Czy Bałtyk zamarza co roku?
Morze Bałtyckie zaczęło zamarzać – co prawda tylko przy brzegach i w zatokach, ale tegoroczna zima przynosi sporo niegdyś oczywistych, a dziś zaskakujących zjawisk.
„Zalew Wiślany, Tolkmicko: lód stały, 30-45 cm grubości, Zatoka Pucka: bardzo zwarta lub całkowicie zwarta kra, Port Gdańsk: zwarta kra, Port Gdynia: zwarta kra, Port Władysławowo: bardzo zwarta lub całkowicie zwarta kra”. To dane z najnowszego „Biuletynu lodowego”, co poniedziałek opracowywanego przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
Eksperci IMGW tłumaczą, że kilka tygodni mrozu i spokojna pogoda sprzyjają tworzeniu się zwartej pokrywy w strefie przybrzeżnej. Na płyciznach woda szybciej traci ciepło, a brak sztormów pozwala lodowi rosnąć, zwłaszcza w osłoniętych zatokach. Dodatkowym czynnikiem jest niższe zasolenie wód zasilanych przez rzeki. Na otwartym morzu fale i prądy rozbijają krę, przez co lód rzadko utrzymuje się daleko od lądu.
Dzisiaj – po kilku kolejnych dniach silnego mrozu – z pewnością lodu jest zdecydowanie więcej.

To pierwsza taka zima od lat, więc wrażenie robi wszystko – i wielki mróz, i skute lodem rzeki, i to, że zamarznąć może Bałtyk. Ale gdy my dzisiaj zastanawiamy się, na ile to jeszcze w naszym klimacie możliwe, naukowcy mają jasną odpowiedź: Bałtyk, a nie tylko jego zatoki, może zamarznąć, i przez wieki nieraz zdarzało się, że całe morze pokrywał lód.
Dlaczego Morze Bałtyckie tak łatwo zamarza?
– Choć obecnie, z powodu zmian klimatu, zdarza się to coraz rzadziej, to Morze Bałtyckie w swojej historii wielokrotnie zamarzało – mówi biolog i oceanolog Paweł Malinowski.
Bałtyk jest jednym z najbardziej płytkich i jednocześnie najmniej zasolonych mórz na świecie, a to sprzyja jego zamarzaniu w niskich temperaturach. Szacuje się, że średnie zasolenie Bałtyku to około 7 promili, podczas gdy – dla porównania - zasolenie oceanów sięga średnio 35 promili. A czym mniej słona woda, tym szybciej zamarznie w niskiej temperaturze. Dla Bałtyku ta temperatura to jest około minus 0,7 stopnia Celsjusza – już wówczas zaczyna się tworzyć lodowa skorupka.
Paweł Malinowski / biolog i oceanolog
Jakie warunki są potrzebne, aby Bałtyk zamarzł „na poważnie”?
Jednak, aby powstała solidna pokrywa lodowa, potrzeba długotrwałych mrozów poniżej -10 stopni Celsjusza przez co najmniej kilkanaście dni.
– U nas takie warunki pojawiają się już co prawda rzadko, ale na północnych krańcach Morza Bałtyckiego, czyli w rejonach Zatoki Botnickiej oraz na wschodnim krańcu Zatoki Fińskiej, pokrywa lodowa na wodach regularnie przyrasta do kilkudziesięciu centymetrów – zwraca uwagę Paweł Malinowski. – Są też rejony, gdzie Bałtyk zamarza całkowicie – tak dzieje się na wodach Estonii. Należące do Estonii wyspy Sarema i Hiuma mają wówczas nawet lodowe połączenie ze stałym lądem.
Kiedy Bałtyk zamarzał cały? Historyczne zimy i „mała epoka lodowcowa”
W naszej części Bałtyku na takie zdarzenia nie ma co liczyć, w dawnych wiekach, gdy klimat był chłodniejszy, była – jak mówi historia – możliwość podróżowania po skutym lodem morzu. Jak podają historyczne zapiski – można było nawet zatrzymać się w karczmach budowanych na lodzie!
Czy to możliwe? W 1854 roku historyk Thomas Milner wydał pracę „The Baltic, its gates, shores, and cities”, w której zebrał m.in. dawne informacje meteorologiczne. Dzieło zawiera m.in. udokumentowane przypadki zim, podczas których Bałtyk zamarzał, umożliwiając, np., podróże saniami czy transport między wybrzeżami.
Od XIV do połowy XIX wieku w Europie trwała tzw. mała epoka lodowcowa, czyli okres ochłodzenia klimatu. Niemieccy i skandynawscy duchowni zapisywali w kronikach, że kupcy pomiędzy Norwegią a Szwecją oraz między wybrzeżami duńskim a niemieckim podróżowali po lodzie.
Wyjątkowo mroźną zimę roku 1306 odnotowano w kilku źródłach. Historycy dowiadywali się z nich o podróżach po lodzie z niemieckiego Rostocku do Danii i o pokrywie lodowej łączącej duńskie wybrzeże ze szwedzkim, a także wyspy Olandię i Gotlandię z Estonią.
Kolejna sroga zima nawiedziła tę część Europy w 1323 roku. Źródła podają informacje o okrętach, które utknęły w zamarzniętym morzu, a lodem miał być pokryty cały Bałtyk.
Tak o zimie roku pańskiego 1323/1324 pisał niemiecki kronikarz pisał:
„W czasie od świętego Andrzeja aż do półpościa był tak wielki mróz, że kupcy wozami wozili swoje towary z Norwegii do Szwecji i z powrotem, a na morzu były gospody i szynki, gdzie pożywali swoje piwo i jadło”.
Podróż między Danią a Lubeką i Gdańskiem trwała ok. sześciu tygodni, a punkty odpoczynku dla podróżnych znajdowały się wzdłuż drogi, na lądzie, gdzie palono ogniska i rozstawiano obozowiska.
W „Rocznikach Lubeki” pisano też o rozbójnikach ze „Słowiańskiego Kraju”, którzy urządzali najazdy przez lód na ziemie duńskie. Autor tej publikacji wiadomość o słowiańskich najazdach na ziemie duńskie w 1323 roku uzupełniał wzmianką, że „po środku morza na lodzie były założone gospody i szynki dla przyjezdnych”, a jeszcze w marcu podróżowano konno po zamarzniętym morzu.
Zajazd na północ od Władysławowa
Więcej szczegółów o karczmach na Bałtyku znajdujemy na mapie morskiej „Carta Marina” Olausa Magnusa, wydanej w 1593 roku. Oprócz szczegółów topograficznych, narysował tam scenki z ówczesnego życia mieszkańców tej części Europy. Możemy więc na niej zobaczyć narciarzy, sanie podróżujące po lodzie przez Zatokę Botnicką i Zatokę Fińską, oraz karczmy na Bałtyku. Jedna z nich miała znajdować się kilkanaście kilometrów na północ od dzisiejszego Władysławowa.

Więc może istnienie takich zajazdów, budowanych na skutych lodem wodach Bałtyku, było możliwe.
1658 rok. Przemarsz armii po lodzie
Zima 1658 roku umożliwiła Karolowi X Gustawowi przejście ok. 12 tys. żołnierzy razem z artylerią i końmi przez zamarznięty Bałtyk oraz zaatakowanie Danii.
1708/1709 rok. Ekstremalna zima
Z kolei zimą 1708/1709 roku, gdy zamarzła prawie cała Europa, lód w Zatoce Gdańskiej trzymał do 11 maja, paraliżując port. Lato nadeszło późno, było krótkie i zimne, przyszły głód oraz zaraza – w Gdańsku w ciągu kilka miesięcy zmarła niemal połowa z 50 tys. mieszkańców.

1937 rok. Paraliż portów
Nawet już po małej epoce lodowcowej zdarzały się nadzwyczaj ostre zimy. W styczniu 1937 roku lód zablokował funkcjonowanie portu w Gdyni. Sytuacja była tak poważna, że na prośbę urzędu morskiego Ministerstwo Spraw Zagranicznych zwróciło się do Estonii z prośbą o przysłanie lodołamacza.
Rybacy z Półwyspu Helskiego wykorzystywali grubą warstwę lodu do transportu – jak donosił „Nowy Przyjaciel Ludu”, niejaki Budzisz woził towary z Helu do Pucka samochodem ciężarowym po zatoce.
Ostatnie niemal całkowite zalodzenie Bałtyku: zima 1946/1947 roku
Ostatnie niemal całkowite zalodzenie Bałtyku wydarzyło się wcale nie tak dawno, bo zimą na przełomie 1946 i 1947 roku. Była to jedna z najcięższych zim w XX wieku. W Szwecji temperatura spadła do -50 stopni Celsjusza, w portach w Gdyni i Gdańsku lód miał ponad pół metra grubości, próbowano go rozbijać dynamitem.
Nawet jeśli nieprawdą było to, że można było z Gdańska dostać się do Szwecji pieszo, to życie w portach zamarło. Pod koniec lutego 1947 roku wzdłuż polskiego Wybrzeża utrzymywała się pokrywa lodowa o szerokości nawet 6 kilometrów.

W połowie lutego natomiast pojawiła się informacja o duńskim kutrze uwięzionym przez lód na pełnym Bałtyku, 8 mil na północny zachód od Władysławowa. Prasa donosiła, że z lądu – jak okiem sięgnął – morza nie było wdać. Sypał śnieg, a na morzu szalały burze śnieżne.
W połowie marca duńskie cieśniny wciąż był zamarznięte, a 90 proc. powierzchni morza nadal pokrywała kra.
Na początku marca prasa donosiła:
„Cztery amerykańskie statki, które miały przyjść do Gdyni, nie mogąc się dostać na wody Bałtyku, wyładowały konie w Rotterdamie. Dostaną się one do Gdyni, gdy przyjdą następne statki z końmi po otwarciu żeglugi na Bałtyku”.
Port w Gdańsku otwarto 10 marca!
Zalodzenie Bałtyku w XX i XXI wieku. Co było później?
To było ostatnie takie zalodzenie Bałtyku, choć jeszcze zimą 1986/1987 roku lodowa pokrywa na Zatoce Puckiej między Rzucewem a Kuźnicą sięgała ok. 15 kilometrów w głąb morza. Zamarzły też zalewy Wiślany i Szczeciński. Wtedy też po raz ostatni powstały lód pozwalał na przejście z Gdańska do Helu lub między duńskimi wyspami.
Warto jednak pamiętać, że jeszcze na przełomie XX i XXI wieku Zatokę Pucką skuwał na tyle gruby lód, że można było latać na bojerach.
Torosy, czyli tzw. „śnieżne tsunami”. Skąd się biorą?
Dzisiaj największą atrakcją, jaką funduje nam morze, są torosy nazywane też „śnieżnym tsunami”. Mikoszewo na Mierzi Wiślanej przeżywa prawdziwe oblężenie, tak wiele osób chce je obejrzeć.
Torosy to spiętrzona kra lodowa rozpadająca się na mniejsze fragmenty.
Jak powstają torosy?
- Najpierw na powierzchni wody pod wpływem mrozu tworzy się lód, który pęka podczas odwilży.
- Odłamki lodu są spychane przez wiatr i fale w kierunku brzegu, a następnie zaczynają się na siebie nakładać.
- Jeśli do dużego mrozu, a potem odwilży, dołączy jeszcze wiejący w odpowiednim kierunku wiatr, to na brzegu tworzą się wysokie wały.
- Dopychane przez wiatr kawałki lodowej kry nakładają się na siebie i wypychają ku górze, tworząc lodowe „góry” Można je oglądać z plaży.
Czy można bezpiecznie chodzić po zamarzniętym Bałtyku?
– Kilkanaście lat temu jako student oceanologii brałem udział w badaniach, podczas których normalnie chodziliśmy po zamarzniętej Zatoce Puckiej – mówi Paweł Malinowski. – Dziś raczej bym tego nie polecał. Tym bardziej trudno sobie wyobrazić sytuację, w której polska linia brzegowa Bałtyku po horyzont pokryta jest lodem.

























Napisz komentarz
Komentarze