Stowarzyszenie miast wewnętrznych. Inicjatywa Chojnic i innych samorządów
Miasto Chojnice, jak wiele innych na Pomorzu i w całej Polsce, otrzymało propozycję współtworzenia ogólnopolskiego stowarzyszenia miast wewnętrznych. W naszym kraju jest ponad 157 miast obwarzankowych, czyli otoczonych siostrzanymi gminami wiejskimi o tych samych nazwach, ale z osobnymi samorządami.
Dlaczego miasta chcą łączenia samorządów?
Argumentów do powstania stowarzyszenia jest sporo. Miasta obwarzankowe, takie jak my, ponoszą wysokie koszty utrzymania infrastruktury drogowej, kulturalnej, sportowej. Ponoszą też koszty związane z transportem, komunalne, prowadzenia edukacji. Z tego wszystkiego korzystają nie tylko mieszkańcy miasta, ale też właśnie gmin ościennych.
Adam Kopczyński / zastępca burmistrza Chojnic
Zdaniem Adama Kopczyńskiego, takie stowarzyszenie mogłoby w przyszłości lobbować w Sejmie zmianę systemową na poziomie ustawowym umożliwiającą łączenie samorządów jednoimiennych: miejskich i wiejskich, w jeden duży samorząd. Zastępca burmistrza Chojnic uważa też, że po 35 latach funkcjonowania gmin miejskich, wiejskich i miejsko-wiejskich nadszedł czas na reformę administracyjną, bo realia są obecnie już inne niż w latach 90-tych.

Demografia i wyludnianie miast
– Teraz w miastach mamy problemy demograficzne i borykamy się z wyludnianiem, musimy mierzyć się z migracją wewnętrzną do sąsiednich samorządów. Mieszkańcy miast uciekają do położnych tuż za ich granicą wsi, ale centrum życia to dla nich nadal miasto, gdzie pracują, posyłają do szkół dzieci, nadal korzystają z wszelkiej infrastruktury – mówi zastępca burmistrza Chojnic.
Adam Kopczyński deklaruje jednak, że zależy mu na tym, aby łączenie samorządów następowało „w zgodzie” i dzięki rozwiązaniom ustawowym, a nie z przymusu.
– My nie mamy chrapki na gminę Chojnice, tak jak Słupsk na sąsiednie tereny. Nigdy arbitralnie nie wystąpimy o to, by przejmować jakieś grunty gminy Chojnice, chyba, że byłby to wspólny dobrowolny pomysł na „drodze pokojowej” – podkreśla Adam Kopczyński.
Gminy wiejskie mówią „nie”. Stanowczy sprzeciw wójta
Pesymistycznie na pomysły miasta patrzą władze gminy wiejskiej Chojnice.
– Słuchałem w Internecie wypowiedzi pana wiceburmistrza i, niestety, nie zgadzam się z większością podniesionych przez niego argumentów. Zgadzam się natomiast, że nasze samorządy, ze względu na bliskie położenie, są naturalnymi partnerami. Oczywistym jest jednak dla mnie, iż problemy w miejscowościach wiejskich są diametralnie różne od tych miejskich. W interesie publicznym mieszkańców gminy wiejskiej Chojnice jest samodzielne dbanie o własne interesy. Przecież wspólny samorząd w swojej reprezentacji, chociażby w radzie gminy, cechowałby się parytetem 2:1 – tłumaczy nam zastępca wójta gminy Chojnice Janusz Szczepański.
– Rękę dam sobie uciąć, że każdy radny, jakimkolwiek byłby społecznikiem, w pierwszym rzędzie będzie się troszczył o interes swoich wyborców, a nie tych z odległych miejscowości – dodaje.
Janusz Szczepański podkreśla także, że jest to jego zdanie nie tylko jako samorządowca gminy Chojnice, ale też jej mieszkańca.
Miasto jako fabryka, a nie centrum życia
– Dla znakomitej większości mieszkańców gminy miasto nie jest centrum spraw życiowych. Wręcz przeciwnie. To w gminie mieszkamy, wypoczywamy, to tutaj funkcjonuje naszych dziesięć szkół podstawowych, tutaj spędzamy większość czasu, w mieście zaś po prostu część mieszkańców pracuje. Zatem, nie jest prawdą, że gmina Chojnice jest sypialnią Chojnic, to raczej Chojnice bywają „fabryką” dla mieszkańców gminy – uważa zastępca wójta gminy Chojnice.
Janusz Szczepański zwraca uwagę na jeszcze jedną sprawę.
Większość problemów udaje się uspołeczniać w gminie wiejskiej, bo znakomicie funkcjonuje 35 naszych małych organizmów – sołectw, ze ich liderami, czyli sołtysami, których głos w gminie jest bardzo głośny. Obawiam, że nie byłby słyszany w tym dziwnie hybrydowym samorządzie.
Janusz Szczepanski / zastępca wójta gminy Chojnice
Włodarze wiejscy są zgodni: z punktu widzenia miasta, połączenie to dobry interes, pozwalający na poprawę dochodowości, ale dla gminy wiejskiej oznacza stratę.
Tczew chce poszerzenia granic. Spór o podatki i infrastrukturę
Konflikt nie dotyczy tylko Chojnic. Jak ustaliliśmy, do urzędu w Tczewie również wpłynęło zaproszenie do przystąpienia do powstającego stowarzyszenia miast wewnętrznych. Tamtejsi włodarze z zainteresowaniem przyglądają się tej inicjatywie, zwłaszcza że planują konsultacje społeczne w sprawie rozszerzenia granic Tczewa. Procedura ta ma zakończyć się złożeniem odpowiedniego wniosku w marcu tego roku.
– Po 35 latach funkcjonowania odnowionego samorządu terytorialnego uważamy, że nadszedł czas na rozpoczęcie poważnej dyskusji o potrzebie korekt granic części gmin, zwłaszcza tam, gdzie granice administracyjne przestały odpowiadać rzeczywistości społecznej i gospodarczej. Zjawisko tzw. gmin obwarzankowych generuje realne problemy: wysokie koszty administracji, rozproszone planowanie przestrzenne – mówi prezydent Tczewa Łukasz Brządkowski.
Prezydent wskazuje też na zjawisko „pasażera na gapę”.
Czyli mieszkańca korzystającego z infrastruktury miejskiej, ale rozliczającego podatki w gminie wiejskiej. W przypadku Tczewa różnice są wyraźne. Populacja gminy wzrosła od 2004 roku o ponad 35 proc., z ok. 11,1 do ok. 15,2 tys. osób – głównie dzięki migracji z miasta. Nowi mieszkańcy wciąż korzystają z miejskich: dróg, boisk, lodowiska, basenu, komunikacji czy oferty kulturalnej, które są finansowane z budżetu miejskiego. To systemowo nieefektywne i niesprawiedliwe rozwiązanie.
Łukasz Brządkowski / prezydent Tczewa

Wójt Tczewa: To skok na kasę
Pomysł poszerzenia granic Tczewa spotkał się z ostrą reakcją wójta gminy wiejskiej Tczew Krzysztofa Augustyniaka.
– Wyrażam stanowczy sprzeciw wobec działań prowadzących do podziału gminy Tczew. Ewentualne decyzje o strategicznym znaczeniu, wpływające na życie wielu tysięcy osób, powinny być podejmowane w partnerskich rozmowach między samorządami, gdzie priorytetem jest dobro mieszkańców – podkreśla wójt gminy Tczew.
Nie dostrzegam żadnych wymiernych korzyści, które dla mieszkańców gminy Tczew wynikałyby z realizacji inicjatywy prezydenta Tczewa. Wręcz przeciwnie – analiza faktów i kosztów wskazuje jednoznacznie, że mieszkańcy mogliby zostać narażeni na wyższe opłaty komunalne, podatki oraz ograniczenia w dostępie do usług publicznych. Analizując projekt uchwały Rady Miejskiej w Tczewie, jeden wniosek jest dla mnie oczywisty – to próba wyciągnięcia pieniędzy od naszych mieszkańców oraz przejęcia atrakcyjnych terenów gminy Tczew, aby ratować budżet Tczewa – podkreśla od początku wójt gminy Tczew.
Krzysztof Augustyniak / wójt gminy Tczew
Zdaniem Krzysztofa Augustyniaka, szukanie ratunku dla budżetu miejskiego kosztem sąsiedniego samorządu nie ma nic wspólnego z partnerstwem, zwłaszcza wobec próby włączenia do miasta jedynie tych terenów, które są atrakcyjne inwestycyjnie czy dochodowo.
Konflikty graniczne na Pomorzu: Słupsk, Lębork, Ustka
Pomysły samorządowców miast na poszerzanie granic czy w przyszłości łączenie się z gminami wiejskimi budzą sprzeciw. W ostatnich latach, a nawet miesiącach, na Pomorzu dochodziło do kilku prób (udanych i nieudanych) przejęcia części terenów gmin wiejskich. Do tej pory wszystkie one kończyły się kłótniami samorządowców. A i mieszkańcy w sposób jednoznaczny w referendach sprzeciwiali się takim zmianom.
Od 1 stycznia 2026 roku większymi terenami cieszą się Ustka, Lębork i ponownie Słupsk. Zmiany te wywołały oburzenie włodarzy Nowej Wsi Lęborskiej, Kobylnicy i gminy Ustka.
- Włodarze gmin wiejskich argumentują, że miasta rozwijają się ich kosztem, zabierając najatrakcyjniejsze tereny inwestycyjne.
- W konsultacjach społecznych przeciwko oddawaniu terenów opowiedziało się średnio 97-98 proc. mieszkańców gmin wiejskich.
- Mimo sprzeciwu społecznego, decyzje w Warszawie często zapadały na korzyść miast.
Kościerzyna i Kwidzyn obserwują sytuację
Jak ustaliliśmy, propozycje przystąpienia do stowarzyszenia miast wewnętrznych otrzymały również samorządy w Kościerzynie i Kwidzynie. Na ten moment nie deklarują one jeszcze chęci udziału w tworzeniu tej struktury, ale nie wykluczają takiej opcji w przyszłości. Włodarze tych miast potrzebują więcej czasu na analizę założeń stowarzyszenia.
Czy za sprawą nowej organizacji i rosnącej presji ze strony burmistrzów szykuje się otwarta samorządowa wojna z wójtami? Najbliższe miesiące pokażą, czy reforma administracyjna stanie się faktem, czy pozostanie jedynie w sferze planów.
























Napisz komentarz
Komentarze