Dla Polski oznacza to przede wszystkim wzrost ryzyka destabilizacji geopolitycznej. Region Zatoki Perskiej to serce światowych dostaw ropy i gazu. Wystarczy kilka rakiet więcej, zamknięcie kluczowych szlaków morskich, linii lotniczych czy sabotaż infrastruktury, by ceny energii wystrzeliły. A wraz z nimi rachunki za paliwo, prąd, ogrzewanie.
Polskie MSZ odradza podróże nie tylko do samego Iranu, ale szerzej na Bliski Wschód. Tam krzyżują się interesy USA, Izraela, Iranu, Rosji, Chin, państw Zatoki i Turcji. Jedno nieprzemyślane uderzenie może uruchomić lawinę. Mimo to tylko niektóre biura podróży zawiesiły oferty na ten kierunek. To igranie z bezpieczeństwem turystów. Ale z drugiej strony, jeśli jakiś kierunek podróży nie jest zakazany przez MSZ to biuro podróży nie ma podstaw, by starać się o rekompensatę za odwołanie wyjazdu. A zatem to sami podróżni powinni wykazać się odpowiedzialnością za własne bezpieczeństwo.
CZYTAJ TEŻ: Głównym celem Trumpa jest osłabienie Chin. I temu przede wszystkim służy atak na Iran
Bo to bezpieczeństwo w tej części świata jest kategorią dynamiczną. Dziś spokojny kurort, jutro może być pułapką, bo zostanie zamknięta przestrzeń powietrzna i konieczna będzie nerwowa ewakuacja. Eskalacja napięć, ataki odwetowe, destabilizacja w sąsiednich państwach – to wszystko może wpływać na bezpieczeństwo transportu lotniczego czy sytuację wewnętrzną.
Stawka tej rozgrywki wykracza jednak daleko poza lokalny konflikt. Jak wskazuje prof. Piotr Mickiewicz z Uniwersytetu Gdańskiego w rozmowie, którą publikujemy w naszym portalu, działania administracji Donalda Trumpa wpisują się w szerszą strategię rywalizacji z Chinami. USA traktuje Chiny jako głównego konkurenta politycznego i gospodarczego. Ograniczanie dostępu Chin do surowców energetycznych – poprzez sankcje, cła i presję na kluczowych dostawców ropy – to element tej układanki. A wśród najważniejszych eksporterów ropy do Chin znajdują się Rosja, Wenezuela, Iran oraz Nigeria. Uderzenie w Iran to zatem nie tylko kwestia programu nuklearnego Teheranu i budowy broni jądrowej. To także próba przestawienia globalnych kierunków handlu i energii.
Nie sposób uciec od moralnego wymiaru tej wojny. Rządy ajatollahów w Iranie są autorytarne i brutalnie tłumią dążenia własnych obywateli do wolności społecznych i ekonomicznych. Takich systemów nie powinno być na świecie, który chce się nazywać cywilizowanym. Ale wojna również jest złem – giną cywile, żołnierze, cierpią zwykli ludzie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby gdyby to naród irański sam zdecydował o swojej przyszłości.
Europa w tym czasie przyspiesza zbrojenia. Wzmacniany ma być francuski parasol nuklearny, także z udziałem Polski. Równolegle Polska uczestniczy w amerykańskim programie nuclear sharing. I Polska chce też wzmocnić nasz kraj militarnie poprzez program Safe. To słuszna logika odstraszania. Ale obyśmy nigdy więcej nie musieli doświadczać okrucieństwa wojny.

























Napisz komentarz
Komentarze