Janusz Daszczyński urodził się 13 września 1952 roku w Gdyni. Drogę zawodową wyznaczył mu przykład ojca, Tadeusza Daszczyńskiego, który pod koniec II wojny światowej trafił do służby prasowej dywizji pancernej generała Stanisława Maczka. Po powrocie do Polski Tadeusz osiadł w Gdańsku, pracował w „Dzienniku Bałtyckim”, a później był redaktorem naczelnym „Stoczniowca”.
Od Solidarności do Woronicza
Janusz Daszczyński, absolwent Wydziału Elektroniki Politechniki Gdańskiej pierwsze kroki w mediach stawiał jako inżynier studia w gdańskim ośrodku telewizyjnym. Na przełomie lat 70. i 80. był sekretarzem redakcji, a potem zastępcą redaktora naczelnego dwutygodnika „Horyzont”. Należał do grona współpracowników Lecha Bądkowskiego, u boku którego od 1980 roku był zastępcą redaktora naczelnego „Samorządności” – początkowo autonomicznej rubryki w „Dzienniku Bałtyckim”, a od listopada 1981 roku samodzielnego tygodnika, którego wydano jednak tylko trzy numery, do wprowadzenia stanu wojennego.
Przed wyborami kontraktowymi w 1989 roku Daszczyński był zastępcą kierownika zespołu medialnego Komitetu Obywatelskiego Solidarność w Gdańsku, gdzie odpowiadał za organizację telewizyjnego studia wyborczego opozycji. Jak wspominała w rozmowie z „Zawsze Pomorze” Henryka Dobosz-Kinaszewska, jedna z twórczyń tego studia, Daszczyński był „niezwykle zdolnym organizatorem”, bez którego trudno byłoby wywalczyć dostęp do studia i sprzętu. Codzienne audycje wyborcze, w których promowano kandydatów, trwały po pół godziny, z czego na Komitet Obywatelski przypadało jedynie siedem minut – resztę czasu zajmowały prezentacje zwolenników strony rządowej.
Do zilustrowania artykułu o tamtych czasach Janusz Daszczyński udostępnił nam reprodukcję swojej legitymacji prasowej z 1989 roku. Dla niego i wielu innych dziennikarzy strony solidarnościowej był to pierwszy oficjalny dokument od czasu wprowadzenia stanu wojennego, gdy zabroniono im wykonywania zawodu.
Po 1989 roku Daszczyński był dyrektorem i redaktorem naczelnym Ośrodka Telewizyjnego w Gdańsku, zastępcą dyrektora TV Polonia oraz dyrektorem generalnym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. W latach 1994-1999 zasiadał w zarządzie TVP jako wiceprezes.
W kolejnych latach, między innymi w radzie nadzorczej Fundacji Grupy Ergo Hestia, kierował polskim pawilonem na wystawie światowej Expo 2010 w Szanghaju.
Pół roku w fotelu prezesa
Rada Nadzorcza TVP 10 czerwca 2015 roku wybrała Daszczyńskiego na prezesa zarządu. Urzędowanie rozpoczął 29 lipca tego samego roku.
Jak pisała wówczas w „Dzienniku Bałtyckim” Ryszarda Wojciechowska, Daszczyński był postrzegany jako „człowiek drugiego planu”, nierzucający się w oczy nawet we własnym środowisku.
– To nie jest celebryta, typ medialnego konferansjera. To człowiek ciężkiej pracy – mówił o nim wtedy dziennikarz i filmowiec Paweł Zbierski.
Ja sam pamiętam, jak krótko po jego nominacji przeprowadziłem wywiad z popularną wówczas dziennikarką BBC polskiego pochodzenia Kasią Maderą. Pytałem m.in. o obecność polityków na antenach tego nadawcy.
– Robimy wszystko, co możemy, żeby uniknąć obecności polityków na ekranie, także dlatego że ludzie nie chcą ich oglądać – mówiła.
Daszczyński zalajkował wtedy mój post w mediach społecznościowych z linkiem do tego artykułu. Pomyślałem wówczas: A może nowy prezes skorzysta z tych dobrych wzorców?
Kadencja Daszczyńskiego zakończyła się 8 stycznia 2016 roku, kiedy Sejm uchwalił ustawę wygaszającą mandaty członków organów mediów publicznych. Tego dnia, jak wspominał Daszczyński w wywiadzie dla „Zawsze Pomorze” w 2022 roku, zadzwonił do niego minister skarbu Dawid Jackiewicz z informacją, że właśnie podpisał Jackowi Kurskiemu nominację na jego miejsce. Chwilę później zadzwonił sam Kurski, mówiąc, że chciałby wejść do budynku dyskretnie. Daszczyński wytłumaczył mu więc, jak zaparkować przy bocznym wejściu i wjechać windą na górę.
Cała ekipa, którą odwołany prezes żartobliwie nazywał „plutonem egzekucyjnym”, podjechała jednak trzema limuzynami prosto pod główne wejście, i dyskrecję diabli wzięli.
W hallu budynku na Woronicza Kurski w otoczeniu m.in. Danuty Holeckiej, Anny Popek i Przemysława Babiarza zorganizował swoją pierwszą konferencję prasową w roli prezesa. Chwilę później w gabinecie, który przejmował od Daszczyńskiego, zapytał go, czy ten widział konferencję i czy Kurski… dobrze na niej wypadł?
– No kurczę, w domu powieszonego o sznurze się raczej nie mówi – skomentował Janusz Daszczyński.
Rada Programowa, czyli patrzymy z bliska
Trybunał Konstytucyjny w grudniu 2016 roku stwierdził wadliwość ustawy, na podstawie której odwołano Daszczyńskiego, a w 2023 roku sąd uznał, że jego zwolnienie z funkcji prezesa było nieuzasadnione. Jak mówił Grzegorz Sajór, obecny dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, dla magazynu „Press”, Daszczyński czuł się „ostatnim legalnie wybranym prezesem Telewizji Polskiej” i miał nadzieję, że kiedyś będzie mógł dokończyć dzieło, które wówczas rozpoczął.
W 2021 roku poniekąd wrócił do publicznej telewizji. Został bowiem członkiem Rady Programowej TVP, zgłoszonym przez klub Koalicji Obywatelskiej. W rozmowie z „Zawsze Pomorze” z października 2022 roku jako jeden z pięciu przedstawicieli opozycji w piętnastoosobowej Radzie mówił o systematycznym zgłaszaniu skarg na propagandowe wydania „Wiadomości”, które wprawdzie rzadko przynosiły efekt, miały być sygnałem, że „patrzymy z bliska na to wszystko, co dzieje się w TVP, widzimy, reagujemy i gromadzimy to w pamięci na przyszłość”.
W tej samej rozmowie, udzielonej rok przed wyborami parlamentarnymi 2023, gdy PiS wciąż sprawowało władzę, Daszczyński mówił o braku „bezpieczników”, które oddzielałyby telewizję publiczną od bieżącej polityki – temacie, który pozostaje aktualny do dziś. Przywoływał projekt Rady Interesu Publicznego w Radiofonii i Telewizji zaprezentowany przez Platformę Obywatelską w 2019 roku: ciała złożonego z przedstawicieli sejmików wojewódzkich oraz organizacji społecznych i pozarządowych, bez zgody którego nie można byłoby wymieniać władz TVP i Polskiego Radia w sposób, w jaki odbywało się to wówczas.
Rok później koalicja rządząca faktycznie się zmieniła, ale spór o nową ustawę medialną i kształt KRRiT trwa nieprzerwanie do dziś, a TVP jest instytucją „w likwidacji”.
Pożegnania
Wiadomość o śmierci Daszczyńskiego wywołała poruszenie w środowisku medialnym.
– Janusz był prawdziwym patriotą TVP. Związał z nią całe swoje zawodowe życie – mówił dla magazynu „Press” Krzysztof Luft, członek Rady Programowej, który jeszcze dwa dni przed śmiercią rozmawiał z Daszczyńskim o wspólnych planach.
Zmarłego pożegnał także minister Tomasz Siemoniak (w latach 90. dyrektor Programu I TVP), pisząc o nim jako o „przyzwoitym człowieku”, zawsze otwartym i pełnym dystansu.
Dziennikarskie tradycje rodziny Daszczyńskich kontynuuje Roman Daszczyński, redaktor naczelny portalu gdansk.pl. W rozmowie z „Zawsze Pomorze” wspomina, że to właśnie dzięki wujowi Januszowi wybrał ten zawód.
– Przyjechał do nas w odwiedziny takim Volkswagenem garbusem, fajnie wyglądał, otwarty gość. Strasznie mi się to spodobało i stwierdziłem wtedy, że ja też chcę być dziennikarzem – mówi Roman Daszczyński, przyznając, że nazwisko ułatwiło mu start zawodowy, otwierając drzwi do gdańskich redakcji.
Pogrzeb Janusza Daszczyńskiego odbędzie się w Sopocie. Rodzina poinformuje o dacie pożegnania w najbliższych dniach.


Napisz komentarz
Komentarze