Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie

Dlaczego zabijał? Opowieść o Skorpionie wpisuje się w największe historie seryjnych zabójców na świecie

W oparciu o sprawę Pawła Tuchlina można wyłożyć całe prawo karne, kryminalistykę i pozostałe nauki penalne - uważa dr Adrian Wrocławski, adwokat i adiunktw Katedrze Prawa Karnego Materialnego i Kryminologii UG, autor monografii „Skorpion. Sprawa zabójcy Pawła Tuchlina i seryjnych przestępstw na tle seksualnym na Pomorzu, popełnionych w latach 1975-1983”.
Dlaczego zabijał? Opowieść o Skorpionie wpisuje się w największe historie seryjnych zabójców na świecie
Zdjęcie Pawła Tuchlina naniesione na współczesny wygląd miejsca zbrodni przy ul. Smęgorzyńskiej w Gdańsku Kokoszkach (kolaż pochodzi z książki dr. Adriana Wrocławskiego)

Autor: kolaż autorstwa dr. Adriana Wrocławskiego

Sprawa Pawła Tuchlina: książka gdańskiego naukowca o zbrodniach Skorpiona

Wydawałoby się, że o Skorpionie, największym przestępcy seksualnym w PRL, już zapomnieliśmy. Ale po 40 latach ta historia ożyła w pana książce. Z jakimi emocjami brał pan pod naukowy osąd historię takiej maszyny do zabijania, jaką był Paweł Tuchlin?

Podszedłem do tej historii bez ekscytacji. Mój zawód adwokata mnie tego nauczył. Sprawa Pawła Tuchlina była jak każda inna. Tyle, że z naukowego punktu widzenia niezwykle ciekawa i tak rozbudowana, że w oparciu tylko o nią można wyłożyć całe prawo karne, kryminalistykę i pozostałe nauki penalne.

Rozmawiałem niemal ze wszystkimi osobami, które przed laty pracowały nad tą sprawą - mówi dr Adrian Wrocławski. - To był ostatni dzwonek do rozmów. Bo pamięć się zaciera. Akta to nie wszystko.  W przypadku mojej monografii wszelkie dokumenty, jakie powstały w tej sprawie, zostały skonfrontowane z głosami i opiniami osób, zajmujących się śledztwem (fot. prywatne Adriana Wrocławskiego)

W największym skrócie: kim był Skorpion?

Przede wszystkim wielkim cwaniakiem, kombinatorem i egoistą. Przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu, których dokonywał, były jedynie częścią jego kryminalnego „dorobku”. Jego życie od najmłodszych lat kręciło się wokół kradzieży. Na swoim koncie miał kradzieże 19 samochodów. Oprócz tego włamywał się do magazynów, posługiwał się fałszywymi dokumentami. Potrafił przywłaszczyć sobie stojące przy drodze stare bańki na mleko, ukraść wprost z cudzego podwórka ciężką piłę tarczową bądź czyjś rower stojący przy poczcie. Nawet będąc dzieckiem, kradł ojcu narzędzia i sprzedawał je. Ale Tuchlin to bardzo złożona postać. I żeby go w pełni opowiedzieć, potrzebowałem na to tysiąca stron monografii. 

Podczas pracy nad nową książką analizowałem sprawy wszystkich sprawców, skazanych na karę śmierci, które wykonano w Gdańsku. I żadna z tych postaci oraz ich spraw, nawet w pięciu procentach, nie była tak ciekawa jak Paweł Tuchlin. Niezwykle interesujące było to, w jaki sposób działał i jak przez tyle lat udawało mu się wymykać milicji, nie pozostawiając żadnych dowodów, a także to, jak potem się bronił przed sądem i w jak swobodny sposób rozprawiał się z każdą wątpliwością i próbował obalać każdy dowód oskarżenia.

Ale był przede wszystkim seryjnym seksualnym mordercą. Na koncie miał 9 zabójstw kobiet i usiłowanie 10 zabójstw. Zresztą liczba jego ofiar nie jest do końca ustalona.

