Aktorzy, z powodzeniem, budują nastrój w Teatrze Miniatura

Aktorzy, z powodzeniem, budują nastrój

Teatr to przestrzeń zabawy, ale i czegoś więcej

W Teatrze Miniatura już 3 grudnia kolejna premiera dla widzów najmłodszych. Tym razem będzie to spektakl dla przedszkolaków „Zmień się”, rzecz o niecierpliwej gąsienicy, według sztuki Agnieszki Kochanowskiej w reżyserii Edyty Janusz-Ehrlich. Ja jednak wracam jeszcze do ostatniej, październikowej premiery dla najnajów, czyli widowni do lat 3.
Gabriela
Pewińska - Jaśniewicz
23.11.2022 / 09:00

W spektaklu „Przypływ”, bo o nim mowa, reżyserka Alicja Morawska-Rubczak zabrała dzieci w podwodną podróż, pełną tajemnic wyprawę do świata wyobraźni. Realizatorzy – z wyczuciem – postawili na pierwsze wrażenia, na dziecięce emocje, na budowanie nastroju. Nie ma słów, są doznania. Są kolor, obraz, ruch, wyciszająca muzyka. Są uśmiech i sceniczny wdzięk dwójki serdecznych, przyjaznych dzieciom aktorów: Krystiana Wieczyńskiego i Kamila Marka Kowalskiego. Każdy gest, dźwięk, każdy efekt, rekwizyt ciekawią dzieci. Zadziwiają je, ale i wyciszają, zachwycają, ale i zastanawiają. Aktorzy grają na małej, umownej scenie, blisko kilkuletnich ledwie widzów, którzy wraz z opiekunami zajęli miejsca na miękkich siedzeniach na podłodze. Subtelnie nawiązują kontakt z dziećmi, z wyczuciem, lekko, miękko wprowadzają w świat bogatej w fascynujące rekwizyty, zaczarowanej opowieści, w tajemnicę, w magiczny świat teatru. Z jednej strony wyznaczają granicę sceny jako miejsca niedostępnego wszystkim, z drugiej – wychodzą do dzieci, skracając dystans, pozwalają na zabawę rekwizytem, ale i na poczucie – a może i odkrycie? – ducha sceny, na frajdę czegoś tak niezwykłego, jak współtworzenie spektaklu.

Kamil Marek Kowalski

Kamil Marek Kowalski

Dzieci są wszystkiego ciekawe, jeszcze nie rozumieją tej magicznej granicy między widownią a sceną. Zwracają na to uwagę – zapraszając na spektakl – pracownicy obsługi widowni. Proszą opiekunów, by maluchy nie opuszczały swoich miejsc w czasie trwania przedstawienia. Tym bardziej dziwi zachowanie tych dorosłych, którzy nie tylko nie zabraniają maluchom wchodzić między aktorów, ale wręcz wypychają je na scenę. Podobne zachowania dezorganizują spektakl, zakłócają rytm opowieści, harmonię przekazu. Zwyczajnie psują nastrój, który, wszak z powodzeniem, budują realizatorzy. Po chwili na scenie widzimy już nie tylko dzieci popisujące się przed zachwyconymi i fotografującymi te wyczyny opiekunami, ale i – co gorsza – samych opiekunów, poproszonych o zabranie maluchów na widownię. 

Z zadziwieniem patrzyłam na tych szalejących dorosłych, którzy nie wiedzą, a może wiedzieli, tylko zapomnieli, że teatr to nie jest przedszkole. Że to nie jest plac zabaw. Że ta subtelna – czasem umowna – linia między widownią a sceną to granica, której nie warto bez zaproszenia przekraczać, bo dzięki niej dane nam jest poczuć ów nienazwany, nieopisany cud teatru. Teatru jako miejsca zabawy, ale i czegoś więcej. Teatru, do którego, być może, ten mały człowiek na stare lata jeszcze wróci. Jednak nie dla własnych popisów, ale dla tajemnicy, która właśnie w teatrze ma szansę się zdarzyć.

Teatr to też przestrzeń szacunku i tolerancji, co nie raz udowodnili twórcy Teatru Miniatura. Szacunku dla widza, ale i dla artystów, dla sytuacji, która rozgrywa się na scenie. Warto tego – jak widać – uczyć już od najmłodszych lat.

Krystian Wieczyński

Krystian Wieczyński

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze