Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Makurat Serwis Audi w Gdańsku

Akcja „Ratujmy nasze dzieci”. Za dwa lata czeka nas psychiatryczne tsunami?

Mieliśmy ostatnio bardzo ciekawą rozmowę z krajowym konsultantem ds. psychiatrii. Zaprezentowano nam niepublikowane jeszcze wyniki badań dotyczące kondycji psychicznej polskiego społeczeństwa - dorosłych i dzieci. Ze wstępnej analizy wynika, że dopiero za dwa lata zobaczymy negatywne skutki covidu i dwóch lat wyciętych z właściwych relacji społecznych - mówi Marek Rutka, pomorski poseł Lewicy, członek parlamentarnej Komisji Zdrowia.

Autor: archiwum prywatne

Czy na sejmowej Komisji Zdrowia mówiono o sytuacji szpitala na Srebrzysku, gdzie z powodu nadmiaru pacjentów ograniczono przyjęcia na oddziale dziecięco-młodzieżowym?
To, co dzieje się w Gdańsku nie jest, niestety, wyjątkiem. Ostatnia decyzja kierownictwa szpitala była dramatyczna, ale nie mogła być inna. Jeśli na oddziale jest 46 miejsc szpitalnych i 65 pacjentów, opieka nie może być prowadzona w sposób właściwy. Podobnie jest w całym kraju. Trzeba jasno powiedzieć, że samorząd pomorski i pan marszałek zainwestował duże pieniądze w rozwój ośrodka na Srebrzysku, by zwiększyć tam liczbę łóżek. Wiadomo jednak, że łóżka nie leczą, a lekarzy nie ma. Już wiosną tego roku na posiedzeniu stałej Podkomisji ds. Zdrowia Psychicznego pytałem o działania resortu w zakresie kadry.

Dlaczego jest tak źle?
Lecznictwo psychiatryczne jest w permanentnym kryzysie od 30 lat. To najbardziej niedoinwestowana dziedzina ochrony zdrowia. Każdy rząd traktował psychiatrię, nie tylko dziecięcą, jak piąte koło u wozu, zarówno w kwestii kształcenia kadr, jak i inwestycji w infrastrukturę. Część budynków szpitalnych pochodzi z czasów zaborów i zapewnia kiepskie warunki bytowe. A wszystko przecież ma wpływ na leczenie. Z kolei brak lekarzy spowodowany jest niewielkimi limitami przyjęć na specjalizację z psychiatrii. W ostatnich trzech latach dramatyczny wzrost liczby samobójstw wśród dorosłych i przede wszystkim wśród dzieci sprawił, że coś zaczęło się tu dziać. Zwiększyły się limity przyjęć na specjalizację z psychiatrii.

Ilu psychiatrów dziecięcych mamy w Polsce?
Tylko 493 lekarzy ze specjalizacją z psychiatrii dzieci i młodzieży. Jedynie 39 z nich posiada pierwszy stopień specjalizacji, czyli przypada po dwóch lekarzy na województwo. W porównaniu do 2015 roku nastąpił wzrost o 421 lekarzy w trakcie szkolenia z psychiatrii, ale to i tak jest to kropla w morzu potrzeb. Warto też wspomnieć, że w ostatnich dwóch latach realizowany jest program pilotażu, bazujący na trzech poziomach referencyjności. Jego istotą jest, by pomoc następowała szybciej  na poziomie ośrodka środowiskowej opieki psychologicznej.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Akcja społeczna „Zawsze Pomorze”. Ratujmy nasze dzieci – walczymy o pomoc psychiatryczną dla najmłodszych

Pisaliśmy wcześniej, że o ile ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej działają już w większości pomorskich powiatów, to nadal brak placówek drugiego poziomu - oddziałów dziennych dla dzieci i młodzieży oraz poradni z lekarzem psychiatrą.
I to jest największy problem, wynikający z braku kadry. Wszystko można sobie zadekretować w planach, ale kiedy nie ma lekarzy, podmioty się nie zgłaszają.Według najnowszej ceny w pilotażu stawka dla wszystkich trzech poziomów wynosi 93 złote na mieszkańca. Założenie mówi, że pomoc w przypadkach pilnych nie może być udzielona później, niż po 72 godzinach. Pytanie - kto ma się dzieckiem zająć przez te 72 godziny, kiedy kryzys jest najsilniejszy?

Proponowano, by dzieci w ostrym kryzysie tymczasowo umieszczać na oddziałach pediatrycznych.To dobry pomysł?
Z całym szacunkiem dla lekarza pediatry, który i tak obłożony jest pracą - on nie jest fachowcem w tej dziedzinie. Czy ma położyć pacjenta w gabinecie, dać mu środek uspokajający i czekać na wsparcie? Wracając do pilotażu - uważam, że to dobry pomysł. Odwiedziłem w ub. roku Centrum Zdrowia Psychicznego w Słupsku, drugi, obok Kościerzyny ośrodek, gdzie realizowany jest pilotaż. Widać efekty, choć trzeba powiedzieć, że Słupsk z okolicami ma problemy mniejsze, niż Gdańsk. Ale i tam zaczynają się już pojawiać kłopoty z obsadą. Powód jest prosty - lekarze wybierają prywatną praktykę, gdzie można zarobić dużo większe pieniądze.

Czy poza Słupskiem i Kościerzyną mamy szanse na kolejne tego typu ośrodki na Pomorzu?
Na czwartkowych obradach Podkomisji ds. Zdrowia Psychicznego omawialiśmy raport dotyczący psychiatrii środowiskowej w Polsce i wdrażanie centrów pilotażu zdrowia psychicznego. Na liście nowych podmiotów w skali kraju pojawiły się 34 nowe placówki. W województwie pomorskim trzy: Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gd. , SPZOZ w Lęborku i SPZOZ w Człuchowie. Placówki te od końca czerwca powinny zacząć przyjmować pacjentów. Doliczając Słupsk i Kościerzynę, mamy pokrycie tego typu placówkami terenu,  poza aglomeracją trójmiejską. Nadal w Trójmieście sytuacja nie zostaje rozwiązana.

Lecznictwo psychiatryczne jest w permanentnym kryzysie od 30 lat. To najbardziej niedoinwestowana dziedzina ochrony zdrowia. Każdy rząd traktował psychiatrię, nie tylko dziecięcą, jak piąte koło u wozu, zarówno w kwestii kształcenia kadr, jak i inwestycji w infrastrukturę.

Marek Rutka / poseł Lewicy, członek parlamentarnej Komisji Zdrowia

I dzieci z Gdańska będą podróżować w poszukiwaniu pomocy do innych szpitali?
Taka praktyka jest już dzisiaj stosowana.Trzeba jednak pamiętać, że rodzina także bierze udział w procesie leczenia. Czy musi do dziecka jeździć 100 kilometrów w jedną stronę? To nie jest rozwiązanie, choć sytuacji kryzysowej - jedyne wyjście. Nie można jednak robić z tego normy!  W sytuacji, gdy po covidzie liczba samobójstw wzrosła przynajmniej o połowę, zdecydowane działania trzeba podejmować natychmiast. Państwo musi wziąć odpowiedzialność za młode pokolenie, bo problemy będą się tylko nawarstwiały.

To już się dzieje. Co gorsze, nie wiemy tak naprawdę, ile jest prób samobójczych wśród najmłodszych.
Mieliśmy ostatnio bardzo ciekawą rozmowę z krajowym konsultantem ds. psychiatrii. Zaprezentowano nam niepublikowane jeszcze wyniki badan dotyczące kondycji psychicznej polskiego społeczeństwa - dorosłych i dzieci. Ze wstępnej analizy wynika, że dopiero za dwa lata zobaczymy negatywne skutki covidu i dwóch lat wyciętych z właściwych relacji społecznych. Następstwa będą naprawdę bardzo dramatyczne, nie tylko przyniosą za sobą samobójstwa i próby samobójcze, ale także wzrost zaburzeń. Dotknie to głównie młode pokolenie, zwłaszcza dzieci w wieku szkolnym - ze szkół podstawowych i na wczesnym etapie szkół średnich. Mówimy o analizie, która opiera się na badaniach prowadzonych od kilkudziesięciu lat. Covid, niosący za sobą zachwianie relacji i duży niepokój, traktowany jest `poniekąd jak wojna. Po II wojnie światowej gwałtowny wzrost samobójstw i zaburzeń zaobserwowano w 1947 roku, czyli dwa  lata po jej  zakończeniu. Tu może być bardzo podobnie.

Czy przez dwa lata zdążymy się przygotować na psychiatryczne tsunami?
Obawiam się, że nie. Jest w tym wszystkim bardzo duża rola szkoły. Większy nacisk należy położyć na pracę w grupie, zabawę na świeżym powietrzu, odbudowywanie więzi społecznych. Mniej na testy, przynajmniej w tym okresie. Ale to wymaga zmian systemowych.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama Kampania 1,5 % Fundacja Uśmiech dziecka