Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Lekarka z Chojnic przed sądem i protest antyszczepionkowców

Nieprawidłowej postawy w sprawie zdrowia publicznego dotyczy postępowanie przed Sądem Lekarskim przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Gdańsku, które rozpoczęło się 21 czerwca. W sprawie chodzi o poglądy głoszone przez lek. med. Ewelinę Gierszewską z Chojnic, która przeciwstawiała się - jak sama to określała - „segregacji sanitarnej”, przekonywała też o nieskuteczności czy wręcz szkodliwości, szczepionek na COVID-19, a rzekome zmuszanie do ich stosowania nazywała „po prostu nieludzkim”. Pierwsza rozprawa zgromadziła przed siedzibą instytucji niemal setkę protestujących.
Lekarka z Chojnic przed sądem i protest antyszczepionkowców
(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

O głośnej sprawie lekarki z Chojnic pisaliśmy m.in. TUTAJ.

- Ludzie zaszczepieni chorują tak, jak ludzie niezaszczepieni. Jeżeli więc wszyscy chorujemy, to dlaczego mamy w domach zamykać tylko osoby niezaszczepione. Wszyscy możemy tak samo przenosić chorobę. Zmuszanie ludzi do przyjmowania preparatów, po których mogą wystąpić groźne powikłania, jest po prostu nieludzkie. A jeżeli jest ryzyko, musi być dobrowolny wybór - mówiła lek. med. Ewelina Gierszewska w trakcie jednej ze zorganizowanych konferencji prasowych. Uczestniczyła również, zabierając głos, w licznych demonstracjach organizowanych przez przeciwników szczepień przeciw Covid-19.

Nic więc dziwnego, że wtorkowa, pierwsza rozprawa przeciw lekarce przed Okręgowym Sądem Lekarskim przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Gdańsku, zgromadziła przed siedzibą tej instytucji, liczącą niemal 100 osób, grupę antyszczepionkowców z flagami, transparentami i megafonem.

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

- Co mnie najbardziej uderza, to to, że ludzie nie zdają sobie sprawy, że to, co przyklaskują w pewnym momencie jest pokazywane jako coś złego – usuwane. Nie tylko szczepienia, ale również leki – ile jest na bieżąco wycofywanych po x latach przyjmowania, bo nie wiem – wychodzi nowe?Żeby dawać recepty na Wyspy Kanaryjskie? Czy o co tu chodzi? Natomiast dużo preparatów jest nagminnie i każdego roku usuwanych z aptek – takich łatwo dostępnych. No to, jeżeli tak to jest wszystko fałszowane na zasadzie, że do pewnego momentu nie szkodzi, to dlaczego nas się traktuje jako „szurów” i „foliarzy”, skoro my po prostu nie chcemy przyjmować czegoś nietestowanego? - pytała przez mikrofon jedna z protestujących, Joanna Muszka, która przyrównywała współczesne preparaty medyczne do stosowanych sto lat temu, bez świadomości ich szkodliwych właściwości „radów i polonów”. Podkreśliła, że sama jest „laikiem w tym temacie”. Jednak powoływała się między innymi właśnie na głos lek. med. Eweliny Gierszewskiej i „osób, które nie są laikami”.

Kolejny mówca, który z kolei przedstawił się jako inżynier o specjalności gospodarka wodna przekonywał, że maseczki zakrywające usta i nos powodują niedotlenienie, a więc zakwaszenie o poziomie komórkowym i spadek współczynnika PH.

- Z tego robią się nowotwory, a jako prezes fundacji „Stop dla Raka” zapewniam, że coraz więcej ludzi prosi o pomoc, trafia do szpitali wskutek właśnie zakwaszenia. O preparatach genetycznych to w ogóle nie ma co mówić, bo wiemy, że w tej chwili wszyscy, którzy wzięli ten preparat – połowa społeczeństwa ma wykrywany wirus HIV po prostu. To wiecie wszyscy. Teraz będzie plaga wirusa HIV. Wszyscy nagle stracili odporność – stwierdził przekonując, że przeczytał „wszystkie książki medyczne”, a „lekarze nie mają bladego pojęcia, o tym, co wiedzą inżynierowie środowiska”.

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)
(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

- Zajmujemy się nie tylko błędami w sztuce medycznej, ale również wszystkimi przewinieniami z zakresu etyki zawodowej. Na przykład nieprawidłowymi czy niekulturalnymi zachowaniami lekarzy wobec pacjentów lub personelu medycznego, a – szczególnie w okresie pandemii – nieprawidłowymi postawami lekarzy, jeśli chodzi o zdrowie publiczne, takimi jak szerzenie nieprawdziwych informacji o skutkach szczepień - tłumaczy doktor nauk medycznych specjalista psychiatra, Maciej Dziurkowski, Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Gdańsku, autor wniosku o ukaranie lek. med. Eweliny Gierszewskiej. - Pandemia stwarzała zagrożenie dla zdrowia i życia wielu tysięcy obywateli, więc rozpowszechnianie, wbrew wiedzy medycznej, dezinformacji na temat rzekomej szkodliwości szczepionek i zniechęcanie do szczepień, w naszej opinii, doprowadziło do zwiększonej liczby hospitalizacji, ciężkich przebiegów choroby powodowanej przez wirus Covid-19, a czasami wręcz śmierci – dodaje.

Sprawowana przez niego już drugą kadencję funkcja to odpowiednik prokuratora w „zwykłym” sądowym procesie karnym. Obok oskarżyciela, przed orzekającym w sprawie Sądem Lekarskim, stroną postępowania jest też obrońca. Orzeczenie, jakie w sprawie doktor Eweliny Gierszewskiej wyda 3-osobowy skład orzekający złożony z lekarzy nie będzie prawomocne i podlegać będzie zaskarżeniu do Naczelnego Sądu Lekarskiego.

Jak relacjonuje dr Maciej Dziurkowski, tzw. ruch antyszczepionkowy kierowany jest nie przez lekarzy, a ludzi spoza środowiska medycznego, bez podstawowej wiedzy w tym zakresie. Zastrzega jednak, że wśród działaczy antyszczepionkowych zdarzają się pojedynczy lekarze – jak właśnie lek. med. Ewelina Gierszewska, która „przekaz przeciwny szczepieniom szerzy zarówno osobiście, jak i przez media elektroniczne”. Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej podkreśla, że - wbrew twierdzeniom oponentów - sprawa toczy się nie „o umorzenie”, a „o ukaranie”.

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

Na razie nie sposób przewidzieć rozstrzygnięcia, a strony postępowania, jak w tradycyjnym sądzie, wnioskować mogą o przeprowadzenie dowodu z zeznań świadków czy opinii biegłych. Obok umorzenia [uniewinnienia?], w przypadku stwierdzenia winy, oznaczać może zastosowanie całej palety środków takich jak upomnienie, nagana, zawieszenie w prawie do wykonywania zawodu, odebranie prawa wykonywania zawodu (co zdarzało się już w historii Okręgowej Izbie Lekarskiej w Gdańsku) i kara finansowa w najdotkliwszym wymiarze stanowiąca 4-krotność średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw (ponad 25 tysięcy złotych) do zapłaty na cele społeczne np. na rzecz hospicjów dziecięcych.

- Podobnych postępowań w stosunku do lekarzy w całym kraju toczy się wiele. Pamiętajmy, że szczepienia przeciw Covid-19 były i są metodą dającą szansę na zachowanie zdrowia i życia dla wielu osób – podkreśla dr Maciej Dziurkowski.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama