Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Czy PO, pomagając PiS, będzie miała kaca?

Trudno byłoby w Europie znaleźć partię polityczną, która w samodzielnym starcie nie ma szans na przekroczenie progu wyborczego, a od lat definiuje politykę rządu. Pod tym względem Solidarna Polska i Zbigniew Ziobro są mistrzami Europy – mówi dr Bartosz Rydliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Sejm

Autor: Canva | Zdjęcie ilustracyjne

Politologa coś jeszcze zaskakuje w polskiej polityce?

Niewiele. Byłem świadkiem przemiany lidera Ligi Polskich Rodzin, który najpierw występował jako wielki przeciwnik wejścia Polski do Unii Europejskiej, a teraz jest jej gorącym orędownikiem i znanym mecenasem opozycji liberalnej. Obserwowałem przejście PiS-owskiego ministra obrony narodowej do Platformy, który mówił po odejściu, że trzeba dorżnąć tę watahę. Widziałem prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który z trybuny sejmowej nazwał polityków opozycji zdradzieckimi mordami.

Mógłbym jeszcze długo wymieniać podobne przykłady, ale polscy politycy tak często wprawiali mnie w osłupienie, że uodporniłem się na polityczne zaskoczenia.

I nie zaskoczył pana fakt, że Platforma Obywatelska pomogła PiS-owi przy nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym?

Bardziej zdziwiło mnie to niby przyzwolenie Komisji Europejskiej na nowelizację ustawy, która w dalszym ciągu ma niekonstytucyjny charakter. Podkreślają to wybitni konstytucjonaliści. Zachowanie Platformy Obywatelskiej w tej sprawie też mnie zastanawia. Półtora roku temu po głosowaniu nad ratyfikacją międzynarodowej umowy, która dawała podstawy do rozmowy o Krajowym Planie Odbudowy, politycy PO zaatakowali Lewicę, że układa się z Prawem i Sprawiedliwością przy tym głosowaniu. A teraz wspólnie z Lewicą i PSL, wstrzymując się od głosu, PO pomogła w przejściu niekonstytucyjnej nowelizacji, która ma umożliwić pozyskanie środków z KPO. Półtora roku temu głosowanie było zdradą, a teraz jest polską racją stanu.

PRZECZYTAJ TEŻ: Samorządowcy skomentowali decyzję Sejmu w sprawie KPO

Ale czy to nie była pułapka zastawiona na Platformę? Bo jak zagłosować przeciw, kiedy wszyscy wiedzą, że te pieniądze z Brukseli są Polsce bardzo potrzebne?

O tej pułapce mówił nie tylko Donald Tusk, ale także Włodzimierz Czarzasty, Piotr Zgorzelski i Władysław Kosiniak-Kamysz. Wszyscy czterej dżentelmeni zgodnie przyznali, że głosowanie jest dwuznaczne, jednak ma na celu odblokowanie środków nie dla Prawa i Sprawiedliwości, lecz dla nas – Polek i Polaków. I oni są w stanie zjeść tę żabę, pod warunkiem, że cała opozycja zachowa się tak samo. Ale okazało się, że podobno, mimo wcześniejszych ustaleń, koło parlamentarne Polska 2050 się wyłamało.

Pan rozumie ten wyłom Szymona Hołowni? Przecież jeszcze niedawno to ugrupowanie też podkreślało, jak ważne dla Polski są pieniądze z KPO.

Według różnych badań opinii społecznej, Szymon Hołownia łowi w elektoracie, który nie do końca jest dogmatycznie antypisowski. On sam pokazuje się jako umiarkowanie konserwatywny polityk i szuka w ten sposób wyborców wśród wahającego się elektoratu PiS-owskiego. W ten sposób Szymon Hołownia wchodzi w buty głównego przeciwnika Prawa i Sprawiedliwości.

Odbierając pole działania Platformie?

