Reklama

Spór o wizytę mera Lwowa w Gdańsku na konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy, na której wcale... nie był

Mer Lwowa Andrij Sadowy pochwalił się, że goszcząc w Gdańsku podpisał sześć umów na 2,5 mln euro z międzynarodowymi partnerami m.in. na rozwój infrastruktury i edukacji w Lwowie. Sęk w tym, że Sadowy nie był oficjalnym gościem głównej konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Minister MSZ Radosław Sikorski skomentował, że na całe szczęście żadna umowa nie została zawarta z polską firmą. W tle konfliktu jest bowiem zerwanie przez władze Lwowa kontraktu z firmą z Polski po wykonaniu przez nią 95 proc. prac i nie zapłaceniu całej kwoty za pracę.
Spór o wizytę mera Lwowa w Gdańsku na konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy, na której wcale... nie był

Autor: Mykola Swarnyk | CC BY-SA 3.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0> | via Wikimedia Commons

Mer Lwowa o podpisanych w Gdańsku umowach

Nie milkną echa niedawnej konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku. A to za sprawą mera Lwowa, który na niej... nawet nie był. Okazało się, że doszło do nieporozumienia, a przy okazji rozdrapano świeże jeszcze rany.

- Ponad 2,5 mln euro oraz sześć nowych umów dla Lwowa jeszcze przed startem URC2026 – napisał na portalu „X” mer Lwowa Andrij Sadowy. - Dziś podczas Lviv Resilience Day w Gdańsku podpisaliśmy sześć ważnych umów z międzynarodowymi partnerami. I to tylko wyniki jednego dnia pracy w Gdańsku. Chociaż w rzeczywistości za każdą z tych umów stoją miesiące negocjacji, spotkań, wyjazdów służbowych i codziennej pracy naszego zespołu. Pomimo wszystkiego, co ostatnio próbują nam narzucić w przestrzeni publicznej, Polska przyjmuje nas ciepło. Dziękuję Gdańskowi i naszym polskim przyjaciołom za gościnność i możliwość mówienia tutaj o przyszłości Ukrainy razem ze społecznością światową.

Dotyczą one rozbudowy szpitala dziecięcego, rozwoju programów edukacyjnych, przygotowania projektu modernizacji systemu ciepłowniczego, utworzenia biura pozyskiwania inwestycji German Desk czy rozwoju działalności zagranicznych firm w Lwowie. Chodzi o umowy z rządami i firmami z pięciu krajów: Litwy, Szwecji, Niemiec, Czech i Francji. Sadowy wywołał tym wpisem komentarze polskich polityków.

Na brak polskiej firmy wśród tych wymienionych przez mera Kijowa minister Radosław Sikorski.. odetchnął  z ulgą. 

- Może to i lepiej, bo polska firma, która zbudowała we Lwowie spalarnię śmieci długo nie może doczekać się zapłaty – skomentował Sikorski.

Lwowski Dzień Odporności, a nie konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy

W przestrzeni publicznej pojawiły się głosy, dlaczego mer Kijowa był w ogóle gościem konferencji na rzecz odbudowy Ukrainy w Gdańsku.

Okazało się, że wcale nim nie był, a sprytnie zorganizował w Gdańsku w przededniu szczytu własne, całkowicie odrębne spotkanie pod nazwą Lwowski Dzień Odporności. I to podczas tego spotkania Sadowy ogłosił sukces i poinformował o podpisaniu sześciu ważnych umów z międzynarodowymi partnerami. 

Polskie MSZ reprezentowane przez rzecznika Macieja Wewióra dementowało więc wszystkie informacje o tym, że mer Lwowa gościł w Gdańsku na konferencji. I podkreślał, że Andrij Sadowy nie był oficjalnym gościem głównej konferencji URC 2026, a jedynie zorganizował on własne wydarzenie w Gdańsku. 

- Mer Andrij Sadowy nie jest gościem Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy, nie został na nią zaproszony i nie bierze udziału w URC26. Mer Lwowa zorganizował własne, całkowicie odrębne wydarzenie, które nie ma nic wspólnego z URC26. Potępiamy działania władz Lwowa wobec polskiej firmy, a ignorowanie ustaleń międzynarodowego arbitrażu uznajemy za niedopuszczalne – poinformował na „X” rzecznik MSZ Maciej Wewiór.

Ale już sama informacja o wizycie w Gdańsku mera Lwowa oburzyła polskich polityków, którzy przypomnieli przy tej okazji o jego głośnym sporze z polską firmą Control Process, która budowała we Lwowie zakład przetwarzania odpadów. 

Strona polska oskarża władze Lwowa o bezprawne zerwanie kontraktu, niewypłacenie należności i ignorowanie wyroków międzynarodowego arbitrażu. Lwów nie wypłacił do tej pory ok. 10 mln euro należności, a kilka tygodni temu polski konsul nie został wpuszczony na teren inwestycji. 

Po ostrych słowach wobec Sadowego ze strony polskich polityków – zarówno ze strony rządowej, jak i opozycji – ten skomentował, że polski podwykonawca ostatecznie nie zdołał zbudować zakładu przetwarzania odpadów i to z powodu niewypełnienia zobowiązań jego miasto było zmuszone zerwać kontrakt. 

- Za wszystkie faktycznie wykonane prace firma otrzymała ponad 30 mln euro. Za prace, które nie zostały wykonane, Lwów nie zapłacił. W tym nie ma nic dziwnego - właśnie tak działają umowy. Dlatego za podobne bezpodstawne oskarżenia nadszedł już chyba czas, by zwrócić się do sądu. Niemniej jednak dziękuję wszystkim polskim przyjaciołom, którzy pomimo politycznego zgiełku nadal wspierają Ukrainę i Lwów – napisał Sadowy.

Jednak Międzynarodowy arbitraż ICC w Paryżu uznał zerwanie kontraktu przez władze Lwowa z firmą Control Process za nieuzasadnione. Firma wykonała około 95 proc. prac związanych z budową zakładu przetwarzania odpadów i nie ponosi odpowiedzialności za opóźnienia. Kontrakt uznano więc za obowiązujący.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama