Apel o przywrócenie wystawy i przeprosiny
Politycy PiS pojawili się pod siedzibą muzeum 29 czerwca, by złożyć podpisy zebrane pod apelem. Jak relacjonowała w mediach społecznościowych Dorota Arciszewska-Mielewczyk, minęły dwa lata od usunięcia z wystawy głównej MIIWŚ w Gdańsku ekspozycji poświęconych trójce bohaterów: rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu, ojcu Maksymilianowi Kolbe i rodzinie Ulmów.
Poza żądaniem przywrócenia wystawy do kształtu z czasów, gdy dyrektorem MIIWŚ był Karol Nawrocki, autorzy apelu domagają się także przeprosin od prof. Rafała Wnuka, dyrektora muzeum, za – jak to ujęła Dorota Arciszewska-Mielewczyk – „skandaliczne słowa” dotyczące tych postaci. Chodzi o jego wypowiedź dla Radia Gdańsk z kwietnia 2024 roku, w której dyrektor porównał dodanie do ekspozycji Pileckiego, Kolbego i Ulmów – bez odpowiedniego kontekstu historycznego – do domalowania Myszki Miki na obrazie przedstawiającym hołd pruski. Na znak protestu przeciwko tym słowom, demonstranci PiS pojawiali się pod muzeum przebrani m.in. za Myszkę Miki i Supermana.
„Protesty aż do skutku” i zarzuty o okrojenie ekspozycji
Poseł Kazimierz Smoliński w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych mówił z kolei o zwiedzających, którzy domagają się przywrócenia wystawy „do stanu, który był do 2023”, i podziękował organizatorom zbiórki, zapowiadając kontynuację protestów „aż do skutku”.
Radny Aleksander Jankowski twierdzi natomiast, że w trybie dostępu do informacji publicznej ustalił, iż obecna ekspozycja poświęcona Kolbemu i rodzinie Ulmów zawiera jedynie ok. 10 proc. wcześniejszej treści, a sama zmiana wystawy w czerwcu 2024 roku kosztowała muzeum ok. 400 tys. zł.
Historia sporu o wystawę główną MIIWŚ. Cztery zmiany w osiem lat
Spór o kształt głównej ekspozycji MIIWŚ ma długą historię. Koncepcję muzeum o „przekazie uniwersalnym” przedstawił w 2007 roku prof. Paweł Machcewicz, który został pierwszym dyrektorem tej instytucji.
Jeszcze w 2013 roku, na cztery lata przed otwarciem muzeum, prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiadał, że po przejęciu władzy jego partia „zmieni kształt Muzeum II Wojny Światowej, tak żeby wystawa w tym muzeum wyrażała polski punkt widzenia”. Obietnicę zrealizowano, gdy pisowski minister kultury połączył MIIWŚ z Muzeum Westerplatte, co pozwoliło odwołać prof. Pawła Machcewicza kilka tygodni po otwarciu muzeum i powołać na jego miejsce Karola Nawrockiego – dzisiejszego prezydenta RP.
Zmiany za dyrekcji Karola Nawrockiego i wyrok sądu
Nowa dyrekcja wprowadziła wówczas kilkanaście zmian, m.in. dodając portrety Pileckiego, Kolbego i rodziny Ulmów. Twórcy pierwotnej wystawy zaskarżyli to do sądu, argumentując naruszeniem swoich praw autorskich – sąd apelacyjny przyznał im rację.
Powrót do pierwotnej ekspozycji i reakcja polityków
Po zmianie władzy w 2023 roku historia się powtórzyła w odwrotną stronę: nowa dyrekcja pod kierownictwem prof. Rafała Wnuka usunęła w nocy z 24 na 25 czerwca 2024 roku elementy dotyczące trójki bohaterów, przywracając wystawę do pierwotnego kształtu z 2017 roku. Decyzję tę krytykowały nie tylko środowiska prawicowe, ale także wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.
W końcu głos zabrał także premier Donald Tusk, który apelował o „delikatne” traktowanie tych postaci w przestrzeni muzealnej i wyrażał nadzieję na rozwiązanie, które „unieważni to zamieszanie”. Pod presją dyrekcja zapowiedziała przywrócenie Kolbego i Ulmów (Pilecki nigdy nie został z wystawy całkowicie usunięty) do wystawy głównej, zastrzegając, że nastąpi to „w sposób godny, rzetelny i zgodny z najnowszymi badaniami”.
Proces ten trwał miesiącami, a gdy się zakończył, krytycy – w tym radny Aleksander Jankowski – ocenili, że bohaterowie wrócili na wystawę w formie mocno okrojonej, w mniej eksponowanych miejscach i bez wcześniejszego kontekstu historycznego.
Stanowisko muzeum: Nie usunęliśmy 90 procent treści, tylko poprawiliśmy narrację
Zastępca dyrektora MIIWŚ dr Janusz Marszalec w wypowiedzi dla „Zawsze Pomorze” zdecydowanie odrzuca zarzut radnego Aleksandra Jankowskiego, jakoby obecna ekspozycja poświęcona Kolbemu i rodzinie Ulmów zawierała jedynie 10 proc. wcześniejszej treści. Jak przekonuje, nowa narracja „nie przypomina tej wykonanej przez poprzednie kierownictwo, ale jest treściwa i zawiera wszystkie najważniejsze informacje” – z dodanymi cennymi eksponatami, takimi jak podpisana ręką Józefa Ulmy książka z jego biblioteczki czy rysunek Mariana Kołodzieja.
Dlaczego zmieniono ekspozycję o Pileckim, Kolbem i Ulmach?
W oficjalnym stanowisku muzeum wyjaśnia, że wielkoformatowe portrety Kolbego i Pileckiego, umieszczone przez poprzednie kierownictwo w scenografii obozowych baraków, „burzyły założenia scenograficzne” tej części wystawy. Podobny problem dotyczył fototapety z rodziną Ulmów, umieszczonej między sekcją o obozach koncentracyjnych a upamiętnieniem ofiar Holocaustu – mimo że Ulmowie zginęli nie w obozie, lecz w rodzinnej Markowej, co „burzyło logiczny ciąg narracji”.
Muzeum podkreśla, że rotmistrz Pilecki nigdy nie zniknął z wystawy – jego historia pojawia się w trzech miejscach, m.in. w sekcji „Groza wojny” i przy Polskim Państwie Podziemnym, a w styczniu 2025 toku dodano mu ekspozytor w części poświęconej ruchowi oporu.
Koszt zmian wystawy: 279, a nie 400 tysięcy złotych
Dr Janusz Marszalec odnosi się też do zarzutu dotyczącego kosztów zmian, zauważając ironicznie, że radny Aleksander Jankowski „w każdym kolejnym wystąpieniu podaje coraz wyższą kwotę”.
- Według oficjalnych danych muzeum, w 2024 roku na remonty, naprawy i poprawki całej wystawy głównej wydano łącznie 279 237,50 zł netto – a zmiany dotyczące Kolbego, Pileckiego i Ulmów stanowią niecałe 20 proc. tej sumy.
Na pytanie o to, czy planowane jest spotkanie z autorami apelu, muzeum odpowiada, że w ubiegłym roku zaproponowano im wspólne zwiedzanie wystawy, ale nie skorzystali z zaproszenia.
„Nie widzimy ze strony protestujących chęci ani gotowości do rozmowy” – zauważa dyrekcja.
„Chcą kopiować ścieżkę kariery Nawrockiego”
Pytany o to, jak wygląda praca historyków nad wystawą, która regularnie staje się przedmiotem politycznych żądań, dr Janusz Marszalec ocenia, że to właśnie dzięki działaniom w MIIWŚ swój wizerunek zbudował obecny prezydent Karol Nawrocki. Politycy naciskający dziś na zmiany w wystawie stałej – zdaniem wicedyrektora – „chcą kopiować jego ścieżkę kariery”.
Historycy i muzealnicy są – jak mówi – „w imadle żądań kilku polityków, którzy podpierają się 10 tysiącami podpisów”, podczas gdy setki tysięcy odwiedzających (ponad 2 tys. dziennie) zostawiają na wystawie pełne wzruszeń i wdzięczności karteczki.
Podobny spór wokół wystawy „Nasi chłopcy” w Muzeum Miasta Gdańska
Wicedyrektor MIIWŚ przypomina też, że podobny konflikt politycy PiS przenieśli na wystawę „Nasi chłopcy” w Muzeum Miasta Gdańska poświęconą przymusowemu wcielaniu Kaszubów do Wehrmachtu. W grudniu ubiegłego roku politycy PiS złożyli w Urzędzie Miejskim w Gdańsku pismo z 4 tys. podpisów – w tym podpisem prezydenta Karola Nawrockiego – domagając się zmiany narracji tej ekspozycji.
– Chcą zawładnąć przeszłością, aby kontrolować współczesność… My robimy swoje, bo wierzymy w wolność słowa i w autonomię instytucji kultury – podsumowuje dr Janusz Marszalec.


Napisz komentarz
Komentarze