Pytanie, czy ta chęć wybicia się na niepodległość, odróżnienia się – co jest ważne w polityce – wyjdzie mu na dobre? Po sondażach ich poznamy, można powiedzieć. Ale na to musimy poczekać jeszcze kilka miesięcy. Szymon Hołownia zagrał w pewnym sensie va banque, i to w przededniu decyzji partii opozycyjnych, w jakiej konfiguracji pójdą do wyborów.

Platforma, pomagając Prawu i Sprawiedliwości, nie będzie miała kaca? Jej elektorat to zrozumie?

Gdyby przewodniczącym tej partii był Borys Budka czy Grzegorz Schetyna, to wyborcy mogliby tego nie zdzierżyć. Ale Donald Tusk ma tak silną moc interpretacji, że wyborcy PO mogą przełknąć tę gorycz, wierząc, że przewodniczący wie, co robi. I że to była słuszna decyzja.

Emanacją takiego stanowiska jest wpis Tomasza Lisa na Twitterze, który stwierdził, że zdrada jest wtedy, kiedy głosuje się przeciw opozycji, a nie z Prawem i Sprawiedliwością. Ten cały wpis brzmi tak:

„PiS wie, że nie jest w stanie opozycji pokonać, ale jest w stanie ją podzielić. Dlatego każdy akt nielojalności, złamania ustaleń i wyłamywania się z jednolitego opozycyjnego frontu, to prezent dla PiS-u i realizacja scenariusza Kaczyńskiego”.

Przypuszczam, że ta interpretacja będzie dla wielu wyborców Platformy wiążąca.

Zwłaszcza że pieniądze z KPO mogą dotrzeć do Polski jesienią i po wyborach to opozycja już może je dzielić.

Taki był zamysł tego głosowania przez opozycję, który zakłada zwycięstwo w kolejnych wyborach. Być może liderzy partii opozycyjnych otrzymywali ze strony polityków Europejskiej Partii Ludowej i Partii Europejskich Socjalistów, do których należą, sygnały w stylu: słuchajcie, rozumiemy wasze rachunki krzywd z Kaczyńskim, ale w tej sprawie zagłosujcie „za”, ponieważ te pieniądze przydadzą się wam w przyszłości. Bo po ewentualnej wygranej stracicie pół roku albo nawet rok na uruchomienie całej procedury na nowo.

PiS też zmienił front. Przecież jeszcze niedawno czołowi politycy tej partii mówili, że po te pieniądze nie warto się schylać, że one nie są takie ważne. A teraz każdy głos na odblokowanie ich jest dla nich na wagę złota.

Prawo i Sprawiedliwość wiele razy zmieniało zdanie na temat funduszy z KPO. Politycy tego ugrupowania raz mówili, że to jałmużna, innym razem, że to pożyczka albo że to środki, które nam się należą do odbudowy po covidzie. Ta zdecydowana zmiana zdania, być może, wiąże się z tym, że premier Mateusz Morawiecki wie, iż stan finansów publicznych jest taki, że bez pieniędzy z Brukseli polska gospodarka sobie nie poradzi.

PRZECZYTAJ TEŻ: Samorządowcy piszą list do prezydenta w sprawie KPO

Prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego stawia tezę, że od tego, czy te pieniądze z KPO zaczną płynąć do Polski, zależy szansa PiS na trzecią kadencję. Wie też o tym Jarosław Kaczyński, który postawił przed premierem jedno zadanie – dowiezienie tych pieniędzy do Polski.

To jest takie polityczne być albo nie być PiS?

Tak sądzi wielu ekonomistów. Wiele dziedzin życia publicznego jest potwornie poobijanych i zastrzyk finansowy do ich odbudowania jest niezbędny. Bo będziemy musieli zmierzyć się z zapaścią usług publicznych.

W tej sprawie jest chyba jeden polityczny zwycięzca – Zbigniew Ziobro. Opozycja mówi, że Solidarna Polska jest ogonem, który rządzi psem. W co gra Ziobro?

Trudno byłoby w Europie znaleźć partię polityczną, która w samodzielnym starcie nie ma szans na przekroczenie progu wyborczego, a od lat definiuje politykę rządu. Pod tym względem Solidarna Polska i Zbigniew Ziobro są mistrzami Europy.

Ale Ziobro licytuje bardzo wysoko, bo chce w Zjednoczonej Prawicy znaczyć jeszcze więcej niż znaczy. I w swoich pohukiwaniach pod adresem Mateusza Morawieckiego mówi prawdę, podkreślając znaczenie tego głosowania na rzecz pogłębienia integracji europejskiej. Zwraca uwagę, że KPO służy temu, żeby Unia Europejska jeszcze mocniej ze sobą współpracowała, co jest w interesie całej wspólnoty.

Ale nie w interesie Solidarnej Polski. Ziobro gra nie tylko o zmianę premiera, ale też o to, żeby na listach PiS znaleźli się jego ludzie.

Uważam, że jeżeli Jarosław Kaczyński będzie przeświadczony o tym, iż PiS ma poważny problem, żeby wygrać wybory, to podziękuje Solidarnej Polsce. I Ziobro oraz jego ludzie nie znajdą się na listach Prawa i Sprawiedliwości, a prezes doprowadzi ich do politycznej marginalizacji.

Jeżeli jednak będzie uważać, że te kilka procent, które Solidarna Polska może wnieść w wianie, to po to, żeby spacyfikować zagrożenie z prawej strony i odebrać tlen konfederatom, to zdecyduje się na zgniły kompromis. Otworzy dla ziobrystów listy. To postawi Mateusza Morawieckiego w złym świetle. Bo on od wielu miesięcy musi się mierzyć nie tylko z nielojalnością lidera Solidarnej Polski, ale i z permanentnym obrażaniem przez niemal wszystkich polityków tej partii. Obrażają go nawet ci, którzy są w rządzie. I to bezkarnie. Czy można sobie wyobrazić większy afront?

PRZECZYTAJ TEŻ: Potrzebujemy środków z KPO, a nie kłótni o kamienie milowe

To jest dopiero połykanie żaby, na które premier się godzi.

Mateusz Morawiecki jest człowiekiem biznesu i nie takie zgniłe kompromisy musiał w branży bankowej znosić. Z tą różnicą, że życie polityczne, to nie biznes, ponieważ odbywa się przy otwartej kurtynie. Elektorat, także Prawa i Sprawiedliwości, widzi ten pokaz nieustannej połajanki Mateusza Morawieckiego. To tylko świadczy o tym, że jest on słabym i niesamodzielnym politykiem. 

Jak prezydent Andrzej Duda zachowa się w sprawie nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym?

Prezydent od wielu miesięcy nie realizuje mandatu, który powierzyli mu obywatele. W sytuacji permanentnego kryzysu, jakiego jesteśmy świadkami, powinien wezwać do pałacu prezydenckiego w pierwszej kolejności: Mateusza Morawieckiego, Zbigniewa Ziobrę i Jarosława Kaczyńskiego. Uzgodnić z nimi szczegóły kompromisu KPO, a następnie zaprosić liderów partii opozycyjnych i trzymać ich tak długo, aż ogłoszą kompromis w tej fundamentalnej sprawie. Polską racją stanu jest silna Polska w Unii Europejskiej, bo to służy nie tylko naszemu rozwojowi gospodarczemu, ale przede wszystkim bezpieczeństwu geopolitycznemu.

Dziwi mnie ten chocholi taniec prezydenta Dudy, który z jednej strony obraża się na Ursulę von der Leyen, z drugiej mówi, że, być może, zawetuje tę ustawę, a z obywatelami komunikuje się… ustami swoich urzędników. Powinien stanąć na wysokości zadania. Określić warunki brzegowe, które leżą w interesie państwa polskiego, i tego się trzymać. Jako pierwszy obywatel RP ma obowiązek doprowadzenia do znalezienia kompromisu, który służy nam wszystkim.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama