Reklama Praca

Łatwogang zebrał miliony dla Maksa. Ale "najdroższy lek świata" budzi spore kontrowersje

Kiedy Łatwogang wjeżdżał do Gdańska po zebraniu pieniędzy na terapię genową trzech chłopców z chorobą Duchenne’a, kibicowały mu miliony Polaków. Nikt nie zauważył, że na temat zbiórki nie wypowiedział się żaden lekarz. Lek, na który zbierał pieniądze, budzi spore kontrowersje. W Europie nie jest dopuszczony do stosowania. - Europa ma rację, a reszta świata się myli? - pyta mama Adasia, jednego z chorych chłopców
Łatwogang zebrał miliony dla Maksa. Ale "najdroższy lek świata" budzi spore kontrowersje
Influencer i youtuber Łatwogang przymierzył na rowerze całą Polskę z Zakopanego do Gdańska. Po drodze odpalił trzy zbiórki, choć celem była jedna - zebranie 12 milionów złotych dla 8-letniego Maksa, który choruje na DMD. Ale lek Elevidys budzi spore kontrowersje. W Europie nie jest dopuszczony do użytku

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Popularny polski influencer, Piotr Hancke znany jako Łatwogang, angażując się w zbieranie środków na drogą terapię dla dzieci z chorobą Duchenne’a, zapewne nie spodziewał się, że jego akcja wywoła spór. Naukowy, polityczny, a przede wszystkim stawiający pytania o wrażliwość i... pieniądze. 

- Za dużo tu emocji – mówi pierwszy z ekspertów, kiedy proszę o oficjalny komentarz na temat efektów zbiórki na „najdroższy lek świata”. A potem odsyła do oficjalnego komunikatu Europejskiej Agencji Leków i uchwały Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych.

- Mleko się już rozlało – dodaje kolejny.- Jesteśmy przerażeni, że nasi pacjenci mogą przestać stosować to, co do tej pory im proponujemy, czyli rehabilitacje, sterydy, leki kardiologiczne - wszystko, żeby chłopcy żyli.

- Może trzeba przeczekać? - radzi trzeci. - To powinno kiedyś wreszcie zgasnąć. A jeśli już mowa o akcji Łatwoganga, to szkoda chłopaka, który po prostu robi piękne rzeczy. I to, co zrobił, było fantastyczne. Tylko, proszę rozumieć, przecież on nie musi się znać na medycynie.

Żaden z ekspertów nie godzi się na podanie nazwiska.

Dopiero Dariusz Żebrowski, prezes Fundacji StopDuchenne i ojciec chorego na DMD 18-letniego Wojtka, twardo mówi, że artykuł o drogiej terapii genowej powinien powstać. 

– Koniecznie trzeba pisać w sposób bardzo delikatny – tłumaczy. – Nie atakować rodziców, ale wyjaśniać na czym sprawa polega. Walczę z dezinformacją już od dwóch lat, ale teraz wszystko się nasiliło. Rodzice podejmują decyzję, by brać ten lek, na podstawie niepełnych informacji.

Ten lek to Elevidys. Kosztuje 3,5 mln dolarów, czyli ok. 15 milionów złotych.

Choroba chłopców

W 2012 roku w centrum konferencyjno-hotelowym w Sobieszewie spotkałam kilkudziesięcioro dzieci z dystrofią mięśniową Duchenne’a (DMD). Samych chłopców. Przyjechali z rodzicami na ogólnopolską konferencję, poświęconą swojej chorobie.

Część dzieci biegała z impetem po korytarzach. Inne z trudem wstawały z krzeseł, jeszcze inne poruszały się na wózkach.

Chłopcy przyszli na świat z mutacją genu, powodującą niewytwarzanie białka zwanego dystrofiną. Jego brak prowadzi do stopniowego niszczenia komórek wszystkich mięśni. Choroba, która ujawnia się w drugim-czwartym roku życia, niekiedy pokazuje pazury dopiero, gdy dziecko kończy 9 lat. Zabiera z upływem czasu możliwość poruszania się, oddychania, pracy serca… Lekarze już wtedy mówili o pracach nad lekami nowej generacji, o planowanych terapiach genowych.

Miałam też szansę poznać rodziców. Zdeterminowanych, śledzących polskie i zagraniczne publikacje, szukających wzmianek o chorobie synów.

- Te badania są szalenie drogie, a wyprodukowanie leków to koszty rzędu milionów euro – mówiła pani Agnieszka, mama Maksa.- W przypadku chorób rzadkich zawsze pojawia się pytanie o cenę terapii. Jednak nie da się ukryć, że są to badania przełomowe, które niosą nadzieję.

Czternaście lat później...

Dzisiaj w Unii Europejskiej dopuszczone są nowoczesne leki, spowalniające rozwój choroby. Pierwszy z nich to zmodyfikowany kortykosteroid Wamorolon. Trwają starania o jego refundację w Polsce dla wszystkich chorych powyżej 4. roku życia. Niestety, prezes AOTMiT rekomenduje refundację tylko dla pacjentów w wieku 4-7 lat i to pod warunkiem obniżenia ceny. Teraz decyzja zależy od Ministerstwa Zdrowia. Drugim jest niesteroidowy Givinostat, umieszczony przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji na liście technologii lekowych o wysokim poziomie innowacyjności.

Z kolei w USA powstał oparty na terapii genowej, Elevidys. Niektórzy polscy rodzice już dwa lata temu zaczęli zbierać ogromne pieniądze na ten lek. W apelach, powtarzanych przez media, pojawiły się informacje, że tylko terapia genowa pozwoli na zatrzymanie choroby, a drogi lek jest jedyną szansą na uratowanie życia.

Czym jest terapia genowa? W uproszczeniu: specjalny wirus jako nośnik dostarcza do komórek mięśniowych skrócony przepis na dystrofinę, białko, którego brakuje chłopcom z DMD. Bez niej mięśnie łatwiej się uszkadzają podczas pracy.

– Problem polega na tym, że w tej terapii zamiast pełnej dystrofiny dostarcza się jej znacznie krótszą wersję, tzw. mikro-dystrofinę, która może częściowo pomagać mięśniom, ale nie jest tym samym co naturalna dystrofina – mówi Dariusz Żebrowski. - Nie można mówić, że ta terapia leczy DMD albo zatrzymuje jej rozwój. Celem jest jej spowolnienie choroby.

Zgodę na dopuszczenie leku wydaje w Stanach rządowa Agencja Żywności i Leków (FDA). 

– Proces FDA w 2023 r. nie był jednomyślny – słyszę od jednego z ekspertów. – Komitet doradczy głosował w stosunku 8 do 6, a część ekspertów miała zastrzeżenia co do siły dowodów.

Mimo zastrzeżeń ostateczną decyzję podjął ówczesny dyrektor Centrum Oceny i Badań Produktów Biologicznych. Zatwierdzenie rozszerzono rok później dla chorych niechodzących w wieku 4 lat i starszych, chociaż w badaniach klinicznych, w pomiarze sprawności ruchowej nie wykazano jednoznacznej, statystycznie istotnej przewagi dzieci, które dostały lek nad tymi, które otrzymały placebo.

Minus trzy

Równocześnie do lekarzy zaczęły docierać niepokojące wieści o zgonach pacjentów.

– Wektor AAV, czyli wirus używany jako nośnik materiału genetycznego, może wywołać silną reakcję organizmu, także w wątrobie – mówi jeden z ekspertów. – Zmarło dwóch nastolatków z DMD oraz 51-letni pacjent leczony terapią opartą na podobnej technologii.

W efekcie FDA w ub.r. wydała ostrzeżenie przed lekiem. Następnie ograniczono możliwość podawania Elevidysu wyłącznie chłopcom chodzącym, mającym powyżej czterech lat, przy obowiązkowym monitorowaniu pracy wątroby.

