Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pomorscy debiutanci w Sejmie. Co ich zaskoczyło?

Są w Sejmie nowi i mają ambitne plany. Ale na razie zderzają się z rzeczywistością, którą znali tylko z telewizji. Dwa pierwsze dni obrad nowej kadencji były terapią szokową, która pokazała nie tylko im, że będzie to bardzo trudna i z wysoką temperaturą kadencja.
Pomorscy debiutanci w Sejmie. Co ich zaskoczyło?

Autor: Kancelaria Sejmu

Jakie są pierwsze wrażenia posłów debiutantów z Pomorza po kilku dniach posłowania?

Poseł Jacek Karnowski, były już prezydent Sopotu i lider samorządowców TAK! Dla Polski, na pytanie – czy podczas pierwszego posiedzenia Sejmu nie miał wrażenia, że „kupił bilet na całkiem inny spektakl" odpowiada, że sama forma obrad go nie zdziwiła, zachowanie niektórych posłów jednak już tak!

- W Polsce wrócił wreszcie parlamentaryzm. Wróciła nieskrępowana dyskusja.

Na kolejne pytanie, czy nawet ze strony PiS, mówi: - Jak ktoś się chce zachowywać jak cham, to się tak zachowuje. I każdy z wyborców może te zachowania samodzielnie ocenić. Ale każdy z posłów ma teraz swój czas i może przedstawiać własne poglądy. A nie jak było w poprzedniej kadencji, że czas był rozdzielany głównie między swoich albo „bez żadnego trybu", jak w przypadku Jarosława Kaczyńskiego. A w tej kadencji każdy będzie mógł się wypowiedzieć na równych zasadach.

Jego zdaniem, PiS kreuje się na męczennika, sugerując, że marszałek Sejmu chce ich karać za styl ich wypowiedzi.

- Ale to są dorośli ludzie, z wieloletnim doświadczeniem parlamentarnym, z tytułami ministra io zgrozo, profesora....I sami odpowiadają za własne słowa. Ja nie wyobrażam sobie, żeby komuś nawet z drugiej strony, o innych poglądach powiedzieć: "spadaj pajacu". Najważniejsze też, żeby nie dać się sprowokować – tłumaczy.

Jak ktoś się chce zachowywać jak cham, to się tak zachowuje. I każdy z wyborców może te zachowania samodzielnie ocenić. Ale każdy z posłów ma teraz swój czas i może przedstawiać własne poglądy. A nie jak było w poprzedniej kadencji, że czas był rozdzielany głównie między swoich albo „bez żadnego trybu", jak w przypadku Jarosława Kaczyńskiego.

Jacek Karnowski / poseł Koalicji Obywatelskiej

I dodaje, że to będzie bardzo ważna kadencja, którą można porównać do kadencji po 1989 roku.

- Czeka nas olbrzymia przebudowa Polski, odbudowa demokracji. Moją działką są sprawy samorządowe i w tej materii czuję się szczególnie mocny. Ale to jest naprawdę bardzo ważny czas dla Polski, w którym musimy odbudować demokrację i możemy wrócić do głównego nurtu Unii Europejskiej i stać się podmiotem Unii, a nie niechcianym bękartem.

Magdalena Kołodziejczak przesiadła się z fotela wójta gminy Pruszcz Gdański do ławy sejmowej (posłanka KO).

- Wcześniej obrady Sejmu oglądałam w telewizji, jak każdy zainteresowany polityką. Teraz byłam w samym środku. I jestem zdumiona ogromną ilością negatywnych emocji. Życzyłabym koleżankom i kolegom szczególnie z prawicy, żeby w swoich wypowiedziach byli bardziej merytoryczni, a mnie zawistni i złośliwi, bo to nie służy pracy. Mam nadzieję, że te emocje będą stygnąć - tłumaczy.

