Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo

Pasjonaci historii odkryli obóz norweskich policjantów w pobliżu Stutthofu!

Chociaż grożono im śmiercią, odmówili podpisania współpracy z z prohitlerowskim rządem Vidkuna Quislinga. Za lojalność wobec króla Haakona VII 288 norweskich policjantów osadzono w Stutthofie. 80 lat po zakończeniu wojny pasjonaci z In Terry - Pomorskiego Towarzystwa Prospekcji Historycznej, inspirowani przez historyków, odkryli lokalizacje ich obozu.
Pasjonaci historii odkryli obóz norweskich policjantów w pobliżu Stutthofu!
– Mamy jeszcze jeden dowód, że prawidłowo oznaczyliśmy miejsce, gdzie był obóz uważa Dominik Markiewicz. – Na granicy pola znaleźliśmy nieśmiertelnik HIWI

Autor: mat. stowarzyszenia In Terra

Pasjonaci z In Terry szukają śladów obozu

Dominik Markiewicz przekręca ekran laptopa w moją stronę. Na ekranie pojawiają się kolejne kadry filmu, nagranego wiosną tego roku. Budynki gospodarcze, łany zboża. Dron wznosi się nad pole i wówczas wyraźnie widać zaznaczone kontury trzech baraków.

– To jest właśnie to miejsce – mówi jeden z założycieli In Terry. – Potwierdziliśmy przypuszczenia historyków na temat lokalizacji obozu Norwegów, dostarczając dowodów potwierdzających bardzo precyzyjnie istnienie tego oddziału Stuthoff.

Jako dowód kładzie na stole książkę Olafa R. Walle’a „Norweska policja za drutami kolczastymi. Historia pobytu policji w Stutthofie w latach 1943-1946” ze szkicem autora, przedstawiającym plan obozu, który składał się z trzech baraków więźniów i jednego baraku SS. Widoczna była kuchnia i kantyna.

Poszukiwanie śladów, pozostawionych przez historię to nie tylko przygoda, ale także dociekliwa praca. Markiewicz podkreśla ogromną rolę dr. Roberta Domżała, historyka, dyplomowanego kustosza, archeologa i i muzealnika, który wskazał kierunek i rejon prawdopodobnych miejsc lokalizacji tego podobozu i był głównym źródłem inspiracji eksploratorów. Prosi, by zaznaczyć, że to właśnie doktorowi Domżałowi należy przypisać palmę pierwszeństwa.

– Miałem okazję być na jego wykładzie na temat ewakuacji więźniów z obozu Stutthof, zaczęliśmy rozmawiać, że jesteśmy w stanie pomóc przy eksploracji nieznanych miejsc – wspomina Dominik Markiewicz. – Wtedy dr Domżał pokazał mi książkę Olafa R. Walle’a. Aż mi się oczy zaświeciły.

In Terra - Pomorskie Towarzystwo Prospekcji Historycznej zostało założone we wrześniu ub. roku. Składa się z doświadczonych eksploratorów. W zarządzie stowarzyszenia, oprócz Dominika Markiewicza, znalazły się znane w nie tylko w pomorskich środowisku poszukiwaczy postacie. To Michał Rutkowski i Magdalena Masternak, znalazcy elementów niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma na Wyspie Sobieszewskiej przed dwoma laty.

Grupa pasjonatów zaczęła odwiedzać wioski, położone w pobliżu głównego obozu koncentracyjnego Stutthof. Zachodzili do właścicieli gospodarstw, zadawali pytania.

– A u mnie mnóstwo garów wychodzi z ziemi – zwierzył się jeden z gospodarzy.

Obeszli naokoło zasiane zbożem pole. Zauważyli leżące na miedzy metalowe przedmioty. Pierwszym znaleziskiem był norweski guzik z gryfem. Chwilę później natrafili na menażkę oraz kubek do manierki jednego z więźniów.

Pewność pojawiła się, gdy nałożyli na zdjęcia lotnicze mapę z książki.

- Mamy to! - mówi z dumą w głosie Dominik Markiewicz.

Stutthof dla niepokornych norweskich policjantów

Być odważnym wśród odważnych jest łatwiej, niż zachować niezłomność wśród zdrajców. Doświadczyło tego kilkuset norweskich policjantów, którym przyszło żyć w czasach II wojny światowej.

Po zajęciu w 1940 Norwegii przez III Rzeszę, król Haakon VIII, który wcześniej wezwał naród do oporu wobec najeźdźców, ewakuował się do Wielkiej Brytanii. Z emigracji nawoływał Norwegów do walki z wrogiem, także wewnętrznym. Vidkun Quisling, twórca faszystowskiej partii Nasjonal Samling utworzył bowiem marionetkowy prohitlerowski rząd, a podległą mu policję chciał przymusić do współpracy z hitlerowcami.

Rano, 16 sierpnia 1943, Gestapo wkroczyło do mieszkań około „nieprawomyślnych” 470 pracowników policji w całej Norwegii w ramach akcji „Koło Polarne”. Josef Terboven, komisarz III Rzeszy w Norwegii zadecydował o wysłaniu całej grupy do obozów koncentracyjnych w Niemczech. Ostatecznie połowę policjantów zwolniono do domu – czytamy w publikacji Emilii Denkiewicz-Szczepaniak „Norwegowie w obozie koncentracyjnym Stutthof”. 

ZOBACZ TEŻ: Enigma, słynna maszyna szyfrująca odnaleziona w Gdańsku. „To jest hit dekady!”

Także 16 sierpnia zgromadzono w koszarach w jednej z dzielnic Oslo 600-700 pozostałych funkcjonariuszy. Grożąc karą śmierci, zażądano podpisania przez nich deklaracji lojalności. Podpisu nie złożyło 16 policjantów.

– Pierwsza, liczniejsza grupa 248 Norwegów już w połowie grudnia przepłynęła poprzez Morze Bałtyckie do Szczecina z Norwegii – opowiada Dominik Markiewicz. – Nie wiedzieli, dokąd jadą.

Potem spędzili kolejne 58 godzin podróży w wagonach bydlęcych. Następnie dołączyli do nich ci, którzy odmówili podpisania „lojalki”.

3,1 tony mniej po 6 miesiącach

Pierwsze tygodnie nie były takie złe. Policjanci norwescy zostali najpierw umieszczeni w obozie głównym, gdzie mieli swój „nordycki” barak. Niemcy ich nie pacyfikowali jak Żydów i inne nacje, uważając ich za czystej krwi nordyków. Obóz miał ich złamać, by przeszli na stronę Niemiec i zostali np. wartownikami w obozie Stutthof jako już esesmani. Kiedy zrozumiano, że to się raczej nie uda, postanowiono zmienić podejście do Norwegów.

CZYTAJ TEŻ: Nieznane zdjęcia okupowanej Warszawy trafiły do Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Z dokumentacji wynika, że w okolicach tak zwanego obozu głównego Stutthof znajdował się obóz o nazwie Germanenlager. Pierwszymi jego mieszkańcami byli… niesubordynowani SS-mani.

Autor wspomnień, Olaf R. Walle zadaje pytanie, jak to jest możliwe, że SS-mani nie chcieli złożyć przysięgi Führerowi. Okazało się jednak, że więziono tutaj ogólnie żołnierzy III Rzeszy, którzy nie chcieli się podporządkować totalitarnej władzy. Przed Norwegami do obozu trafili Łotysze, którzy należeli do tak zwanych HIWI (z niem. Hilswillige), skupiającej obywateli Związku Radzieckiego siłą lub dobrowolnie wcielonych do armii niemieckiej. Wiadomo, że więźniów dziesiątkował tyfus.

HIWI mieli oddzielne nieśmiertelniki, czyli znaki tożsamości. 

– Mamy jeszcze jeden dowód, że prawidłowo oznaczyliśmy miejsce, gdzie był obóz – mówi Markiewicz. – Na granicy pola znaleźliśmy nieśmiertelnik HIWI.

Norwegów przeniesiono do Germanenlager w połowie stycznia 1944 r. Świadkowie wspominają ogromny głód, panujący w obozie. Na początku każdy policjant został zbadany, zmierzony i zważony. Kiedy po kilku miesiącach postanowiono powtórnie zważyć więźniów, okazało się, że ich łączna waga spadła o... 3,1 tony. 

W kwietniu 1944 r. się wszystko odmieniło. Znów ktoś wpadł na pomysł, by w obliczu zbliżającej się wojennej klęski sięgnąć po „nordyckie rezerwy”. Niemcy zaczęli Norwegów łagodniej traktować, uczyli więźniów języka niemieckiego, geografii, historii. Pozwolono na rozgrywanie meczy piłkarskich. Cały czas próbowano złamać ich opór, ale już nie głodem. Z Europy, ,m.in. z Danii, Francji, Portugalii, Norwegii, Szwecji, zaczęły spływać paczki Czerwonego Krzyża. Docierała też żywność od rodzin.

– Przyszło do nich w sumie ponad 38 tysięcy paczek żywnościowych, a także ubrań i wszystkich, dóbr – relacjonuje odkrywca obozu. – Przez pewien czas policjanci żyli jak pączki w maśle. Mieli wszystko. Najlepsze konserwy, mięso, masło, dżem i ryby. Takie sardynki z Portugalii były walutą wymienną.

Jeszcze przed rozpoczęciem badań terenu obozu, na jego granicy przedstawiciele stowarzyszenia In Terra natknęli się na metalowe wieczko puszki z napisem „Produce in Norway”.

Norwegowie w Marszu Śmierci

Polityka zmieniła się w październiku 1944 r. Więźniom postawiono ultimatum – albo podpiszą „lojalki”, albo pójdą do krematoryjnego pieca.

Odpowiadali, że nie mogą nałożyć niemieckiego munduru, gdyż formalnie Niemcy i Norwegia są w stanie wojny. A ponadto są wierni królowi. Spotkali się więc z represjami. Za odmowę współpracy część policjantów z Norwegii wraz z grupą fińskich marynarzy – łącznie 369 osób – osadzono w baraku III Sondennlager (obóz specjalny).

W styczniu 1945 r. jedna grupa norweskich więźniów wyruszyła w Marszu Śmierci, pozostałych podzielono na trzy grupy robocze do prac przeładunkowych w Mikoszewie na Wiśle, do podobnych prac w porcie gdańskim i do prac porządkowych w obozie. Większość wróciła do kraju.

W 2015 r. odsłonięto w Muzeum Stutthof tablicę upamiętniającą policjantów z Norwegii. W uroczystości uczestniczył ostatni z żyjących więźniów, 97-letni Trygve Rindall.

W dostępnych materiałach z tamtej uroczystości nie znalazłam wzmianki na temat lokalizacji obozu.

Najpierw żniwa, potem poszukiwania

– Jeśli nie było wiadomo, gdzie jest ten obóz, a teraz udało się go namierzyć, jest ważne dla historii miejsca – mówi Marcin Tymiński, rzecznik Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. – Stowarzyszenie otrzymało WUKZ zgodę na poszukiwania. Po ich zakończeniu poszukiwacze muszą sporządzić sprawozdanie z prac i rozliczyć się z tego, co zostało znalezione.

Gdzie trafią ślady materialne po norweskim obozie? Na razie nie wiadomo, kto wystąpi do WKZ o odnalezione zabytki. Może to być muzeum Stuthoff, ambasada norweska, albo też inne organizacje, predestynowane do tej spuścizny historycznej. Ostateczną decyzję podejmie Wojewódzki Konserwator Zabytków. 

Prace na miejscu, gdzie zlokalizowano obóz, ruszą w najbliższych dniach. Właściciel gospodarstwa zgodził się na poszukiwania pod jednym warunkiem – sam musi zakończyć pracę przy żniwach. Da więc znać, gdy zbierze zboże. 

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo
Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo