Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Makurat Serwis Audi w Gdańsku

Obietnice prezesa. Czy politykom PiS uda się wejść dwa razy do tej samej rzeki i kupić wyborców?

Czy obietnice prezesa mogą chwycić? PiS na pewno tak myśli. Ma bowiem nadzieję, że są znaczne grupy Polaków nastawione klientystycznie i najważniejsze dla nich jest to, żeby „coś dostać”. Wtedy oni się odwdzięczą, całując rękę pana, czyli głosując we właściwy sposób - mówi socjolog i historyk, prof. Cezary Obracht-Prondzyński.
Obietnice prezesa. Czy politykom PiS uda się wejść dwa razy do tej samej rzeki i kupić wyborców?

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Jak się panu podoba pisowski ul?

Zaskoczyła mnie ta śmiała wizja nazwania siebie ulem. Bo ul kojarzy nam się przede wszystkim z pracowitością i dobrą koordynacją pszczół. A w przypadku pisowskiego ula mamy raczej do czynienia z samymi trutniami.

Ale może politycy PiS tak myślą, że „produkują” miód dla narodu?

Dla siebie produkują na pewno. I są w tym coraz bardziej bezwstydni. I nienasyceni

Prezes Jarosław Kaczyński otworzył jednak na ostatniej konwencji worek z obietnicami. I obiecał, że zamiast 500 plus na każde dziecko będzie 800 plus.

Zobaczymy, czy politykom Prawa i Sprawiedliwości uda się wejść dwa razy do tej samej rzeki. I kupić tym pomysłem wyborców. Zresztą prezes obiecał nie tylko podwyższenie 500 plus, ale także darmowe autostrady i lekarstwa za darmo dla seniorów 65 plus i dla dzieci oraz młodzieży do 18 roku życia. W tej propozycji pobrzmiewa jednak fałszywa nuta. Bo przecież PiS już raz seniorom obiecało darmowe leki. I wyszło jak... wyszło. A w przypadku dzieci, każdego dnia widzimy ogrom nieszczęścia i to, że albo lekarstwa i terapie nie są refundowane, albo dostępne tylko dla wybranych. Już nie powiem o załamaniu psychiatrii dziecięcej, o likwidacji porodówek, o problemach z dostępem do specjalistów, o tym, że obiecywali dentystów i stałą opiekę pielęgniarską w szkołach… A jak jest, to wystarczy się rozejrzeć.

Te obietnice mogą chwycić?

PiS na pewno tak myśli. Ma bowiem nadzieję, że są znaczne grupy Polaków nastawione klientystycznie i najważniejsze dla nich jest to, żeby „coś dostać”. Wtedy oni się odwdzięczą, całując rękę pana, czyli głosując we właściwy sposób. Mówię to oczywiście z szyderstwem bo to PiSowskie myślenie jest zwyczajnym piętnowaniem Polaków i świadczy o niezwykle instrumentalnym traktowaniu ludzi. Ale tak się dzieje i zobaczymy, czy ten pomysł politycznie się sprawdzi. Czy może wywoła efekt odwrotny.

Zaskoczyła mnie ta śmiała wizja nazwania siebie ulem. Bo ul kojarzy nam się przede wszystkim z pracowitością i dobrą koordynacją pszczół. A w przypadku pisowskiego ula mamy raczej do czynienia z samymi trutniami.

Jaki efekt odwrotny?

Taki, że wielu ciężko pracujących wkurzy się i powie: - No dobrze, ktoś teraz będzie brał do ręki dwa i pół, trzy tysiące złotych, a ja przez cały miesiąc na tę kwotę muszę ciężko pracować.

Wielu ekspertów ocenia jednak po tych obietnicach, że źródło pomysłów wyschło już PiS-owi.

To prawda. Przy tym sytuacja gospodarcza jest zupełnie inna, niż przed ośmioma laty. Wtedy było co dzielić i rozdawać. Poprzednia władza wypracowała środki budżetowe, Prawo i Sprawiedliwość mogło więc z wielkim zadęciem obiecać, że da. I dało. Tylko po latach ich rządów deficyt budżetowy bardzo wzrósł. I oficjalnie wynosi ponad 60 miliardów złotych. Nieoficjalnie jest dużo większy, ponieważ poukrywano go w różnego rodzaju funduszach pozabudżetowych. Większość krajów Unii Europejskiej nie ma takiego systemu i publiczne pieniądze przechodzą transparentnie przez budżet. Ale nie u nas. Dlatego te 60 miliardów złotych deficytu to fikcja, bo on jest dużo wyższy. Jeśli dług jest fikcyjny, to jednak nie znaczy, że go nie ma. Po prostu jesteśmy oszukiwani.

Więc co dalej?

Pytanie – na ile będziemy chcieli uspokajać swoje sumienia, mówiąc: - po nas choćby potop. Nieważne, co się będzie działo w przyszłości. Trzeba brać, jak dają. Zgodnie z zasadą „jtb”, czyli jakoś to będzie. Czy też może zachowamy się odpowiedzialnie i spytamy siebie – co chcemy zostawić przyszłemu pokoleniu?

Ekonomiści twierdzą, że 800 plus to powiększenie już i tak wysokiej inflacji. Że nie ma skąd brać tych pieniędzy. Straszą: - zapomnijcie o obniżce stóp procentowych.

Oczywiście, że to wpłynie na podwyższenie inflacji i wydłużenie czasu jej trwania. Co oznacza, że będziemy dalej ubożeć. Tyle, że nie wszyscy i nie w tym samym tempie. Bo mechanizm jest prosty i wygląda tak, że jedną ręką władza wkłada ci coś do kieszeni, drugą wyjmuje. Ci, którzy mieli jakiekolwiek oszczędności, zobaczyli jak w ciągu dwóch, ostatnich lat ich wartość dramatycznie zmalała. Ci, którzy ich nie mieli, bo ich nie było stać aby coś odłożyć, popadli w biedę. Oczywiście możemy się zastanawiać, które rozwiązanie nas bardziej przekona. Ale to jest błędne koło. Rozdając, powiększymy inflację i zadłużymy się na poczet przyszłych pokoleń. Wiele krajów już szło tą drogą. Widzieliśmy jak dramatycznie się to kończyło. Nie chcę wprowadzać katastroficznych wizji, ale chciałbym, żeby władza myślała odpowiedzialnie. Ekonomicznie i społecznie.

prof. Cezary Obracht-Prondzynski
prof. Cezary Obracht-Prondzyński 

Co to znaczy myśleć odpowiedzialnie społecznie?

Trzeba sobie przede wszystkim postawić dzisiaj pytanie – co to jest sprawiedliwy podział? Już mamy taką sytuację, że grupy świadczące usługi publiczne, obsługujące nas w edukacji, szkolnictwie wyższym czy w pomocy społecznej - mógłbym jeszcze długo wymieniać takie grupy - pauperyzują się w straszliwym tempie. Można oczywiście pogardzać tymi grupami, mówić, że się nauczycieli zgnoi, bo domagają się wyższych zarobków, można ich materialnie deprecjonować, a także psychicznie i moralnie. To się przecież dzieje. Ale czy tak ma funkcjonować państwo i społeczeństwo? Czy nas to nie obchodzi? Przecież ostatecznie odbije się to także na nas.

A może większość z nas widzi tylko czubek swojego nosa?

Mam wrażenie, że obecna władza na to liczy. Sprawdzam, powiemy dopiero jesienią, przy urnach wyborczych, ale też później. Bo przecież wybory niczego nie kończą. Być może zmieni się władza, wprowadzi się pewne korekty, przestawi jakieś wektory, ale historia będzie miała ciąg dalszy. I to jaki będzie ten ciąg dalszy, zależy tylko od nas.

Jeszcze niedawno przedstawiciele rządu mówili, że o podwyższeniu świadczenia wychowawczego 500 plus nie ma mowy. Że się nie da. Ale wyszedł prezes i powiedział, że się da. Co ma opozycja w takiej sytuacji zrobić?

Zwykle odradzam wchodzenie w taki pragmatyczny dyskurs i przebijanie – kto da więcej, ponieważ populistów nigdy się nie przebije. Z tego względu, że oni są wolni do jakichkolwiek ograniczeń, wolni od ciężaru wiedzy i odpowiedzialności za przyszłość. Obiecają wszystkie gruszki na wierzbie. Jeśli opozycja zaproponuje wiarygodną propozycję, to oni ją przebiją. Bo dlaczego nie? Nie ma takiej rzeczy, której populista nie może obiecać. I nie ma takiej rzeczy, którą populista nie może zagrozić, ani którą nie może obrazić. W tym konkursie obrzydliwości nigdy opozycja nie będzie w stanie wygrać rywalizacji. Ta władza jest świetna w straszeniu społeczeństwa i motaniu mu w głowach.

Dlatego trzeba prowadzić inny dyskurs, dyskurs wartości. To powinna być rozmowa ze społeczeństwem o tym, jakie nasze państwo powinno być. I jakie powinno być społeczeństwo.

800 plus wpłynie na podwyższenie inflacji i wydłużenie czasu jej trwania. Co oznacza, że będziemy dalej ubożeć

Ale czy społeczeństwo jest na to gotowe?

Nieustannie jeżdżę i rozmawiam z ludźmi, głównie na Pomorzu. Ktoś może stwierdzić, że poruszam się w swojej bańce. Chociaż ona jest różna i rozciągliwa. Ale kiedy rozmawiam i dyskutuję z ludźmi to widzę, że oni chcą rozmawiać o tym, kim jesteśmy i jacy powinniśmy jako społeczeństwo być. Co powinno kierować nami w myśleniu o przyszłości. Jakie wartości są ważne. Co to znaczy dzisiaj patriotyzm. I to może wydać się dziwne, ale dla wielu osób, patriotyzm oznacza odpowiedzialność za państwo. Odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo. Za to, żeby nie spadały nam rakiety, a my nie wiemy, co się z nimi dzieje. Ludzi to boli, że z jednej strony mamy takie zadęcie, żeby nie powiedzieć wzdęcie władzy, słowa o obronie dobrego imienia Polaków, a z drugiej strony deprecjonuje się np. profesorów i odsądza od czci i wiary, bo mają inne zdanie, niż władza. Ludzie widzą i mówią, że to państwo z tektury, powiązane sznurkiem. Że tu nic nie działa, a jak rakiety spadają, to ich nikt nie szuka. Wielu się tego po prostu wstydzi.

A balony rozpływają się nad Polską w powietrzu.

I to jest metafora tego, z czym mamy do czynienia. Bo ta władza ciągle wypuszcza jakieś balony, które rozpływają się w powietrzu. Wychodzi minister Błaszczak i mówi, że będziemy mieli największą armię, a tymczasem rzeczywistość jest taka, że przez 4 i pół miesiąca nie wiedzieliśmy, że na teren Polski spadła rosyjska rakieta. To się wszystko dzieje kosztem naszego bezpieczeństwa. Można więc sobie postawić pytanie – czy ta władza mówiąc o naszym bezpieczeństwie jest wiarygodna?

Myśli pan, że ten brak poczucia bezpieczeństwa może wpłynąć jakoś na notowania?

Mamy do czynienia z kuriozalną sytuacją, a za wschodnią granicą tylko zacierają ręce z zadowolenia. Dzisiaj wpadł mi w ucho żart. Grażyna tłumaczy Januszowi, że minister Błaszczak zapewnił nam bezpieczeństwo właśnie przez to, że nic nie robił. Bo Rosjanie myśleli, że po upadku rakiety zapanuje panika i szok, a u nas nic - spokój i cisza.

Ale czy to może na elektorat podziałać?

Moim zdaniem, na zdecydowaną większość elektoratu PiS nic nie zadziała. I nie chcę powiedzieć, że to jest elektorat gorszy. Nie. Po prostu, oni są w swoim świecie. I w nim czują się komfortowo, bezpiecznie. Przyzwyczaili się do niego. Rozumieją go i jest dla nich przewidywalny. Wyjście z tego świata byłoby dla nich pewnym ryzykiem. I to wcale nie powinno nas dziwić. Bo takie przykłady znamy z historii, a także współcześnie z różnych miejsc świata.

Proszę zwrócić uwagę na Turcję, chociażby. Przez lata gospodarka tego kraju miała się dobrze. Ale w ostatnich trzech latach popadła w gigantyczny problem. Nasza inflacja przy tureckiej to „pikuś”, a jeszcze do tego doszły skutki trzęsienie ziemi, nie mówiąc o korupcji na ogromną skalę. I co, dotychczasowy prezydent Recep Erdogan dostaje w wyborach prawie 50 procent poparcia. Dlatego nie dziwmy się temu, co jest u nas. To nie jest problem tylko tych 30 procent, które konsekwentnie popiera PiS i będzie popierało. Szansa na rozerwanie bańki komunikacyjnej jest praktycznie żadna. Ale problemem jest elektorat demokratyczny, który z natury rzeczy przyjmuje bardziej ambiwalentne postawy, jest bardziej krytyczny, a przy tym płynny i niekiedy niezdecydowany. I to z tym elektoratem rozmowa jest kluczowa dla przyszłości Polski.

Ta władza ciągle wypuszcza jakieś balony, które rozpływają się w powietrzu. Wychodzi minister Błaszczak i mówi, że będziemy mieli największą armię, a tymczasem rzeczywistość jest taka, że przez 4 i pół miesiąca nie wiedzieliśmy, że na teren Polski spadła rosyjska rakieta. To się wszystko dzieje kosztem naszego bezpieczeństwa.

A do tego mamy przeciąganie liny w Zjednoczonej Prawicy, paraliż w Trybunale Konstytucyjnym, a PiS nadal jest teflonowe w sondażach.

Dzisiaj wszystkie karty są rozdane. Ci, którzy uważają, że w Polsce nigdy tak dobrze nie było jak teraz, będą trwali w tym przekonaniu. Po drugiej stronie są zdeklarowani i negatywnie oceniający ostatnie lata. I choćby nie wiem, co się stało i ile obiecano, to nie zmieni ich postawy. Ale jest też tak zwany środek. Jak szeroki, dyskutujemy o tym w kręgu badaczy. Ale to od polityków zależy, czy ta część demokratyczna i niezdecydowana zostanie przekonana, że można ten świat, w którym funkcjonujemy, urządzić bardziej odpowiedzialnie, rozsądnie i bardziej sprawiedliwie.

Sprawiedliwie?

Tak, bo pisowska nomenklatura dba głównie o materialne bezpieczeństwo własne i swoich rodzin. Dlatego, powtarzam, wszystko jest w naszych rękach. I w takiej sytuacji, kiedy mamy do czynienia z ogromną machiną propagandową i finansową w wydaniu Zjednoczonej Prawicy, mogącą obiecać wszystko, to po drugiej stronie może być wyłącznie mobilizacja i ciężka praca, która polega na poważnych rozmowach z ludźmi o Polsce. Bez oszukiwania, mamienia jakimiś fantazmatami i bez obrażania ich.

Na razie Donald Tusk odpowiada na obietnice prezesa Kaczyńskiego i mówi sprawdzam. Chce, aby waloryzacja 500 plus odbyła się pierwszego czerwca na Dzień Dziecka, a nie na początku 2024 roku. To dobre zagranie?

Wydaje mi się, że to stąpanie po cienkiej linie. Bo z jednej strony oczywiście trzeba szybko zareagować i postawić rządzących wobec konieczności pokazania, że obietnica nie jest tylko próbą „przekupstwa” elektoratu, lecz faktycznie przejawem troski. A skoro można i nie ma ograniczeń to pokażcie, że faktycznie chcecie pomóc. Z drugiej jednak strony taka postawa jest ryzykowna, bo może zirytować wielu z tych, którzy twierdzą, że ciężko pracują i są przeciwni rozdymaniu programów rozdawnictwa kosztem np. środków przeznaczanych na rozwój czy poprawę usług publicznych. Jest jeszcze jeden aspekt, o którym mało się mówi. Taka licytacja na „pomaganie” może przez niektórych beneficjentów – jak to się teraz nazywa – zostać uznana wręcz za obraźliwą. Że oto politycy traktują ich jak pokorne cielęta, które jak dostaną jeść, to z wdzięczności będą machać ogonem. Przestrzegam przed tym wszystkich polityków, bo niekiedy chcąc bardzo pomóc, można kogoś upokorzyć.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
ReklamaPomorskie dla Ciebie - czytaj pomorskie EU
Reklama Kampania 1,5 % Fundacja Uśmiech dziecka