Reklama

Polemika. Ratujmy korty, postawmy tamę dezinformacji

Z zażenowaniem przeczytałem tekst autorstwa Diany Lenart i Martyny Regent pt. „Ratujmy Śreniawę, nie stawiajmy pomników brzydocie”
Polemika. Ratujmy korty, postawmy tamę dezinformacji
Najbardziej bowiem zastanawia zmiana poglądu autorek co do ochrony historycznych kortów tenisowych „Arki” przed zabudową 200-pokojowym aparthotelem

Autor: Wizualizacja od autora tekstu

Tytuł sugeruje, że tekst jest opinią autorek na temat inicjatywy powstania pomnika Bloefelda w Gdyni. W istocie jest rodzajem paszkwilu, dotyczącego mnie osobiście oraz pełnego nieścisłych i nieprawdziwych wiadomości, które wymagają sprostowania. Zróżnicowanie opinii jest cenne, ale tylko jeśli są one obiektywne, oparte na prawdzie, wiedzy i dowodach. Nie stanowi takiej opinii personalny atak, w którym autorki połączyły insynuacje, niedopowiedzenia i nieprawdę z próbą narzucenia innym własnego światopoglądu. Tekst należałoby raczej zignorować i zapomnieć, jednak skoro funkcjonuje w przestrzeni publicznej, to przyjąłem zaproszenie redakcji do repliki, która ze względu na wymogi redakcyjne została ograniczona do najważniejszych wybranych kwestii.

Przede wszystkim odpowiedź na pytanie autorek „skąd pomysł” jest od dawna powszechnie dostępna w opublikowanych artykułach, wywiadach lub na stronach poświęconych przedsięwzięciu w mediach społecznościowych. 

Książki Iana Fleminga o agencie Jamesie Bondzie i 25 pełnometrażowych hitów filmowych, zrealizowanych na ich podstawie, stanowią od kilkudziesięciu lat swoistą ikonę światowej pop-kultury o ogromnej popularności. W powieści „Thunderball” („Operacja Piorun”) Ian Fleming opisał głównego przeciwnika Bonda – Ersta Stavro Blofelda jako urodzonego w Gdyni i dał mu swoją własną datę urodzenia.

Pomniki wznosi się nie tylko w celu upamiętnienia zasłużonych osób czy podniosłych wydarzeń. W Polsce i na świecie pomysły upamiętnienia pomnikami postaci fikcyjnych z literatury lub filmu, niekoniecznie pozytywnych, są również powszechne. Na przykład: pomnik Dartha Vadera – mrocznego rycerza z „Gwiezdnych Wojen” – w Bristolu, szczeciński pomnik Krzysztofa Jarzyny ze Szczecina, czyli mafiosa, „szefa wszystkich szefów” z komedii „Poranek Kojota”, lub pomnik tajemniczego Don Pedro z filmu animowanego w Bielsku-Białej. 

Po raz pierwszy pomysł upamiętnienia Blofelda zaistniał „formalnie” w propozycji zgłoszonej do budżetu obywatelskiego Gdyni w 2021 roku (BO UMG Gdynia: https://bo.gdynia.pl/zlozone/pomnik-gdynianina-ktory-walczyl-z-bondem/). Pomysł nie spotkał się z uznaniem ówczesnych władz miasta. Niezależnie od pierwotnego pomysłu, 3 lata temu grupa przyjaciół i miłośników powieści Iana Fleminga podobnie uznała, że warto wykorzystać światową popularność serii o agencie 007 i fakt, że książkowy Blofeld „urodził się” w Gdyni.

Pomysł powstania pomnika-rzeźby został zgłoszony w 2025 roku podczas obrad społecznego komitetu obchodów 100-lecia Gdyni. Został zaakceptowany, a pomysłodawcy rozpoczęli szereg działań, których efektem był niedawny wernisaż gipsowego modelu rzeźby autorstwa znanego artysty, profesora Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, Wojciecha Sęczawy. Wraz z prezentacją modelu została uruchomiona strona internetowa www.blofeld.pl oraz zainicjowana zbiórka funduszy na portalu www.patronite.pl, który umożliwia jednorazowe lub systematyczne wsparcie inicjatywy.