– Dodatkowo FDA dodała do informacji o Elevidys najsilniejsze ostrzeżenie dotyczące bezpieczeństwa. Chodzi o ryzyko ciężkiego uszkodzenia wątroby i niewydolności wątroby, także ze skutkiem śmiertelnym – dodaje szef Fundacji StopDuchenne. – Dlatego po podaniu tej terapii dziecko nie może zostać samo. Musi być długo obserwowane i regularnie badane. To nie jest lek, który można odstawić następnego dnia, jeśli pojawi się problem.

Także Europejska Agencja Leków odmówiła zarejestrowania leku na terenie Unii Europejskiej. W uzasadnieniu czytamy: „Badanie nie wykazało wpływu leku Elevidys na zdolności ruchowe po 12 miesiącach”. 

Stwierdzono, że poprawę wyników zaobserwowano zarówno u pacjentów otrzymujących Elevidys, jak i u pacjentów otrzymujących placebo. Różnica wyniosła 0,65 w 34-punktowej skali i nie była statystycznie istotna, co oznacza, że może być przypadkowa. 

– Ponadto, chociaż wykazano, że u wielu pacjentów leczonych lekiem Elevidys produkowana jest krótsza forma białka dystrofiny, nie udało się powiązać poziomu dystrofiny z poprawą zdolności ruchowych – czytamy w komunikacie EMA. - Firma przedstawiła również dane dotyczące podgrupy pacjentów, którzy wydawali się lepiej reagować na lek Elevidys; jednak nawet w tej grupie nie wykazano skuteczności leczenia.

Agencja uznała, że korzyści płynące ze stosowania leku Elevidys nie zostały udowodnione, dlatego wydała jednogłośnie negatywną opinię, odmawiając rejestracji leku nawet w formie warunkowego pozwolenia na dopuszczenie do obrotu.

W kontekście doniesień naukowych Polskie Towarzystwo Neurologów Dziecięcych podjęło uchwałę dotyczącą terapii genowych niezarejestrowanych w Europie. Polscy specjaliści nie rekomendują podawania terapii, które pochodzą ze zbiórek prywatnych lub innych źródeł niepublicznych.

Mama Adasia: Reszta świata się myli?

Adaś jest jednym z dzieci, któremu Piotr Hancke pomógł zebrać pieniądze na drogą terapię. Jego mama w wywiadzie udzielonym Rynkowi Zdrowia pyta: – Europa ma rację, a reszta świata się myli?

Rodzice, upatrujący szans w Elevidysie podkreślają, że ostatecznie amerykańska FDA zatwierdziła lek. Przytaczają też wyniki trzyletnich badań producenta, z których wynika, że u pacjentów leczonych Elevidysem choroba postępowała wolniej, niż u nieleczonych chłopców.

I trzeci, powtarzany przez rodziców argument – Elevidys dopuszczono i objęto refundacją w Japonii.

- Tylko na trzy lata. I to warunkowo – słyszę od jednego z ekspertów.

Na stronie Fundacji StopDuchenne czytam również, że wyniki badań producenta należy rozumieć ostrożnie: „Zewnętrzna grupa kontrolna to nie to samo co klasyczne porównanie z placebo w tej samej randomizowanej (z losowym wyborem uczestników red.) części badania. Takie dane mogą być bardzo pomocne, ale są bardziej podatne na różne różnice między porównywanymi grupami. Dlatego wyniki długoterminowe są sygnałem możliwej korzyści (czas wstania z podłogi po trzech latach jest o 6 sekund krótszy dla dzieci leczonych Elevidysem i o 2,70 sek. przy biegu na 10 m), ale nie zamykają wszystkich pytań o skuteczność, trwałość efektu i bezpieczeństwo.”

- Prof. Annemieke Aartsma-Rus, genetyczka translacyjna z Uniwersytetu Medycznego w Leiden, napisała mi, że Elevidys na pewno nie wyleczy DMD i na pewno nie zatrzyma choroby. Są dane sugerujące możliwą korzyść u części pacjentów, ale nadal nie mamy rozstrzygających dowodów, jak duży, trwały i klinicznie istotny jest ten efekt – mówi Dariusz Żebrowski. 

Nie można jednak zapomnieć, że w chorobie Duchenne’a także opóźnienie kolejnych objawów byłoby sukcesem. 

– To bardzo ważne, bo właśnie na spowolnieniu choroby nam zależy – przyznaje Żebrowski. – Tylko pytanie, czy przy obecnym poziomie niepewności powinno to kosztować aż tyle. Dlatego nie chcemy krytykować i obrażać rodziców, natomiast chcemy zmienić sposób mówienia. Nie mówmy, że to wyleczy, nie mówmy, że to zatrzyma, mówimy, że to być może spowolni i że nie wiemy, jak bardzo. Jest też problem główny. Jeżeli zebrano te pieniądze, to państwo powinno przynajmniej według odpowiednich standardowych narzędzi zbadać jak dziecko funkcjonuje przed wyjazdem i potem co parę miesięcy badać go po przyjeździe.

Na pewno dzieci, które dostaną lek, nie można zostawić bez specjalistycznej opieki. Chory, który przyjął terapię genową, powinien być objęty wieloletnią obserwacją ze względu na bezpieczeństwo.

– Nie wiemy, co się może stać – mówi prezes Fundacji. – To nie jest lek, który można odstawić następnego dnia, jeśli pojawi się problem. To jednorazowa terapia genowa, której skutki i ryzyka wymagają długoterminowej obserwacji.

Rodzina powinna też wiedzieć, że przyjęcie terapii AAV może utrudnić udział w niektórych przyszłych badaniach klinicznych, zwłaszcza dotyczących kolejnych terapii genowych opartych na podobnym wirusie. Nie oznacza to, że dziecko będzie wykluczone ze wszystkich badań. Ale jest to ważna konsekwencja, którą trzeba znać przed decyzją.

Rodzice inwestują w nadzieję

Na szczęście amerykański lek nie jest jedynym, dającym nadzieję spowolnienia rozwoju choroby. Fundacja StopDuchenne nawiązała kontakt z AFM, największym francuskim stowarzyszeniem stworzonym w 1958 roku przez rodziców dzieci chorujących na DMD.

AFM powołało do życia wiodące laboratoria, w tym Genethon, którego odkrycia doprowadziły do powstania terapii genowej na rdzeniowy zanik mięśni (SMA). Skorzystały z tego również nasze dzieci. W Polsce noworodki są objęte badaniami przesiewowymi w kierunku SMA. Dzięki temu chorobę można wykryć bardzo wcześnie i szybko wdrożyć skuteczne leczenie, w tym terapię genową.

– Mamy nadzieję podpisać z nimi porozumienie wstępne - mówi Dariusz Żebrowski. – Chcemy wysłać czterech, pięciu chłopców na badania kliniczne produktu terapii genowej rozwijanego przez Genethon. To będzie kosztowało ok. miliona złotych, bo chcemy zapłacić za ich pobyt przez pół roku i następnie na wizyty kontrolne. Też potrzebujemy wsparcia, żeby ten milion zł zebrać.

Po udanej zbiórce Łatwogang wystąpił z apelem do premiera i prezydenta o pomoc w refundacji Elevidysu. W imieniu premiera wiceminister zdrowia odpowiedziała, że refundacji nie będzie. Nieoficjalnie wiemy, że influencer miał okazję porozmawiać o swoim apelu także z lekarzami, a przed tygodniem, w piątkowy wieczór, wystąpił w „wideo pożegnalnym”. 

– Robię sobie przerwę, ponieważ to wszystko, co się ostatnio działo, to jest bardzo dużo dla mnie. Nigdy nie byłem gotowy na takie rzeczy – powiedział szczerze popularny influencer, zapowiadając, że nie jest to pożegnanie na zawsze. I już po kilku dniach, w Dzień Dziecka, odwiedził małych pacjentów, wspieranych przez Fundację Heros na oddziale onkologii. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama