Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

„Oliwa pada ofiarą swojej sławy pięknej dzielnicy”

Oliwa jest konserwatywna, a mieszkańcy przywiązani do wizerunku miejsca, które za bardzo się nie zmienia, które w jakiś sposób jest dla nich „doskonałe”, „zakończone” – mówi Tomasz Strug, przewodniczący zarządu Rady Dzielnicy Oliwa. – Według części z nich, najlepiej byłoby niczego nie tykać, bo tylko można coś zepsuć.
Tomasz Strug

Autor: Karol Uliczny | Zawsze Pomorze

Co z tą naszą Oliwą - zapytała mnie ostatnio znajoma. Gdzie się nie spojrzy, to coś zniszczą, zamkną, skują, wytną – mówi dalej. Też ma pan poczucie, że tych „nieszczęśliwych wypadków” jest ostatnio za wiele?

Ja bym powiedział, że za nami całe dekady zaniedbywania Oliwy. Mieszkańcy mają poczucie, że są traktowani po macoszemu. Od czasu, gdy dzielnica została włączona do Gdańska, mamy do czynienia z jej powolnym upadkiem, który nasilił się po zakończeniu II wojny światowej. Natomiast ostatnio, mamy do czynienia z prawdziwą czarną serią. Od 10 lat ubywa nam Lasu Oliwskiego i to w sposób namacalnie zauważalny. Padają symbole, które łączyły nas z przeszłością, takie jak oliwska palma, która pamiętała czasu cystersów, a ostatnio kafle w tunelu dworcowym czy znak kierujący do zoo, czyli słynny drogowskaz trzymany przez słonie. To w końcu także panorama Oliwy, która została zniszczona przez powstające centra biznesowe, w tym przez najwyższy budynek Pomorza, co wynika z bezmyślnego planowania przestrzennego. Według mieszkańców dokonano tu gwałtu na urbanistyce niewielkiego „miasteczka”, miejsca do życia na ludzką skalę. Oliwa jest konserwatywna, a mieszkańcy przywiązani do wizerunku miejsca, które za bardzo się nie zmienia, które w jakiś sposób jest dla nich „doskonałe”, „zakończone”. Według części z nich, najlepiej byłoby niczego nie tykać, bo tylko można coś zepsuć, jak w przysłowiu o beczce miodu i łyżce dziegciu.

Te wszystkie zdarzenia z czarnej serii, na pozór ze sobą niezwiązane, łączą się z sentymentem, z naszym dzieciństwem i są dla nas bardzo ważne. Mieszkańcy słusznie czują, że z biegiem lat więcej tracą niż zyskują. To czego brakuje, to spektakularnych inwestycji, dzięki którym można byłoby powiedzieć: tak, to zmieniło naszą Oliwę na lepsze. Chociaż stan chodników przez 30 lat znacznie się poprawił.

Wspomniał pan o konserwatyzmie mieszkańców. Może jest go za dużo? Ktoś pomyśli, taki znak do zoo czy kafle w tunelu dworcowym można wymienić na nowsze, może ładniejsze? Iść z duchem czasu.

Olbrzymią wartością, z której mieszkańcy zdają sobie sprawę, jest to, że Oliwa nie została tak zniszczona jak Śródmieście Gdańska i że możemy tu obcować z oryginałem, z piękną urbanistyką, zielenią, która często była sadzona jeszcze zanim powstały budynki. Dzisiaj tak naprawdę spijamy śmietankę z pracy jaką wykonali założycie Oliwy. Tutejsi mieszkańcy mają tę wrażliwość, która każe im protestować przeciwko bezmyślnemu niszczeniu tego co ocalało.

Sam mam wrażenie, że przez wychowanie się w Oliwie, w otoczeniu tej architektury, w takiej a nie innej urbanistyce, jestem bardziej wrażliwy na piękno i pełen troski o przyszłość tego miejsca. W głos mieszkańców należy się wsłuchać.

Dzisiaj mówią: ten znak do zoo był fajny – kojarzy mi się z dzieciństwem. Ten drogowskaz można było wyremontować, po co zmieniać na inny? Przez oliwian przemawia sentyment, ale również praktycyzm i gospodarne myślenie, bo to nie są to krezusi z Beverly Hills, ale ludzie, którzy przede wszystkim mają świadomość wartości tego miejsca. Kafle z dworca Gdańsk Oliwa – wisiały, częściowo od ponad 100 lat, częściowo od lat 50. Dziś mieszkańcy słusznie pytają: po co zmieniać je na lepsze? Lepsze jest wrogiem dobrego. Te zabytkowe kafle są naszym łącznikiem z przeszłością, z dorobkiem poprzednich pokoleń i właśnie dlatego warte są zachowania. Substytut nie zastąpi oryginału. Nawet jeśli będzie piękniejszy, a fuga czystsza. My, oliwianie, chcemy żyć w dobrze nam znanej Oliwie, a nie sztucznej dekoracji, bo ktoś tak sobie wymyślił. Myślę też, że Oliwa pada ofiarą swojej sławy pięknej dzielnicy. Na siłę wydzielane są działki, dogęszczana jest zabudowa w istniejących już kwartałach. Jeżeli się temu nie przeciwstawimy, za chwilę stracimy piękne ogrody, przestrzeń pomiędzy budynkami i życie zamieni się tu w piekło.

Przykładem miejsca w Oliwie, którego mieszkańcy pod żadnym pozorem nie chcą zmieniać, jest położony vis-a-vis wejścia do parku Plac Inwalidów Wojennych. Był pan jednak zwolennikiem częściowej zabudowy tego terenu, a więc zmiany „starego” na „nowe”.

Weźmy jednak pod uwagę, że mamy tam do czynienia z mało atrakcyjną przestrzenią, która oprócz nieoficjalnego wybiegu dla psów oraz zniszczonego parkingu nie ma nic do zaoferowania. Szkoda byłoby, gdyby w tak atrakcyjnym miejscu została utrzymana obecna funkcja. Warto przypomnieć, że przed wojną była tu zabudowa a przez część placu przejeżdżał tramwaj. Polacy są mistrzami świata w gromadzeniu się wokół jakiejś sprawy wymagającej obrony, co należy uszanować.

Uważam jednak, że należałoby usiąść do stołu i zastanowić się czy warto utrzymywać takie status quo. Wiele szkód wyrządziła wizualizacja wykonana przez miasto, która niepotrzebnie narzuciła wizję potencjalnego wyglądu zabudowy, a przecież plan miejscowy nie reguluje tych kwestii. Jednocześnie nie przebiły się w dyskusji argumenty o tym, że zieleni w tym miejscu nie ubędzie, że nie wyklucza się nowych nasadzeń, że zachowana zostanie aleja lipowa. Nie dziwi więc sprzeciw mieszkańców.

Jest jakiś wspólny mianownik ostatnich, negatywnych zjawisk, które pan wymienił?

Brutalna prawda jest taka, że rządzą nami politycy, którzy idą za głosami wyborców. W ostatnich dekadach miasto rozrosło się w kierunku południowym i mam takie wrażenie, że to tam idzie gros środków publicznych oraz starania o poprawę komfortu życia tam żyjących gdańszczan. Tym bardziej, że najczęściej jest to młody elektorat, o który warto zabiegać. Natomiast Oliwa jest dzielnicą z nadreprezentatywną przewagą seniorów, która z roku na rok formalnie się wyludnia i chyba nie jest już tak atrakcyjna z punktu widzenia włodarzy. Jesteśmy jedną z kilkudziesięciu dzielnic, która z punktu widzenia urzędników, nie wiedzieć czemu, czasami domaga się np. większych środków na zabytki, a przecież ma w swoich granicach m.in. Park Oliwski. Park jest zresztą świetnym przykładem miejsca, które zamiast być perełką, ma wciąż do zaoferowania… asfaltowe, PRL-owskie alejki. Nie widać tam wielkich inwestycji, oprócz budowy nowej palmiarni, której realizacja doprowadziła do zniszczenia najcenniejszego okazu. Park nie ma nawet ochrony.

palmiarnia w Gdańsku, uroczyste otwarcie obiektu

Który obszar jest, według pana, najbardziej zaniedbany?

Mam zarzut do obecnych i wcześniejszych włodarzy o to, że nie położyli większego nacisku na to, by ocalić Oliwę przed tym co ją najbardziej niszczy. Wszyscy kojarzą ją jako zielone i atrakcyjne miejsce z parkiem oraz ogrodem zoologicznym, a tak naprawdę nie zwracają uwagi, że przecina nas 6-pasmowa autostrada zwana al. Grunwaldzką oraz główna droga tranzytowa, łącząca Sopot oraz północny Gdańsk z Obwodnicą Trójmiasta. Cały ten ruch skupia się w naszym sercu, a więc na Starym Rynku Oliwskim, na którym przed wojną funkcjonował handel i dojeżdżał tramwaj. Dzisiaj ta ulica umiera. Niezbyt przyjemnie się po niej chodzi, bo spacerom towarzyszy nieodłączny hałas oraz wstrząsy. Najwyraźniej nacisk na budowę Drogi Zielonej oraz tunelu pod Pachołkiem był za mały. Jeszcze 10 lat temu prowadziliśmy na ten temat gorące dyskusje z niektórymi radnymi miasta, którzy przekonywali nas, że lepsze jest to co mamy teraz! Dzisiaj widzimy, że porzucenie tych planów rzutowało i będzie rzutować na to w jakiej kondycji będzie Oliwa w przyszłości. Poza tym, mieszkańcy mają wrażenie, że Oliwa jest jak wyciśnięta cytryna.

Zabrano jej to co najlepsze, sprzedano atrakcyjne grunty pokryte nie do końca przemyślanymi planami zagospodarowania przestrzennego, czego najlepszym przykładem jest budowa centrum biurowego. Jednocześnie, nie zrekompensowano powstających strat.

Tak było również w przypadku Parku Oliwskiego, który stracił swoją naturalną rezerwę na rzecz osiedla mieszkaniowego. Co do centrów biznesowych, beneficjentem ich powstania na pewno jest miasto z racji otrzymywanych podatków, na pewno też właściciele nieruchomości, które tam powstały. Natomiast konsekwencje ich funkcjonowania spadły na okolicznych mieszkańców w postaci stref płatnego parkowania czy większego ruchu. Niektórzy dostrzegają w tym szansy dla Oliwy, np. poprzez wzrost wartości nieruchomości. Natomiast już zauważa się zjawisko tzw. gentryfikacji, czyli tego, że niektórych mieszkańców nie stać na mieszkanie w Oliwie, czego konsekwencją jest sprzedawanie mieszkań oraz przeprowadzanie się na przedmieścia.

O wzrastającym dobrobycie raczej nie świadczą puste lokale przy Starym Rynku Oliwskim.

Moim marzeniem jest, by ul. Opata Jacka Rybińskiego, Stary Rynek Oliwski czy Plac Inwalidów Wojennych były swoistą sienią do Parku Oliwskiego i zapewniały to czego w parku nie ma, a więc gastronomię oraz inne atrakcje, które nie powinny się w nim znaleźć. Jednak dopóki mamy do czynienia z tranzytem, dopóki problematyczne jest postawienie ogródka piwnego przed lokalem, ulica nadal będzie wyglądać tak jak wygląda.

PRZECZYTAJ TEŻ: Drogowskaz gdańskiego zoo nie wróci na dawne miejsce

Dostrzega pan jakieś oliwskie perełki, które w ciągu najbliższych lat mogą zniknąć z krajobrazu dzielnicy i które trzeba chronić z całą stanowczością?

Na pewno dawna zajezdnia tramwajów konnych, na rogu al. Grunwaldzkiej oraz ul. Pomorskiej. Od lat obiekt przechodzi z rąk do rąk różnych inwestorów, którzy prześcigali się w pomysłach, jak wykreślić go z rejestru zabytków i ostatecznie unicestwić. Znów wracamy do tego głównego problemu Oliwy, a więc położenia w samym centrum Trójmiasta, bardzo atrakcyjnego dla inwestorów. Dewastacja zajezdni postępuje od 20 lat. Budynek stoi bez dachu, przeszedł kilka pożarów. Boje się, że wkrótce może zniknąć, a przecież jest to niesamowita pamiątka początku tramwajów w Gdańsku. To właśnie tu, 150 lat temu były pierwsze tramwaje łączące Oliwę z Gdańskiem. Mam nadzieję, że miasto oraz wojewódzki konserwator zabytków będą stanowczo bronić tego miejsca, zdecydowanie bardziej niż dworca oraz tunelu pod torami. Drugim skarbem, o który musimy szczególnie dbać są Lasy Oliwskie, a w nich Dolina Radości. Kiedyś sceptycznie podchodziłem do tamtejszych ogródków działkowych, jako czegoś co szpeci tamtejszy krajobraz. Przed wojną Dolina Radości była ogólnodostępną przestrzenią. Po latach przekonałem się, że tylko dzięki temu, że działki tam istnieją, to miejsce nie zostało zabudowane w jakiś skandaliczny sposób. To dopiero byłaby pokusa, by postawić tam mieszkania np. w stylu Matemblewa.

Musimy dbać o to, by, jak mówił Alexander von Humboldt, Oliwa i Dolina Radości pozostały trzecim cudem świata.

Bardzo ważne jest również to, by nie zabudowywać kwartałów w rejonie ul. Kwietnej, Podhalańskiej czy Słonecznej. Miasto ma tu olbrzymie tereny i jest olbrzymia obawa wśród mieszkańców przed ich zabudową. Jeśli tak się będzie działo, to zatracimy piękno małego miasteczka z czerwonymi dachami, w którym żyje się w miarę spokojnie i harmonijnie. To dzielnica, która potrzebuje mieszkańców, a nie tylko ludzi wynajmujących mieszkania krótkoterminowo. To mieszkańcy tworzą prawdziwą tkankę dzielnicy, to im będzie zależeć na przyszłości tego miejsca. Ludzi, którzy mieszkają w hotelu, to nie interesuje. Nie chcemy stać się drugim Głównym czy Starym Miastem, w których rdzennych mieszkańców prawie już nie ma. Niestety, również w Oliwie powoli jest to zauważalne.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Artur Raube 23.06.2024 16:10
"My mieszkańcy nie możemy dopuścić do zniszczenia jej uroku." Przyjdzie czas ,że to właśnie Wy mieszkańcy zadecydujecie o Jej przyszłości.

LSK 09.04.2024 19:12
Bardzo dobry artykuł.Oliwa jest piękna .To perełka Trójmiasta.My mieszkańcy nie możemy dopuścić do zniszczenia jej uroku.

Reklama
Reklama
Reklama