Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo

Wystawa w Kartuzach. Obraz, który nie spodobał się miejscowemu proboszczowi

W Galerii Refektarz w Kartuzach znajduje się wystawa malarstwa prof. ASP Sławomira Witkowskiego pt. "Portrety z tego świata". Znalazł się na niej m.in. obraz zatytułowany "Wszystkiego najgorszego", który nie spodobał się miejscowemu proboszczowi. Ksiądz naciskał nawet, żeby galeria usunęła go. Artysta odpowiedział, że jeśli tak się stanie, to w obecności kamer zdejmie z wystawy wszystkie swoje obrazy. Na szczęście wystawę można nadal oglądać w całości.
Wystawa w Kartuzach. Obraz, który nie spodobał się miejscowemu proboszczowi

Autor: mat. prasowe

Twarz jako pole konfliktu

„Wszystkiego najgorszego” to jeden z obrazów z cyklu „Portrety z tego świata”, które przedstawiają ciemną stronę naszego świata i rzeczywistości. – Jest tu przemoc i polityka – tłumaczy prof. Sławomir Witkowski.

– To otwarty cykl, w którym twarz staje się miejscem konfliktu: między obrazem i językiem, empatią i ironią, prywatnym doświadczeniem i publiczną przemocą. W tym cyklu portret nie jest „wizerunkiem” – jest sytuacją. Twarz bywa odrealniana, zasłaniana, kadrowana, przysłaniana warstwą znaku; wchodzi w nią hałas języka, społeczna etykieta, przemoc komentarza – dodaje.

Jako artysta pracuje na granicy malarskiej materii i „ekranu”: obraz potrafi wyglądać jak spalony kadr, jak prowokująca łamigłówka, jak pamięć, która nie chce się ułożyć w spójną opowieść.

Jednocześnie to malarstwo cechuje się etyczną dyscypliną: nie zamienia traumy innej osoby w spektakl. Zamiast „opowiadać za”, buduje warunki patrzenia – powolnego, niewygodnego, odpowiedzialnego. „Portrety z tego świata” pokazują, że współczesność zapisuje się na ciele i w języku: w grymasie, w milczeniu, w krzyku, w śmiechu, który może być samoobroną. To obrazy o tym, co dzieje się z człowiekiem, gdy świat narzuca mu role, a rola zaczyna zastępować twarz.

Wulgaryzmy wymierzone w Putina

Kontrowersje wywołał jeden obraz – „Wszystkiego najgorszego”. Dla prof. Witkowskiego to portret bezsilności przerobionej na obraz: kiedy nie masz sznura ani karabinu, zostaje słowo – rzucone jak wyrok w twarz tyranii.

– Ale na tym obrazie jest sporo wulgaryzmów, przede wszystkim w języku ukraińskim. I to zbulwersowało proboszcza – opowiada artysta. – Szukałem najcięższych przekleństw, którymi Ukraińcy określają Putina. Są też nasze wulgaryzmy. Ale umieściłem je na obrazie w określonym celu. Bo co robisz, gdy los albo drugi człowiek sprawia ci krzywdę? Czasem możesz walczyć, czasem możesz iść do sądu, usłyszeć wyrok i odzyskać oddech. Ale wojna odbiera nawet tę iluzję: docierają wiadomości o bombardowaniach, zbrodniach na cywilach, gwałtach, porwaniach dzieci, egzekucjach – i zostaje bezsilność, która nie ma gdzie się podziać – wyjaśnia prof. Witkowski. I dodaje: – W tym obrazie profil Putina staje się jednocześnie wizerunkiem i tablicą: powierzchnią, na której zapisuje się gniew. To nie elegancka typografia protestu, tylko brutalny język odruchu – gdy kultura przestaje amortyzować, a zostaje instynkt i potrzeba odpłaty. Słowo nie jest tu komentarzem do twarzy: jest jej raną.

Zdaniem artysty to tło emocjonalne. Ale jest jeszcze tło psychologiczne, coś, co stosuje się na specjalnych warsztatach psychologicznych. – Chcąc kogoś pozbawić jego aury władzy, wymyślamy sobie sytuacje najbardziej kompromitujące, w których ta osoba się znajduje. To powoduje, że się odblokowujemy i przestajemy się bać. Putin to osobnik, który chowa się za plecami setek ochroniarzy, wielkiej armii, politycznych konstruktów, a my wiemy, że nie jesteśmy w stanie mu nic zrobić. Ale żeby być psychicznie zdrowym, próbujemy wyrzucić z siebie te złe emocje, w ten sposób pozbywając się traumy – opowiada. I dodaje: – Ten obraz nie upowszechnia wulgaryzmów, tylko dla jednych jest aktem terapii, a dla innych walki i buntu.

To nie jest miejsce sakralne

Pytany o sprzeciw proboszcza, autor wystawy odpowiada:

– Nie pokazuję swoich obrazów pod kościołem, tylko w galerii, która znajduje się w byłej stołówce mnichów. I trudno to nazwać miejscem sakralnym – puentuje artysta.

W innym obrazie, „Sam się siebie boję – DT”, można dopatrzeć się twarzy Donalda Trumpa. Twarz przywódcy jest tam tylko maską: zbyt dużą, zbyt bliską, jakby nie mieściła się w świecie, który próbuje objąć. Z tej twarzy wyrasta ptasi mutant-nielot z rękami jak skrzydła, zaciśniętymi pięściami i gestem, który udaje triumf, choć pachnie paniką. W dłoniach błyskają insygnia siły i zastraszania, na ciele żywiciela siedzą pasożyty – gady, ptaki i płazy – karmiące się nim i trujące go równocześnie.

To nie tylko portret konkretnej osoby, lecz model współczesnej dominacji: agresywnej w formie, zależnej w środku, głośnej po to, by zagłuszyć własny lęk. To władza, która unosi ręce jak do lotu, a jednak pozostaje skazana na ciężar własnych potworów i własnego dworu.

– Groteska nie łagodzi znaczenia, przeciwnie – ostrzy je – opowiada autor.

Wystawę w kartuskiej Galerii Refektarz można jeszcze oglądać do 18 sierpnia.
Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo