Odlicza pan godziny do otwarcia nowej opery? Czasu nie zostało wiele. Jak wyliczył internetowy kalkulator, jakieś 2000 dni. Szybko zleci...
Romuald Wicza-Pokojski: Odliczam, ale z innej przyczyny. Gdy patrzę na budynek, w którym pracujemy to tylko modlę się, by udało nam się doczekać nowej siedziby… Jeżeli nie zbudujemy nowego gmachu, to gdańska opera będzie tylko wspomnieniem. Budynek dawnej ujeżdżalni koni, gdzie po wojnie rodziła się kultura, jest oczywiście, ważny pod względem historycznym, sentymentalnym, ale warunków do pracy tutaj nie ma, o czym mówię już od dawna. Na nic się zdadzą doraźne remonty, przysłowiowe łatanie dziur. Zresztą coraz trudniej temu sprostać. A poza tym widza nie powinien interesować fakt, że trzeba wymienić fundamenty, dla niego ważny jest spektakl. A za chwilę naprawdę nie będzie można tu grać. Zamkniemy gdańską operę…
I co wtedy?
R.W.-P.: … będzie wstyd na całą Polskę. Nowa opera to jest nasze wyzwanie cywilizacyjne! Poza tym teatrów nie buduje się dla siebie. One mają służyć następnym pokoleniom. Gdańszczanom opera się należy. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że większy budynek znaczy więcej, bardziej ekonomicznie. Gdybyśmy mieli salę dwa razy taką, jaką mamy, to nawet nie zmieniając liczby spektakli, na wszystkich dodatkowych również mielibyśmy pełną widownię! Dowodem na to jest choćby nasz Baltic Opera Festival, gdzie spektakl operowy przychodzi obejrzeć kilka tysięcy ludzi! Dziś jednak każde podniesienie kurtyny to mnożenie kosztów, a przy tak małej widowni, musimy dokładać do produkcji, bo inaczej bilety kosztowałyby krocie.

Do finansowania nowej gdańskiej opery udało się niedawno przekonać także Ministerstwo Kultury.
R.W.-P.: Wspaniałe jest to, że na nowej operze zależy ludziom z różnych stron sceny politycznej. Cieszy, że wśród podmiotów decyzyjnych, wspierających finansowo są ci, którzy potrafią zrozumieć wagę przedsięwzięcia. Nowa Opera Bałtycka jest bardzo dobrym przykładem synergii w walce o dobro wspólne. To jest nasz, Pomorza, sukces! Zrozumieniem i zaufaniem otacza nas marszałek województwa Mieczysław Struk, dzięki takiemu poparciu - mimo wszelkich trudności – nie tracimy wiary, że naprawdę może się nam, myślę tu o regionie, udać. W kwestii wsparcia finansowego, deklaracji płynących z różnych stron, chcę podkreślić, że to nie jest tak, że ktoś ma nam coś dać. Mówimy o naszych wspólnych pieniądzach, które inwestujemy w projekt ponadczasowy. Warto tu wspomnieć o Zbigniewie Canowieckim, spiritus movens Społecznego Komitetu Wsparcia Budowy Metropolitalnej Opery Bałtyckiej. Prezydent Pracodawców Pomorza, jak mało kto potrafi zjednywać ludzi wokół tej idei i nie ustaje w działaniach.
Podczas listopadowej debaty dotyczącej idei budowy był zdeterminowany: Niech nikt nie liczy na to, że tym razem odpuścimy – oświadczył. - Nawet, gdybyśmy mieli ogłosić strajk głodowy...
R.W.-P.:W społecznym komitecie, który powołał jest blisko 60 osób. To sławy światowej sceny operowej, ale też wybitne osobistości biznesu, nauki, ludzie ważni dla regionu... Wszyscy mówią o nowym projekcie: „To jest ważne! Róbmy to!”. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego właśnie potwierdziła współpracę, zadeklarowała pomoc, ale my nie ustajemy w propagowaniu idei, naszym zadaniem jest pozyskiwać wciąż nowych sprzymierzeńców i sojuszników. Wszyscy, którzy zaoferowali finansowe wsparcie zarządzają środkami publicznymi, nie trudno się dziwić, że każdemu drży ręka, gdy musi podpisać decyzję finansowania inwestycji, której realizacja pochłonie przecież ogromne koszty. Ale podkreślić trzeba, że to – biorąc pod uwagę aspekt ekonomiczny - twarda inwestycja. Nowa opera to kolejne koło napędowe dla rozwoju i Pomorza, i kultury polskiej. Nowa opera to nie jest fanaberia! Jej realizacja będzie dowodem na potęgę regionu. Nie możemy bać się takich wyzwań. Dziś już nie zadajemy sobie pytania, czy nowa opera ma być, tylko czym ma być?

Ma być nie tylko sceną operową.
Magdalena Zabłotna: Pracujemy nad planem funkcjonalno-użytkowym, który jest niezbędny do tego, by można było ogłosić międzynarodowy konkurs architektoniczny na projekt obiektu. Jesteśmy w trakcie procedowania i wyłaniania wykonawcy, który zbierze wszystkie nasze, opery potrzeby. Zrobiliśmy w tym zakresie sporą pracę merytoryczną określając nie tylko wymiary sceny, liczbę miejsc na widowni, ale wręcz to, ile potrzebujemy garderób, jak powinny być wyposażone, a nawet to, jaka odległość powinna dzielić poszczególne garderoby, czy też pokój dyrygenta od orkiestronu. To ogrom szczegółów, w których ustalanie zaangażował się cały zespół. Bo też użytkownicy tego miejsca najlepiej wiedzą, czego potrzebują. Plan funkcjonalno-użytkowy to, też oczywiście, struktura budynku, a zatem punkt wyjścia do ogłoszenia międzynarodowego konkursu architektonicznego, nad którego regulaminem już pracujemy.
Kiedy projekt powinien być gotowy?
M. Z.: Układamy harmonogram konkursu. Rok 2027 to czas na wyłonienie zwycięskiego projektu.
Pierwsza łopata pod budowę nowej opery, to rok...?
M. Z.:Po konkursie będzie jeszcze czas na opracowanie projektu budowlanego. A zatem pierwsze prace powinny ruszyć w roku 2029.
R.W-P.: Nas nie interesuje, kto będzie budował, ważne, by było to zrobione jak najlepiej. Od prawie 80 lat czekamy na nową operę, to brakujące ogniwo w historii rozwoju Pomorza, nie możemy sobie pozwolić na półśrodki, naszym zadaniem jest dopilnować, żeby zrobili to najlepsi. Ja rozpatruję tę inwestycję w kategoriach strategicznych. I nie jest to nadużycie. Głosząc tę ideę pracujemy nad wrażliwością nas wszystkich. A z tej wrażliwości zawsze wynika o wiele więcej, na przykład to, czy przyjdzie nam żyć w czasie wojny czy w pokoju... To nie jest truizm.
Z historii wiemy, że kultura w ciężkich czasach zawsze pełniła ważną rolę.
R.W-P.: Opera to schronienie dla naszych dusz i umysłów.
Schron duchowy?
R.W-P.: Może nie tylko? Zadajmy sobie pytanie, ile jest w Gdańsku - w razie militarnego zagrożenia - miejsc schronienia? A jeśli są takie miejsca to dla ilu z nas? Może takie podejście sprawi, że spojrzymy na nowy budynek opery już w innym kontekście? Ten obiekt ma nas wzmocnić, pod każdym względem.
Projekt nowej opery to gratka dla architektów. Jak państwo wyobrażają sobie nowy obiekt?
R.W-P.: Opera na Placu Zebrań Ludowych to otwarcie miasta na tę nieco zapomnianą część Gdańska. W naszym pojęciu ma to być budynek, który umożliwi prezentację muzyki, kultury w szerokim aspekcie. To nie tylko widowiska operowe.
M. Z.: W minionym roku oglądaliśmy budynki operowe, ale i sale koncertowe w różnych miastach Polski i zagranicy, chcieliśmy przekonać się, czym taki obiekt jest, jakie funkcje spełnia, jaką rolę pełni w mieście. Zwieńczeniem naszych poszukiwań była myśl: To, co powstanie w Gdańsku ma być ikoną.
Co to znaczy?
M. Z.: Obiekt ikoniczny to taki, którego nie sposób nie zauważyć, taki którego nie da się zapomnieć. Trochę tak, jak opera w Sydney, dla wielu to symbol architektury służącej kulturze, ważny punkt odniesienia. Zadaliśmy sobie pytanie: Co ten nowy budynek wniesie w tkankę miasta? Bo przecież, gdy powstanie, Gdańsk stanie się inny. Z poszanowaniem tradycji miejsca, jakim jest Plac Zebrań Ludowych, nowy obiekt zmieni nie tylko charakter kulturotwórczy tej przestrzeni, będzie i transformacją miastotwórczą. Kolejne wyzwanie to „miasto w mieście”, taka też będzie rola nowej opery.
CZYTAJ TAKŻE: Nowa Opera Bałtycka w Gdańsku coraz bliżej. W poniedziałek posiedzenie społecznego komitetu
R.W.-P.: Plac Zebrań Ludowych będzie po 2032 roku tętnić życiem, sam budynek stanie się przestrzenią, do której będzie się przychodzić nie tylko na spektakl. To będzie modne miejsce. Dla nas ważne stanie się złapanie balansu między tym, co elitarne a egalitarne. Zależy nam na operze dostępnej dla tych wszystkich. Zapewniam, że samo zagospodarowanie przestrzeni, sprawi, że nie tylko spektakl będzie powodem, by tam przyjść. Plac Zebrań Ludowych to dziś miejsce spacerów. Nowa opera poszerzy ten obszar.
M. Z.: Tworząc nową operę chcielibyśmy osiągnąć skok technologiczny. Spoglądamy zatem w stronę architektury azjatyckiej, bo jeśli mowa o budynkach operowych to właśnie tam buduje się najwięcej. Ale wzór, na którym się opieramy to opera kopenhaska, a zatem dwie sceny, sale edukacyjne, sale prób dla muzyków. Boczne i tylne kieszenie sceny mają tam platformy tożsame ze sceną główną, co daje możliwość automatycznego, w ciągu kilku minut przesunięcia dekoracji. Dla nas ważne są pracownie teatralne, scenografię i kostiumy zamawiamy dziś głównie u twórców z południa Polski. Mając odpowiednią przestrzeń moglibyśmy produkować je na własne potrzeby, ale też dla innych scen w Polsce, co dałoby możliwości odrodzenia i rozwoju regionalnego rzemiosła teatralnego. A zatem rynek pracy otworzy się, tym samym Pomorze ma szansę stać się zagłębiem specjalistów w tej dziedzinie.
R. W.-P.: Myślimy przyszłościowo. Tworzymy operę nie lat 30., a 50. XXI wieku! Zadajemy sobie pytanie: Jaka będzie opera przyszłości? Ile w niej będzie robotyki, ile sztucznej inteligencji w zarządzaniu i organizacji budynku, ale też jaka za te trzydzieści lat będzie rola kultury? Nowa gdańska opera będzie musiała sprostać tym wymaganiom, jednocześnie budząc zachwyt i dumę mieszkańców nie tylko Gdańska, ale całego Pomorza.























Napisz komentarz
Komentarze