Mogło się wydawać, że łatwo poszło. Niemal trzy dni i dwie noce z przerwami, na rowerze, z Zakopanego do Gdańska. Ale to był ogromny wysiłek. Jednak i tym razem się opłacił. Łatwogangowi udało się zebrać nie tylko 12 milionów złotych dla 8-letniego Maksa, co było celem tej podróży, ale też kolejne 3 miliony dla Adasia i jeszcze zacząć zbiórkę dla Wojtusia. Wszyscy trzej chłopcy chorują na śmiertelną chorobę genetyczną – dystrofię mięśniową Duchenne'a (DMD), która powoduje stopniowy i nieodwracalny zanik mięśni.
Relację z ostatnich kilometrów Łatwoganga obserwowało w internecie ponad 300 tysięcy osób. Ale też tłum przybył na gdańskie rogatki, żeby go powitać.
Mamy to! Tak wołał rozemocjonowany, ale też mocno zmęczony pomysłodawca tej akcji. Tłum skandował Łatwogang,. śpiewał mu sto lat i krzyczał: dziękujemy. Do Gdańska przyjechali też dwaj chłopcy, dla których udało się zebrać pieniądze - Maks i Adaś.
- Oni są tutaj najważniejsi. To nasi bohaterowie wskazywał na chłopców Łatwogang. I zaapelował, że trzeba jeszcze 15 mln złotych dla trzeciego chłopca - Wojtusia.
Spróbujemy. Spróbujemy - odezwały się głosy w tłumie.
Przypomnijmy. Większość Polaków o Łatwogangu (naprawdę nazywa się Piotr Artur Hancke) usłyszała podczas jego kwietniowej akcji charytatywnej na rzecz Fundacji Cancer Fighters. I ta zbiórka stała się fenomenem światowym. Nie tylko przykuła uwagę, ale też poruszyła serca wielu ludzi. W akcję pomocy dla dzieci zaangażowały się polskie i światowe gwiazdy, a jej ostateczny wynik przerósł najśmielsze oczekiwania nie tylko samego Łatwoganga. Dla dzieci chorych na raka uzbierano prawie... 300 milionów złotych.

























Napisz komentarz
Komentarze