Czy już wiemy, jak długo może żyć człowiek?
Udokumentowany medyczny rekord Guinnessa ustanowiła Francuzka Jeanne Calment, która przeżyła122 lata i 164 dni. Być może są ludzie bardziej długowieczni, ale tylko przypadek pani Calment możemy traktować jako dowód na maksymalną długość życia ludzkiego.
Okres ten nie może być jeszcze dłuższy?
Tego nie wiemy. W medycynie, czy ogóle w naukach biomedycznych liczą się tylko fakty. W przypadku Jeanne Calment dokładnie udokumentowano, kiedy się urodziła i kiedy zmarła. W górskim regionie Gilgit-Baltistan w północnym Pakistanie żyje np. koczownicze plemię zwane ludźmi Hunza. Mówi się o nim jako o plemieniu długowiecznych ludzi. Być może jest tam więcej ludzi dłużej żyjących, niż pani Calment, ale nie mamy dowodów, dokumentów, paszportów i nie możemy tego udowodnić. Na razie więc uważamy Jeanne Calment za „najstarszą babcię świata”, jak mówią o niej Francuzi.
Czytaj też: Warto ocalić od zapomnienia historie seniorów, tak jak robią to Zuzia, Ania i Sandra z Sierakowic
Czym trzeba sobie zasłużyć, żeby tak długo żyć?
Każdy ze stulatków ma swój sposób na długowieczność. Wśród złotych rad na długie życie jest dieta bogata warzywa, owoce. Sporo mówi się także o aktywności fizycznej. Ale najczęściej powtarzającym się motywem są… więzi międzyludzkie, czyli kontakt z drugim człowiekiem. Osoby stuletnie bardzo często podkreślają, jak było i jest to dla nich ważne. Do tego dodam jeszcze wyjątkowo sprawny układ immunologiczny, to mamy już przepis na długowieczność.
W „Rzeczpospolitej” przeczytałam o badaniach prowadzonych na 5 tys. seniorów, z których wynik, że osoby włączające mięso do diety, miały znacznie wyższe szanse osiągnięcia 100 lat, niż seniorzy stosujące dietę opartą na roślinach. Podważa to wcześniejsze ustalenia?
Nie jest takie proste, że jedząc szpinak mamy szanse na długie życie. Raczej stoję na stanowisku, że dieta roślinna - z odpowiednią ilością białka - sprzyja długowieczności. Pytanie, czy to będzie właśnie białko roślinne czy zwierzęce? Osobiście uważam, że w naszej diecie powinniśmy bardziej proekologicznie patrzeć na białko roślinne, ewentualnie dodatek ryb. Warto przypomnieć wieloletnie badania dotyczące tak zwanych Niebieskich Stref Długowieczności (Blue Zones), czyli obszarów geograficznych, gdzie żyje się dłużej i lepiej, a starość jest udana, szczęśliwa i zdrowa. To na tych pięciu obszarach geograficznych spożycie mięsa, aczkolwiek zdarza się, jest bardzo niskie i nie stanowi podstawy białka w diecie.

Co to za obszary?
Miejsca, gdzie życzę i pani, i sobie wyjazdu na emeryturę (śmiech). Zdecydowanie jest to obszar subtropikalny. Pierwszą na liście jest Okinawa, japońska wyspa długowieczności. Później mamy śródziemnomorską wyspę Sardynię. Następna jest Ikaria, obszar w Grecji. Kolejne miejsce zajmuje Półwysep Nikoia, Kostaryka. Na piątym miejscu jest obszar Loma Linda w Kalifornii, USA. Jak widać, są to same przyjemne miejsca. Wszystkie łączy dietetyczne dbanie o siebie, duży dodatek warzyw i roślin rosnących lokalnie oraz miły dla życia klimat, gdzie zimy są łagodne, a lata ciepłe. Nie ma tam dużych amplitud w temperaturze. Ponadto wszystkie te obszary łączy więź społeczna. Jest ona na różnym poziomie, ale osoba starsza nigdy tam nie jest sama. Jako naukowiec twardo stoję na stanowisku, że nasza długowieczność zależy od immunologii. Jednak im dłużej pracuję, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że więzi, brak samotności starszego człowieka, są mocną składową długowieczności.
Kochajmy naszych seniorów, a będą żyć długo?
Tak. Ale i sami seniorzy powinni zadbać o swoje więzi międzyludzkie. Warto iść do innych seniorów, nie siedzieć samotnie.
Przejdźmy wobec tego do immunologii. Na przedwiośniu wszyscy kichają, kaszlą, narzekają na zdrowie. Gdzie szukać tej odporności? A może to tylko geny i wola boska?
Wszystko naraz. I geny, i trochę, co zrobimy z tym, co dostaliśmy. Na naszą odporność, którą mamy wczesną wiosną, tak naprawdę najlepiej zapracować już poprzedniej jesieni.
Co robić?
Jak najwięcej przebywać na słońcu w obszarach, gdzie nie ma zanieczyszczeń. Postawić na aktywność fizyczną, najlepiej umiarkowaną do wieku i naszej formy. Potrzebna jest także dobra dieta. Nazywamy ją dietą stulatka, czyli wspomniane już warzywa, owoce, nawadnianie, nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, omega-6 . Co jeszcze? Nie przejmowanie się życiem, docenianie tego, co się ma, a nie martwienie się na zapas. Otaczanie się ludźmi pogodnymi.
A jak się ma do tego nasza genetyka?
Obecnie wiemy, że nawet siedem tysięcy genów warunkuje, czy będziemy stulatkiem, czy też nie jest nam to pisane. Z tego wynika, że część potencjału została już zapisana w naszym DNA. Teraz dodajmy część środowiskową, czyli naszą dbałość. Co zrobimy z tym, co mamy? Czy to zepsujemy, czy raczej poprawimy?
Czy to oznacza, że mając rodziców w podeszłym wieku wylosowaliśmy los na loterii?
Uczestniczyłam w projekcie, którego kierownikiem był prof. Jacek Witkowski, kierownik Katedry Zakładu Fizjopatologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, mój wieloletni mentor i wzór naukowy. Zadaliśmy sobie pytanie badawcze, czy dzieci stulatków są skazane na sukces, na sukces długowieczności? W ramach projektu „Możliwy udział zmian aktywności systemu kalpaina-kalpastatyna w procesach starzenia się ludzkich limfocytów T – porównanie osób długowiecznych Polski (Pomorskie) i Włoch (Sycylia)”, badania prowadziliśmy zarówno w Polsce, jak i na Sycylii. Ta wyspa, aczkolwiek jeszcze nie zaliczona do Blue Zones, także słynie z długowieczności. Udało się nam zbadać tam dzieci stulatków. „Dzieci” mówię symbolicznie, bo tak naprawdę dziecko stulatka ma około siedemdziesięciu lat. Mówiąc wprost, potomkowie sędziwych osób rzeczywiście mają zwiększone szanse na długowieczność. Ich układ immunologiczny także relatywnie starzeje się wolniej, niż u rówieśników. Więc dobrze mieć stuletniego rodzica, to poniekąd dobrze działa na naszą korzyść.
A co z unikaniem używek?
Może to trochę niepoprawne politycznie, ale myślę, że lampka czerwonego, wytrawnego wina, bogatego w resweratrol, opcjonalnie dla osób, które mogą alkohol spożywać, są pełnoletnie i nie mają innych przeciwwskazań, może poprawić zarówno długowieczność, jak i nastrój. Moi wszyscy pacjenci sycylijscy chętnie stosowali tę poradę i można im było tylko zdrowia pozazdrościć.
Jakie szanse na długie życie ma człowiek, który mieszka w Gdyni? Wiatr od morza i klimat daleki od śródziemnomorskiego nie ograniczają naszej długowieczności?
Absolutnie nie. Gdynia to jedno z lepszych miejsc do życia. Mamy tutaj niesamowity potencjał geograficzny. Jest gdzie iść na spacer, można uprawiać aktywność fizyczną.
Z entuzjazmem mówi pani o Gdyni.
Jestem z urodzenia Gdynianką. Pierwsze 10 lat życia spędziłam w Gdyni. I kto wie, czy to właśnie nie są to moje podwaliny dla przyszłej długowieczności.
Zadowolenie z życia w danym miejscu też nam dokłada punkty dodatkowe?
Jestem o tym przekonana. W badaniach nie poruszałam komponenty samopoczucia, radości z życia, ale wszyscy stulatkowie, z którymi miałam zaszczyt spotkać się na mojej ścieżce naukowej, byli ludźmi ciekawymi życia i z niego zadowolonymi. Mózg stulatka często jest mózgiem osoby, która chce się czegoś uczyć, coś nowego poznać. Pamiętam pacjentkę, stulatkę z Gdańska, która widząc u wnuka sudoku, logiczną łamigłówkę rodem z Japonii, postanowiła, że w tydzień się tego nauczy. Kiedy wnuczek ją po tygodniu odwiedził, siadła z nim jako realny partner i zaczęli razem rozwiązywać coś, czego seniorka wcześniej w życiu nie widziała. Okazuje się więc, że nasze młodnienie polega na tym, żeby po prostu umieć dziadzieć, nie zamykać się tylko w znanych i lubianych aktywnościach, ale robić coś nowego. Dzisiaj iść na zumbę, jutro z koleżankami-seniorkami na degustację zdrowych koktajli, a trzeciego dnia do kina lub na koncert.
Taką osobą była Elżbieta Tatarkiewicz-Skrzyńska z Sopotu, powstańczyni warszawska, która odeszła w wieku 101 lat. Recytowała wiersze, regularnie kupowała książki, miała przyjaciół w różnym wieku...
Też bardzo lubiłam bezpośrednie kontakty ze stulatkami, bo zmieniało mi to trochę perspektywę. Kiedy zamartwiałam się, jak rozwiązać bieżące problemy, stulatkowie tłumaczyli - no a co ma być? Wszystko będzie dobrze, przecież wszystko się ułoży. Czasem słyszę pytanie, czy polski stulatek jest osobą bogatą, czy ma pieniądze. Zawsze odpowiadam, że są to zarówno osoby sytuowane dobrze, jak i osoby biedniejsze. Ale każda z nich podkreślała, że przez te 100 lat życia niezależnie, czy pieniądze były, czy ich nie było, zawsze sobie jakoś poradziła. Rady, które można usłyszeć od osób starszych są bezcenne, bo oni wszystko już przeżyli, wszystko widzieli. Były to i zmiany systemów, i zmiany monetarne, wojny i wyzwolenia. Dzisiaj można czerpać z nich wiedzę, jak ze skarbnicy. Moje rozmowy z polskimi i włoskimi stulatkami, były wspaniałymi chwilami. Ile to razy na Sycylii mnie swatano, kusząc długowieczną pulą genetyczną, bym wybrała włoskiego męża wśród wnuków i prawnuków!
Lekarze mówią, że czym innym jest długość życia, a czym innym długość życia w zdrowiu. Starsi ludzie boją się niepełnosprawności, uzależnienia od innych, cierpienia...
Poruszyła pani bardzo ważny temat. Rzeczywiście, przez ostatnie lata znacznie wydłużyła się średnia długość życia. Stoją za tym trzy kamienie milowe medycyny. To po pierwsze powszechny rozwój farmakologii, czyli wprowadzenie leków przeciwwirusowych, przeciwbakteryjnych. Po drugie - powszechne programy szczepień. Po trzecie, zasady aseptyki, antyseptyki w codziennym życiu, w codziennej praktyce. Średnia długość życia rośnie. Pytanie - co teraz zrobić z tym, że dłużej żyjemy? Sztuka polega nie na tym, żeby żyć, tylko żeby żyć dobrze, relatywnie w dobrym zdrowiu. I właśnie tę tajemnicę posiadają stulatkowie. Są to osoby, które zdają się przeczyć swojej metryce urodzenia.
Nie nękają ich choroby?
Przeciętny stulatek nie ma więcej przewlekłych chorób wieku starczego, niż osoba 60-70-letnia. Gdybyśmy co dekadę dodawali po 3-5 kolejnych chorób przewlekłych, to u stulatka byłoby tych chorób około piętnastu. A tymczasem absolutnie tak nie jest. Jeżeli już chorują, to na te same choroby co przeciętny 70-latek, czyli nadciśnienie, może cukrzyca typu drugiego. Raczej są to przeważnie osoby relatywnie zdrowe. I co wydaje się nieprawdopodobne w badaniach immunologicznych nad osobami stuletnimi, to gdy oglądamy ich limfocyty (główne komórki układu odpornościowego), widzimy, że limfocyty stulatka zdają się być tak reaktywne jak limfocyty osoby 30-letniej. Nie wiemy jak to możliwe, że stare komórki są tak efektywne w sytuacjach zagrożenia. To kolejna zagadka do rozwiązania przez naukowców.
Są bogaci ludzie, którzy stawiają sobie za cel osiągnięcie wiecznej młodości. Pewien amerykański multimilioner wykorzystywał w tym celu transfuzję osocza nastoletniego syna. To dobry kierunek?
Trudno powiedzieć. Śledzę zmagania osób, które się podejmują radykalnych terapii, ale zobaczymy, czy faktycznie dożyją 100 lat. Inna sprawa, czy te osoby jeszcze żyją, czy są już projektem naukowym. Zastanawiam się, czy tak restrykcyjne, dramatyczne podejście do chęci przedłużenia życia, nie staje się eksperymentem. Ale oczywiście czekam z napięciem na osobę, która pobije rekord długości życia pani Jeanne Calment. Jednak jeszcze nikt nie odkrył, niestety, mitycznej Fontanny Wiecznej Młodości. Na razie nauka nie zna cudownego środka. Mogę więc tylko poradzić - żyjmy dobrze, dbajmy o siebie, dbajmy o bliskich, cieszmy się każdą chwilą. Bo przecież samo życie jest istotne.























Napisz komentarz
Komentarze