Autorki wyrażają własne poglądy na temat pomników prezentujących postacie naturalnych rozmiarów, czy wyższości form abstrakcyjnych nad naturalistycznymi. Kluczowa jest jednak wizja artystyczna, a jej realizacja w tym przypadku – dzięki autorowi rzeźby – jest na znakomitym poziomie. 

Natomiast trzeba podkreślić, że pominięcie przez autorki powyższych, łatwo dostępnych, informacji świadczy, że sprawa rzeźby Blofelda to jedynie pretekst do prezentacji swoich poglądów (?) na zupełnie inne tematy.

Najbardziej bowiem zastanawia zmiana poglądu autorek co do ochrony historycznych kortów tenisowych „Arki” przed zabudową 200-pokojowym aparthotelem. Autorki deprecjonują trwające postępowanie o wpis do rejestru zabytków historycznego założenia stadionu miejskiego, w tym terenu kortów. Sprowadzają one tę sprawę wyłącznie do elementu walki konkurencyjnej branży hotelarskiej. 

Trzeba przypomnieć: za ochroną tego historycznego obszaru przed zabudową opowiedziały się wszystkie gdyńskie organizacje społeczne. Było to konieczne, ponieważ ówczesne władze miasta i miejski konserwator zabytków konsekwentnie ignorowali historyczne znaczenie tego obszaru, w tym także podczas konsultacji społecznych projektu planu miejscowego. Ostatecznie plan został uchwalony w październiku 2022 r. głosami radnych rządzącej „Samorządności” przy jednogłośnym sprzeciwie całej ówczesnej opozycji w Radzie Miasta.

Trzeba też przypomnieć, że wówczas autorki same inicjowały akcję wysyłania przez mieszkańców wirtualnych piłek tenisowych prezydentowi miasta Wojciechowi Szczurkowi. Założyły w tym celu profil „Jedyne takie korty” w mediach społecznościowych.

Czy na zmianę poglądu autorek wpłynął wynik wyborów samorządowych w 2024 r. i przejęcie władzy w mieście przez inne osoby? Wskazuje na to m.in. „wiedza” autorek („wiemy natomiast”) co do rozważanego „wypowiedzenia przez miasto Gdynia umowy” dzierżawy „Willi Śreniawa”. I to w sytuacji, w której sam dzierżawca jak dotąd nic o takim zamiarze władz nie wie? Potwierdza to prawdopodobieństwo nieformalnych kontaktów lub relacji autorek z osobami sprawującymi władzę w mieście. Być może tymi samymi, które wpłynęły na zmianę postrzegania przez autorki sprawy ochrony kortów przed zabudową apartamentowcem inwestycyjnym, którego nie należy mylić z hotelem. W połączeniu z wezwaniem władz miasta do „męstwa” w sprawie wypowiedzenia umowy świadczy to, że właśnie autorki fascynuje „tkanie wielkiej sieci wpływów i manipulacji”, którą bezpodstawnie zarzucają mnie.

Na zakończenie, powracając do tytułu tekstu autorek i aby zapobiec dalszej dezinformacji: obecny budynek willi nie jest przedwojenną „Willą Śreniawa”, choć jest do niej częściowo, z zewnątrz, podobny. W rzeczywistości jest głęboko przekształconą rekonstrukcją z początku lat 70. XX wieku, do tego znajdującą się na osuwisku, co powoduje systematyczne osłabienie konstrukcji budynku. I to dzierżawca budynku, używając określeń autorek, „nomen omen, »Hadex«”, wykazuje się codziennym „męstwem” w jego utrzymaniu i „ratowaniu”.

Od redakcji: Tekst prezentuje wyłącznie opinię autora.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama Pomorskie na pełnym baku! Ruszaj w drogę z Radiem Gdańsk
Reklama