To był burzliwy rok. A wszystko, czym raczyli nas politycy, działo się w cieniu „płonącego” świata, trwającej wojny za naszą, wschodnią granicą i niekończącej się wojny polsko-polskiej. Do tego dochodzi niebezpieczna mieszanka spadających na Polskę rosyjskich dronów, aktów dywersji i sabotaży na kolei.
Polityczni zwycięzcy i przegrani
Największym wygranym 2025 roku był niewątpliwie Karol Nawrocki. Co prawda kampanię prezydencką miał wygrać „w cuglach” Rafał Trzaskowski, ale już pierwsza tura 18 maja pokazała, że może dojść do sensacji. Karol Nawrocki, wybrany przez Jarosława Kaczyńskiego, ale zwany dla niepoznaki kandydatem obywatelskim, był człowiekiem spoza świata polityki, słabo na początku rozpoznawalnym i z kiepskim startem w kampanii. Media co chwilę wyciągały mu różne grzechy z przeszłości - m.in. przejęcie kawalerki pana Jerzego, udział w kibolskich ustawkach czy znajomości z ludźmi ze świata przestępczego. Nic dziwnego, że wielu Polaków na początku wierzyło, że po 10 latach Jarosławowi Kaczyńskiemu nie uda się ta sama sztuczka co z Andrzejem Dudą. A jednak... W II turze, na kandydata „obywatelskiego” swoje głosy przerzucili wyborcy Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna. Wyborcza noc z 1 na 2 czerwca też miała swoją temperaturę. Najpierw wyniki exit poll wskazały, że to Rafał Trzaskowski wygrał, ale im bliżej było poranka, tym zwycięstwo przechylało się w stronę Karola Nawrockiego. Ostatecznie Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła, że niewielką liczbą głosów wygrał Karol Nawrocki.
Mimo licznych protestów nawołujących do przeliczenia wyborczych głosów, ówczesny marszałek Sejmu Szymon Hołownia podjął decyzję o zaprzysiężeniu 6 sierpnia Karola Nawrockiego na prezydenta RP.
Największy przegrany
To zdaniem wielu obserwatorów polityki sam Szymon Hołownia, który też startował w tych wyborach, kończąc je... spektakularną klęską (4,99 proc.). Hołownia zwany wcześniej marszałkiem rotacyjnym, musiał przyjąć też nadany mu przez PiS tytuł marszałka... promocyjnego.
Ale to także przykład zmarnowanej na własne życzenie kariery politycznej i chyba Hołownia pożegnał się ze znaczącą rolą w polityce. Jest obecnie wicemarszałkiem Sejmu, ale wcześniej przegrał nie tylko prezydenturę, lecz także swoją partię, której notowania znajdują się poniżej progu wyborczego. Nici też z wymarzonej przez niego kariery międzynarodowej.
W lipcu media poinformowały o tajnej kolacji Hołowni z Jarosławem Kaczyńskim w domu Adama Bielana. Pojawiły się nieoficjalne wieści, że podczas spotkania omawiana miała być kwestia rządu technicznego, pozostania Hołowni na stanowisku marszałka Sejmu i obaw PiS-u dotyczących zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta. Po tych przeciekach marszałek Sejmu zorganizował konferencję prasową, oświadczając, że ani on, ani jego partia nie prowadzą żadnych rozmów o innej koalicji niż ta, której obecnie są częścią. To nie przekonało ani koalicjantów, ani też wielu wyborców Polski 2050. Oliwy do tego ognia dolało też późniejsze stwierdzenie marszałka, że wielokrotnie sugerowano mu, aby opóźnił zaprzysiężenie Karola Nawrockiego na prezydenta RP i dokonał w ten sposób „zamachu stanu”.
Potem próbował się z tych słów wycofać - ale za późno. Jego wypowiedź o „zamachu stanu” stała się obiektem śledztwa prokuratorskiego. Niedługo potem Hołownia poinformował, że złożył aplikację na funkcję Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców. Jednak Wysokim Komisarzem w grudniu został prezydent Iraku Barham Ahmed Salih. A Hołownia, jak twierdzi, nie zamierza też kandydować w wyborach na szefa Polski 2050, które odbędą się w przyszłym roku.
Przetasowania na politycznej mapie
W trakcie 2025 roku urosła radykalna prawica, czyli ugrupowanie Grzegorza Brauna. Konfederacja Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka, która marzyła o zrównaniu się, a nawet przeskoczeniu w sondażach PiS, złapała lekką zadyszkę. Co prawda w sondażach zajmuje trzecie miejsce, ale w jednym z nich przeskoczyła ją Konfederacja Korony Polskiej Brauna, zajmując trzecie miejsce. Ale póki co - to był taki jedyny sondaż.
