar eksportowy, czyli Decapitated, które zawsze daje radę. No i na koniec post-rock w wykonaniu Tides From Nebula, czyli ponowne pokazanie, że Mystic Festival to nie tylko wyjce, blasty i darcie ryja, ale też całe spektrum gitarowego brzmienia, które pięknie spina całe to wydarzenie.
Na koniec jeszcze o miejscu. Stocznia. Tak, szkoda że to już koniec, bo ten klimat jest niepodrabialny. Ale w tym roku już naprawdę jest ciasno i momentami niewygodnie. Decyzja o zmianie na większy teren jak najbardziej słuszna i potrzebna. A znając rozmach i pomysłowość organizatorów, teren przy stadionie będzie wyglądał nieziemsko.


Napisz komentarz
Komentarze