Kiedy 23 lipca Rada Miasta Sopotu przyjęła rezolucję potępiającą falę nienawiści wobec Ukraińców, część komentatorów odczytała to jako gest symboliczny, spóźniony i bez większego znaczenia. Tymczasem to już druga taka inicjatywa radnych – pierwszą przyjęto we wrześniu ub.r., po antyimigranckim marszu środowisk kibolsko-narodowych. Tydzień później, po ataku nożownika na Ukraińca w Rumi, głos zabrał też marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk, przypominając, że w regionie legalnie mieszka i pracuje ok. 165 tys. osób bez polskiego obywatelstwa, i stanowczo potępiając napaść.
Skala zjawiska, na które odpowiada, rośnie: w 2024 Ukraińcy w Polsce złożyli 267 zgłoszeń o przestępstwach z nienawiści, w 2025 – 275, a w samym pierwszym półroczu 2026 już 180, co oznacza wzrost o ponad 30 proc. rok do roku. W ostatnich tygodniach głośno było o pobiciu pary we Wrocławiu za „niewłaściwy akcent”, wspomnianym ataku nożem w Rumi, agresji kobiety z dzieckiem wobec taksówkarza w Częstochowie, a także zdarzeniu w Bielsku-Białej, gdzie 54-letni mężczyzna w miejskim autobusie słownie zaatakował nastoletnie Ukrainki.
Mamy problem z tolerowaniem inności
– Ta zmiana nastrojów jest odczuwalna – mówi prof. Marta Koval, amerykanistka z Uniwersytetu Gdańskiego, działaczka Związku Ukraińców w Polsce. – Ukraińcy, którzy przyjechali po pełnoskalowej wojnie, mówią mi, że pojawiły się zachowania nieprzyjazne, czy wręcz wrogość. Przejawia się to w codziennych relacjach: ludzie, z którymi ktoś obcuje na co dzień, nagle zmieniają swój stosunek do niego, zaczynają mówić o dawnych krzywdach historycznych, robić uwagi dotyczące języka czy w ogóle prawa Ukraińców do bycia w Polsce. Dotyczy to też osób, z którymi wcześniej relacje były bezproblemowe.
Koval widzi w tym część szerszego, znanego już w Polsce wzorca.
– Mamy problem z tolerowaniem inności. Pamiętamy ataki na kebaby, na ludzi z krajów muzułmańskich, którzy byli wyzywani od „ciapatych” i tak dalej. Ukraińców jest po prostu dużo, więc dziś to na nich skupia się ten sam mechanizm.
Marta Koval chwali przy tym zdecydowane reakcje organów ścigania, na tego typu incydenty z ostatnich tygodni, ale z zastrzeżeniem: – Ta reakcja jest właściwa, tylko nastąpiła z opóźnieniem. Straciliśmy bardzo dużo czasu. Poza tym organy ścigania powinny też reagować na to, co robią i co mówią politycy.
Odrębna kwestia, zdaniem prof. Koval, to brak edukacji obywatelskiej, który to przedmiot powinien wrócić do szkół, by młodzież dowiadywała się o tym, jak obywatel powinien funkcjonować w społeczeństwie demokratycznym, czym są prawa człowieka, w jaki sposób należy ich przestrzegać.
Rezolucja, która ośmiela
Prezydentka Sopotu Magdalena Czarzyńska-Jachim przypomina, że miasto od lat inwestuje w integrację. W sopockich szkołach podstawowych dzieci ukraińskie stanowią dziś 17 proc. uczniów. Liczba przedszkolaków i uczniów z Ukrainy w sopockich placówkach oświatowych rośnie: z 380 w roku szkolnym 2023/24 do 397 w obecnym.
– Nie chcemy, żeby te dzieci spotkała jakakolwiek agresja – mówi Magdalena Czarzyńska-Jachim.
Jak zaznacza, na szczęście w mieście nie doszło jeszcze do żadnego incydentu z atakiem fizycznym, natomiast oczywiście – jak wszędzie – pojawia się agresja słowna wobec osób narodowości ukraińskiej.
– Nie chcemy doprowadzić do tego, by przemoc słowna zamieniła się w przemoc fizyczną. Wspieraliśmy, wspieramy i będziemy wspierać uchodźców z Ukrainy, w szczególności kobiety i dzieci, które znalazły w Sopocie swój drugi dom. Jest u nas dużo migrantek, które są zaangażowane w życie miasta, integrują się, zakładają stowarzyszenia, organizują wydarzenia kulturalne
Magdalena Czarzyńska-Jachim, prezydentka Sopotu
Inicjatywa rezolucji wyszła od radnych Koalicji dla Sopotu, za co prezydentka jest im wdzięczna. Jednomyślności jednak nie było. Radni PiS wstrzymali się od głosowania, wcześniej proponując poprawkę odnoszącą się do decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w sprawie nadania jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia Bohaterów UPA.
– Z jednej strony obawiali się, że jeśli zagłosują przeciw, będą kojarzeni z antyukraińskimi incydentami. Z drugiej strony nie chcieli poprzeć rezolucji, żeby nie posądzono ich o sprzyjanie migrantom. Więc tradycyjnie schowali głowę w piasek, unikając wzięcia jakiejkolwiek odpowiedzialności – ocenia Czarzyńska-Jachim. – Uważam, że ci, którzy sieją nienawiść, są współodpowiedzialni za to, co potem dzieje się fizycznie na ulicach.
Rezolucję Sopot wysłał także do Kancelarii Premiera i do Pałacu Prezydenckiego. Odpowiedzi nie było.
– Wysłaliśmy ją w zeszłym tygodniu, czekamy na podjęcie konkretnych działań legislacyjnych oraz informacyjnych, które powstrzymają falę radykalizacji.
Prezydentka mówi, że do ratusza napływają głosy mieszkańców i różnych środowisk, potwierdzające, jak ważna była ta rezolucja – i że ośmiela ona innych do głośnego sprzeciwu wobec fali nienawiści.
Magdalena Czarzyńska-Jachim przyznaje jednak, że niepokoi ją perspektywa zbliżającej się kampanii wyborczej.
– Przykro mi, że w grze politycznej ten temat służy jedynie do wywoływania skrajnych emocji. Jedni biorą na sztandary obronę migrantów, drudzy strach przed nimi, ale ostatecznie ich los nikogo tak naprawdę nie obchodzi – mówi. – A przecież migranci z Ukrainy pracujący w Polsce to dla nas korzyść ekonomiczna. Poza tym trzeba powiedzieć wprost: wróg jest gdzie indziej, a w interesie Polski jest wolna, demokratyczna i silna Ukraina, która razem z Polską będzie członkiem Unii Europejskiej.
„To się sączyło od pierwszych dni”
Rafał Pankowski, socjolog i politolog, profesor Uniwersytetu Civitas w Warszawie, a jednocześnie współzałożyciel i działacz Stowarzyszenia Nigdy Więcej przeciwdziałającego rasizmowi, neofaszyzmowi, ksenofobii i dyskryminacji, przypomina, że fala solidarności z 2022 roku od początku miała swój cień.
– Już w pierwszych dniach wojny pojawiły się ośrodki skrajnej prawicy, stawiające na propagandę antyukraińską, z Grzegorzem Braunem na czele. Te głosy były wtedy nieliczne, ale przekaz sączył się konsekwentnie i narastał, głównie w mediach społecznościowych. Nigdy Więcej w kwietniu 2022 r. opublikowało raport „Zachowajmy solidarność z uchodźcami”, ostrzegający przed rozlaniem się zjawiska na szerszą skalę.
Z danych, na które powołuje się Rafał Pankowski [badanie CBOS z lipca 2026 r.], wynika, że bezpośrednio po wybuchu wojny ponad 90 proc. badanych deklarowało solidarność z uchodźcami - dziś to poniżej połowy. Zwraca też uwagę na paradoks: statystyki pokazują, że Ukraińcy popełniają przestępstwa procentowo rzadziej niż przeciętni mieszkańcy Polski, mimo krążących opowieści o przestępczości.
Skąd więc popularność takiej narracji? I jaka w jej rozprzestrzenianiu jest rola rosyjskich trolli internetowych? Prof. Pankowski ten ostatni czynnik uznaje za istotny, ale niewystarczający.
– Byłoby zbyt łatwo uznać, że za wszystkie te zjawiska odpowiada Rosja. Ośrodki propagandowe są też w Polsce, podobnie jak potencjał wrogości i uprzedzeń.
Martwi go też bierność służb – czasem policja odmawia przyjęcia zgłoszenia, zdarza się też, że nauczyciele nie reagują na złe traktowanie ukraińskich uczniów przez rówieśników, a czasem sami są sprawcami dyskryminacji.
– Oczywiście na co dzień jest też bardzo wiele pozytywnych interakcji – zachowania agresywne czy dyskryminacyjne nie są normą, ale są zbyt liczne, żeby je bagatelizować.
Rezolucję Sopotu Rafał Pankowski ocenia wysoko, z jednym zastrzeżeniem: żałuje, że nie odbiła się szerszym echem, i że przynajmniej na razie w ślad za Sopotem nie poszły inne samorządy.
Milczenie arcybiskupa
Sopocka rezolucja, z polecenia prezydentki, ma trafić do wszystkich proboszczów w mieście. To ważne, bowiem Kościół katolicki nie zajął jednoznacznego stanowiska w obliczu fali niechęci wobec przybyszów z Ukrainy. Krakowski biskup pomocniczy Damian Muskus w ostatnią niedzielę w kazaniu nawiązywał wprost do niechęci wobec Ukraińców, przypominając, że Ewangelia nie pozwala zamienić bólu w odrzucenie drugiego człowieka. Wcześniej Rada Konferencji Episkopatu Polski ds. Migrantów i Uchodźców potępiła incydenty świadczące o narastającej wrogości. Kardynałowie Polski i Ukrainy wydali w czerwcu wspólny apel o pojednanie. Środowiska narodowo-katolickie skrytykowały go za brak jednoznacznego rozliczenia kwestii wołyńskiej, po raz kolejny uderzając przy tej okazji w abp. Grzegorza Rysia, znanego już wcześniej z wypowiedzi wyrażających życzliwy stosunek do migrantów.
19 lipca znany katolicki publicysta Tomasz Terlikowski opublikował w „Rzeczpospolitej” tekst pod wymownym tytułem „Arcybiskup boi się wyznawców Brauna? Metropolita gdański milczy w sprawie imigracji”, adresowany do metropolity gdańskiego abp. Tadeusza Wojdy, który jest przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. Odpowiedzi nie doczekał się do dziś.
– On jest w tym świetny. Milczenie to jego drugie imię – komentuje Justyna Zorn, publicystka i aktywistka katolicka, znana m.in. z akcji domagających się rozliczenia i odwołania poprzedniego metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia.
Ale jej zdaniem problem jest głębszy niż jeden hierarcha.
– Kościół w Polsce ma cechy plemienne. „Powszechność” tego Kościoła nie jest bardzo uniwersalna – wiele osób traktuje chrześcijan i niechrześcijan z Ukrainy jak ludzi drugiej kategorii. To widać także po tym, jak część duchowieństwa przychyla się do środowiska Grzegorza Brauna, np. w programach TV Trwam.
Zorn nie ma złudzeń co do siły takiego głosu, nawet gdyby padł.
– Kościół jest dziś w ogóle małym autorytetem – mówi. – Sumiennie i systematycznie sobie na to zapracował. Aczkolwiek dobrze by było, żeby wybrzmiał jakiś silny, mocny głos hierarchiczny: że jesteśmy winni solidarność z Ukraińcami.
Do pogromu daleko, ale problem jest
Michał Bilewicz, socjolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, badacz uprzedzeń, patrzy na całość chłodniej, pytany o to na ile powtarzająca się w niektórych komentarzach fraza „atmosfera przedpogromowa” jest odzwierciedleniem stanu faktycznego, odpowiada: – To raczej publicystyczna przesada. Nawet jeśli skala zgłaszanych przestępstw z nienawiści rośnie, to wciąż są to liczby, przy których nie można mówić o pogromie. Ulegamy wrażeniu, bo te wydarzenia są dziś mocno nagłaśniane przez media. Stały się tematem medialnym, wcześniej nim nie były.
To nie oznacza, że problemu nie ma. Prof. Bilewicz wskazuje mechanizm:
– Ludzie odbijają się w lustrze, które widzą w wypowiedziach polityków i mediach. Tam widzą, co wolno, a czego nie wypada. Ta norma była jednoznacznie pozytywna jeszcze w 2022, może 2023. Dziś sposób, w jaki mówią o tym politycy, bardzo się zmienił, i to przekłada się na codzienne zachowania.
Pytany jak odwrócić tę falę niechęci i nienawiści i kto powinien to zrobić, prof. Bilewicz zwraca uwagę na potrzebę większej odwagi obywatelskiej, głośniejszego występowania w obronie Ukraińców przez tych, którzy nie zgadzają się z prawicowym zwrotem. Ważne jest też, żeby świadkowie przestępstw z nienawiści czy mowy nienawiści reagowali. Nawet prosta reakcja, kiedy po takim zdarzeniu podejdziemy do poszkodowanego, zapytamy, czy nic mu się nie stało, i odetniemy się od tego, co miało miejsce, to bardzo ważny komunikat. Zmniejsza poczucie, że ktoś jest tu niemile widziany, że jest obcy.
– Warto, żebyśmy zabierali głos i reagowali, widząc przejawy nienawiści czy nawet ataki fizyczne. Ze strony rządzących oczekiwałbym więcej kierowania się polską racją stanu. Ekonomicznie uchodźcom zawdzięczamy bardzo dużo – 2,5 proc. polskiego PKB, dziesiątki miliardów złotych. To wyjątkowo dobrze integrująca się grupa imigrancka na tle doświadczeń innych krajów europejskich. Polska powinna dbać, żeby ci ludzie zostali, a nie wyjechali dalej na Zachód. Ale niestety obszar racjonalnej polityki się kurczy
Michał Bilewicz ma pretensje nie tylko do skrajnej prawicy, ale też przedstawicieli obozu rządzącego.
– Bardziej niepokoi mnie, że tego typu emocjom ulegają też partie liberalne i centrowe, które same doprowadziły do wstrzymania części pomocy dla uchodźców – mówi.
Krytykuje też premiera Donalda Tuska za podkreślanie, że Polska „nie zamierza się wyrywać na pierwsze miejsce w Europie” w pomocy Ukrainie.
– Z racji swojego położenia Polska powinna być awangardą Europy we wsparciu dla Ukrainy. Premier, który się od tego odżegnuje, moim zdaniem działa wbrew polskiemu interesowi.



Napisz komentarz
Komentarze