Obecnie na obszarze prawie 4 ha gromadzi ok. 7 tysięcy gatunków i odmian roślin pochodzących z różnych stref klimatycznych świata, w tym ponad 200 gatunków chronionych i zagrożonych wyginięciem.
Ogród stale powiększa swój obszar i kolekcję
- Kierunek rozwoju opieramy na obserwacjach przyrody. Ojciec wciąż bardzo angażuje się we wszystko, co dotyczy ogrodu, nadal też pełni funkcję jego dyrektora, natomiast ja w 2020 roku zostałam jego nową właścicielką - mówi Anna Butowska.
Jest z ogrodem bardzo związana, można powiedzieć, że w nim rosła i się wychowywała. Wykształciła się również w kierunku botanicznym.
- Wspólnie planujemy z tatą różne projekty i choć zdarza nam się ścierać, to ostateczna wizja jest wspólna – kontynuuje pani Ania. – W ciągu ostatnich lat udało mi się wzbogacić to miejsce o zakątki sensoryczne, nowe ścieżki dydaktyczne, rozszerzyć ofertę edukacyjną i gastronomiczną, której efektem jest „Zielona Herbaciarnia”. W przyszłości planuję unowocześniać ogród, a także realizować nowe projekty badawcze, szczególnie te poświęcone rzadkim gatunkom. Mam nadzieję, że ogród będzie edukował kolejne pokolenia i chronił cenne gatunki, co niezmiennie jest marzeniem zarówno moim, jak i taty.
Zaraził się przyrodniczą pasją od taty Stanisława
Jak wspomina Zbigniew Butowski, odkąd pamięta obserwował rośliny w ogrodzie, w lesie i na łące. Ogromny wpływ miał na te zainteresowania ojciec, który był nauczycielem przyrody. Zajmował się ogrodnictwem, sadownictwem i pasieką. Od 1930 roku prowadził dziennik, który syn przechowuje do dziś. Zapisywał obserwacje pogodowe, dotyczące rozwoju roślin, a także wszystkie prace wykonywane w ogrodzie i w pasiece.
- Miłość do roślin często łączyłem z pasją fotograficzną i muzyczną. W mojej rodzinie fotografowało się od początku XX wieku. Zamiłowanie do fotografii odziedziczyły moje dwie córki Dagmara i Anna. W domu rodzinnym było również sporo muzyki. Rodzice grali na instrumentach, ojciec czasami też rzeźbił. Często grywaliśmy razem w dawnym ogrodzie – wspomina Zbigniew Butowski.
Niektóre rośliny z czasów dzieciństwa pamięta do dziś
- Wokół domu rosło sporo ciekawych gatunków, w tym moja ulubiona przylaszczka. Na pobliskich terenach nad jeziorem można było zobaczyć rośliny, które dziś są znacznie rzadsze, m.in. storczyki, pełniki, podejźrzony księżycowe. Z biegiem lat zacząłem dostrzegać, jak bardzo zmienia się środowisko. Z lasów zniknęły podkolany i widłaki. Podobnie ze zwierzętami. Bekas, który dawniej był stosunkowo częsty, dziś jest rzadkością, podobnie jak kuropatwy.
Działalność w Lidze Ochrony Przyrody
W 1967 r. pan Zbigniew zaangażował się w działalność Ligi Ochrony Przyrody. Poznał wówczas wielu wspaniałych działaczy, między innymi dr Alfonsa Sikorę, Zdzisławę Janowską, dr Andrzeja Dąbrowskiego czy Andrzeja Garbalewskiego, wielkiego miłośnika i znawcę roślin, z którym do dziś są w przyjaźni. Później, jako nauczyciel, zajmował się popularyzacją ochrony przyrody w szkołach.
- Praca z młodzieżą była dla mnie bardzo ważna, pozwalała uczyć wrażliwości na środowisko naturalne. Obecnie istotna jest dla mnie edukacja w naszym ogrodzie. Prowadzimy zajęcia dla szkół, studentów i turystów, pokazujemy różnorodność roślin, uczymy o ochronie przyrody, a także o znaczeniu gatunków rzadkich i ginących.
Współtworzył pierwsze zielone szkoły na Kaszubach
Pomysł wyszedł od nieżyjącego już dr Mariana Kosmali, ówczesnego dyrektora Zespołu Parków Krajobrazowych w Gdańsku. Małżonka pana Zbigniewa - Ludwika, podzielała zainteresowanie męża i była współautorką tego projektu.
- Trzeba było przygotować program edukacyjny, znaleźć budynki i stworzyć zaplecze noclegowe. Pierwszy ośrodek powstał w Klukowej Hucie. Przyjeżdżali tam uczniowie i studenci. Zajęcia prowadzili między innymi młodzi botanicy z Uniwersytetu Gdańskiego - kontynuuje Zbigniew Butowski.
W Gołubiu zaczęło się od niewielkiego ogrodu ozdobnego
- Z czasem gatunków wciąż przybywało. W rozwoju ogrodu bardzo wspierała mnie moja żona Ludwika, z wykształcenia matematyczka, która pokochała świat roślin. Początkowo nie miałem tak szerokich planów. Chciałem jedynie gromadzić ciekawe i rzadkie gatunki roślin. Zdobycie ich w latach 60. i 70. w Polsce było trudne. Szkółek było mało, większość produkowała materiał dla zakładów państwowych. W latach 70. nabywałem gatunki w Szkółkach Kórnickich, skąd pochodzą np. pierwsze różaneczniki. Podczas jednej z wizyt w Kórniku prof. Władysław Bugała oraz dr Tomasz Bojarczuk zauważyli, że po raz kolejny kupuję gatunki nie tyle ozdobne, co botanicznie interesujące. Stwierdzili, że z takiej kolekcji i przy takiej pasji może powstać ogród botaniczny. Do realizacji tego pomysłu w niedługim czasie mocno zachęcali mnie również pracownicy parków krajobrazowych. I tak, formalnie w 1983 roku, powstał Gołubieński Ogród Botaniczny - opowiada pan Zbigniew.
„Nigdy nie traktowałem ogrodu jako działalności biznesowej”
Na początku wstęp do ogrodu był możliwy jedynie dla wycieczek szkolnych oraz studentów i były to spacery z przewodnikiem. Zazwyczaj oprowadzał sam właściciel, potem przyłączyła się córka Dagmara, absolwentka studiów biologicznych.
- Nigdy nie traktowałem ogrodu jako przedsięwzięcia biznesowego. Najważniejsza była kolekcja roślin i możliwość pokazania jej innym - podkreśla pan Zbigniew.
Najpiękniej w maju i czerwcu oraz jesienią
Po zimie ogród otwierany jest dla gości w kwietniu lub 1 maja i czynny jest do końca października.
- Atrakcyjnie jest przez cały rok, bo sceneria stale się zmienia. Każdy tydzień przynosi nowe barwy, zapachy i detale przyrodnicze, więc warto odwiedzać nas wielokrotnie. Najbardziej widowiskowym okresem jest maj oraz czerwiec, gdy kwitną różaneczniki, których posiadamy ponad 200 gatunków i odmian. To prawdziwy raj dla zmysłów, fotografów i sesji zdjęciowych. W tym czasie kwitną również magnolie, lilaki, złotokapy, storczyki, piwonie i inne gatunki. Ale piękna też jest jesień, kiedy wiele drzew i krzewów zmienia barwy na złoto i brąz – opowiada Anna Butowska.
Gatunki rzadkie i chronione
Rośliny, które w naturze stają się coraz rzadsze, w Gołubieńskim Ogrodzie Botanicznym mogą przetrwać dzięki odpowiedniej opiece i rozmnażaniu. Utrzymanie tych roślin w kolekcji
często jest efektem wieloletnich doświadczeń.
- Niektóre gatunki wymagały kilku prób wprowadzenia zanim udało się im zaadoptować. Dotyczyło to zwłaszcza roślin, które w naturze występują w bardzo specyficznych warunkach siedliskowych. Zachowanie tych gatunków jest dla nas najważniejszym zadaniem, do którego podchodzimy bardzo poważnie. Istotna jest szczegółowa obserwacja okazów, ich wzrostu, reakcji na warunki pogodowe oraz pojawiające się zagrożenia. Zmiany klimatyczne, łagodniejsze zimy oraz nowe choroby roślin sprawiają, że wiele gatunków wymaga dziś większej uwagi niż dawniej – wyjaśnia pani Ania. - Mam jednak nadzieję, że większość gatunków rzadkich i chronionych, z naszą pomocą sobie poradzi. Nieustannie wzbogacamy tę kolekcję oraz powiększamy obszar ogrodu o nowe kwatery działu ekologicznego, aby zapewnić gatunkom większą przestrzeń.
Szczególny mikroklimat. Można się poczuć jak w tropikach
Ogród znajduje się nad rynną jeziorną. Zimne powietrze spływa w dół do jeziora, co powoduje, że w ogrodzie jest cieplej.
- To dość istotne, ponieważ czasami różnica kilku stopni decyduje o tym, czy roślina przetrwa zimę. Ogród leży też dość wysoko, na wysokości około 200 metrów nad poziomem morza, w rejonie Wzgórz Szymbarskich. To unikatowe miejsce do monitorowania zmian fenologicznych i zachowań gatunków roślin. Dane te wykorzystał już m.in. prof. Mieczysław Czekalski, przyjaciel ogrodu, w publikacjach o magnoliach – kontynuuje pani Ania.
Zima to czas pisania projektów
Ciekawy jest projekt realizowany we współpracy z Uniwersytetem Gdańskim dotyczący rzadkich gatunków flory Pomorza. Rośliny te wprowadzane są do ogrodu z hodowli in vitro.
- Takie okazy są bardzo wrażliwe. Należy je stopniowo hartować, sadzić w odpowiednim czasie i miejscu. Niektóre przyjmują się doskonale, inne wymagają wieloletniej obserwacji. Pogoda odgrywa tu kluczową rolę, upały, silne słońce czy późne sadzenie mogą zniszczyć młode rośliny – wyjaśnia właścicielka ogrodu.
Mniej edukacyjnych wycieczek szkolnych
Jak podkreśla Zbigniew Butowski, świadomość ekologiczna jest większa niż kiedyś. Rosnąca moda na zdrowy styl życia, ucieczkę z miast i kontakt z przyrodą sprawia, że ludzie stają się
bardziej świadomi.
- Niestety, spadło zainteresowanie wyjazdami edukacyjnymi grup szkolnych. W przeszłości dzieci uczyły się od podstaw nazw roślin i ich zastosowania. Było to tak samo ważne jak nauka liczenia. Mam nadzieję, że ten trend powróci – mówi założyciel Ogrodu Botanicznego w Gołubiu.
Wyzwań nie brakuje
Konieczna jest systematyczna praca i samodyscyplina, bo jak mówi pan Zbigniew, ogród nie poczeka. Trzeba stale dbać o nawadnianie, pilnować okresów wysiewu i sadzenia oraz kontrolować niepożądane gatunki.
Prowadzenie ogrodu wymaga też dużej wiedzy oraz dokształcania się. Każdy gatunek ma inne wymagania, nie wszystko można znaleźć w książkach. Ponadto utrzymanie kilku tysięcy gatunków i odmian roślin w dobrym stanie, jest też kosztowne, a ogród utrzymuje się ze środków prywatnych.
- Ogród musi też spełniać szereg wymogów, aby być ogrodem botanicznym. Każda roślina musi posiadać pełną dokumentację. Co trzy lata odbywa się ustawowa kontrola Ministerstwa Środowiska, dokumentująca stan kolekcji, działalność edukacyjną i naukową. Na szczęście nasza pasja do roślin pozwala patrzeć na wszystkie wyzwania pozytywnie - mówi Anna Butowska.
Czy Gołubieński Ogród Botaniczny przejdzie na kolejne pokolenie? Póki co, nie wiadomo. Pani Ania jest młodą osobą, nie posiada jeszcze dzieci.
- Mam jednak nadzieję, że podobnie jak ja w dzieciństwie, również moje przyszłe pociechy będą spędzać ze mną czas wśród naszych drzew, krzewów, roślin. Czas pokaże - dodaje z uśmiechem obecna właścicielka.



Napisz komentarz
Komentarze