Jak szpital dzielił się z lekarzem
Spółka lekarska „Spine” miała działać w kilku województwach w Polsce. Z oferty neurochirurgów, korzystał m.in. szpital w Mogilnie (woj. kujawsko-pomorskie) oraz w pomorskim Miastku. Sprawę opisał Michał Janczura na łamach Wirtualnej Polski.
Lekarze wykonywali termolezje, czyli zabiegi znoszące ból, a polegające na wprowadzeniu do kręgosłupa specjalnej, nagrzanej igły, co doprowadzało do zniszczenia określonych nerwów. NFZ rozróżnia przy tym zabiegu dwie procedury, które są inaczej wyceniane. Pierwsza z nich, trwa kilka minut, może być wykonywana w przychodni i wyceniona jest na 1,5 tys. zł. Druga, bardziej skomplikowana, wymaga przyjęcia pacjenta na oddział szpitalny, sali operacyjnej i specjalistycznej opieki personelu. Kosztuje 6,5 tys. zł.
Po kontroli szpitala w Mogilnie przez NFZ wyszło na jaw, że choć lekarze wykonywali tańszy zabieg, w dokumentacji wpisywano zabiegi droższe. A to przekładało się na zarobki szpitala i lekarzy ze spółki, do których trafiało 65 proc. zapłaconej przez fundusz kwoty. Podobnie było w Miastku, gdzie tylko 10 stycznia 2025 r. jeden lekarz miał przeprowadzić 73 zabiegi. Jak policzyła Wirtualna Polska, spółka „Spine” mogła tego dnia za jego pracę wystawić rachunek na ponad 300 tys. zł. Zabiegi trwały prawie 12 godzin, przy stawce 26 tys. zł. Za godzinę.
CZYTAJ TEŻ: Prezes szpitala w Miastku zrezygnowała po kilku miesiącach. Będzie nowy konkurs
Miastko zagłębiem neurochirurgii?
Sprawa wyszła na jaw dzięki dociekliwości dr Wojciecha Wasilewskiego, ordynatora oddziału neurochirurgii w szpitalu im. Kopernika w Gdańsku, pomorskiego konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie neurochirurgii.
- Jako konsultant wojewódzki muszę zapoznawać się regularnie z raportami Narodowego Funduszu Zdrowia – powiedział „Zawsze Pomorze” dr Wasilewski. - Zwróciło moją uwagę, że w niewielkim szpitalu powiatowym w Miastku operują ponad tysiąc kręgosłupów rocznie. Przecież my w Gdańsku tyle tego nie robiły. Postanowiłem więc pojechać na miejsce i wszystko dokładnie sprawdzić.
Efektem wyjazdu była opinia sporządzona przez dr. Wasilewskiego. Można w niej przeczytać, że analiza dokumentacji uzasadnia przypuszczenie, że procedury w rzeczywistości wykonane były w warunkach ambulatoryjnych, a blok operacyjny został na ten czas przekształcony w gabinet zabiegowy. Konsultant wojewódzki zauważył także, że „procedura jest niemożliwa do wykonania w czasach, jakie rejestrowane były w protokołach (średnio 10 minut). Wykonanie obustronnego odnerwienia tylko jednego stawu wymaga co najmniej 4-krotnego wprowadzenia kaniuli.”
Dr Wasilewski zauważył też, że dokumentacja medyczna dotycząca zabiegów nie spełnia podstawowych wymogów ministra zdrowia.
"Wpisy w badaniu przedmiotowym i podmiotowym zamieszczone w historiach chorób są lakoniczne, powtarzalne, w treści identyczne dla większości chorych. Treść wpisu nie pozwala na jakąkolwiek analizę merytoryczną. Dokumentacja nosi znamiona jej fałszowania z powodu jednakowych wpisów dla kilkudziesięciu chorych przyjmowanych tego samego dnia oraz czasookresu jej wytworzenia."
Przyjmując, że w Miastku przez dwa lata przeprowadzono ponad 2,5 tysiąca takich zabiegów, można zakładać, że zarobki spółki w pomorskim szpitalu przekroczyły 10 mln zł.
Skąd tylu chorych?
Ponoć wszystko było dobrze zorganizowane. Krążą wieści o pacjentach, przywożonych autobusami na zabiegi.
A skąd tylu chorych? Z danych NFZ wynika, że w ostatnich latach liczba procedur termolezji wzrosła o kilkaset procent. Wysoka wycena zabiegów napędza popyt.
- Czy wie pani jaki jest największy szpital neurochirurgiczny w Polsce? - prof. Wojciech Kloc, były konsultant w dziedzinie neurochirurgii zawiesza głos. - Koszalin, który nie operuje tętniaków, guzów, urazów, odsyłając chorych do Gdańska, Słupska, Bydgoszczy. Oni robią tylko zastrzyki w kręgosłup, a Fundusz im za to płaci lekką ręką.
Paradoksalnie, obecna polityka promowania tego typu zabiegów, za kilka lat może to spowodować epidemię chorób kręgosłupa.
- Wiele osób skarży się na bóle kręgosłupa – słyszę od neurochirurgów. - W takiej sytuacji oferta szybkiego pozbycia się problemu trafia do pacjentów. Jednak nieodpowiedzialne jest stosowanie tego typu metod diagnostyczno-leczniczych, co spowoduje wykreowanie wielkiej liczby chorych, którzy na parę lat będą już ciężko chorzy.Część pacjentów wymaga już teraz leczenia, a brak bólu po kolejnym zastrzyku nie oznacza, że choroba zniknie. Ona się będzie nasilać.
ZOBACZ TAKŻE: Katastrofa w SOR-ach i przychodniach na Pomorzu? 161 lekarzy spoza Unii może stracić prawo wykonywania zawodu
Dziura w systemie
Prof. Kloc od lat jako prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Kręgosłupa apelował do trzech kolejnych rządów o zmianę systemu wycen procedur chirurgii kręgosłupa i powiązanie ich z oceną jakości leczenia. Jego projekt został przygotowany na bazie doświadczeń medycyny Czech, Niemiec, Belgii, Anglii i Holandii.
- To by pozwoliło na zakończenie turystyki neurochirurgicznej – uważa prof. Kloc.
Podobną opinię prezentuje dr Wojciech Wasilewski. - Mamy lukę w systemie – tłumaczy obecny konsultant. - Trzeba zmienić prawo w sposób jednoznaczny, pozwalając na przeprowadzanie tego typu zabiegów wyłącznie tam, gdzie kompleksowo leczy się tego typu choroby. Warto przy tym wykorzystać opinie konsultantów.
Nie można też zapominać, że wędrówki neurologów i pacjentów do szpitali powiatowych spowodowane są złą sytuacją finansową placówek. Zyski z zabiegów, nawet tylko na poziomie 35 proc. wyceny pozwalają na dołożenie pieniędzy do pustej kasy i „uratowanie” przekazywanych przez NFZ ryczałtów.
CBA, NFZ i prokurator
Po złożeniu przez szpital w Miastku zawiadomienia do słupskiej prokuratury, sprawę bada – pod nadzorem prokuratora – CBA.
- Trwa także kontrola NFZ – słyszę od Moniki Kierat z pomorskiego oddziału Funduszu. - I póki się nie skończy, nic więcej nie mogę powiedzieć.
Spółka „Spine” już nie istnieje. Została zlikwidowana po sporządzeniu przez dr. Wasilewskiego opinii w sprawie zabiegów w Miastku. Nieoficjalnie słyszę, że pod inną nazwą działa inna spółka lekarska, wykonująca podobne zabiegi.


Napisz komentarz
Komentarze