Jakie zmiany w opiece zdrowotnej w 2026 roku?
Wyniki ostatnich badań, przeprowadzonych przez United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski nie zadziwiają uważnych słuchaczy rozmów, prowadzonych przy świątecznych stołach. Respondenci - pytani, czego najbardziej obawiają się w 2026 roku - jako główne źródła niepokoju na pierwszym miejscu wymienili:
- dostęp do służby zdrowia (47,5 proc. odpowiedzi),
- a na drugim - pogorszenia zdrowia swojego lub bliskich (45,3 proc.).
- Strach przed wojną i brakiem stabilności politycznej zajmował dopiero kolejne pozycje.
PRZECZYTAJ: Pacjenci z małych miejscowości płacą więcej za leki. Raport Forum Konsumentów
Czego więc możemy spodziewać w zdrowiu w nowym roku? Zacznijmy od problemu numer jeden, czyli pieniędzy.
Służba zdrowia: dziura w budżecie i kominy płacowe
Jesienią ubiegłego roku gruchnęła wieść o gigantycznej dziurze w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia. Według różnych szacunków wynosić ma ona od 10 do nawet 23 miliardów złotych przewidywanych w 2026 r. Pochodząca z Trójmiasta minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda wysłała więc w październiku 2025 r. do resortu finansów plan oszczędności, które mogłyby pokryć ponad 10 mld zł deficytu.
PRZECZYTAJ TEŻ: Szpitale odwołują operacje, kasa NFZ świeci pustkami. "System się wali, winni politycy"
Opowieści o proponowanych cięciach „przykryła” dyskusja o zarobkowych kominach niektórych lekarzy-specjalistów, którzy mieli miesięcznie pobierać z kasy szpitali nawet 100 tys. zł. Mniej już przebiła się informacja, że tak wysokie zarobki osiąga niewielki odsetek lekarzy, w dodatku za pracę przekraczającą tygodniowe normy (od 70 do ponad 100 godzin).
Protest samorządu lekarskiego przyniósł efekty i temat zarobków nieco ucichł, chociaż i w tym roku go nie unikniemy. Ustawa z 2017 r. o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia zakłada obligatoryjne, coroczne podwyżki.
Oznacza to, że ubiegłoroczna minimalna pensja lekarza specjalisty, wynosząca prawie 12 tys. zł brutto, może wzrosnąć o ponad tysiąc złotych. Podobnie jak minimalna pensja pielęgniarki z tytułem magistra i specjalizacją, ustalona w minionym roku na 8 300 zł brutto.
Ministerstwo Zdrowia chce jeszcze w styczniu przedstawić projekt nowelizacji drenującej budżet ustawy (ma ona kosztować w 2026 r. nawet 70 mln zł), ale prezydent Karol Nawrocki już kilka miesięcy temu zapowiedział, że jej nie podpisze. Mamy więc sytuację patową.
Więcej, czyli mniej?
A jak w tej sytuacji będzie wyglądał tegoroczny budżet NFZ?
- Nie można mówić o mniejszych środkach na finansowanie ochrony zdrowia - przekonuje dr Tadeusz Jędrzejczyk, z-ca dyrektora Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku, były prezes NFZ. - Pieniędzy będzie więcej. Mamy jednak zobowiązania, które zostały podjęte wcześniej na kolejne lata. Także wykorzystanie funduszu rezerwowego sprawiło, że mimo większego napływu środków, finansowanie funkcjonowania systemu jest niewystarczające.
Obecny budżet na ochronę zdrowia rzeczywiście jest wyższy o 25 mld złotych w porównaniu z 2025 r. i wynosi prawie 248 mld zł. Z tego trzeba jednak zabezpieczyć większe, niż dotychczas, pieniądze na planowane podwyżki, na cyfryzację, program in vitro czy programy specjalistyczne.
Dr Jędrzejczyk tłumaczy, że do obecnych problemów przyczynia się wiele czynników. Po pierwsze system w skali makro jest niezrównoważony finansowo. - Przy zobowiązaniach, które mamy, jest obawa, że będzie to powodowało zaburzenia i siłą rzeczy rozmijanie się oczekiwań części kadry z decyzjami - mówi. - Wiadomo jednak, że tego zrównoważenia nie uda się osiągnąć bez rzetelnego kompromisu w warunkach kohabitacji oraz przemyślenia, czego pacjenci rzeczywiście potrzebują.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Tak Polacy oceniają polską ochronę zdrowia. Są wyniki najnowszego sondażu
Oszczędności na zaćmie i kręgosłupie
Około 800 mln złotych resort zamierza zaoszczędzić na wycenie niektórych zabiegów.
I tak mniej pieniędzy ma trafić na:
- operacyjne leczenie zaćmy,
- ambulatoryjną opiekę specjalistyczną (AOS)
- oraz na badania obrazowe (rezonans magnetyczny i tomografia komputerowa, gdzie finansowanie spadnie o 5,6 proc.).
Dziennikarze radia RMF FM ustalili także, że obniżona zostanie wycena zabiegu ablacji, czyli małoinwazyjnego leczenia arytmii serca o 15,5 proc. oraz chirurgii kręgosłupa o 15,5 proc.
Czy pacjenci to odczują? W przypadku diagnostyki, jak tłumaczy dr Jerzy Karpiński, kierujący Wydziałem Zdrowia w Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim, nasze województwo odróżnia od pozostałych regionów brak problemów ze specjalistyczną diagnostyką.
- Myślę nie tylko o rezonansie magnetycznym, tomografii, ale też o bardzo szerokich badaniach laboratoryjnych - twierdzi dr Karpiński. - I to się nie powinno zmienić.
Także Narodowy Fundusz Zdrowia przekonuje, że cięcia nie ograniczą dostępu do zabiegów i badań.
- Ustabilizowanie procesów bez szkody dla pacjenta jest możliwe, ale do tego potrzebny jest dobry plan i konsensus, o którym już mówiłem - uważa były prezes NFZ.
I dodaje, że z pozytywów należy wymienić jeden istotny aspekt - po uruchomieniu KPO w przyszłym roku zobaczymy rzeczywisty efekt w postaci konkretnych zakupów sprzętów oraz remontów i modernizacji.
PRZECZYTAJ: Ogromny zastrzyk z KPO na inwestycje w kardiologię w pomorskich szpitalach
Centralna kolejka do specjalisty
Nie wszystkie oszczędności muszą się wiązać z obniżaniem wycen. Dużym problemem, nie tylko w Polsce, jest nieodwoływanie wizyt przez pacjentów, co nie tylko powoduje straty finansowe, ale także marnuje pracę lekarzy. Wiąże się to częściowo z zapisywaniem się chorego na wszelki wypadek do kilku placówek na raz. Od pierwszego dnia stycznia 2026 r. sytuacja ma się powoli zmieniać. Tego dnia wystartował bowiem centralny system e-rejestracji pacjentów, początkowo obejmujący badania cytologiczne, mammografię i pierwszą wizytę u kardiologa.
Na czym to polega? Każda placówka w Polsce ma obowiązek zgłaszać terminy na badania i konsultację do systemu centralnego. System uwzględni m.in. priorytet na skierowaniu lekarskim, kolejność zgłoszeń i indywidualne wybory pacjenta. Zapisywać się będzie można poprzez Internetowe Konto Pacjenta. Osoba zapisująca się może sprawdzić dostępność wizyty, odwołać ją w razie potrzeby bez utraty miejsca w kolejce, a gdy zabraknie terminów - zapisać się do tzw. Poczekalni.
Od połowy 2026 r. e-rejestracja obejmie inne specjalności, w tym:
- choroby naczyń,
- choroby zakaźne,
- endokrynologię,
- hepatologię,
- immunologię,
- mukowiscydozę,
- nefrologię,
- neonatologię
- oraz gruźlicę i choroby płuc.
Czy to ułatwi nam życie?
- Takie zmiany zawsze zabierają trochę czasu, a ich wdrożenie na poziomie danej rejestracji jest wielkim wyzwaniem - przyznaje dr Tadeusz Jędrzejczyk.- Będziemy mieli do czynienia z procesem, który może potrwać nawet kilka miesięcy. Natomiast jest to jeden z elementów, poprawiających komfort obsługi systemu.
PRZECZYTAJ TEŻ: Jak długo trzeba czekać na pomoc w trójmiejskich SOR-ach? Każdy może sprawdzić sam
Na pewno skorzystają osoby sprawnie korzystające z Internetu. Z drugiej strony mówi się o wykluczeniu pacjentów starszych, samotnych, dla których rejestracja w sieci może stać się wyzwaniem ponad siły i możliwości. Jeśli system nie uwzględni tej grupy osób, nie zapewniając im innej ścieżki bądź dodatkowego wsparcia, może być kłopot.
Mało dzieci, duży problem
Kłopot i tak już mamy. Wiadomo już, że w roku 2060 aż 40 proc. polskiego społeczeństwa będą stanowić osób w wieku 65 plus.
- W związku z informacjami Głównego Urzędu Statystycznego, które wskazują jednoznacznie na zmianę struktury społecznej w naszym kraju i w regionie, musieliśmy podjąć stosowne przygotowania - mówi dr Jerzy Karpiński, pomorski lekarz wojewódzki.
W związku z tym cały kraj, w tym także województwo pomorskie potrzebuje zwiększenia ilości łóżek internistycznych, zakładów opieki długoterminowej, geriatrii. Kolejnym problemem jest dramatyczny spadek dzietności, która obecnie wynosi 1,01, co nie daje możliwości przyrostu naturalnego. Zmniejsza się liczba porodów. Przewiduje się, że liczba Polaków spadnie o 6 milionów.
dr Jerzy Karpiński / pomorski lekarz wojewódzki
Co to oznacza dla systemu opieki zdrowotnej? W październiku 2025 r. zawieszono działalność porodówki i oddziału pediatrycznego Szpitala Miejskiego w Miastku.
W wielu rejonach kraju likwidowane są oddziały położnicze, które nie spełniają norm wynoszących minimum 400 porodów rocznie. To kwestia nie tylko braku opłacalności, ale także zagrożenia bezpieczeństwa kobiet, które trafiają na oddział, nie mogący zapewnić pełnej obsady specjalistów. Stąd zarządzenie resortu zdrowia, nakazujące wprowadzenie położnych tam, gdzie porodówki zostały zamknięte. Mają one towarzyszyć ciężarnym kobietom, mieszkającym ponad 25 kilometrów od najbliższego oddziału położniczego w czasie transportu do szpitala. Jeśli transport okaże się niemożliwy, poród pod nadzorem położnej odbędzie się w tzw. stacji pośredniej w najbliższym szpitalu.
To idzie starość...
Starzenie się społeczeństwa będzie sporym wyzwaniem dla systemu opieki zdrowotnej w najbliższych latach. Poważnie wzrośnie liczba pacjentów z wielochorobowością. Mówiąc obrazowo - jeżeli do kardiologa zgłasza się senior np. z dolegliwościami sercowymi, czy z zawałem, z niewydolnością mięśnia sercowego, to do tej jednostki chorobowej internista nierzadko dopisze cukrzycę, niewydolność nerek, niewydolność oddechową, astmę, dolegliwości żołądkowe, chorobę wątroby.
- Problem dotyka też szpitalnych oddziałów ratunkowych - wylicza dr Jerzy Karpiński. - Tam właśnie trafia z roku na rok coraz więcej osób starszych z wielochorobowością. Aby wyprowadzić je ze stanu zagrożenia, trzeba miejsc na oddziałach internistycznych. Czasami leczenie trwa dzień, dwa, ale to wymaga innego procesu postępowania. W tej chwili te osoby zgłaszają się na SOR-y. I cierpią, długo czekając na opiekę, gdyż nie są w stanie bezpośredniego zagrożenia życia.
Stąd pojawia się wyraźna potrzeba „przebudowania” polskich szpitali. O utworzenie nowych oddziałów internistycznych apelowała ostatnio prof. Ilona Kurnatowska, Konsultant Krajowy w dziedzinie chorób wewnętrznych, w parlamencie mówił na ten temat prof. Michał Chmielewski, pomorski konsultant w tej dziedzinie.
- Problem ten był zgłaszany na Wojewódzkiej Radzie Dialogu Społecznego w obecności szerokiego forum - pana marszałka, pani wojewody, przedstawiciel związków, pracodawców - przypomina dr Karpiński. - Ponadto w chwili obecnej widzimy kolejny kłopot, czyli brak zainteresowania specjalizacją z geriatrii wśród lekarzy. To wszystko wymaga strukturalnego podejścia.
przeczytaj też: Czy Polska przygotowana jest na „srebrne tsunami”?
I zmiany przepływu pieniędzy. Prof. Kurnatowska pisała ostatnio do Narodowego Funduszu Zdrowia w Warszawie i do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji w sprawie racjonalnej wyceny leczenia pacjentów z wielochorobowością.
- Obecnie NFZ płaci za leczenie u takiego pacjenta jednej choroby, a za pozostałe - nie - wyjaśnia pomorski lekarz wojewódzki. - I to się po prostu nie opłaca, gdyż wtedy oddział przynosi stratę. To musi się zmienić. W tej chwili ryzyko jest takie, że nawet jeśli zwiększymy oddziały internistyczne, to szpital popadnie w ruinę.
- Trzeba pamiętać, że nasze społeczeństwo się starzeje - przewiduje dr Jędrzejczyk. - Niestety, z wiekiem nam chorób nie ubywa i wzrost nakładów wydaje się być nieunikniony.
Warto jednak dołożyć nieco optymistycznych informacji. Będzie nas miał kto leczyć. Według danych GUS do 141,2 tys. wzrosła liczba lekarzy pracujących bezpośrednio z pacjentem. Najwięcej - specjalistów chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej. Zwiększa się też liczba psychiatrów oraz psychiatrów dzieci i młodzieży.
Ale na koniec niezbyt przyjemnie: wraca stary dylemat - jak zjeść ciastko (czyli skorzystać z systemu opieki zdrowotnej) i mieć ciastko (czyli pieniądze w kieszeni). W opinii ekspertów dziś szansa na podwyższenie składki zdrowotnej jest zerowa.
PRZECZYTAJ TEŻ: Nie tylko prywatnie. Od stycznia w Żukowie lekarze ginekolodzy dostępni również na NFZ
- Patrząc na obecne trendy, podniesienie składki zdrowotnej byłoby niepopularną decyzją - twierdzi były prezes NFZ. - Ponadto do tej pory część środków z akcyzy na alkohol i dopłaty cukrowej trafiała do ochrony zdrowia. Po wecie pana prezydenta jest to teraz niemożliwe.
A może należy wreszcie zacząć dyskusję na temat przebudowy sposoby finansowania systemu ochrony zdrowia? Przy starzeniu się społeczeństwa, ciężar utrzymania opieki zdrowotnej będzie spadać na coraz mniej liczną grupę pracujących osób. W efekcie bez transferu z budżetu państwa, system albo padnie, albo się sprywatyzuje. I tak źle, i tak niedobrze.























Napisz komentarz
Komentarze