ludzie w maseczkach, Sopot

Czy grozi nam sezonowy atak współpracujących ze sobą wirusów SARS-CoV-2 i grypy?

Niektóre wirusy, dostając się do komórki, mówią: Ona jest moja. Tak ją zmieniają, że staje się niedostępna dla „konkurentów”. W przypadku zakażenia koronawirusem, tak to nie działa – mówi prof. Krystyna Bieńkowska-Szewczyk, wirusolog z Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii UG i GUMed.
Dorota
Abramowicz
3.11.2022 / 10:47

Dobiegają nas ostrzeżenia przed nadchodzącą możliwą „współpracą” wirusów SARS-CoV-2 i grypy w najbliższym sezonie zimowym. Ponoć osoby, które padną ofiarą działających wespół zespół hybrydowych wirusów, będą bardziej narażone na ciężki przebieg choroby, zakończony nierzadko śmiercią. Znów mamy się bać?

Mówimy o doświadczeniach przeprowadzanych na komórkach w warunkach laboratoryjnych. Można tam badać tylko pewne aspekty, jednak różne rzeczy dzieją się w żywym organizmie i nie można tego odtworzyć w laboratorium. Tak czy inaczej, jeszcze wielu rzeczy o koronawirusie nie wiemy i jest co badać. Myślę, że rzadko zdarza się równoczesne zakażenie wszystkimi wirusami naraz. Za to możemy zakazić się najpierw jednym, potem drugim, a następnie trzecim. Wirusy, nie tylko grypy, ale i np. rinowirusy (wirusy kataru), paragrypy i inne wirusy powodujące infekcje górnych dróg oddechowych, były i są obecne w środowisku.

Przez dwa lata sytuacja się zmieniła, nosiliśmy maseczki, dezynfekowaliśmy ręce i zakażenia wszystkimi tymi wirusami zdarzały się rzadziej, ale one nie zniknęły, zostały nieco zepchnięte na boczny tor. Teraz przestaliśmy się zabezpieczać i te zakażenia wracają. Do tego doszedł nowy gracz – koronawirus, którego kilka wersji krąży między nami.

Czy jak chorujemy z powodu jednego wirusa, to inne nie mają wstępu do naszych organizmów?

Niektóre wirusy, dostając się do komórki, mówią: Ona jest moja. Tak ją zmieniają, że staje się niedostępna dla „konkurentów”. W przypadku zakażenia koronawirusem, tak to nie działa, chociaż trzeba pamiętać, że zakażona komórka dość szybko ulega destrukcji, więc już nie może być zainfekowana przez innego wirusa, ale różne wirusy mogą przecież zaatakować inne komórki. Wiele wirusów ma wyspecjalizowane „strategie” osłabiające naszą odpowiedź immunologiczną. Nierzadko jeden wirus toruje drogę drugiemu, a wówczas choroba może mieć cięższy przebieg. Nazywamy to superinfekcją. Chorują tak osoby, które mają już obniżoną odporność, i objawy są wówczas bardziej nasilone, groźne. Infekcja wirusowa może następnie przejść w bakteryjną, i trzeba podać antybiotyk.

PRZECZYTAJ TEŻ: Przychodnie i apteki już szczepią przeciw grypie. Kogo zaszczepią bezpłatnie?

Coraz gorzej to brzmi...

Daleka jestem od dramatyzowania i przewidywania, że w sezonie nastąpi ogromna fala ko-infekcji, a wirusy powymieniają się materiałem genetycznym – to jest rzadkie zjawisko.  Musimy mieć jednak świadomość, że dziś – trzymane w bezpiecznym dystansie przez ostatnie dwa lata – różnego rodzaju wirusy wracają. Jednocześnie jest z nami koronawirus, który nadal będzie się zmieniał, i pojawią się jego kolejne podwarianty, które nas nie uśmiercą, ale podwyższą falę zachorowań na infekcje dróg oddechowych. Wszystkie te zjawiska staną się coraz bardziej nasilone. A w Polsce może być gorzej niż w innych krajach, bo nie przestrzegamy już zasad higieny i mamy znaczny procent osób, które w ogóle nie były szczepione.

Może i nie, ale przechorowały covid.

Wszystkie dane statystyczne pokazują, że samo przechorowanie nie jest wystarczające, by nas zabezpieczyć przed ciężkim przechodzeniem choroby. Przy obecnie krążących wariantach koronawirusa, szczepionki też tylko częściowo chronią przed samym zakażeniem, ale przebieg choroby jest w ogromnej części przypadków łagodny.

Jak się ustrzec?

Najlepsze wyniki daje kombinacja szczepień i przechorowania. Warto więc, aby osoby, które już chorowały na COVID-19, wzmocniły swoją odporność szczepieniem. Cieszy, że niedługo będzie można już szczepić dzieci młodsze. Wiemy, jakim rozsiewnikiem infekcji przenoszonych drogą oddechową są żłobki i przedszkola. Mamy obecnie prawdziwy zalew infekcji przenoszonych pomiędzy dziećmi i od dzieci do dorosłych. Szczepienie może w jakimś stopniu to zahamować, zwłaszcza że koronawirusy bardzo lubią dzieci. Łagodne szczepy koronawirusów, krążące wcześniej, zanim jeszcze pojawił się wirus SARS-CoV2, wykrywano głownie w przedszkolach. Większość maluchów wprawdzie nie choruje ciężko, ale wśród nich wirus rozprzestrzenia się bardzo szybko.

PRZECZYTAJ TEŻ: Gdańscy naukowcy wiedzą, jak szybko wykryć covid w szkole lub przedszkolu

Szczepienie to jeden stopień bezpieczeństwa, drugim jest przestrzeganie zasad higieny. Obawiam się, że, choć bardzo trudno będzie namówić ludzi do powrotu do maseczek, jednak naprawdę warto, aby osoby mające jakiekolwiek objawy przeziębienia, nosiły maseczki, żeby nie zarażać innych.

Dla osób o bardzo obniżonej odporności noszenie maseczek jest bardzo wskazane. Warto także unikać zatłoczonych pomieszczeń i zachować stworzony w czasie pandemii nawyk częstego mycia rąk. Ważne jest starać się nie dopuścić do nadmiernego wyziębienia organizmu, przemęczenia i braku snu, choć to ostatnie nie zawsze się udaje.

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze