Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo

Studium upadku szpitala w Miastku, czyli sami swoi i niezdrowe interesy

Piętnastu prezesów, dług, przekraczający 55 milionów zł, interesy krewnych i znajomych, ogólnopolska afera ze spółką neurochirurgów, zamykane oddziały, personel bez wypłaty, wizyty agentów CBA i prokuratorskie śledztwa. Czy to już wszystko, co można napisać o szpitalu w Miastku? Obawiam się, że nie.
Studium upadku szpitala w Miastku, czyli sami swoi i niezdrowe interesy
Szpital w Miastku pogrąża się w kryzysie. Ponad 55 mln zł długu, 15 prezesów, śledztwa prokuratury, działania CBA, afera ze spółką Spine i zamykane oddziały

Autor: Szpital Miejski w Miastku

Dwie prokuratury. Na razie?

- To powinna być powieść w kilku tomach – ostrzega dr Jerzy Karpiński, dyrektor Wydziału Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku. I dodaje: - Jestem przekonany, że szpitalem w Miastku musi się zająć prokuratura. To nienormalne, by tak mała jednostka wygenerowała tak wielki dług.

Miastkiem zajmują się już dwie prokuratury. Ta w Słupsku bada aferę związaną z nieprawidłowym rozliczaniem zabiegów, wykonywanych przez neurochirurgów ze spółki Spine. Ta w Bydgoszczy kończy już badanie zarzutów wobec byłej prezes, która miała wyrządzić znaczne szkody majątkowe spółce. Jednak, jak słyszę nieoficjalnie, na tym nie skończy się badanie siatki interesów związanych ze szpitalem.

Ale może po kolei…

CZYTAJ TEŻ: Szpital w Miastku ogłosi upadłość? Kolejny cios: NFZ żąda zwrotu milionów po aferze z termolezją

Rozwód? Proszę bardzo!

Na przełomie 2013 i 2014 Szpital Powiatu Bytowskiego, obejmujący od dziesięciu lat placówki w Miastku i Bytowie, został podzielony na dwie odrębne jednostki.

- Placówka w Miastku była małym, niedoinwestowanym szpitalem – wspomina osoba znająca kulisy rozwodu. - Jeden z lekarzy, który chciał po prostu robić procedury i mieć od nich procent, namówił Miastczan, by oddzielić się od Bytowa. Tam wcześniej był pod kontrolą. Zaproponował ówczesnemu burmistrzowi Miastka, że założą spółkę pracowniczą i tak będą szpital prowadzić.

Proces rozwodowy trwał długo i zaowocował nie tylko rozstaniem, ale i otwartym konfliktem pomiędzy Beatą Ładyszkowską, odchodzącą prezes Szpitala Powiatu Bytowskiego, a Beatą Kiempą, prezes szpitala w Miastku, znajomą ówczesnego wicewojewody z PiS, Mariusza Łucyka. Chodziło o pieniądze wpłacone do kasy w Bytowie za badania przeprowadzane w Miastku. Poszło doniesienie do prokuratury, sprawa ciągnęła się latami, ostatecznie sąd w apelacji odrzucił zarzut, podkreślając w uzasadnieniu wyroku, że Ładyszkowska działała na korzyść pacjentów.

Tak czy inaczej okazało, że Miastko jest na minusie i nie dostanie posagu od Bytowa. Początkowo nie było jednak źle. Dzięki zabiegom wicewojewody do Miastka trafiały m.in. pieniądze na lądowisko dla śmigłowców LPR, na remonty, wyposażenie. - Nie pomyślano jednak , że jak się robi salę pod chirurgię, o trzeba mieć pieniądze na chirurgów – słyszę od jednego z rozmówców.

Burmistrz odwołuje prezes i sama zostaje odwołana

Stan finansowy szpitala się pogarszał. Pojawiły się też plotki o niekorzystnej dla lecznicy umowie z firmą Eskulap, świadczącą nocną i świąteczna opiekę lekarską, której współwłaścicielem jest znany miastecki lekarz. A także o podwójnym płaceniu firmie za karetki w czasie COVID-u. 

W 2021 r. ówczesna burmistrzyni Danuta Karaśkiewicz zauważyła, że dzieje się źle z finansami szpitala. Odwołała prezes Kiempę i mianowała na jej miejsce Alicję Łyżwińską, absolwentkę MBA w ochronie zdrowia na Politechnice Gdańskiej.

Łyżwińska przejrzała dokumenty i skontaktowała się z prokuraturą. - Złożyliśmy zawiadomienia na blisko 1,5 miliona – wspomina były dyrektor finansowy szpitala, Adam Monikowski. - Później prokuratura na podstawie naszych dokumentów, znalazła jeszcze parę milionów i pani Renata Kiempa miała postawione zarzuty na 4,7 miliona zł.

W odpowiedzi Kiempa złożyła doniesienie na Łyżwińską. Prokuratura jednak umorzyła to postępowanie z uwagi na brak podstaw do postawienia zarzutów. 

Zmiany w szpitalu nie poprawiły notowań burmistrzyni. W grudniu 2021 r. na sesji Rady Miejskiej w Miastku przegłosowano uchwałę o referendum w sprawie odwołania Danuty Karaśkiewicz ze stanowiska burmistrza.

Kilka miesięcy później mieszkańcy Miastka zadecydowali o zmianie burmistrza. Zanim doszło do kolejnych wyborów, premier Mateusz Morawiecki wskazał komisarza do tymczasowego rządzenia miastem. Została nim… Renata Kiempa.

Zmieniono radę nadzorczą szpitala, a ta odwołała Alicję Łyżwińską. Na jej miejsce powołano Iwonę Ściślewską.

Renata Kiempa wystartowała w wyborach na burmistrza, przegrywając ostatecznie z Witoldem Zajstem.

ZOBACZ TAKŻE: Szpital w Miastku zamyka oddział chorób wewnętrznych. Powodem długi wobec lekarzy

Karuzela prezesów

Kłopoty szpitala rosną. Pracownicy narzekają na opóźnienia wypłat, o zwrot pieniędzy dobijają się wierzyciele. Tymczasem przez ostatnich pięć lat w miasteckim szpitalu co rusz zmieniają się władze.

- Łącznie z panią Renatą Kiempą szpitalem rządziło 15 prezesów – mówi dr Karpiński. - Rozmawiamy z prezesem i za dwa dni już go nie ma, a kolejna osoba, która przygotowuje plan naprawczy, zaraz potem zostaje zwolniona. O odwoływaniach dowiadywaliśmy się z mediów.

W 2024 r. prezesem zostaje na trzy miesiące Andrzej Łakomiec, będący – niezgodnie z prawem - równocześnie prezesem własnej spółki, świadczącej usługi dla szpitala. Nie ostatni to taki przypadek w Miastku. Krzysztof Rogaliński pracował jako prezes tylko trzy tygodnie w ub. roku. Rada Nadzorcza go odwołała, gdyż nie zrezygnował z działalności gospodarczej. Podobnie jak inna prezeska, pielęgniarka, która także równocześnie z rządzeniem szpitalem prowadziła działalność gospodarczą. 

Łakomiec wskazuje jako prokurenta szpitala Joannę Hinc, wcześniej pełnomocniczkę komitetu wyborczego niedoszłej burmistrz Renaty Kiempy. Władzom nie przeszkadza, że prokurentka nie ma nawet matury, o studiach wyższych nie wspominając.

Kolejna prezes, Sylwia Kulewska postanawia rozstać się z prokurentką. Wtedy - ku jej zdziwieniu - decyzją rady nadzorczej w lutym 2025 r. pani Hinc wchodzi do zarządu szpitala. Też niezgodnie z prawem, ze względu na brak wykształcenia.

To już za dużo dla kolejnego burmistrza, Jerzego Wójtowicza. Zmienia Radę Nadzorczą, od pielęgniarek słyszy, że warto byłoby ściągnąć z powrotem do miasta Alicję Łyżwińską. Pani Hinc zostaje odwołana. 

Spina ze Spine

To nowa – stara ekipa jako pierwsza natrafia na ślad wizyt spółki neurochirurgów w miasteckim szpitalu. Pacjentów zwożono autobusami. Przechodzili kilkuminutowy zabieg termolezji, znoszący ból kręgosłupa. Procedura w papierach zapisywana była jako ponad cztery razy droższa. Szpital dzielił się zyskiem ze spółką Spine, która pobierała 65 proc. zapłaty.

Adam Monikowski, były dyrektor finansowy pracujący z Łyżwińską, przeszedł amerykańskie szkolenia z rachunkowości śledczej. Jest też członkiem Stowarzyszenie Certyfikowanych Ekspertów ds. Wykrywania Nadużyć (ACFE). 

- Nieprawidłowości ze Spine wykryliśmy już po pierwszym tygodniu – mówi. - Zwróciłem uwagę na podmiot, w stosunku do którego mieliśmy wysoki poziom zobowiązań. Pani prezes spojrzała w system, podała charakterystykę zabiegów. Zauważyliśmy, że były dni, gdy na pacjenta lekarz poświęcał średnio 3,5 minuty.

- Kiedy zobaczyliśmy umowę i faktury, od razu wypowiedzieliśmy umowę – dodaje Alicja Łyżwińska.

Po trzech tygodniach, gdy przyszedł nakaz zapłaty ze spółki, byli już gotowi. Znaleźli prawnika, który pomógł prawnie działać przeciwko Spine. W pełni współpracowali z. konsultantem wojewódzkim w dziedzinie neurochirurgii, który w swoim raporcie pochwalił władze szpitala za czujność.

Czujność się opłaciła. Szpital w Mogilnie zapłacił Spine i ma egzekucję. Miastko tego uniknęło.

Dlaczego Spine tak się rozszalało w Miastku?

W szpitalu przez rok, od wiosny 2024 r., nie działał oddział chorób wewnętrznych, finansowany w ramach ryczałtu. Dlatego cynicznie wykorzystano Spine do nabijania punktów, żeby wyrobić limit.

Moi rozmówcy podkreślają, że zabiegi masowo przeprowadzano w Miastku w czasie, gdy prokurentem była pani Hinc, która nadzorowała funkcjonowanie szpitala. - Ważne, że szpital nie miał dyrektora medycznego. - przypomina Adam Monikowski. - Pani Hinc zarządzała częścią medyczną, nie mając ku temu zupełnie kwalifikacji.

Co ciekawe, Spine nie wystawiało faktur za październik, listopad, grudzień 2024 r., tylko zbiorczą za jeden kwartał w styczniu ub. r. Dzięki temu można było na koniec grudnia pochwalić się na sesji Rady Miasta małymi zobowiązaniami szpitala.

Sprawę bada CBA.

Lokalne układy

Przeglądając dokumenty szpitala, natrafili na ślad innych lokalnych układów. I nie mówimy tu tylko o krewnych, zatrudnianych co jakiś czas przez władze szpitala.

Nowa prezes rozwiązała też niekorzystną, jej zdaniem, umowę na NOCH ze spółką Eskulap.

- Już w 2022 r. chcieliśmy to zrobić, ale przeprowadzono wówczas skoordynowaną akcję na FB ”ręce precz od doktora”- wspomina Adam Monikowski. - W kwietniu ub. roku zastaliśmy spółkę z umową na usługi w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej. Faktycznie, mieliśmy zaległości w stosunku do Eskulapa, ale też mieliśmy wątpliwości co do jednej z umów dodatkowych z czerwca 2025 r., którą nieszczęśliwie w ostatnim dniu urzędowania podpisał poprzedni prezes. Jestem przekonany, że został wprowadzony przez spółkę w błąd. Kiedy oznajmiliśmy burmistrzowi, że badamy umowy i znaleźliśmy nieprawidłowość, z dnia na dzień doktor odszedł ze szpitala, mówiąc, że mu nie płacimy. Mieliśmy kilka godzin na zorganizowanie nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Udało się – NOCH przejęli zatrudnieni w szpitalu lekarze.

Nieprawidłowości w umowach potwierdziła Rada Nadzorcza. Zaraz po tym w listopadzie 2025 r. rada została odwołana przez burmistrza. 

Zdążyli jeszcze przygotować plan naprawczy szpital zgodnie z mapą potrzeb zdrowotnych. Zakłada on utrzymanie interny i chirurgii jako fundamentu zabezpieczenia terytorialnego, rozwój opieki długoterminowej i paliatywnej, wzmocnienie ambulatoryjnej opieki specjalistycznej i POZ.

- Ratując szpital i otwierając oddziały i uruchamiając nowe, mieliśmy w planach ginekologię planową, czułam się, jakbyśmy działali wbrew właścicielowi – mówi Alicja Łyżwińska. - Rzucali nam kłody pod nogi, opóźniali wszystko, nie dawali odpowiedzi na ważne pytania, nie dyskutowali o programie naprawczym, tak jakby go w ogóle nie było. Bardzo dziwnie się zachowywali.

