Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie

Gdańska Jedynka. Kuźnia opozycji z tajnym punktem obserwacyjnym Służby Bezpieczeństwa

Przez historię tego jednego liceum chciałem też opowiedzieć o historii polityki oświatowej w PRL, zmieniającym się modelu wychowawczym, modach i trendach kulturowych wśród uczniów - mówi dr Jan Hlebowicz, autor książki „Z widokiem na stocznię”.
Gdańska Jedynka - od tradycji przedwojennego Gimnazjum Polskiego po tajny punkt obserwacyjny SB
Mur okalający gmach Jedynki, 1945

Autor: Kronika szkolna

Dopiero z twojej książki dowiedziałem się, że I LO w Gdańsku jest spadkobiercą przedwojennego Gimnazjum Polskiego. Mam wrażenie, że sama szkoła nie eksponuje tej tradycji. A chyba jest się czym chwalić?

Zdecydowanie tak. Podczas pracy nad książką było to dla mnie największe odkrycie badawcze. Okazało się, a nikt przede mną tego naukowo nie wykazał, że Jedynka do końca roku szkolnego 1947/48 wprost kontynuowała działalność oświatową i model wychowawczy Gimnazjum Polskiego, czyli najważniejszej polskiej szkoły w Wolnym Mieście Gdańsku. Już po publikacji spotykałem się z zarzutami, że takie postawienie sprawy to nadużycie. Przecież I Państwowe Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcące [pierwsza powojenna oficjalna nazwa Jedynki – red.] mieściło się w gmachu dawnej niemieckiej Realnej Szkoły Średniej świętego Piotra i Pawła, co więc ma wspólnego z Gimnazjum Polskim, którego gmach znajdował się na ulicy Augustyńskiego 1? Otóż Bernard Janik, pierwszy powojenny dyrektor Jedynki, a wcześniej nauczyciel niemieckiego w Gimnazjum Polskim, po wojnie oglądał te dwa gmachy i uznał, że ten przy Wałach Piastowskich 6 jest po prostu mniej zniszczony i można liczyć na jego szybsze przywrócenie do stanu używalności. W Archiwum Akt Nowych w Warszawie odnalazłem dokument z 1947 roku, w którym ówczesne władze oświatowe piszą o Jedynce, jako jedynej gdańskiej szkole czynnej przed wrześniem 1939 roku, która kontynuuje przedwojenną działalność oświatową. Poza tym jest jeszcze wstęp do powojennej kroniki szkoły, napisany przez Marcina Dragana, który przed wojną także był nauczycielem Gimnazjum Polskiego. Pisał tam, że 8 maja 1945 roku Jedynka rozpoczęła swoją działalność, jako kontynuacja dawnego Gimnazjum Polskiego. Są jeszcze inne dowody. Rok po otwarciu Jedynki, w maju 1946 roku, oddano do użytku bibliotekę szkolną. I znaczna część tego księgozbioru pochodziła z zasobów Gimnazjum Polskiego, które w czasie II wojny światowej były przechowywane w podziemiach biblioteki miejskiej.

Czy to znaczy, że władze hitlerowskiego Gdańska postanowiły przechować polskie książki?

Jak wynika ze wspomnień i ustaleń Barbary Mielcarzewicz, po rozpoczęciu działań wojennych Niemcy przewieźli część zbiorów zlikwidowanej biblioteki GP do Stadtbibliothek. Najwidoczniej uznali, że są na tyle wartościowe, że warto je zachować. I one rzeczywiście przetrwały wojnę i zostały zwrócone Jedynce, jako szkole, która przejęła spadek po dawnym Gimnazjum Polskim. Elementów wskazujących na to, że to była wprost powojenna kontynuacja przedwojennej działalności GP jest więc całkiem sporo. Natomiast rzeczywiście świadomość tego faktu wśród absolwentów, nauczycieli, i szerzej –mieszkańców Gdańska, właściwie nie funkcjonuje.

Od 1953 roku w Jedynce działał zespół pieśni i tańca Kaszuby prowadzony przez Stanisławę Kwiatkowską (fot. kronika zespołu)

A ilu nauczycieli Gimnazjum Polskiego nauczało po wojnie w Jedynce?

Siedmioro. Byli to wspomniani już Bernard Janik i Marcin Dragan oraz Józef Wełniak, Franciszek Kitowski, Barbara Mielcarzewicz, Adam Zaczek i Maria Putowska. I ten trzon w jakimś sensie narzucił szkole model wychowawczy, który wcześniej był realizowany w Gimnazjum Polskim. Do Jedynki przeniesiono wiele elementów funkcjonujących przed wojną. Myślę o samorządzie uczniowskim i kółkach zainteresowań, jak Liga Morska, Liga Lotnicza, Bratnia Pomoc, harcerstwo, czy Czerwony Krzyż. Oczywiście to nie trwało bardzo długo. Mniej więcej w 1948 roku nastąpiła tzw. ofensywa ideologiczna, kiedy programy nauczania i model wychowawczy, włącznie z kółkami zainteresowań i organizacjami szkolnymi, zostały podporządkowane odgórnemu modelowi, który forsowała wówczas partia.

ZOBACZ TAKŻE: Punk puka do trójki. Jak III Liceum Ogólnokształcące stało się kolebką Gdyńskiej Sceny Alternatywnej

Szkoła długo nie miała patrona, a kiedy go ostatecznie wybrano, został nim Mikołaj Kopernik. Tymczasem – przy takich korzeniach – aż się prosiło, żeby wybrać kogoś lub coś związanego z przedwojenną gdańską Polonią.

To w ogóle jest interesująca historia. Szkoła nie miała patrona aż do 1964 roku. Wydawało się, że nazwa Jedynka już tak się utrwaliła, że żadne dodatkowe imię nie jest potrzebne. W pewnym momencie dyrekcja, a może jakieś czynniki polityczne – tego nie udało mi się wyjaśnić – uznała, że patron musi być. Nawet w ramach szkoły został przeprowadzony rodzaj konsultacji jakie to mogłoby być imię. Poloniści zostali zobowiązani do zadania pracy pisemnej na ten temat. Padła około setka propozycji. Najczęściej powtarzało się nazwisko Dominika Wysockiego, zmarłego w 1961 roku wieloletniego dyrektora szkoły, bardzo szanowanego. Ta kandydatura została jednak odrzucona, bo – tu cytuję późniejszą dyrektorkę Jedynki, Marię Rut – „nie podobała się ówczesnym władzom oświatowym i politycznym”. I to mówiła w latach 70. Proponowano też m.in. Jana Heweliusza, Kazimierza Jagiellończyka, Józefa Wybickiego czy Jana Bernarda Bonifacio, ale ostatecznie patron został narzucony odgórnie i odtąd szkoła miała nosić imię Mikołaja Kopernika.

Lepsze to, niż Feliks Dzierżyński.

Argumentowano, że Kopernik to rozwiązanie kompromisowe, że dobrze pasuje do szkoły. A jednak się nie przyjął, bo nikt właściwie Jedynki nie nazywa Kopernikiem. Może dlatego, że to samo imię nosi szpital wojewódzki w Gdańsku?

Prof. Eugeniusz Andrzejewski organizował uczniom wycieczki i wyprawy na narty. Na zdjęciu obóz w Dolinie Kościeliskiej grudzień 1961/styczeń ‘62 (fot. kronika szkolna)

Być uczniem Jedynki to nobilitacja” – powiedziała jedna z twoich rozmówczyń, była uczennica. Czy można zatem powiedzieć, że to była szkoła elitarna? A jeśli tak, to skąd się brał ten elitaryzm?

To wiązało się po części z nauczycielami, którzy tam pracowali. Jeden z najbardziej znanych to geograf Eugeniusz Andrzejewski, który zresztą później został nauczycielem akademickim na Uniwersytecie Gdańskim. We wszystkich wspomnieniach funkcjonuje on jako postać, która potrafiła wyjść poza ramy narzucone przez politykę oświatową władz komunistycznych. Zasłynął też tym, że organizował wycieczki do różnych ciekawych miejsc, podczas których prowadził z uczniami rozmowy nie tylko związane z przedmiotem, ale też światopoglądowe, o życiu. Innym takim wybitnym pedagogiem był Leopold Borecki, nauczyciel biologii w latach 1950-68. On, podobnie jak Andrzejewski (obydwaj w czasie II wojny światowej byli żołnierzami Armii Krajowej), nie wchodząc w zagadnienia polityczne, starał się kształcić i wychowywać swoich uczniów w duchu uniwersalnych wartości. Borecki zasłynął tym, że stworzył od zera pracownię biologiczną z wieloma eksponatami, o której pisano w ówczesnej prasie, jako o fenomenie. O tej elitarności z jednej strony decydowała więc kadra nauczycielska, ale też to, kim byli absolwenci. Ich sukcesy zawodowe, pozycja jaką osiągali w życiu społecznym, też budowała markę szkoły. Do tego dochodzą działania opozycyjne z lat 70. i 80. Absolwentami Jedynki byli późniejsi twórcy Ruchu Młodej Polski: Aleksander Hall, Arkadiusz Rybicki, Grzegorz Grzelak. Ale też postaci ważne dla innych środowisk, ci którzy – jako uczniowie – tworzyli kabaret Tapeta, pismo „Gilotyna”, prekursorzy Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego, czyli pierwszej formacji anarchistycznej w PRL, czy środowiska WiP, z którym związany był chociażby z Krzysztof Skiba. Oczywiście był też Paweł Adamowicz, od 1984 główna postać, jeśli chodzi o szkolną opozycję, twórca podziemnego pisma „Jedynka”.

CZYTAJ TEŻ: Pracowite 100-lecie Eugeniusza Andrzejewskiego

Skoro o karierach absolwentów mowa, to bardzo wysoko zaszedł też Donald Tusk, o którym w twojej książce nie ma ani słowa. Dlaczego?

W trakcie i po Sierpniu ‘80 Donald Tusk współtworzył Niezależne Zrzeszenie Studentów. Później był jednym z liderów środowiska „Przeglądu Politycznego” i gdańskich liberałów. Po 1989 roku należy do grona najważniejszych polskich polityków. Jednak to wszystko działo się po tym, jak opuścił mury Jedynki w 1976 roku. Kilkadziesiąt osób, z którymi rozmawiałem do książki, w ogóle nie wspominało o Tusku. Również podczas kwerend archiwalnych nie natrafiłem na materiał empiryczny, który mówiłby o dzisiejszym premierze jako uczniu zaangażowanym w jakiekolwiek ekstraordynaryjne aktywności. Moja książka jest pracą naukową, nie jubileuszowym wydawnictwem, gdzie wymienieni są wybitni absolwenci, którzy później osiągnęli zawodowy sukces i są szeroko rozpoznawalni. Unikając pułapki prezentyzmu, czyli opisywania i analizowania przeszłości ze współczesnej perspektywy, przyjąłem kryterium, by w książce postaci znane z życia publicznego pojawiały się wówczas, gdy będąc uczniami Jedynki odznaczali się jakąś wyróżniającą się działalnością. Dlatego wiele miejsca poświęcam Adamowiczowi czy Skibie, a nie piszę o Tusku, który – jako uczeń szkoły, w podobnie wybijające się działania nie był zaangażowany, przynajmniej ja nie znalazłem informacji na ten temat w toku prowadzonych badań. Z tych samych powodów nie ma w książce np. Krzysztofa Niedałtowskiego – przy całym szacunku dla jego późniejszych dokonań. 

Twoja książka nosi tytuł „Z widokiem na stocznię”. I ten widok nie pozostawał też bez wpływu na to, co się działo w szkole. Między innymi piszesz, że był tam zakamuflowany punkt obserwacyjny SB.

Tak. Kilka miesięcy po Grudniu ‘70 Służba Bezpieczeństwa utworzyła w Jedynce tak zwany stały punkt sygnalizacyjno-obserwacyjny. Służył on do obserwacji stoczniowej bramy nr 2 i wychodzących przez nią robotników. Mieścił się w sali nr 15, o ile dobrze pamiętam, na parterze. To było przyczyną częstych wizyt w szkole funkcjonariuszy SB, działających pod przykrywką pracowników kuratorium oświaty. Z zebranych przeze mnie relacji wynika, że uczniowie nie wiedzieli, że taki punkt w szkole funkcjonuje, a ci dziwni pracownicy kuratorium, którzy się pojawiają, to esbecy. Wtajemniczona była dyrekcja szkoły i nauczyciel, który normalnie prowadził zajęcia w tej sali. Osoby te zostały zmuszone do podpisania zobowiązania do zachowania tajemnicy. Co ciekawe, za akcję tworzenia tego punktu był odpowiedzialny kapitan SB, który był jednocześnie przewodniczącym komitetu rodzicielskiego w Jedynce. Ten punkt, po pewnej przerwie, został jeszcze reaktywowany w latach 80.

Jan Hlebowicz, historyk, doktor nauk humanistycznych, pracownik naukowych IPN Gdańsk (fot. nadesłane)

Omówiliśmy tytuł, pora na podtytuł: „Szkoła w czasach komunizmu na przykładzie pierwszego LO w Gdańsku (1945-1989)”. Na ile można powiedzieć, że Jedynka jest reprezentatywna dla szkolnictwa peerelowskiego?

Rzeczywiście miałem taki pomysł na tę książkę, by było to studium przypadku, przez które opowiem o oświacie w PRL. I z jednej strony – oczywiście – każda szkoła ma swoją osobną historię i jest w jakiś sposób wyjątkowa. Na wyjątkowość Jedynki składa się wiele elementów, chociażby przejęcie tradycji Gimnazjum Polskiego, położenie blisko stoczni, czy to, że tutaj działali Hall, Grzelak, Rybicki, a także te działania, które były w latach 80. Z drugiej strony Polska Ludowa prowadziła określoną politykę oświatową w latach 1945-89 i dzieje Jedynki dobrze odzwierciedlają zmiany, które następowały w kolejnych okresach. A więc od 1945 roku do wspomnianej ofensywy ideologicznej przełomu 1947/48, poprzez okres stalinowski, „październikową odwilż”, Solidarność, kiedy w oświacie pojawiła się szansa na duże zmiany, zastopowane jednak przez stan wojenny, aż po rok 1989. Przez historię jednego liceum, ważnego i na pewno wyróżniającego się, chciałem też opowiedzieć o zmianach w relacjach nauczyciel-uczeń, o zmieniającym się modelu wychowawczym, modach, trendach kulturowych wśród uczniów, zmieniającej się muzyce, której słuchali, literaturze, ubiorze.

W dziejach Jedynki pojawia się też wątek niewyjaśnionej śmierci jednego z nauczycieli w 1953 roku. Wypadł on z okna wieżyczki szkolnego budynku, gdzie miał mieszkanie służbowe. Nigdy nie udało się wyjaśnić czy to było samobójstwo, wypadek czy jeszcze coś innego.

Nie trafiłem na żaden dowód, który by na przykład potwierdzał, że Izydor Pastuszyn, bo tak nazywał się ów nauczyciel, był jakoś związany z powojenną konspiracją, i że na przykład z tego powodu mógł zostać zlikwidowany. Oczywiście krążyły różnego rodzaju plotki. Część absolwentów mówiła mi, że Pastuszynowi zdarzało się mówić o śmierci w taki sposób, jakby był nią zafascynowany. Inni z kolei twierdzili, że powodem mogły być sprawy uczuciowe, był on bowiem w relacji z jedną z uczennic. Niestety, mimo prób, nie udało się tej zagadki rozwikłać.

Jan Hlebowicz – „Z widokiem na Stocznię. Szkoła w czasach komunizmu na przykładzie pierwszego LO w Gdańsku (1945-1989)”, Oficyna Gdańska, Gdańsk 2025 
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama