Zbierając materiały do artykułu https://www.zawszepomorze.pl/artykul/23527,akcja-ratunkowa-na-zatoce-gdanskiej-swiadomie-narazono-zdrowie-i-zycie-szesciu-osob, który ukazał się z 6 grudnia ub. roku, poprosiliśmy ustnie i pisemnie przedstawicieli Stoczni Galeon o ustosunkowanie się do zarzutów właściciela jachtu. W opinii Andrzeja Dybowskiego doszło do zaniechań ze strony pracowników stoczni, którzy tuż przed wypłynięciem w pechowy rejs mieli dokonywać napraw serwisowych na jednostce.
Nie dostaliśmy jednak odpowiedzi na pytania. Jak argumentowano:
"celem zapewnienia nienaruszalności tajemnicy postępowania oraz nieutrudniania pracy odpowiednim organom"
stocznia odmówiła przekazywania informacji.
CZYTAJ TAKŻE: Akcja ratunkowa na Zatoce Gdańskiej. Świadomie narażono zdrowie i życie sześciu osób?
Ponad miesiąc po publikacji otrzymaliśmy jednak obszerne wyjaśnienia, sygnowane przez mec. Dawida Bugajskiego, występującego w imieniu Stoczni Galeon. Prawnik podkreśla, że Galeon zajmuje jednoznaczne stanowisko, iż w tej sprawie nie doszło do wypełnienia przez Stocznię i jej przedstawicieli znamion czynu zabronionego z art. 160 par. 1 Kodeksu karnego. Stocznia wniosła także o umorzenie postępowania przygotowawczego.
W piśmie prawnika czytamy, że:
"na podstawie zamieszczonych poniżej informacji, w tym dostępnego nagrania z przebiegu akcji można stwierdzić, że opublikowany artykuł nie oddaje rzetelnie i obiektywnie opisu zdarzenia w dniu 10 września 2025 r., a skupia się przede wszystkim na przedstawieniu subiektywnego zdania i twierdzeń Pana Andrzeja Dybowskiego. Artykuł opiera się wyłącznie o relację jednej osoby, brak w nim jest stanowiska chociażby służb ratunkowych, co pozwoliłoby potwierdzić faktyczny przebieg zdarzenia (...)"
Wyjaśnienia stoczni
W dalszej części obszernego pisma przytoczono wyjaśnienie stoczni. Czytamy w nich, że:
- Zarzut narażenia życia i zdrowia jest całkowicie bezpodstawny – z ustaleń Stoczni wynika, że przeciek wody w dniu 10 września 2025 r. spowodowany był pęknięciem węża
wydechowego silnika (wąż odprowadzający wodę ze spalinami). Pęknięcie to spowodowało wyciek wody do komory silnika. - Właściciel łodzi, występujący w tej sprawie także jako kapitan jednostki, miał pełną świadomość, że element ten należy regularnie wymieniać – zgodnie z otrzymanymi przez niego zaleceniami (w tym ostatnimi otrzymanymi w maju 2025 r.) wymiana powinna następować co 24 miesiące lub co 800 godzin pracy silnika (w zależności co nastąpi wcześniej). Oznacza to, że między 2020 r. a 2025 r. kiedy nastąpiło pęknięcie wąż wydechowy powinien zostać już wymieniony przez właściciela łodzi co najmniej dwukrotnie.
- Z posiadanych przez Stocznię informacji wynika, że właściciel łodzi nigdy nie wymieniał tego węża od momentu wydania mu łodzi, co miało miejsce w 2020 r.
- Zdaniem Stoczni brak terminowej wymiany węża wydechowego przez właściciela łodzi mógł spowodować, że utracił on swoje właściwości, co doprowadziło następnie do jego nieprawidłowego działania i rozszczelnienia, a ostatecznie pęknięcia w dniu 10 września 2025 r.
- To wszystko powoduje, że pełna odpowiedzialność za zdarzenie w dniu 10 września 2025 r. spoczywa na właścicielu łodzi, a nie Stoczni. To właściciel łodzi i kapitan jednostki (w tym wypadku jest to ta sama osoba) odpowiada za jej prawidłowy stan, utrzymanie i konserwację.
- W tym miejscu należy wskazać także na art. 57 Kodeksu morskiego, który jednoznacznie określa odpowiedzialność kapitana za należyte przygotowanie statku (...)
- Stocznia w tej sprawie mimo braku formalnego obowiązku podjęła wszelkie działania mające na celu minimalizację skutków przecieku, w tym podjęła działania mające na celu pomoc Andrzejowi Dybowskiemu i wysłała na miejsce zdarzenia dwie łodzie, które podjęły osoby znajdujące się na łodzi Pana Dybowskiego oraz odholowały łódź do zakładu Stoczni w Wiślince. Artykuł wspomina o „ewakuacji”, ale już pomija fakt, że to Stocznia wysłała dwie łodzie i odholowała sporny jacht. Pan Dybowski nie skorzystał przy tym z pomocy statków ratunkowych, które były wcześniej na miejscu zdarzenia.
- Przed samym zdarzeniem Stocznia w związku z otrzymaną telefoniczną prośba o pomoc od Pana Dybowskiego, zabezpieczyła także drugi wąż, który doprowadzał wodę do układu wydechowego, przy czym, co należy wyraźnie podkreślić, przyczyną przecieku podczas opisywanego w artykule zdarzenia był inny wąż o znacznie większej średnicy, który odprowadzał wodę ze spalinami.
- Szybka i skuteczna reakcja Stoczni na oba wezwania Pana Dybowskiego potwierdza pełen profesjonalizm i dobrą wolę Stoczni. Dlatego tym bardziej obecne zarzuty Pana Dybowskiego są krzywdzące i naruszają dobre imię Stoczni i jej przedstawicieli.
- Dostępne jest nagranie z przebiegu akcji ratunkowej w dniu 10 września 2025 r. wykonane przez postronną osobę, które zaprzecza „dramatycznej” narracji artykułu – z nagrania wynika, że Pan Andrzej Dybowski odmówił ratunku przez służby ratownictwa morskiego SAR oraz wypompowywania wody przez tę służbę – na nagraniu można usłyszeć, że „Będą płynąć i odpompowywać wodę. […] Oni nie chcą pompy i czekają na kogoś z portu. Nie chcą zejść, powiedzą, że zaczekają na statku i możecie być w asyście”.
Gdyby w przedmiotowej sprawie rzeczywiście miało miejsce realne zagrożenie życia lub zdrowia, to Pan Andrzej Dybowski nie odmawiałby skorzystania z pomocy służby ratowniczej i nie zostawałby na łodzi, lecz rzeczywiście podjąłby wszystkie działania mające na celu ratowanie jego życia i zdrowia oraz pasażerów.
W tym kontekście nagłówek w Artykule „Walka o życie na morzu” brzmi bardzo dramatycznie, natomiast nijak się ma do tego, jak w tej sprawie zachował się sam Pan Dybowski – nagranie potwierdza, że kapitan odmówił zejścia na statek ratowniczy.
Konfrontacja ze stanem faktycznym
Podobnie poniższy fragment artykułu nie wytrzymuje konfrontacji ze stanem faktycznym – co prawda ma to być cytat Pana Dybowskiego, ale przedstawia on nieprawdziwy stan faktyczny:
„Gdyby nie pomoc innych jednostek, doszłoby do zatonięcia jachtu i prawdopodobnie ogromnej tragedii – pisał emocjonalnie Andrzej Dybowski.”
Stocznia wskazuje także na krzywdzący tytuł artykułu - „Akcja ratunkowa na Zatoce Gdańskiej. Świadomie narażono zdrowie i życie sześciu osób?”, który sugeruje winę po stronie Stoczni, a jak wskazano wyżej zarzuty w tym zakresie są bezpodstawne:
Stocznia zdecydowanie odrzuca zarzuty Pana Dybowskiego dotyczące rzekomych wad jachtu –Stocznia kwestionowała je od samego początku, a ostatecznie Strony zawarły w 2024 r. porozumienie w tej sprawie, które definitywnie zakończyło sprawę kierowanych przez właściciela zarzutów w stosunku do Stoczni.
Stocznia w ramach gestu dobrej woli i mimo konsekwentnego kwestionowania roszczeń właściciela jachtu podjęła się dodatkowych prac oraz objęła je dodatkową gwarancją. Działanie to zostało podjęte bez obowiązku prawnego, jako gest dobrej woli Stoczni, w trosce o jak najlepsze zadowolenie jej klienta.
Warto wskazać, że porozumienie zostało zawarte ponad 4 lata po wydaniu jachtu, co pokazuje dobrą wolę Stoczni w całej sprawie, która mimo braku takiego obowiązku była gotowa zapewnić wsparcie.
Co należy wyraźnie podkreślić, to prace objęte porozumieniem z 2024 r. nie dotyczyły i nie miały żadnego związku z pęknięciem węża, który zdaniem Stoczni był przyczyną przecieku w dniu 10 września 2025 r. Zarzuty Pana Dybowskiego dotyczące rzekomo nieudanej naprawy i jej związku z przeciekiem są całkowicie bezpodstawne.
Jak wskazano na wstępie to na właścicielu jachtu ciąży obowiązek należytego serwisu i konserwacji łodzi, a z posiadanych przez Stocznię informacji wynika, że właściciel łodzi nigdy nie wymieniał tego węża od momentu wydania mu łodzi. Do daty feralnego zdarzenia wąż ten powinien zostać już wymieniony przez właściciela łodzi co najmniej dwukrotnie.
Stocznia traktuje całą sprawę poważnie i pozostaje w stałym procesie jej analizy oraz monitorowania.
Jak wskazano na wstępie w sprawie prowadzone jest nadal postępowanie przygotowawcze. Stocznia jest przekonana, że potwierdzi ono bezzasadność podnoszonych zarzutów.
Stocznia pragnie podkreślić, że w pełni respektuje prawo do wolności wypowiedzi, w tym do formułowania opinii oraz krytycznych ocen. Uprawnienia te nie mają jednak charakteru absolutnego.
Istnieje granica pomiędzy uzasadnioną krytyką i wolnością słowa, a wykorzystaniem tych praw jako narzędzia prowadzącego do bezprawnego naruszenia dobrego imienia.
***
Na podstawie zamieszczonych powyżej informacji, w tym dostępnego nagrania z przebiegu akcji można stwierdzić, że opublikowany artykuł nie oddaje rzetelnie i obiektywnie opisu zdarzenia w dniu 10 września 2025 r., a skupia się przede wszystkim na przedstawieniu subiektywnego zdania i twierdzeń Pana Andrzeja Dybowskiego. Mając to na uwadze Stocznia domaga się uwzględnienia w artykule także jej stanowiska w przedmiotowej sprawie przedstawionego wyżej. Pozwoli to Państwa Czytelnikom ustalić faktyczny przebieg i przyczyny wydarzeń w dniu 10 września 2025 r., a nie jednostronne, subiektywne stanowisko jednej osoby."
O sprawie poinformujemy po zakończeniu śledztwa.
























Napisz komentarz
Komentarze