Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Ziaja kosmetyki kokos i pomarańcza

Nędza na święta u Wałęsy? Nigdy nie było takiego wywiadu – zapewnia były prezydent

Lech Wałęsa i zaprzecza jakoby skarżył się „Superexpressowi”, że nie stać go na wyprawienie świąt, a przy wigilijnym stole: „śledź jeden na cztery osoby będzie”.
Fot. Jerzy Pinkas / www.gdansk.pl

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia „Superexpress” zamieścił artykuł pod dramatycznym tytułem „Lech Wałęsa spędzi święta w nędzy”. Tabloid pisze, że Lech Wałęsa ogłosił, że zbankrutował, i że nie stać go w tym roku na prezenty dla najbliższych. „Nie będzie żadnych prezentów, bo zbankrutowałem. Nie mam pieniędzy. Mam chęci na prezenty, ale na razie nie mam za co ich kupić” – cytuje Wałęsę „Superexpress”.

„Nigdy nikomu nie udzieliłem takiego wywiadu. Co za bezczelne metody. Doczekaliśmy się czasów” – ripostuje na Facebooku były lider Solidarności.

Faktem jest, że rok temu w wigilię Bożego Narodzenia Lech Wałęsa mówił podobne rzeczy w rozmowie #BezUników Piotra Witwickiego.

- W tym roku nikt nie dostanie ode mnie prezentu, bo jestem bankrutem (…) Jeździłem i dorabiałem, to mi starczało, a teraz to się skończyło. Nie ma środków. Był czas, że miałem, to je rozdawałem. Rozdałem i stanąłem z pustą kieszenią - skarżył się.

Mówiąc o „dorabianiu” noblista miał najprawdopodobniej na myśli płatne wykłady i spotkania zagranicą, które skończyły się wraz z pandemią.

Jak oceniał portal money.pl wcześniej Wałęsa dostawał od 10 do nawet 100 tysięcy dolarów za jeden wykład. Takie zlecenia miał średnio raz na tydzień. Jego roczne zarobki startowały więc od poziomu pół miliona dolarów (ok. 2 mln zł) w górę.

 

Doświadczony przywódca szuka pracy i partnerów biznesowych

W kwietniu br. majątkowe perypetie byłego prezydenta znów zogniskowały publiczną uwagę, gdy zamieścił on ogłoszenie na portalu flexi.pl, przeznaczonym dla osób powyżej 50. roku życia szukających pracy. 77-letni Wałęsa pisał wtedy o sobie: „Doświadczony przywódca, świetny mówca, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, prezydent RP 1990-1995, współzałożyciel i pierwszy przewodniczący NSZZ Solidarność, poprowadzi spotkania i szkolenia z leadership, przyjmie zaproszenia na spotkania motywacyjne w firmach, ale też w rodzinach, możliwe dodatkowe usługi promocyjne, wspólne zdjęcia, autografy”. W ogłoszeniu były prezydent podał swoje oczekiwania finansowe: za jedno-dwugodzinne spotkanie - minimum 20 tys. złotych. Zaznaczył jednak, że „cena jest do ustalenia”.

Część ekspertów od marketingu podejrzewała wtedy, że mógł to być element kampanii promocyjnej portalu, do której zatrudniono byłego prezydenta.

- Kontekstowe wykorzystanie światowej sławy człowieka szukającego pracy - przy braku znaczenia narosłych wokół niego kontrowersji - może być marketingowym strzałem w dziesiątkę. Jeśli jest to zaplanowana akcja, to gratuluję pomysłodawcy zdrowej kreatywności. Jeśli jest to zbieg okoliczności - gratuluję szczęścia. W każdym razie, świadomość Flexi.pl mocno drgnęła - komentował dla Wirtualnemedia.pl Marek Gonsior, doradca marki i niezależny konsultant w Marketers.

Niedługo potem na Facebooku Lech Wałęsa napisał: „Postanowiłem włączyć się w świat biznesu, który zapewni mi godziwe utrzymanie i tu spróbować swoich sił. Politykiem pewnie zostanę już do końca swoich dni, ale już nie jako główne moje zajęcie. Na tym polu dałem z siebie już wszystko i osiągnąłem, co było możliwe do osiągnięcia. Zapraszam właścicieli firm i moich przyjaciół, aby usiedli ze mną do stołu i wspólnie zbudowali biznes plan i dochodową markę”.

 

Złoto na Jasnej Górze

W maju tego roku, w wywiadzie dla Radia Zet, Wałęsa potwierdził informacje o swojej trudnej sytuacji materialnej i wynikającym z tego poszukiwaniu pracy.

– Dla mnie pieniądze były boczną sprawą, w ogóle mnie nie interesowały. A kiedy miałem pozycję dobrą, to same do mnie przychodziły (...). Rozdawałem, co miałem, no i teraz patrzę: no mnie nie starcza. Miałem zapasu trochę, to mi wystarczało. Dzisiaj mi tam zostało chyba 5 tys. tylko na koncie – mówił.

Pieniądze otrzymane z nagrody Nobla Lech Wałęsa przeznaczył na ratowanie Stoczni Gdańskiej. Były przywódca Solidarności twierdzi też, że w przeszłości oddał ogromne sumy Kościołowi. Według niego były to kwoty liczone w dziesiątki milionów złotych, nie tylko w gotówce, ale precjozach.

Gdzie trzymać na przykład złoto? Masę złota. Jedna taka rzecz, którą pamiętam, to była szkatułka od pani Piaseckiej ważyła ponad kilogram. I co, miałem to trzymać w szafie? Sprzedać? Nie wypada. Więc w tamtym czasie najbezpieczniejsza była Jasna Góra mówił Wałęsa w wywiadzie dla TVN24.

 

Niezapłacony podatek i wyższa emerytura

Majątek Lecha Wałęsy stał się sprawą polityczną w czasie kampanii prezydenckiej w 1995 roku. Sztab Aleksandra Kwaśniewskiego ujawnił wtedy, że Lech Wałęsa nie zapłacił podatku od miliona dolarów, który otrzymał od wytwórni Warner Brothers za prawa do sfilmowania swojej biografii. Amerykański film wprawdzie nigdy nie powstał, ale pieniądze na konto prezydenta wpłynęły. Miesiąc po przegranych przez Wałęsę wyborach Urząd Skarbowy upomniał się o zaległości wraz z należnościami. Doszło nawet do czasowego zajęcia bankowych kont gdańskiego noblisty. Ostatecznie, po dwuletniej batalii sądowej, sprawa się przedawniła. Sam Wałęsa tłumaczył wtedy, że prawie nic z tej kwoty mu nie zostało, bo wszystko rozdał dzieciom.  

W październiku br. Sejm podwyższył uposażenie głowy państwa, a co za tym idzie emeryturę byłych prezydentów. Lech Wałęsa zamiast 9500 tys. złotych brutto, dostaje teraz co miesiąc 18 tys.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama Kampania 1,5 % Fundacja Uśmiech dziecka