Na pewno można byłoby mu przypisać jeszcze dwa zabójstwa kobiet - Iwony w Gdańsku w 1976 r. i Jolanty w Semlinie z 1977 r. Jest dużo poszlak w obu sprawach, ale nie udało się tego udowodnić.

Pan przy pisaniu książki prowadził własne śledztwo.

Rozmawiałem niemal ze wszystkimi osobami, które przed laty pracowały nad tą sprawą. Myślę tu o funkcjonariuszach grupy „Skorpion”. Od nich usłyszałem m.in., jakie wtedy panowały wokół tej sprawy nastroje, o czym rozmawiano i dlaczego podejmowano takie, a nie inne działania. To był ostatni dzwonek do rozmów. Bo pamięć się zaciera. Akta to nie wszystko. I trudno na ich podstawie przedstawić obiektywnie historię. W przypadku mojej monografii wszelkie dokumenty, jakie powstały w tej sprawie, zostały skonfrontowane z głosami i opiniami osób, zajmujących się śledztwem. To wzbogaciło historię o Skorpionie. Poddałem również ponownemu badaniu wszystkie dowody rzeczowe, które zostały zgromadzone do sprawy- ślady daktyloskopijne, traseologiczne i inne. Aby w ten sposób się upewnić, że materiał dowodowy był właściwy i poprawnie zabezpieczony.

Obala pan fałszywe narracje, które przez lata narosły wokół Skorpiona. Jakie mity najczęściej się powtarzają?

Jedną z takich fałszywych narracji jest ta, że Paweł Tuchlin w dzieciństwie był krzywdzony przez ojca, moczył się w nocy, był wyszydzany przez rówieśników, przez dziewczyny, co mogło być potem impulsem do atakowania kobiet. Ale okazało się, że jego życie rodzinne to bardziej złożona sytuacja. I twierdzenia, że Tuchlin był bity przez ojca pasem, pojawiły się dopiero w połowie czerwca 1983 roku. Co mogło być przyjętą przez niego linią obrony, wiedząc dziś, że wtedy postanowił się chwycić jedynej dla niego nadziei- doprowadzenia do uznania go za niepoczytalnego w chwili czynów. Ale do tego czasu on sam wcześniej nazywał swój dom dobrym, opowiadał, że był związany emocjonalnie z rodzicami. Nawet jego siostra i okoliczni mieszkańcy potwierdzili wersję o normalnym domu. Ale biegli poszli wówczas na skróty i uwierzyli w to, że Paweł Tuchlin był krzywdzony w dzieciństwie. Nie przeprowadzili wywiadu z wszystkimi członkami rodziny, a była to duża rodzina - łącznie 11 dzieci. Ograniczyli się tylko do zeznań zabójcy i jego drugiej żony, która znała go przed procesem zaledwie trzy lata. I na tej podstawie powstała opinia sądowo-psychiatryczna Tuchlina. 

W przypadku każdej osoby, powieszonej w Gdańsku przez Tuchlinem, przeprowadzano szerokie wywiady, dotyczące ich relacji w dzieciństwie i w rodzinie. Tak, żeby ustalić jak najbliższy prawdzie profil człowieka przestępcy. Oczywiście, nie można wykluczyć, że Tuchlin mówił prawdę o swoim trudnym dzieciństwie. Niestety wątpliwości i odmiennych relacji jest tak dużo, że każe nam stawiać pytania. I moim zdaniem ta kwestia musi pozostać nierozstrzygnięta. 

A inne bzdury powielane przez lata?

Na przykład taka, że po śmierci obcięto mu głowę. Albo że zanim go pochowano, to ekipa chowająca go oddała na niego mocz. To powiedział zresztą jego obrońca, który przestał nim być tuż po wniesieniu aktu oskarżenia i nie miał już potem ze sprawą nic wspólnego. Sam zrezygnował z obrony Tuchlina. I nikt nie zadał sobie trudu, żeby to sprawdzić. Powielano więc tę plotkę przez lata. Jak również to, że Paweł Tuchlin błagał kata na kolanach o litość i płakał. O czym można przeczytać w książce „Spowiedź polskiego kata”. Ale znając chociażby w przybliżeniu jego osobowość, takie zachowanie wydaje się niemożliwe. On by się tak nie upokorzył. Rozmawiałem z ludźmi, którzy byli przy jego egzekucji. Usłyszałem prawdziwą wersję, czyli to, że Paweł Tuchlin tak się nie zachowywał przed śmiercią.

PRZECZYTAJ TEŻ: Kto zabił Ewę Miotk z Sierakowic? Tajemnicze zabójstwo 16-latki nadal rozpala emocje

Więcej używano fabuły, niż faktów.

Ta sprawa jest już i tak interesująca bez tych wszystkich mitów. Sam fakt, że życie napisało historię, której by nie wymyślił nawet najlepszy scenarzysta świata, jest ekscytujący. Ileż w tej historii przestępczej jest zbiegów okoliczności, zwrotów akcji,....

Podam chociażby taki przykład, że w momencie kiedy Tuchlin po raz pierwszy zaatakował kobietę 30 października 1975 r. na Oruni, to trzy dni wcześniej na Olszynce rozpoczął również po raz pierwszy swoje ataki Włodzimierz S. Obaj terroryzowali te dzielnice aż do stycznia kolejnego roku, kiedy Włodzimierza ujęto, a Tuchlin przeniósł się z atakami na Siedlce. O tym, że działa tam dwóch różnych sprawców, dowiedziano się dopiero, kiedy ataki eskalowały i ujawnili swoje charakterystyczne modus operandi. Zarówno jeden, jak i drugi mogliby być kilka razy złapani, gdyby potencjalne ofiary zgłosiły zdarzenia milicji. 

Inna ciekawostka - po zabójstwie kobiety w Gdańsku Siedlcach w grudniu 1980 r. Tuchlin wielokrotnie w pobliżu się pojawiał, bo chodził tam z przyszłą żoną do kościoła. Niecały miesiąc później wziął tam ślub - 200 metrów od miejsca zabójstwa. 

W przypadku Tuchlina wykonano w Gdańsku karę śmierci po raz ostatni. To było 40 lat temu. Jak wyglądała egzekucja?

Nie tak spektakularnie, jak głosił mit. Tuchlin został skuty w momencie, gdy nie spodziewając się niczego, siedział zrelaksowany na rozmowie w pokoju kierownika pawilonu. Zrobiono tak, aby był zaskoczony i nie mógł stawić oporu. I nie stawiał. Jednemu z funkcjonariuszy SW obiecał, że da mu jakoś znać, jak to jest „po drugiej stronie” - do dziś się nie wywiązał z obietnicy. Gdy zaprowadzono go do celi śmierci, po dopełnieniu formalności, skorzystał ze spowiedzi. Na zapadnię wszedł spokojny, chociaż przygnębiony i zrezygnowany. Nie było potrzeby nawet regulaminowo zawiązywać mu oczu. W przeciwieństwie do swych ofiar umarł szybko i bezboleśnie.

Dlaczego zabijał?

Nie udowodniono, że zabijał dla samego zabijania. To nie pociągało go. On chciał kobietę obezwładnić, żeby ją wykorzystać seksualnie. Do obezwładniania używał młotka, którym ofiarę uderzał w głowę. Śmierć tych kobiet była skutkiem ubocznym jego działań. W kilku przypadkach mógł dobić swoją ofiarę, ale nie zrobił tego.

To czym się różnił od innych seksualnych przestępców, którzy zabijali?

To był przede wszystkim złodziej recydywista, który ukradłby wszystko, co się dało ukraść. I w pewnym momencie swojego życia tę statystykę kryminalną zaczął uzupełniać o przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu. I to, że przez lata nie figurował w aktach jako przestępca seksualny, dawało mu na długo alibi. Dzięki temu był kilka kroków przed śledczymi. W tamtych czasach sylwetka przestępcy seksualnego była dość dobrze opisana. Przeciętnie taki przestępca zwykle atakował pod wpływem alkoholu, miał opinię konfliktowego, miał na sumieniu przestępstwa o cechach agresji itd. I po każdym zdarzeniu seksualnym szukało się najpierw winnych w grupie tych, którzy już byli notowani za podobne przestępstwa. Na Tuchlina nie trafiono, bo jego w takich aktach nie było. On był złodziejem, recydywistą, grypserem i tylko w takich ewidencjach jego nazwisko się pojawiało. Poza tym był dobrym pracownikiem, lubianym kolegą, nigdy nie przyszedł do pracy pijany. Nikt nie przypuszczał, że wędruje po zakamarkach i poluje na kobiety.

ZOBACZ TAKŻE: Wyszła z pracy i od 17 lat nikt jej nie widział. Archiwum X wraca do sprawy

Co pana najbardziej zdziwiło przy zbieraniu materiałów do książki?

Ogrom tej sprawy. Te 37 tomów akt to tylko wierzchołek góry lodowej. W aktach ujęte są najważniejsze przestępstwa Tuchlina. Ale poza tym istnieją tysiące dokumentów, których nie dołączono do akt głównych, bo by nic nie wniosły do niej. Jak np. to, że w Skarszewach rozpytywano w sprawie jednego z morderstw Tuchlina kilkaset osób. Ale mnie dzięki rozmowom, poszukiwaniom różnej pobocznej dokumentacji, konfrontowaniu z nią ówczesnych funkcjonariuszy udało się skonstruować krok po kroku tydzień po tygodniu okres poszukiwania Tuchlina i ten ogrom historii z nim związanych. Książka początkowo miała około 1400 stron. Ograniczyłem się do tysiąca. Miałem poczucie, że życie i przestępstwa Pawła Tuchlina zasługują na dopełnienie, na uwiecznienie historii taką, jaką ona była. Bo ta opowieść wpisuje się w największe historie seryjnych zabójców na świecie. Ci wszyscy „seryjni” np. w Stanach Zjednoczonych doczekali się filmowych opowieści. Ale nasz Skorpion jest równie ciekawy, a nawet ciekawszy, niż np. sprawa Teda Bundy'ego. Był o wiele bardziej przebiegłym i cwanym przestępcą, co rzutowało na poziom skomplikowania sprawy i trudności wykrywczych. Podejrzewam, że niedługo powstanie jakiś film fabularny o naszym Skorpionie. Nie po to, żeby stawiać mu filmowy pomnik, tylko żeby pokazać to, jak ciężko kogoś takiego wykryć i jak jeszcze ciężej kogoś takiego, kto nie zostawia dowodów, oskarżyć i skazać.

Ale tu dowodów nie było?

Większość spraw opierała się na poszlakach. Gdyby Tuchlin w 1983 roku nie zaczął tych śladów wreszcie zostawiać, to nie wiadomo jakby się sprawa potoczyła, bo wkrótce zacząłby odsiadywać wyrok za kradzież drewna i zniknąłby z wolności. Gdyby natomiast nie przyznał się licząc na uznanie go za niepoczytalnego, to może udałoby się go skazać za trzy, najwyżej cztery napaści. Ale on zaczął się rozkręcać w tym szaleństwie i popełniać błędy. To go pogrążyło.

 

Monografia sprawy Skorpiona

 „Skorpion. Sprawa zabójcy Pawła Tuchlina i seryjnych przestępstw na tle seksualnym na Pomorzu, popełnionych w latach 1975-1983” to pierwsza, kompletna monografia sprawy zabójcy seryjnego Pawła Tuchlina - Skorpiona, który za zabójstwo 9 kobiet oraz usiłowanie dalszych 10 zabójstw został w 1985 r. skazany na karę śmierci. Bez wątpienia można go zatem uznać za najniebezpieczniejszego przestępcę we współczesnej polskiej historii i drugiego co do liczby ofiar śmiertelnych, zabójcę seryjnego (po „Wampirze z Zagłębia” – Zdzisławie Marchwickim).

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama