Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Publiczność zaśpiewa z aktorami „Góralu, czy ci nie żal”?

Pipidówka jest w głowach. To stan umysłu, nie nazwa geograficzna, mimo że rzecz się dzieje w miejscowości o takiej właśnie nazwie - mówi Krzysztof Babicki, reżyser przedstawienia "Niewolnice z Pipidówki". Premiera w sobotę w Teatrze Miejskim w Gdyni
Publiczność zaśpiewa z aktorami „Góralu, czy ci nie żal”?
Krzysztof Babicki podczas próby czytanej do spektaklu

Autor: Roman Jocher

Gdyby Michał Bałucki wiedział, że po ponad stu latach od jego śmierci będą grać jego sztukę w Gdyni, to może - w 1901 roku zaszczuty przez krytykę -  nie strzeliłby sobie w głowę na krakowskim Błoniach?

Tym bardziej by tego nie zrobił, gdyby wiedział, że bilety są już wyprzedane na kolejne kilka przedstawień. 

Krzysztof Babicki: Jako reżyser z 40- letnim stażem wiem, że komedie robi się najtrudniej. Potwierdzają to też aktorzy. Nie przerysować w komedii to duża sztuka (fot. Roman Jocher)

Przed laty Kazimierz Dejmek mówiąc w radiu o czasie, gdy Bałucki został wyeliminowany z teatralnego życia, pogardzony, zauważył: »Ukuto wtedy pogardliwy termin "bałucczyzna" i tak to już się w naszej kulturze przyjęło. I tak tym Bałuckim od przełomu wieków pomiatamy. Nie pomiatała nim nigdy publiczność, w przeciwieństwie do krytyki. Publiczność zawsze uwielbiała Bałuckiego«.

O tym, jak kochali go widzowie świadczy fakt, że gdy arcybiskup nie wydał zgody na kościelny pogrzeb słynnego komediopisarza, tłumy ludzi wygrażały, że powybijają szyby w oknach kurii. Ostatnia droga Bałuckiego przerodziła się w społeczną manifestację! Żegnał go cały Kraków. Nic dziwnego, że szybko nastąpił renesans jego twórczości. W myśl słów Stańczyka z „Wesela”: „Wielki, bo wam z oczu zszedł”… Nagle wszystkie teatry, nie tylko polskie, zaczęły grać krakowskiego autora. I Bałucki do dziś, od czasu do czasu, na polskich scenach się pojawia. Wracają „Grube ryby” „Dom otwarty”…

W styczniu tego roku „Dom otwarty” Krystyna Janda wystawiła na jubileusz Teatru Polskiego. 

U nas Bałucki i jego „Niewolnice z Pipidówki” – trójmiejska prapremiera - to niejako kontynuacja cyklu, który pokazuje, jak dramaturgia światowa z różnych okresów i różnych twórców mówi o sprawach kobiet. Pierwsza była „Lizystrata” Arystofanesa, teraz Bałucki, w czerwcu - na Scenie Letniej - „Kabaret Starszych Panów”, którego bez kobiet nie byłoby przecież. Na koniec roku sztuka z londyńskiego West Endu „Kochanie, wróciłem”. Wszystkie te spektakle uwidaczniają, że można w różny sposób, i w nieskończoność mówić o relacjach kobiet z mężczyznami, z państwem, z prawem, z życiem po prostu. 

Pipidówka, czyli gdzie? W Gdyni?

Wszędzie. Pipidówka jest w głowach. To jest stan umysłu, nie nazwa geograficzna, mimo że rzecz się dzieje w miejscowości o takiej właśnie nazwie. Bo też bohaterowie naszej sztuki pewien stan umysłu reprezentują, są skonfrontowani z tymi, którzy z zewnątrz przybywają do Pipidówki, z dziennikarzem, z prawnikiem, który stara się o stanowisko szefa banku, i innymi. Jesteśmy świadkami, jak przeprowadza się w Pipidówce konkurs, nie musi to być zaraz konkurs skorumpowany, ale skład komisji konkursowej musi być słuszny... To też opowieść o nepotyzmie. Patrząc na ostatnie wybory w Polsce, od razu pomyślałem, że Pipidówka nie jest znowu tak daleko od nas....

Sztuka mówi o władzy, o ustawkach politycznych, rodzinnych układach, czyli Bałucki wiecznie żywy, powiedzielibyśmy. 

Co ważne, Bałucki często podejmował w swoich tekstach tematy relacji damsko-męskich, to go zawsze bardzo interesowało i bawiło. Ale był też człowiekiem o dużej wrażliwości społecznej. Mało kto wie, że współtworzył pismo dla kobiet „Niewiasta”. 

Tygodnik literacki, oprócz rozpraw dydaktycznych, recenzji i przeglądu mody popierał i emancypację kobiet. 

W podobny ton uderzała późniejsza „Kalina”, którą także współredagował. W 1863 roku, za sprzyjanie powstaniu styczniowemu, trafił do więzienia. Tam spotkał górala, którego tęsknota za domem zainspirowała go do napisania wiersza „Dla chleba”. Dziś znamy ten utwór pod tytułem „Góralu, czy ci nie żal”... 

Próba czytana (fot. Roman Jocher)

Hit piosenki biesiadnej. 

U nas to hymn Pipidówki porywająco zaśpiewany przez aktorów Teatru Miejskiego. Po wyjściu z więzienia Bałucki znów wrócił do pisania. Jego twórczość to kilkadziesiąt sztuk teatralnych, wiele z nich z sukcesem wystawionych na scenie. A potem nastąpił przełom w teatrze. Czas triumfu dramatów Henryka Ibsena, Maurice'a Maeterlincka, Augusta Strindberga, Stanisława Przybyszewskiego, Włodzimierza Perzyńskiego, Gabrieli Zapolskiej, nie mówiąc o Rydlu, ten szczególnie niszczył Bałuckiego, wygłaszał, że „stęchlizną wieje” z jego dramatów... Paradoksalnie, Bałuckiego dziś się wystawia, a o Rydlu mało kto pamięta. Ale sympatia fanów Bałuckiego, zawsze i do końca, była równie wielka jak nagonka krytyki. To jest wskazówka dla twórców, najważniejsze jest czy ludzie chcą przychodzić do teatru… Czy bilety się sprzedają.

Na komedie się sprzedają.

Chociaż żyjemy w kraju, gdzie komedie – by rzec przewrotnie - nie są traktowane serio. A jako reżyser z 40- letnim stażem wiem, że komedie robi się najtrudniej. Potwierdzają to też aktorzy. Nie przerysować w komedii to duża sztuka. 

Kiedyś to aktorskie kreacje decydowały o scenicznym powodzeniu komedii Bałuckiego.

Właściwa obsada to ważna część reżyserii. W przypadku komedii błąd w obsadzeniu aktora to murowana katastrofa. Mam nadzieję, że u nas obsada jest trafiona, a zespół z właściwym sobie poczuciem humoru i lekkością w podejściu do tematu dźwignie Bałuckiego bez problemu. 

Ciekawe, czy publiczność zaśpiewa z aktorami „Góralu, czy ci nie żal”?

Burmistrz, którego gra Piotr Michalski mówi: »Pan prezydent państwa przyjedzie do Pipidówki i przed otwarciem teatru, w którym wystawimy sztukę „Niewolnice z Pipidówki”, zaśpiewamy panu prezydentowi hymn miasta napisany w więzieniu przez Michała Bałuckiego „Góralu czy ci nie żal”. Do hymnu!«. 

I cała widownia wstaje.

A Michalski ze wzruszenia płacze…

To dopiero będzie komedia!

***

"Niewolnice z Pipidówki", premiera w Teatrze Miejskim w Gdyni - 20 kwietnia


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama