Reklama Energa włącza ciekawość świata
Reklama

Dzień Rezygnacji z Postanowień Noworocznych. Dlaczego tak szybko odpuszczamy?

Najpopularniejsze postanowienie noworoczne? Więcej ruchu. Najszybciej zarzucane? Więcej ruchu. Prawie 70 proc. Polaków nie uprawia żadnego sportu, a nawet nie chodzi na spacery – alarmują lekarze, trenerzy i nawet eksperci ekonomiczni. Tymczasem właśnie aktywność fizyczna powinna być tym postanowieniem, którego będziemy się najbardziej kurczowo trzymali – nie tylko dla własnego dobra
Dzień Rezygnacji z Postanowień Noworocznych
9 stycznia to Dzień Rezygnacji z Postanowień Noworocznych. Dlaczego Polacy tak szybko porzucają aktywność fizyczną i jak wytrwać w ruchu?

Autor: Canva | Zdjęcie ilustracyjne

9 stycznia - Dzień Rezygnacji z Postanowień Noworocznych

Znasz tę klasykę stycznia: dieta, sport, nauka nowego języka, ograniczenie alkoholu, rzucenie palenia? Każdy ma w swoich wspomnieniach przynajmniej jeden taki początek roku, w który wchodził w listą ambitnych postanowień i wielkich planów. W zamiarach z reguły wygląda to świetnie, w praktyce zaś prawie każdy, kto fantazjuje o lepszej wersji siebie, w końcu zarzuca te marzenia. 

- Chociaż nowy rok tradycyjnie skłania nas do stawiania sobie wyzwań, ich realizacja niestety często kończy się porażką. Klasyczne badania nad postanowieniami noworocznymi pokazują, że wraz z upływem czasu drastycznie maleje liczba osób utrzymujących swoje cele - mówi Franciszek Ostaszewski, psycholog z Uniwersytetu SWPS. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Na przywitanie nowego roku morsy wskoczyły do Bałtyku

Dlaczego tak szybko rezygnujemy?

I to prędzej niż później. Wszystko wydaje się proste, dopóki nie wrócisz do codziennych obowiązków. Kilka dni później w kalendarzu pojawia się TEN dzień. Dzień Rezygnacji (ang. Quitter's Day) to nieoficjalne określenie dnia, w którym wiele osób porzuca swoje noworoczne postanowienia. Zjawisko to przypada zazwyczaj na drugi piątek stycznia – w tym roku to 9 stycznia. 

Nazwę kilka lat temu spopularyzowała firma Strava (twórca aplikacji fitness), która przeanalizowała dane z milionów treningów swoich użytkowników i zauważyła wyraźny spadek zaangażowania w tym konkretnym terminie. 

Badania wykazały, że do tego dnia niemal 80 proc. osób rezygnuje z postanowień, przynajmniej tych, które zakładają dbanie o kondycję czy zdrowe odżywianie. Co więcej - statystyki są jeszcze bardziej bezlitosne - zaledwie 8 procent osób dotrzymuje swoich postanowień noworocznych do połowy roku. 

Najpopularniejsze postanowienia noworoczne dotyczą bowiem zdrowia i formy fizycznej. W styczniu siłownie pękają w szwach, początek nowego roku dodaje ludziom motywacji, pozwala uwierzyć, że sprosta się zadaniu. Jednak z dnia na dzień entuzjazm mija.

- Średnio dwa tygodnie to psychologiczna granica „wytrzymałości” na nowe działania – przyznaje psycholog sportu i trener Kamil Fedoruk. – Pierwszych kilka dni to entuzjazm, kolejne to szukanie wymówek, a gdy nadchodzi kolejny piątek, zmęczenie bierze górę i po prostu odpuszczamy. W tym roku akurat w naszym kraju dzień rezygnacji może być to nieco później, bo kalendarz był łaskawy dla naszych wolnych dni i zmęczenie tygodniem może nas dopaść dopiero w przyszły piątek. Łatwiej jest dłużej wytrzymać z realizacją wyników pozasportowych – nowe języki, książki itp., jednak zmęczenie nową dla siebie aktywnością fizyczną – nie łudźmy się - dopadnie.

Tymczasem właśnie aktywność fizyczna powinna być tym postanowieniem, którego będziemy się najbardziej kurczowo trzymali – nie tylko dla własnego dobra. 

Nieruchliwy jak Polak

Jak wynika z danych - zebranych przez portal Medycyna Praktyczna - odsetek nieaktywnych fizycznie Polaków stale rośnie. W roku 2004 było to 46 proc.; w 2008 – 49 proc.; 2013 – 52 proc.; w 2018 – 56 proc., a teraz niemal 70 proc. z nas rusza się zbyt mało, by mieć z tego korzyści zdrowotne. Wskazują na to m.in. ogólnopolskie badania WOBASZ (Wieloośrodkowe Ogólnopolskie Badanie Stanu Zdrowia Ludności). Dotyczy to także dzieci i nastolatków - wyniki ich testów sprawnościowych są zdecydowanie gorsze niż ich rówieśników sprzed 20 czy 30 lat. 

Co więcej, co trzeci Polak nie podejmuje żadnej formy ruchu, nawet spacerów – tak wynika z raportu Instytutu Badań Strukturalnych, przygotowanego na zlecenie Benefit Systems („Korzyści z aktywności fizycznej Polek i Polaków. Ocena wpływu na zdrowie, gospodarkę i rynek pracy”). 

Nie chodzi o to, że w końcu nie przebiegną maratonu, bo większość ludzi przecież tego nie zrobi – mówi trenerka Joanna Zawadzka. – Chodzi o to, że któregoś dnia zwolnią, wchodząc na trzecie piętro, potem się zdyszą, a wreszcie dojdą tylko do pierwszego piętra i będą musieli zrobić przerwę i zacznie się chodzenie po lekarzach. 

Ile ruchu naprawdę potrzebujemy?

Według Światowej Organizacji Zdrowia, dzieci powinny mieć co najmniej 60 minut ruchu dziennie, a dorośli (18-65 lat) 150-300 minut tygodniowo o umiarkowanej intensywności lub 75-150 minut o dużej intensywności. Czyli powinniśmy zażywać dziennie ok. 45 minut aktywności o umiarkowanej intensywności, lub 22 minuty aktywności o dużej intensywności. Osoby po 65 roku życia – ćwiczenia ruchowe 3 lub więcej razy w tygodniu

PRZECZYTAJ TEŻ: Ferie zimowe 2026 w Gdańsku. Bezpłatne atrakcje i opieka dla dzieci

- W krótkiej perspektywie to choćby redukcja stresu, poprawa koncentracji i nastroju – wylicza Zawadzka. - Długoterminowo to zdrowsza waga, lepsza przemiana materii i krążenie, większa odporność i wytrzymałość czy lepsza sylwetka. Z kolei brak aktywności osłabia układ kostny i mięśniowy, zwiększa podatność na kontuzje. Najpierw wydawać będziemy na fizjoterapeutę, potem na chodzenie po lekarzach, zwolnienia lekarskie, wydatki na leki i na specjalistów. 

- Gdyby co druga osoba, która nie jest aktywna fizycznie, zaczęła regularnie uprawiać sport, przełożyłoby się to na co najmniej 11 tys. zawałów mniej, 2,2 tys. mniej zachorowań na nowotwór jelita grubego czy 1,5 tys. mniej przypadków raka piersi – oceniał Krzysztof Kutwa, analityk Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Ekonomiści zwracają natomiast uwagę na koszty ogólne brak ruchu, choć – jak przyznają, to najmniej popularny argument. – Trudno, siedząc na kanapie i przesuwając na jutro plany ćwiczeniowe, zastanawiać się, jak to się ma np. do służby zdrowia – ubolewa ekspert.

Jak jednak podkreśla się w raporcie IBS – brak ruchu ma bardzo wymierne finansowo przełożenie – najpierw na nasze zdrowie, a potem też a funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia, ubezpieczeń społecznych czy gospodarki. Gdyby co druga nieaktywna fizycznie osoba zaczęła ćwiczyć, liczba zgonów zmniejszyłaby się o 13,7 proc., a oszczędności wynikające z ograniczenia nieobecności chorobowych wyniosłyby 1,9 mld zł. 

By te liczby urealnić, wystarczy porównanie, jakiego kilka miesięcy temu podczas debaty EFNI w Sopocie użył Rafał Światłowski z Benefit Systems podczas debaty „Jakie są prawdziwe koszty bezruchu”: ograniczenie o 13, 7 proc. liczby zgonów to życie mieszkańców miasta np. wielkości Tczewa lub Świdnicy. - O milion spadłaby liczba zachorowań na choroby układu krążenia. W grupie chorób metabolicznych częstość występowania obniżyłaby się o 304,8 tys. osób. Poprawiłyby się także wskaźniki masy ciała, zarówno wśród osób z otyłością, jak i z nadwagą, łącznie o 577,2 tys. osób – dodał. 

Z kolei symulacja IBS pokazuje, że gdyby co drugi niećwiczący Polak zaczął spełniać kryteria średniego poziomu aktywności fizycznej, to odsetek osób korzystających z zasiłków chorobowych zmalałby z 7,6 mln do 7 mln osób), a średni koszt nieobecności w pracy spadłby w tej sytuacji z 756 zł do 698 zł. 

 - Jeden dolar zainwestowany w profilaktykę zwraca się siedmiokrotnie, jeden dolar zainwestowany w szczepienia zwraca się szesnastokrotnie, a jeden dolar zainwestowany w leczenie chorób układu krążenia, chociażby nadciśnienia, zwraca się osiemnastokrotnie – mówił, także podczas EFNI, Marek Augustyn, zastępca prezesa NFZ. - To już pokazuje, jak ważne jest to z punktu widzenia nie tylko dobrostanu obywatela i jego stanu zdrowia, ale także dla gospodarki.

Mityczne 10 tys. kroków

- Szczerze mówiąc, do mnie pewnie też ekonomiczne argumenty by nie przemówiły – przyznaje Kamil Fedoruk. - Bliższa ciału koszula, więc gdy rozmawiam z moimi podopiecznymi, przede wszystkim przypominam im, co ich może czekać, jeśli nie zmienią nawyków. Bo co prawda możemy nie ruszając z kanapy robić dzisiaj masę rzeczy, które kiedyś wymagały choćby minimalnej aktywności fizycznej, ale efekty mogą być naprawdę smutne.

Fedoruk przypomina też każdemu, z kim współpracuje, o tym, jak bardzo tęskniliśmy wszyscy za aktywnością podczas pandemii. – To była naturalna reakcja ludzi, pozbawionych możliwości ruchu – podkreśla. - Teraz ją w sobie zagłuszamy i pozbawiamy nasze mózgi produkowanych podczas wysiłku endorfin tylko dlatego, że wygrywają nasze nawyki. Endorfiny wydzielają się co prawda także po zjedzeniu czekolady, ale towarzyszą im zazwyczaj wyrzuty sumienia. Wiec chyba lepiej się poruszać?

- Regularnie uprawiana aktywność fizyczna wpływa dobrze na urodę – przypomina z kolei Joanna Zawadzka. - Oprócz dobrej sylwetki bez nadwagi nadaje ruchom sprężystość i odpowiednie ustawienie ciała. Nie trzeba też być lekarzem, by wiedzieć, że np. wysiłek fizyczny poprawia utlenowanie mózgu. I wcale nie trzeba od razu zapisywać się na siłownię, można ćwiczyć w domu albo chodzić na spacery i niekonieczne robiąc 10 tysięcy kroków.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Maciej Hewelt wygrał sopocki bieg po plaży. Wśród kobiet najszybsza była Katarzyna Kazyaka

Rzeczywiście – jak wynika z badań - w rzeczywistości codziennie spacerując krócej, nadal damy organizmowi wiele dobrego, bo nawet ok. 7 tys. kroków robionych każdego dnia zmniejsza ryzyko przedwczesnego zgonu. Cel 10 tys. kroków dziennie propagowała firma marketingowa, która stworzyła w Japonii w latach 60. XX w. krokomierz „Manpo-kei” (dosłownie „licznik 10 000 kroków”). Chwytliwe hasło marketingowe stało się standardem, choć pierwotnie cel 10 tys. kroków nie miał uzasadnienia naukowego. 

- Dziś wiemy, że jest korzystny, zresztą jak każdy rodzaj ruchu, ale nie trzymajmy się tych wartości kurczowo – radzi Fedoruk. – Bo jeśli obudziliśmy się 1 stycznia z zamiarem pokonywania tylu kroków, chociaż wcześniej jedyne co robiliśmy, to 100 kroków do samochodu, to rzeczywiście po kilkunastu dniach odpuścimy – nie tylko dlatego, że to męczące, ale i dlatego, że zabierze sporo czasu.

Jaki sport uprawiać, żeby nie rezygnować?

- Nie powiem, że chodzić na siłownię, bo takie postanowienia też niestety szybko się kończą – mówi psycholog sportu. – a początek doradzę natomiast właśnie spacery, a wiosną też jazdę na rowerze. Obie te formy ruchu, w zależności od tempa i dystansu, są dobre dla wszystkich, na każdym poziomie wydolności fizycznej. Bądźmy realistami, na początek mogłaby być nawet rezygnacja z windy… Ważne, żeby nie były to jednorazowe zrywy.

(fot. Pixabay | Zdjęcie ilustracyjne)

- Joga, pilates, nordic walking – dodaje Joanna Zawadzka. – To aktywności, które doradzam wszystkim zaczynającym. Szczególne nordic walking, który szczęśliwie przestał już być postrzegany jako coś tylko dla seniorów. Spacer z kijkami to aktywność fizyczna przeznaczona dla osób w różnym wieku, w różnych warunkach i o każdej porze roku. Dlaczego więc nie zacząć już teraz?

A jeśli przetrwasz, statystycznie masz znacznie większe szanse, że twoje noworoczne postanowienia przetrwają do wiosny i staną się nawykiem.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie
Reklama
Reklama