Pod koniec roku obserwowaliśmy też polityczne mordobicie w PiS. Dwie frakcje, dwie wigilie i jedno pytanie o ewentualny rozłam w Prawie i Sprawiedliwości. W tej partii, która wydawała się solidna jak beton, trzeszczy. Niektórzy, jak Mateusz Morawiecki, próbują się rozpychać. Nieoficjalnie mówi się o frakcjach harcerzy, czyli zwolenników Mateusza Morawieckiego i jego przeciwników, zwanych maślarzami.Ci drudzy, na czele z Jackiem Sasinem, Tobiaszem Bocheńskim, Patrykiem Jakim i Przemysławem Czarnkiem otwarcie opowiadają, że Morawiecki jest dla PiS obciążeniem i nie może być znów kandydatem na premiera.
Ta wojenka w PiS na pewno zagospodaruje politykę w 2026 roku.
Koalicja zwiera szyki
Porażka wyborcza Trzaskowskiego mocno poturbowała obóz rządowy. Jednak Donald Tusk dość szybko otrzepał się z bitewnego kurzu i ruszył naprzód. Pomogła mu w tym rekonstrukcja rządu. Nie naskórkowa, ale poważna. Waldemar Żurek został nowym ministrem sprawiedliwości, zastępując Adama Bodnara, którego krytykowano za zbyt powolne tempo zmian w tym resorcie. Razem z Żurkiem z kopyta ruszyły rozliczenia. Takim symbolem było np. uchylenie immunitetu Zbigniewowi Ziobrze oraz nakaz aresztowania go pod zarzutem kierowania grupą przestępczą w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy. Do zatrzymania Ziobry jednak nie doszło, bo ten unika odpowiedzialności, przebywając za granicą (kursuje między Budapesztem, a Brukselą). Podobnie jest z Marcinem Romanowskim, który uzyskał azyl na Węgrzech.
Na funkcję szefa MSWiA powrócił Marcin Kierwiński. Powstał też nowy resort energii, którym kieruje Miłosz Motyka, a Andrzej Domański objął nadzór nad resortami finansów i rozwoju. Wymienieni zostali również szefowie resortów kultury, rolnictwa, aktywów państwowych, zdrowia i sportu. Zapowiedziano też redukcję liczby wiceministrów, jednak poza jednostkowymi zmianami w resortach nie zostało to zrealizowane.
Platforma zmienia nazwę
Pod koniec października, po prawie 25 latach istnienia, Platforma Obywatelska zmieniła nazwę na Koalicję Obywatelską i umożliwiła dołączanie do niej członków zlikwidowanych ugrupowań: Nowoczesnej i Inicjatywy Polska. Ostatecznie pod koniec roku 2025 jako Koalicja Obywatelska odzyskała prowadzenie sondażowe z rąk PiS. I oddaliła się od partii Jarosława Kaczyńskiego na kilka procent.
Konfrontacja, nie kohabitacja
Rząd nie ma jednak lekko przy współpracy z prezydentem Karolem Nawrockim, który ustawił się w kontrze do niego. Jego współpraca z Donaldem Tuskiem i ministrami naznaczona jest licznymi napięciami. Przykładem może być spór z MSZ i ministrem Radosławem Sikorskim o nominacje ambasadorskie oraz zawetowanie kilku kluczowych dla rządu ustaw m.in. o rynku kryptoaktywów, o utworzeniu Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry, tzw. „lex Kamilek”, nowelizację tzw. ustawy wiatrakowej oraz nowelizację Ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. W ostatnich dniach wiele dyskusji wzbudziło też weto prezydenta do tzw. ustawy łańcuchowej. Prezydent w tej wojnie między małym pałacem, a dużym zyskał nawet pseudonim „wetomat”. Zawetował bowiem w ciągu czterech miesięcy 20 ustaw, co czyni go liderem w tym względzie wśród polskich prezydentów.
Wojna hybrydowa w Polsce
Rosja od lat ją z nami prowadzi. Ale w 2025 roku weszła ona w dużo bardziej niepokojący stan.
We wrześniu kilkanaście dronów rosyjskich wleciało w naszą przestrzeń powietrzną, na szczęście nie powodując większych szkód, a w listopadzie odkryto próbę sabotażu na kolei, która mogła zakończyć się katastrofą.
Zmiana postawy Donalda Trumpa, prezydenta USA, wobec Europy, NATO i Ukrainy spowodowała, że niepokój w Polsce wzrósł. Do tego dochodzi antyeuropejska i antyukraińska narracja radykalnej prawicy. To powoduje, że w narodzie pojawił się strach, który jest na rękę Rosjanom.
Pomorze między rosyjskim konsulatem i antyniemieckimi demonami
Nasz region też miał swoje ważne wydarzenia polityczne w minionym roku. Jednym z nich jest likwidacja konsulatu rosyjskiego w Gdańsku, która nie ma jeszcze swojego finału.
Decyzję o wycofaniu zgody na funkcjonowanie rosyjskiego konsulatu przy ul. Batorego w Gdańsku podjął szef MSZ Radosław Sikorski w odpowiedzi na niedawne, rosyjskie akty dywersji, wymierzone w linie kolejowe w Polsce. Rosjanie mieli się wyprowadzić z tego budynku do północy 23 grudnia 2025 roku.
Ale, jak się okazuje, Rosja nie chce oddać budynku. 22 grudnia Rosjanie poinformowali władze Gdańska, że willi nie oddadzą. Strona rosyjska przekonuje, że nieruchomość należy im się jako ekwiwalent za budynek konsulatu, jaki państwo rosyjskie miało w Gdańsku od 1716 roku przy Długich Ogrodach. Tamtą nieruchomość nabyto wówczas na polecenie cara Piotra I. Zakupiony w XVIII wieku budynek służył przez stulecia i został Rosjanom odebrany dopiero w czerwcu 1941 roku po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Budynek przy Długich Ogrodach uległ zniszczeniu na początku 1945 roku, gdy do Gdańska wkroczyła Armia Czerwona. Działka została przejęta przez państwo polskie jako mienie poniemieckie.
Budynek - jak tłumaczą władze Gdańska - nie należy więc do Federacji Rosyjskiej, tylko jest własnością polskiego Skarbu Państwa, co potwierdzają zapisy w księgach wieczystych. Miasto zapowiedziało, że będzie się domagało wydania obiektu na drodze sądowej. Urzędnicy próbowali go odebrać, ale bezskutecznie. Nikt nie otworzył im drzwi. Widać było, że ktoś z Rosjan jednak pozostał na terenie nieruchomości.
Ostatnie dni starego roku przyniosły rosyjskie groźby i odpowiedź polskiego MSZ. Agencja informacyjna TASS zacytowała rzeczniczkę rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Marię Zacharową, która stwierdziła, że ci, którzy chcą przejąć budynek Konsulatu Generalnego Rosji w Gdańsku, „powinni dokładnie rozważyć konsekwencje takiego posunięcia”.
„Było wiele przykładów reakcji Rosji i tego, jak bolesne to może być dla tych, którzy dopuszczają się bezprawnych działań przeciwko naszemu krajowi” - oświadczyła.
Powiało grozą. Na jej słowa zareagował rzecznik polskiego MSZ, Maciej Wewiór.
– Tu wyraźnie widać różnicę między naszymi państwami. Polska chce rozstrzygnąć kwestię własności budynku po konsulacie Rosji w ramach prawa. W odpowiedzi Rosja w Boże Narodzenie zabiera głos i próbuje zastraszać. Siła argumentów, a nie argumenty siły – stwierdził.
Nowa Fala profesor Senyszyn
Powstała też nowa partia byłej posłanki Pomorza prof. Joanny Senyszyn. Sąd Okręgowy w Warszawie w grudniu 2025 r. oficjalnie zarejestrował nowe ugrupowanie polityczne Joanny Senyszyn. Formacja o nazwie Nowa Fala Profesor Senyszyn szykuje się do startu w wyborach parlamentarnych w 2027 roku.
– Zawsze uważałam i podkreślałam to jeszcze jako wiceprzewodnicząca SLD, że 70 procent programu lewicowej partii powinny stanowić sprawy społeczno-gospodarcze. A 30 procent – sprawy światopoglądowe i prawa człowieka. Tak uważam od wielu lat i dlatego w mojej partii zastosowany zostanie ten podział. A nad tym wszystkim unosić się będzie hasło świeckiego państwa – mówiła nam prof. Senyszyn.
Budzenie antyniemieckich demonów
Radni PiS w Sopocie, w minionym roku dwa razy budzili antyniemieckie demony. Przegrywają kolejne bitwy, ale broni nie składają.
Najpierw chcieli zmiany daty obchodów święta miasta. Bo ich zdaniem, obchodzenie go 8 października to oddawanie hołdu niemieckiej historii i cesarzowi Wilhelmowi II. A pod koniec roku stoczyli bój o pomnik za 350 tys. zł, przedstawiający budowniczego kurortu, chcąc go oddać na złom, bo był Niemcem. Właściwie awantura toczyła się o pomnik Paula Puchmüllera, zasłużonego budowniczego Sopotu. Radni PiS mówili, że to germanizacja, choć wcześniej projekt pomnika zatwierdzili. Ostatecznie przegrali głosowanie.
Nie chcą wójta. Będzie referendum?
Pod koniec roku zawiązała się grupa inicjatywna akcji zbierania podpisów pod wnioskiem o organizację referendum, które ma odwołać wójta gminy Przechlewo. Inicjatorzy przekonują, że Andrzej Żmuda Trzebiatowski nie powinien dłużej rządzić gminą. To pokłosie kolizji, którą wójt niedawno spowodował pod wpływem alkoholu. Zresztą nie po raz pierwszy w swojej samorządowej karierze.
– Liczne sygnały niezadowolenia, wstydu i oburzenia społecznego świadczą o utracie społecznej legitymacji do dalszego pełnienia funkcji wójta - przekonują mieszkańcy.
Wójt Andrzej Żmuda Trzebiatowski rządzi gminą Przechlewo od 2005 roku z przerwą od 2018 do 2024 roku. Wrócił wtedy na krótko do pracy w szkole. Rok temu ponownie został wybrany na wójta gminy.
Finały tej i pozostałych spraw być może w 2026 roku.























Napisz komentarz
Komentarze