Reklama Rolkowisko Ergo Arena 2026

Wygląda i gra jak młody bóg. Lenny Kravitz powrócił do Ergo Areny

Lenny Kravitz to zawsze koncertowy pewniak. Przekonaliśmy się o tym ponownie podczas jego czwartkowego koncertu (16 lipca) w Ergo Arenie. Muzyk przywiózł do Polski kawał solidnego amerykańskiego rock and rolla i pokazał, że mimo upływając lat wciąż jest w topowej formie.
Wygląda i gra jak młody bóg. Lenny Kravitz powrócił do Ergo Areny
Po 11 latach Lenny Kravitz ponownie wystąpił w Ergo Arenie. Amerykański artysta udowodnił, że mimo upływu lat pozostaje w doskonałej formie.

Autor: Karolina Misztal | Ergo Arena | Live Nation

Powrót po latach

Lenny Kravitz powrócił do hali na granicy Gdańska i Sopotu po 11 latach. Nie mogła więc dziwić frekwencja. Ergo Arena była wypełniona niemal do ostatniego miejsca. Ostatni raz podobne tłumy widziałem tu na koncercie Slipknota kilka lat temu.

Nowojorczyk przyjechał do nas w ramach trasy będącej kontynuacją promocji ostatniego krążka „Blue Electric Light”, bardzo dobrze przyjętej przez fanów, jak i krytyków. Ale też trudno się dziwić - na tym wydawnictwie dostaliśmy kwintesencję brzmienia nowojorczyka. Co potwierdza chociażby utwór „TK421”, który usłyszeliśmy w czwartek.

ZOBACZ TAKŻE: Sabaton w Ergo Arenie. Tłumy fanów, czołgi i widowiskowy koncert po latach przerwy

Wiecznie młody, wiecznie świetny

Kravitz ma dziś 62 lata. Jeśli jakimś cudem ktoś go nie zna i by go zobaczył, w życiu by w to nie uwierzył. Facet wciąż wygląda i gra jak młody bóg. Dba o formę, dba o dietę, ale też po prostu jest jednym z tych, z którymi czas obchodzi się życzliwiej.

Ale to dobrze, bo będziemy mogli cieszyć się jego muzyką jeszcze przez wiele lat. Amerykanin w Ergo Arenie nie szarżował z otoczeniem scenicznym. Dostaliśmy - jak na dzisiejsze standardy - dość skromną scenę, ale dzięki temu można było się skupić na muzyce. Żadnych wizualizacji i fajerwerków - tylko dobre efekty świetlne, które w zupełności wystarczyły.

(fot. Karolina Misztal | Ergo Arena | Live Nation)

Bo Kravitzowi więcej do stworzenia show nie potrzeba. To on jest całym show. Kiedy chwyta za gitarę, wstępuje w niego zarówno Hendrix, jak i Prince. A kiedy gra na basie, otrzymujemy najlepsze rytmy niczym wyjęte spod ręki Nile’a Rodgersa. Warto w tym miejscu też pochylić się nad nagłośnieniem, które tego wieczoru było naprawdę niezłe. Nie można narzekać, bo wszystko było słychać naprawdę wyraźnie.

Oczywiście publiczność jadła Kravitzowi z ręki, zwłaszcza że ten nie szczędził jej komplementów. Energia płynąca ze sceny była odbiciem tego, co działo się na płycie i na trybunach. Ten koncert - podobnie jak ostatnia płyta - był powrotem do najlepszego okresu Amerykanina. Jakość wyszła na pierwszy plan, bez zbędnego efekciarstwa.

ZOBACZ TEŻ: In Flames w B90 w Gdańsku. Szwedzi ponownie roznieśli stocznię

Idealnie skrojona setlista

Bardzo podoba mi się dobór utworów na tej trasie. Kravitz nie żongluje, jak niektórzy. Od miasta do miasta jeździ z tym samym zestawem piosenek. Czasem coś dodaje - na koncertach solowych - czasem coś wyrzuca - na festiwalach. Ale core pozostaje ten sam. Dobrze jest to zbalansowane, ponieważ zadowoleni są zarówno die hard fani, jak i ci, którzy znają tylko radiowe evergreeny.

(fot. Karolina Misztal | Ergo Arena | Live Nation)

Całkiem nieźle też poprowadzono ten koncert, chociaż można było odnieść wrażenie, że moment próby zjednoczenia się z publicznością w pewnym momencie był jednak nieco przydługi. Zwłaszcza że i tak był to ten moment koncertu, kiedy dostaliśmy „pościelówy”, czyli „I Belong to You” czy „Stillness of Heart”.

Mogło się za to podobać nie tylko wspomniane „hendrixowanie”, ale bardzo częste ukłony w kierunku klasyki funku czy momentami psychodeliczne wręcz pasaże przywodzące na myśl chociażby Pink Floyd. To też pokazało jak wszechstronnym artystą jest Kravitz - bo mógł po prostu wyjść i zagrać wszystko od linijki. I też nikt by nie miał mu tego za złe.

Końcówka to już creme de la creme. „Fly Away”, „American Woman”, „Are You Gonna Go My Way”. Wtedy Ergo Arena była bliska odlotu. Myślę, że nikt nie będzie narzekał na ten koncert. Naprawdę wszystko było na swoim miejscu - otrzymaliśmy dokładnie to, czego można oczekiwać od Lenny’ego Kravitza. Oby na następną wizytę nie trzeba było czekać kolejnej dekady.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama
Reklama Radio Gdańsk Wakacyjne Bingo - konkurs