- Nie mogę się odnaleźć też w pewnych skrajnościach. Bo z jednej strony słyszę jak premier zaprasza wszystkich posłów do stworzenia, jak to określił, "koalicji polskich spraw", prosi o rozwagę, współpracę, odłożenie podziałów na bok i otwarcie nowej karty, a z drugiej strony na mównicę wychodzi jego minister i zaczyna obrzucać inwektywami posłów z przeciwnej, politycznej strony. Mam nadzieję, że my wprowadzimy nową jakość debaty parlamentarnej. Bo tego oczekują od nas wyborcy, a nie nieustannego podkręcania emocji i obrażania się nawzajem. Mam też nadzieję, że znikną nieparlamentarne słowa z języka posłów. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, kto ma tak ogromny wpływ na rozwój kraju, nazwał swojego kolegę z ławy poselskiej np. lumpem (Donald Tusk zachował się jak lump – tak powiedział Jarosław Kaczyński dziennikarzom na korytarzu sejmowym – dop. aut.) - dodaje posłanka Kołodziejczak.

Z jednej strony słyszę jak premier zaprasza wszystkich posłów do stworzenia, jak to określił, "koalicji polskich spraw", prosi o rozwagę, współpracę, odłożenie podziałów na bok i otwarcie nowej karty, a z drugiej strony na mównicę wychodzi jego minister i zaczyna obrzucać inwektywami posłów z przeciwnej, politycznej strony

Magdalena Kołodziejczak / posłanka KO

Przyznaje, że podczas pierwszych obrad Sejmu miała ochotę zapytać z mównicy – jak to się dzieje, że jeszcze urzędujący ministrowie nagle stali się tak aktywni w debacie sejmowej, tymczasem podczas ośmiu lat rządów albo nabierali wody w usta, albo wysyłali na mównicę siódmy garnitur urzędników do odpowiedzi, kiedy padały z ust opozycji ważne dla Polski pytania.

Co ją jeszcze dziwi w Sejmie?

- Meandry załatwiania różnych formalności. Poczułam się trochę jak interesant, który chodzi od pokoju do pokoju. Wielu rzeczy dowiadywałam się przypadkiem. Brakuje takiego przewodnika dla nowych parlamentarzystów. Dla mnie jako wieloletniego wójta to nie lada wyzwanie, że teraz wiele spraw muszę załatwiać sama. Do tej pory jako szef samorządu to ja wydawałam dyspozycje, mówiąc, co trzeba zrobić i jak coś poprawić. Ale to nowe i cenne dla mnie doświadczenie – zakończyła.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Rafał Siemaszko. Strzelał dla Arki Gdynia, teraz zasiądzie w Sejmie

Rafał Siemaszko do niedawna piłkarz Arki Gdynia, obecnie poseł z list Koalicji Obywatelskiej mówi, że największą ekscytację przeżył podczas zaprzysiężenia.

- To była podniosła chwila, w której tak naprawdę odczułem powagę mandatu, który obejmuję. Poczułem, że jestem reprezentantem narodu i regionu, który reprezentuję. To najbardziej zapadło mi w pamięć.

Na pytanie o wpis Sławomira Mentzena: "Sejm to nawet większy cyrk, niż myślałem. Kibice na meczu zachowują się kulturalniej niż posłowie. Ale doping u posłów chyba lepiej zorganizowany niż na stadionie. Zagłuszają się, nie dają wypowiedzieć się mówcy, ciągle krzycząc coś z sali, walą rękami w stoły. Żenada", poseł Siemaszko odpowiada, że język, jakim się posługują na sali obrad niektórzy posłowie jest nieparlamentarny, delikatnie mówiąc. I ma nadzieję, że podczas tej kadencji ucywilizuje się polityczne słowo.

- Komentując słowa posła Mentzena powiem, że rolą kibiców jest dopingowanie swojego zespołu, tak, żeby niósł na skrzydłach wolę walki i osiągał sukcesy. A Sejm ma zupełnie inne zadanie. Skupia polityków różnych opcji, których powinien łączyć przede wszystkim dialog, po to, żeby pracować wspólnie dla całego społeczeństwa.

Pytany o to, czym chciałby się zając w Sejmie, odpowiada, że zapisał się do dwóch komisji: sportu i infrastruktury.

Agnieszka Buczyńska, posłanka Trzeciej Drogi (Polska 2050) też zwraca na gorączkę debaty w parlamencie.

- Moim zdaniem, temperatura poziomu debaty nie powinna być tak wysoka. Można się z oponentem politycznym nie zgadzać, ale trzeba to wyrażać z szacunkiem dla drugiego człowieka – mówi.

ZOBACZ TEŻ: Agnieszka Buczyńska z PL2050 zadebiutuje w Sejmie. Chce otworzyć drzwi aktywistom

Jako przykład podaje ministra Zbigniewa Ziobro, który z mównicy sejmowej nazwał parlamentarzystów... fujarami.

Podkreśla, że marszałek Szymon Hołownia będzie próbował ucywilizować takie zachowanie. Robił to już podczas pierwszego posiedzenia, któremu groził paraliż w momencie kiedy kolejni ministrowie rządu PiS zapisywali się do wypowiedzi. Dopuścił do debaty publicznej wszystkie głosy, ale kiedy można było podejrzewać, że jest to działanie celowe na sparaliżowanie posiedzenia, to wskazał jak ten problem rozwiązać.

Patryk Gabriel, poseł Koalicji Obywatelskiej, były wicestarosta powiatu starogardzkiego:

- Spodziewałem się tego, że obrady sejmowe często przypominają teatr. Przez 17 lat byłem w samorządzie i wiem, że politycy na każdym szczeblu pewne rzeczy mówią na potrzeby swojego elektoratu i do nich zwracają się z mównicy. Ale to co się w Sejmie działo 13 i 14 listopada w wykonaniu ustępującego reżimu, było żenujące. Dla mnie, jako byłego sportowca, jest oczywiste, że trzeba też umieć przegrywać. Ale patrząc na wielu polityków PiS, widziałem nawet wysportowanych ludzi, którzy jednak stosowali podwórkowe prowokacje. Zachowywali się jak rozwydrzeni chłopcy, którym ktoś zabrał nagle zabawki. Z naszej strony nikt nikogo od fujar z mównicy sejmowej nie wyzywał. Dlatego uważam, że to ich zachowanie jest żenujące, smutne i niebezpieczne. Mam tylko nadzieję, że wkrótce przestanie być smutne i niebezpieczne, a zostanie tylko żenujące – tłumaczy poseł Gabriel.

Dla mnie, jako byłego sportowca, jest oczywiste, że trzeba też umieć przegrywać. Ale patrząc na wielu polityków PiS, widziałem nawet wysportowanych ludzi, którzy jednak stosowali podwórkowe prowokacje. Zachowywali się jak rozwydrzeni chłopcy, którym ktoś zabrał nagle zabawki.

Patryk Gabriel / poseł KO

Wioleta Tomczak, posłanka klubu Polska 2050 Trzecia Droga zwraca uwagę na to, że Sejm staje się miejscem coraz bardziej otwartym.

- Nastrój otwartości czuje się na korytarzach. Widać życzliwość pracowników Kancelarii Sejmu, mediów i straży marszałkowskiej dla debiutantów, którym pomaga się odnaleźć w różnych zakątkach Sejmu - mówi.

- Zapamiętam bardzo podniosły moment zaprzysiężenia posłów – opowiada dalej.

- Pochodzę ze środowiska akademickiego. I nie raz byłam na ważnych uroczystościach. Wydawało mi się, że podczas zaprzysiężenia w Sejmie atmosfera będzie jeszcze bardziej podniosła. Ale nie dało się tego odczuć. Podczas składania ślubowania przez jednych posłów, inni rozmawiali. To naruszało powagę całej sytuacji – przyznaje.

- Ale o ile pierwszego dnia mogliśmy liczyć na podniosłość, zwłaszcza przy wyborze nowego Marszałka, o tyle już drugiego, przy wyborze sędziów do KRS zaczęły się bardzo nieprzyjemne momenty na sali plenarnej. A dyskusja nie dotyczyła kompetencji kandydatów, tylko była kontynuacją polsko-polskiej wojenki. I tu znaleźliśmy się w samym centrum cyklonu. Na szczęście skończyło się pomyślnie – kończy swoją wypowiedź Wioleta Tomczak.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama