Jak Gdynianin pobił rekord?
Wszystko zaczęło się spontanicznie. Plan zakładał czerwiec, cieplejszą pogodę i lepsze warunki. Skończyło się na tym, że Rybicki na początku maja spakował mały plecak, namiot, śpiwór i po prostu ruszył. Tak po prostu.
Trasa liczyła ok. 560-570 km wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku - od Piasków przez Półwysep Helski aż do Świnoujścia. Rybicki maszerował od 15 do 18 godzin dziennie, pokonując średnio ok. 85 km na dobę. Rekord poprzednika pobił o ponad 7 godzin.
Warunki? Dalekie od idealnych. Raz upał, raz deszcz przez cały dzień i temperatura bliska zeru. Trudno o lepszy przykład na to, że aktywna turystyka na Pomorzu potrafi zaskoczyć nawet w maju.
CZYTAJ TEŻ: Rafał Borowski rusza w 35-dniową wyprawę do Crawley. 2 tys. km, siedem promów i misja inspirowania osób z niepełnosprawnością
Wyprawa ma drugie dno
Rybicki od lat łączy swoje ekstremalne wyczyny z pomocą innym. Tym razem wyprawa wzdłuż wybrzeża była połączona ze zbiórką na rzecz Anieli Jończyk, dziewczynki chorej na zespół Retta - rzadką chorobę genetyczną atakującą układ nerwowy.
To nie pierwsza taka akcja gdyńskiego podróżnika. Wcześniej zdobywał rekordy Guinnessa podczas zimowego spływu Wisłą z Goczałkowic-Zdroju do Gdańska - również dla chorego dziecka.
Bajkał go nie puścił, więc wrócił na polskie plaże
Wiosna 2026 miała wyglądać zupełnie inaczej. W lutym Rybicki pojechał nad jezioro Bajkał z zamiarem pobicia rekordu w najszybszym przejściu zamarzniętej tafli. Miał do pokonania ok. 1300 km w 20 dni.
Nie dał rady - ale nie z własnej winy. Temperatura skakała od +6°C do odczuwalnych -37°C. Lód pękał. W tym sezonie na jeziorze zginęło 15 osób. W pobliżu wyspy Olchon pod lód zapadł samochód wynajęty przez chińskich turystów. Policja, która przejeżdżała obok, ściągnęła Rybickiego z tafli i zamknęła przejście.
Zamiast rekordu Bajkału - rekord polskiego wybrzeża.
130 km w jeden dzień. Jak to możliwe?
To pytanie, które zadaje sobie chyba każdy, kto czyta o tym wyczynie. Dla porównania - standardowy etap pielgrzymki wynosi 25-30 km, a doświadczeni piechurzy za dobry dzień uznają 40-50 km. Rybicki ostatniego dnia przeszedł ponad trzykrotność tego dystansu.
Gdynia ma swoją tradycję sportowych ekstremalizmów - miasto od lat przyciąga zawodników i amatorów aktywności na pograniczu możliwości.
Znacie kogoś, kto mógłby powtórzyć taki wyczyn? A może sami chodzicie po szlakach wybrzeża Bałtyku? Napiszcie w komentarzach - i udostępnijcie artykuł, żeby więcej osób dowiedziało się o tej historii!


Napisz komentarz
Komentarze