CZYTAJ TEŻ: Nawet 574 tys. zł w dwa miesiące. Resort zdrowia szykuje limity wynagrodzeń lekarzy

25 marca br. prezes złożyła do Sądu Gospodarczego wniosek wobec Eskulapa o nakaz zapłaty na 863 tys. zł. - Dotyczy tylko jednej umowy z 2014, odnawianej na tych samych zasadach organizacyjnych, ale różnych finansowo i zerwanej przez doktora w październiku 2025 r. - mówi Monikowski. - To tylko wycinek tego, co można dochodzić w procesie cywilnym. Łącznie trzeba mówić o 6 mln zł, ale 800 tys. też się liczy.

Dwa dni później zostali odwołani w komplecie. Burmistrz o ósmej rano przyprowadził panią Joannę Hinc, oznajmiając, że ona teraz rządzi.

- Skontaktował się ze mną lekarz, który organizował NOCH – mówi były dyrektor finansowy. - Pani Joanna go wezwała i powiedziała, że jego lekarze mają wy...ć.

Lekarze zarabiali 170 zł za godzinę. Szpital płacił spółce 220 zł za godzinę.

Była prezes żałuje, że nie dokończyła naprawy szpitala. - Chociaż z drugiej strony przestałam się oglądać za siebie – mówi.

- Odkryliśmy dużo nadużyć i chyba jedynym szczęściem jest, że mieli sposób na nasze odwołanie – uważa Monikowski. - Dlatego może żyjemy.

Upadłość albo likwidacja

Szpital jest w powolnej agonii. Pracownicy nie dostają wynagrodzeń od maja. To skutek działań wierzycieli, w tym Eskulapa, który miał nakaz komorniczy. Długi placówki przekroczyły 55 mln zł. Suma zobowiązań wymagalnych, ogłaszanych przez ok. 260 wierzycieli przekracza trzykrotnie wartość majątku placówki.

Od 1 sierpnia br., mimo braku zgody NFZ, nie działają oddziały chirurgii ogólnej i bloku operacyjnego, OIOM, dział rehabilitacji ambulatoryjnej, pracownie kolonoskopii, gastroskopii, rentgen, TK oraz USG.

Z kolei Fundusz wystąpił do szpitala o zwrot 13,2 mln zł, które zapłacił za zabiegi termolezji.

- W ub. tygodniu pani wojewoda wezwała burmistrza Miastka Jerzego Wójtowicza na męską rozmowę – mówi dr Karpiński. - Nie przyjechał, przysłał zastępcę. Największym problemem jest niewypłacanie pensji od trzech miesięcy. Nikt na tym nie panuje. 

Lekarz wojewódzki przypomina, że nie tylko NFZ, ale i organ założycielski obowiązuje dyscyplina finansów publicznych. - Zarządzają publicznymi środkami! - podkreśla dr Karpiński. - Ponoszą za to odpowiedzialność. To są pieniądze podatników, mieszkańców.

Ostatnim promykiem nadziei dla władz Miastka byłaby konsolidacja ze Szpitalem Wojewódzkim w Słupsku. - Szpital Wojewódzki nie przejmie Miastka – zapowiedział twardo marszałek Mieczysław Struk.

- Nie stać nas na to – dodał prezes Andrzej Sapiński. - Za to szpital w Słupsku pomaga mieszkańcom Miastka.

Ponad 6300 pacjentów z Miastka i okolic korzysta ze słupskiego szpitala w Słupsku. Pomagają też szpitale w Szczecinku, Kościerzyny, Bytowie.

W poniedziałek pojawiła się informacja, że po zaledwie miesiącu piętnasta prezes szpitala, Teresa Finkiewicz, złożyła rezygnację. Trzy dni później PO NFZ przekazał, że   związku z zaprzestaniem prowadzenia działalności leczniczej przez Szpital Miejski w Miastku od 1 sierpnia br. z mocy prawa wygasły umowy szpitala z NFZ na udzielanie świadczeń w ramach Systemu Podstawowego Szpitalnego Zabezpieczenia Świadczeń Opieki Zdrowotnej (PSZ) oraz fizjoterapii ambulatoryjnej (REH). Z tej samej przyczyny od 4.08.2026 r. wygasła umowa szpitala z NFZ na udzielanie świadczeń w ramach Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej (AOS).

Poprosiliśmy o rozmowę burmistrza Miastka. Bezskutecznie.

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo