Reklama Sopot Jazz Festival

Szkoła po nowemu, problemy po staremu. Przyroda wraca, telefony znikają, obiady się zmienią, a nauczycieli i pieniędzy nadal brakuje

Wrzesień przyniósł jedną z największych zmian w edukacji ostatnich lat. Ministerstwo mówi o szkole przyszłości, nauczyciele wskazują na brak przygotowania i kadrowy kryzys. Między reformą a codziennością szkoły zaczyna się nowy rok nauki
Szkoła po nowemu, problemy po staremu. Przyroda wraca, telefony znikają, obiady się zmienią, a nauczycieli i pieniędzy nadal brakuje
Wprowadzamy zmiany, które edukacji wyjdą na dobre – mówią politycy, odpowiedzialni za edukację. Szkoły na razie próbują ułożyć plany lekcji, uczniowie i rodzice sprawdzają, co się zmieniło, a nauczyciele – odnaleźć się w powodzi nowych regulacji

Autor: Piotr Wittman | gdansk.pl

Nowa podstawa programowa, powrót przyrody do szkół podstawowych, zakaz telefonów w podstawówkach, zmiany w pracach domowych – to tylko część zmian, które czekają uczniów i nauczycieli w roku szkolnym 2026/2027. Reforma „Kompas Jutra” będzie wprowadzana stopniowo, ale już od kilku dni pierwsze roczniki rozpoczęły naukę według nowych zasad.

Zmieni się niemal wszystko albo nie zmieni się prawie nic – zależy, kogo się słucha. Wprowadzamy zmiany, które edukacji wyjdą na dobre – mówią politycy, odpowiedzialni za edukację. Szkoły na razie próbują ułożyć plany lekcji, uczniowie i rodzice sprawdzają, co się zmieniło, a nauczyciele – odnaleźć się w powodzi nowych regulacji. Nowy rok szkolny to dotychczasowe problemy, na które nałożono wiele zmian, generujących nowe problemy – uważają z kolei nauczycielskie związki zawodowe. Zmian w edukacji rzeczywiście będzie wiele, a na ile zmienia szkołę – to się okaże. 

Najpierw kompas

To wyrażenie, które pojawia się w każdej wyliczance, co przyniesie nowy rok – „Kompas Jutra”. To nazwa reformy, wprowadzanej w tym roku przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. 

- Chcę, aby polska szkoła szła krok w krok za tym, co niesie za sobą postęp w dziedzinie technologii - napisała ministra edukacji Barbara Nowacka w liście skierowanym do uczniów i nauczycieli z okazji 1 września. - Wiedza pozostaje fundamentem procesu nauczania; zależy mi jednak na tym, aby była to wiedza, którą możecie, Drodzy Uczniowie i Drogie Uczennice, wykorzystać w praktyce i która nada poczucie sprawczości i sensu codziennej nauki. 

Co to oznacza? Jak możemy przeczytać: w przedszkolach to np. więcej czasu na zabawę i swobodniejsze odkrywanie otaczającej rzeczywistości. W edukacji wczesnoszkolnej nacisk ma być położony nie tylko na zdobywanie informacji, ale także na twórcze rozwiązywanie problemów. 

„Reforma26. Kompas Jutra” obejmie najpierw przedszkola oraz klasy I i IV szkół podstawowych. W kolejnym roku szkolnym według nowych zasad będą uczyć się uczniowie klas I i II oraz klas IV i V. W roku 2028/2029 reforma obejmie już sześć roczników – klasy I, II i III oraz IV, V i VI.

CZYTAJ TEŻ: Od września rewolucja w szkołach. 12 tys. laboratoriów AI trafi do placówek

Docelowo nowa podstawa programowa obejmie całą szkołę podstawową. Od 1 września 2027 roku reforma będzie stopniowo wprowadzana również w szkołach ponadpodstawowych – począwszy od klas pierwszych.

Jedną ze zmian ma być odejście od nauczania wyłącznie opartego na przekazywaniu wiedzy. W podstawie programowej pojawią się m.in. doświadczenia edukacyjne, moduły tematyczne oraz tydzień projektowy. Według MEN pozwoli to lepiej łączyć wiedzę z różnych przedmiotów i pokazywać uczniom praktyczne zastosowanie zdobywanych informacji.

– Rola nauczyciela? Ma zachęcać do tego, by dzieci wymieniały się informacjami, wykonywały zadania w parach, zadawały pytania, podejmowały różne role w mniejszych lub większych grupach – tłumaczyła w Radiu ZET prof. Małgorzata Żytko z Wydziału Pedagogicznego UW, nadzorująca podstawę programową dla edukacji wczesnoszkolnej. 

Jednocześnie przyznała, że zmiany wprowadzane są w dość szybkim tempie. - Najpierw powinna się odbyć reforma kształcenia nauczycieli, dopiero potem należałoby modyfikować podstawę programową. A tak zaczynamy od końca - podkreślała.

- Więc jeśli twórcy tej reformy mają takie zdanie, to jak to świadczy o sposobie jej wprowadzania? – pyta retorycznie nauczycielka klas I-III w gdyńskiej szkole. 

ZOBACZ TAKŻE: Rok szkolny 2026/2027 rusza z dużymi zmianami

Tempo wprowadzania reformy krytykowała też na specjalnie zwołanej konferencji Solidarność. 

- W naszym przekonaniu ta reforma jest nieprzygotowana – mówił Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący oświatowej S. - Reformy powinny się rozkładać na lata, nie na dwa, trzy, pięć, ale na co najmniej 10 lat. Nauczyciele nie są przygotowani, mimo deklaracji pani minister, że ma kto uczyć nowych przedmiotów: przyrody i edukacji zdrowotnej. Nauczyciele twierdzą, że nie mają przygotowanych pracowni, środki były na to przeznaczone niewystarczające, a studia podyplomowe skończyło niewiele osób.

Podobne zdanie ma poseł Marcin Józefaciuk: - Sama idea Kompasu nie jest zła - problem w tym, że wiele z tych rozwiązań już funkcjonuje w szkołach – mówił już w marcu. - To nie jest nowość ani pilna potrzeba systemu, którą należałoby dziś rozwiązywać w pierwszej kolejności. Można o tym rozmawiać, prowadzić pilotaże, realizować badania. Jeśli ktoś mówi, że wprowadza Kompas Jutra po to, aby nauczyciele uczyli dzieci w sposób praktyczny, to pytam, kiedy ostatnio był w szkole. Nauczyciele już dziś uczą w sposób praktyczny i realnie kształcą uczniów.

Przyroda wraca, ale kto ma uczyć?

Jedną z najbardziej widocznych zmian będzie powrót przyrody do klas IV-VI szkoły podstawowej. Uczniowie będą mieli trzy godziny tego przedmiotu tygodniowo, z czego co najmniej dwie będą mogły być realizowane w jednym bloku zajęć. Dopiero od klasy VII nastąpi podział na biologię, chemię, fizykę i geografię. 

Tu też pojawiają się zdania krytyki – nie dlatego, że „nowy” przedmiot łączy inne, a dlatego, że zwiększy już istniejący problem.

- Weźmy dla przykładu interdyscyplinarną przyrodę – mówił w mediach prof. Bogusław Śliwerski, kierownik Katedry Teorii Wychowania Uniwersytetu Łódzkiego. - O ile trudno było do tej pory znaleźć biologa, to jak teraz znaleźć biologa, który ogarnie geografię, chemię i fizykę, będzie jeszcze trudniej. Przy pensji 5,6 tys. zł?

Edukacja zdrowotna i religia – znowu problem

Była już w ubiegłym roku – ale jako nieobowiązkowa. Teraz edukacja zdrowotna wraca, już jako przedmiot obowiązkowy. Ale – żeby nie było tak prosto – nie całkiem, bo moduł dotyczący zdrowia seksualnego jest dobrowolny. O udziale ucznia w tej części zajęć zdecydują rodzice, a pełnoletni uczeń samodzielnie. To kompromis, wynikający ze sprzeciwu przeciw temu przedmiotowi, od ponad roku rozgrzewającego środowiska prawicowe.

WIĘCEJ: Edukacja zdrowotna w szkołach będzie obowiązkowa, ale bez części o seksie

W liście, jaki pod koniec sierpnia opublikował Episkopat w obronie lekcji religii, biskupi kolejny raz poruszyli też kwestię edukacji zdrowotnej. W zeszłym roku, kiedy przedmiot był jeszcze nieobowiązkowy, biskupi apelowali, żeby rodzice nie posyłali dzieci na zajęcia. W tym roku biskupi zaznaczają, że nie mają zastrzeżeń do profilaktyki zdrowotnej, ale ich „obawy dotyczą jednak wizji człowieka, małżeństwa i rodziny, jaka wyłania się z założeń programowych oraz publikowanych podręczników” – czytamy.

Ilu uczniów będzie chodziło na nieobowiązkowy moduł dotyczący zdrowia seksualnego – dowiemy się pewnie pod koniec września.

Wiadomo natomiast, że lekcje religii (jedna tygodniowo) mają być planowane bezpośrednio przed albo po obowiązkowych zajęciach. Zmiany od początku budzą sprzeciw części środowisk kościelnych. Biskupi ocenili, że ograniczenie wymiaru zajęć do jednej godziny tygodniowo, możliwość łączenia klas oraz usunięcie oceny z religii ze średniej prowadzą do marginalizacji tego przedmiotu. „Nakaz umieszczania lekcji religii przed lub po innych zajęciach szkolnych, redukcja wymiaru nauczania do jednej godziny tygodniowo, możliwość łączenia klas oraz usunięcie oceny z religii ze średniej ocen prowadzą do ich marginalizacji w polskiej szkole” – napisali przedstawiciele KEP.

CZYTAJ TEŻ: Episkopat ogłasza nowy program nauczania religii. Co się zmieni?

Minister edukacji Barbara Nowacka podkreśla natomiast, że organizacja religii jest zgodna z obowiązującymi przepisami, a Kościół nie może ingerować w podstawy programowe innych przedmiotów.

Koniec telefonów w podstawówkach

Kolejną dużą zmianą jest ustawowy zakaz korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych w szkołach podstawowych. Obejmie on zarówno szkoły publiczne, jak i niepubliczne. Ma obowiązywać podczas lekcji, przerw oraz innych zajęć organizowanych przez szkołę. Ograniczenia obejmą także przedszkola oraz oddziały przedszkolne działające przy szkołach. Dzieci nie będą mogły korzystać z urządzeń umożliwiających komunikację, nagrywanie obrazu lub dźwięku podczas pobytu w placówce.

Przepisy nie obejmą szkół ponadpodstawowych. Licea, technika i szkoły dla dorosłych same określą zasady korzystania z telefonów w swoich statutach.

WIĘCEJ: Koniec z telefonami w podstawówkach i przedszkolach. Karol Nawrocki podpisał ustawę

- Ale czy w szkołach podstawowych będą zabierać telefony, przeszukiwać plecaki? – pytają rodzice. Każda szkoła zdecyduje sama, ale już teraz nauczyciele widzą przed sobą masę problemów. – Będą próbowali przemycać – uważa matematyk Adam Kaczorowski. – Nawet jak szkoła zrobi specjalne szafki tylko na telefony, to zaczną przynosić inne – przytakuje polonistka. Jej zdaniem to będzie jeden z największych problemów. – Myślę, że to będzie główny temat na spotkaniach z rodzicami. Następnym będą stołówki i sklepiki. 

Rewolucja na talerzu

Dzisiaj w menu stek z kalafiora, jutro kasza z ciecierzycą, a pojutrze krokiety z pieczonymi warzywami. Więcej warzyw, większy wybór dań i mniej smażenia. Uczniowie się zdziwią - bo tak od września powinien wyglądać jadłospis w szkolnych stołówkach. Dla tych, którzy znają szkolne posiłki, to brzmi jak rewolucja - co najmniej raz w tygodniu w pełni roślinny posiłek bez żadnych produktów odzwierzęcych, porcje dostosowane do wieku uczniów, wybór dodatków i monitorowanie ilości wyrzucanego jedzenia. Tymczasem tak właśnie ma być w szkołach i przedszkolach od 1 września. Tego dnia zaczną obowiązywać nowe standardy żywienia, określone przez Ministerstwo Zdrowia w tzw. sklepikowym rozporządzeniu. Dokument zastępuje dotychczasowe przepisy z 2016 roku, a zmiany obejmą nie tylko to, co dzieci znajdą na talerzach, ale i sposób organizacji pracy stołówek, planowania jadłospisów i zaopatrzenia.

W typowym tygodniu szkolnym uczniowie mogą zatem spodziewać się: co najmniej jednego obiadu całkowicie roślinnego, dwóch dni z obiadem na bazie świeżego mięsa i równolegle obiad roślinny dla chętnych, jednego dnia z daniem rybnym, również z zapewnioną alternatywą roślinną oraz jednego dnia tzw. elastycznego, gdy szkoła zdecyduje się na obiad roślinny, mączny lub rybny.

Dodatkowo resort zdrowia wymaga, aby co najmniej dwa razy w tygodniu zupy były przygotowywane wyłącznie na wywarach warzywnych. Cały system ma być planowany tak, aby obiad dostarczał od 20 do 30 procent dziennego zapotrzebowania energetycznego.

- No i teraz zderzmy to z rzeczywistością – mówi Anna, wychowawczyni VII klasy. – Dzieciaki, które żywią się fast foodami, dostaną kotlet z buraka. Moim zdaniem co najmniej połowa uczniów w ogóle nie zapisze się na obiady. 

Związkowcy: co naprawdę się zmienia?

Waldemar Jakubowski, przewodniczący oświatowej Solidarności, pytany o to, czy widzi pozytywy w działaniach obecnego szefostwa MEN, odpowiada: - Przez przeszło już dwóch lata rządów można wskazać tylko dwa: rozporządzenie o telefonach komórkowych i ustawa o małych szkołach. Szkoła rozpoczyna nowy rok z niedofinansowaniem, nierozwiązanymi problemami nauczycieli i kryzysem kadrowym.

Rzeczywiście – problemy kadrowe pozostają jednym z największych wyzwań, a szkoły szukają nauczycieli. W oficjalnej bazie ofert pracy dla nauczycieli na Pomorzu w dzień rozpoczęcia roku szkolnego nadal aktywnych ofert pracy było 241. I choć w sierpniu było ich 1025, to nikt nie ma złudzeń, że nagle przybyło aż tylu chętnych do pracy w szkole. 

Związkowcy z ZNP zwracają uwagę, że same dane o wolnych miejscach pracy nie pokazują pełnej skali problemu, bo szkoły pod koniec wakacji uzupełniają braki kadrowe godzinami ponadwymiarowymi nauczycieli. Według danych ZNP liczba takich godzin wzrosła w Pomorskiem o ok. 51 proc., co zdaniem związkowców oznacza, że szkoły radzą sobie z brakami kadrowymi nie przez zatrudnianie nowych osób, ale przez zwiększanie obciążenia obecnych nauczycieli.

- W szkołach pracują nauczyciele emeryci, są nauczyciele, którzy ciągną nawet po dwa etaty, są też tacy, którzy pracują w kilku szkołach – zauważa z kolei Waldemar Jakubowski z Solidarności. - Szacujemy rzeczywistą liczbę wakatów na 100 tysięcy przynajmniej, to nie jest 17 tysięcy, które wykazywało w lipcu ministerstwo. W zeszłym roku szkolnym mieliśmy ponad 2 miliony godzin nadliczbowych. Proszę przeliczyć to na etaty. To olbrzymia liczba.

Oba związki podkreślają też, że oświata nadal jest niedofinansowana, a nauczyciele zarabiają za mało. Zdaniem Jakubowskiego państwo powinno przeznaczać na edukację co najmniej tyle, ile wynosi średnia OECD, czyli 4,7 proc. PKB.

- W obecnej sytuacji mamy, jeśli policzymy wszystko, to w najlepszym razie mamy 4 proc. – mówi. Według niego do systemu edukacji trzeba byłoby dołożyć około 80 mld zł, aby mógł funkcjonować w sposób stabilny.

Związkowcy domagają się też – jak od lat - powiązania pensji zasadniczej nauczycieli ze średnim wynagrodzeniem w sektorze przedsiębiorstw. ZNP domaga się powiązania wynagrodzeń nauczycieli z przeciętną pensją w gospodarce oraz 15-procentowej podwyżki wynagrodzeń w 2027 roku. Rząd proponuje natomiast wzrost wynagrodzeń o 3 proc.

ZNP przeprowadził akcję protestacyjną w ostatni dzień wakacji i nie wyklucza strajku. Solidarność zapowiedziała manifestację na 17 października. Dyrektorzy próbują ułożyć plany lekcji, nauczyciele i uczniowie odnaleźć się w nowych zasadach. – Szkoła, jak co roku – przetrwa – mówi polonistka.

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Sopot Jazz Festival
Reklama Ziaja kuracja peptdowa