Reklama Tyczka na molo Sopot 2026

Lechia znokautowana w doliczonym czasie. Gdańszczanie wracają z Chorzowa bez punktu

W Chorzowie obejrzeliśmy całkiem niezłe spotkanie w Betclic 1. Lidze. Ruch Chorzów i Lechia Gdańsk próbowali zgarnąć pierwsze trzy punkty w sezonie, co owocowało szybką grą i mnogością sytuacji pod obiema bramkami. Ostatecznie to gospodarze zgarniają komplet po bramce w ostatniej akcji meczu.
Lechia znokautowana w doliczonym czasie. Gdańszczanie wracają z Chorzowa bez punktu
Marcin Szczerbiński kolejny raz dostał szansę od trenera Łupaszki

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Wszyscy, którzy liczyli, że podczas meczu w Chorzowie Lechia wyjdzie z nowymi nabytkami, na pewno się przeliczyli. Do spotkania z Ruchem udało się zarejestrować tylko Artura Shakha, który rozpoczął mecz na ławce. Reszta musi poczekać co najmniej do następnej kolejki. Do składu wrócił jednak Michał Głogowski, który na Śląsku był pierwszym wyborem trenera Łupaszki na pozycji napastnika.

Niezła pierwsza połowa zaostrzyła apetyt

Po naprawdę niezłym meczu z Podbeskidziem, w Chorzowie wciąż patchworkowej Lechii już tak łatwo nie szło. Ruch grał szybko i składnie, próbując wykorzystać fakt, że obrona biało-zielonych wciąż jest bardzo niepewna. Gospodarzom brakowało jednak klarownych sytuacji, a do tego lechiści naprawdę nieźle bronili całym zespołem.

Goście z Gdańska próbowali grać na małej przestrzeni, szukając swoich okazji. Ponownie najlepszy na boisku był Camilo Mena, który nie obraża się na klub i na murawie walczy o swoją przyszłość. Kolumbijczyk był wszędzie - z prawej strony, z lewej, w środku, a do tego bardzo przytomnie pomagał w defensywie. Pierwszy kwadrans jednak - mimo niezłej jakości z obu stron - to był jednak przede wszystkim mecz walki. Nikt nie odstawiał nogi.

Później tempo trochę siadło, ale i jedni i drudzy dalej szukali swoich okazji. Ruch przede wszystkim ze stałych fragmentów, Lechia z małej gry, ale żadna ze stron nie była w stanie otworzyć wyniku meczu. Ten mógł się jednak podobać - nie było przestojów i bezproduktywnego nabijania podań. Niemniej, po pierwszych trzech kwadransach, wynik ani drgnął.

Chcieli, ale nie umieli

Druga połowa wyglądała dokładnie tak, jak pierwsza. Jedni i drudzy próbowali - było dużo walki, ambicji i kombinacyjnej gry. Niestety, niewiele z tego wynikało. Najbardziej w oczy rzucało się w oczy to, że Lechia potrzebuje napastnika. Ale jeśli dalej Paolo Urfer będzie oczekiwał bajońskich sum za Tomáša Bobčka, to ten zaraz ponownie będzie musiał wskoczyć do składu i ratować biało-zielonych, ponieważ nikt go ostatecznie nie kupi.

Gdańszczanie przez ponad godzinę nie oddali celnego strzału, udało się to dopiero Tomaszowi Neugebauerowi w 61. minucie, a Ruch zagrażał coraz bardziej. W ciągu dwóch minut Patryk Szwedzik miał dwie setki, które świetnie wyciągnął Szymon Weirauch. Golkiper biało-zielonych ewidentnie poczuł, że przyjście do klubu Axela Holewińskiego może oznaczać dla niego grzanie ławy, jeśli się nie ogarnie między słupkami.

Wynik 0:0 wydawał się sprawiedliwy. To był naprawdę wyrównany mecz, a im bliżej końca, tym jednocześnie bardziej otwarty. Obie ekipy walczyły o pierwsze zwycięstwo w tym sezonie 1. Ligi. Tyle że - jak to często w takich sytuacjach bywa - zbyt duże chciejstwo ostatecznie powoduje, że nic z tego nie wychodzi.

Nokaut Pawłowskiego

Zarówno Ruch, jak i Lechia tak bardzo chcieli zainkasować trzy punkty, że mimo wzbijania się na Everest swoich aktualnych możliwości, nie byli w stanie wepchnąć piłki do siatki rywala. Blisko był Jakub Adkonis - w 83. minucie zrobił wszystko świetnie, ale ostatecznie jedynie obił poprzeczkę bramki niebieskich.

Ale ostatecznie komplet punktów zostaje w rękach gospodarzy. W 97. minucie, po dośrodkowaniu Szwedzika, świetnie zachował się Max Pawłowski. Wykorzystał niedoświadczenie stoperów Lechii, którzy nie zdążyli złapać zawodnika Ruchu na spalonym - ten wyskoczył zza ich pleców i głową pokonał Weiraucha.

Był to typowy mecz „do pierwszej bramki”. Kto strzeli, ten wygra. W brodę może pluć sobie Adkonis, żałować może Bakary Sonko, który chwilę przed stratą gola przez biało-zielonych nieczysto trafił w piłkę. Lechia mogła to wygrać. Musiała zremisować. A tak, na starcie sezonu, po czterech meczach bilans jest fatalny. Jeden remis, trzy porażki. Dwie bramki zdobyte, dziewięć straconych.

Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 1:0

Bramki: Max Pawłowski (97. minuta)

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Tyczka na molo Sopot 2026
Reklama Ziaja kuracja peptdowa