Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

W pożarze Łebskiej Chaty spłonął pobliski hotel. Ruszyła zbiórka na jego odbudowę

To był największy pożar w powojennej historii Łeby. Z ogniem, który objął całą Łebską Chatę i sąsiednie zabudowania, a także zniszczył kilka innych budynków i obiektów, walczyły 42. zastępy straży pożarnej. Ruszyła już zbiórka na pomoc dla jednej z poszkodowanych w pożarze rodzin, która straciła nie tylko dom nad głową, ale też pokoleniowy biznes turystyczny. Z rozmów wyłania się jednak pytanie, czy do tego pożaru musiało dojść?
To był największy pożar w powojennej historii Łeby. Spłonęła Łebska Chata, a ogień zniszczył też sąsiednie zabudowania (fot. KWP PSP Gdańsk) 

W sobotę, 26 marca marca, w Łebie pożar strawił zamkniętą i opuszczoną Łebską Chatę. O miejscu tym po raz pierwszy zrobiło się głośno kilka lat temu, gdy lokal odwiedziła Magda Gessler i w telewizji wyemitowano nakręcony tu jeden z odcinków „Kuchennych Rewolucji”. Po czasie jednak Magda Gessler wycofała swoją rekomendację dla lokalu i dłużej nie chciała firmować tego miejsca swoim nazwiskiem. Właściciel jednak nie posłuchał i sprawa trafiła do sądu. Lokal funkcjonował dalej, ale zaczął podupadać. Ostatecznie jakiś czas temu Łebska Chata została zamknięta, jednak to zrodziło dla gminy problem. Miejsce to stało się bowiem punktem spotkań, a także noclegownią dla bezdomnych i jak mówi burmistrz Łeby Andrzej Strzechmiński, dla osób prowadzących koczowniczy tryb życia.

Około godziny 13, doszło tam do ogromnego pożaru, w wyniku którego spłonęła nie tylko Łebska Chata, ale również zniszczone zostały budynki w zwartej zabudowie, w tym prowadzona od pokoleń Willa Powaga. Jej właściciele już założyli zbiórkę i proszą o wsparcie.

- 26 marca tego roku wydarzyła się tragedia. Od pożaru wznieconego w sąsiednim budynku zapłonął nasz dom i rodzinny biznes Willa Powaga przy ulicy Nadmorskiej 7B. Straciliśmy cały dom, dorobek życia i główne źródło utrzymania. W naszym domu mieściły się dwa mieszkania dla trzech pokoleń naszej rodziny, restauracja, lodziarnia oraz pensjonat. To dorobek nad którym ciężko pracowali już nasi rodzice i dziadkowie, którzy rozpoczęli rodzinną firmę w latach 70. Musieliśmy opuścić płonący dom w kilka chwil i nie mieliśmy czasu zabrać żadnych rzeczy osobistych i dokumentów koniecznych do codziennego funkcjonowania. Serdecznie prosimy o pomoc i wsparcie finansowe w tych trudnych chwilach – apelują właściciele.

Jak mówi w rozmowie z nami burmistrz Łeby Andrzej Strzechmiński, dzięki interwencji strażaków oraz dzielnej postawie mieszkańców Łeby, udało się odratować część sprzętu i mebli z Willi Powaga.

- Na szczęście nikomu nic się nie stało – wzdycha burmistrz Łeby, któremu Łebska Chata spędzała sen z oczu od dłuższego czasu. - Z tydzień temu rozmawiałem jeszcze z właścicielką sąsiedniej willi, która właśnie w sobotę mocno ucierpiała z powodu pożaru w Łebskiej Chacie, o zagrożeniu. Po pierwsze od dawna mieliśmy wątpliwości czy taka chata góralska pasuje tu u nas nad morzem. Jednak gdy przestała funkcjonować pojawiły się właśnie wątpliwości, czy jest aby bezpieczna, gdyż nie była należycie zabezpieczona przez właściciela i stała się miejscem spotkań czy noclegów dla osób bezdomnych i prowadzących koczowniczy tryb życia. Obiekt był rozkradany i każdy mógł do niego wejść. To wszystko powodowało, że sąsiedzi bali się tego miejsca i tego, aby nie doszło właśnie do takiego zdarzenia, jak w sobotę – mówi Andrzej Strzechmiński. - Niestety, dziś wszyscy cierpimy i ponosimy skutki zaniedbań, a wręcz olewactwa ze strony właściciela tego miejsca. Skończyło się wielkimi stratami, a mogło być jeszcze gorzej, gdyż dużo nie brakowało, a ogień zająłby się sąsiedni las. Ogień strawił jednak sąsiednie budynki, ale od wysokiej temperatury ucierpiała też miejska infrastruktura oraz domy po drugiej stronie ulicy, gdzie popękały szyby, zniszczyła się elewacja i pojawiły się pęknięcia.

Po pierwsze od dawna mieliśmy wątpliwości czy taka chata góralska pasuje tu u nas nad morzem. Jednak gdy przestała funkcjonować pojawiły się właśnie wątpliwości, czy jest aby bezpieczna, gdyż nie była należycie zabezpieczona przez właściciela i stała się miejscem spotkań czy noclegów dla osób bezdomnych i prowadzących koczowniczy tryb życia

Andrzej Strzechmiński / burmistrz Łeby

Burmistrz Łeby przyznaje, że już jakiś czas temu prosił o interwencje w tym miejscu odpowiednie służby. Jednak właściciel nic nie robił sobie z tych działań i nikt nie potrafił niczego od niego wyegzekwować. Zdaniem Andrzeja Strzechińskiego problem pustostanów i egzekwowania prawa to nie tylko problem Łeby.

Burmistrz dziękuje strażakom i mieszkańcom za pomoc – zarówno za akcję gaśniczą, jak i ratowanie dorobku życia sąsiadów. - Poszkodowanej rodzinie zaproponowaliśmy mieszkanie i pomoc w zabezpieczeniu tego miejsca. Póki co czekamy na opinie ekspertów, co dalej z tymi budynkami – dodaje burmistrz.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama