Miał być średniowieczny wrak, był samolot Ił-2
Jacek Dzienisiuk to postać nietuzinkowa. Wnuk Jerzego Dzienisiuka, obrońcy Helu w 1939 r., nurek, kapitan samolotów PLL LOT, pasjonat-odkrywca, który oprócz wodnosamolotu Lublin R-13, odkrył m.in. spoczywające na dnie Morza Bałtyckiego trzy samoloty Lublin R-8, stacjonujące przed wojną w Helu.
Na IŁ-a 2 natknął się przypadkiem.
– Niedaleko spoczywa średniowieczny wrak, który chciałem sfotografować – opowiada Jacek Dzienisiuk. – Miałem dziwne przeczucie, że powinienem odpłynąć jeszcze kawałek. Na końcu rezerwy powietrza pomyślałem: ach, jeszcze skręcimy w prawo. Coś mnie tam ciągnie… Po dwóch minutach wjechałem na sam dziób, śmigło, na leżący samolot. Patrząc na silnik, zauważyłem, że to jest IŁ-2, słynny „szturmowik”.
Jako pierwszy rzucił mu się w oczy karabin maszynowy tylnego strzelca.
– To był wspaniały widok – wspomina Jacek Dzienisiuk. – Najczęściej te jednostki są rozkradzione, sztorm czy natura też robią swoje. Dlatego to było tak unikatowe.
Karabin uratowano, ale celownik z Iła-2 zniknął
Znalezisko zgłosił do urzędu morskiego. Szczęśliwie, o odnalezieniu wraku dowiedział się Zbigniew Okuniewski, szef działu historyczno-dokumentalnego Stowarzyszenia Byłych Żołnierzy „Niebieskich Beretów”. Dzięki jego ekipie udało się nie tylko poznać historię samolotu, ale także wydobyć i zakonserwować karabin maszynowy.
Było to konieczne – podczas pierwszego nurkowania Jacek Dzienisiuk zachwycił się mosiężnym celownikiem karabinu. Potem nad miejscem znalezienia wraku zaczęła kręcić się niewielka jednostka, a celownik… zniknął. Pojawiły się obawy przed rozszabrowaniem samolotu.
Udało się zidentyfikować wrak samolotu z Zatoki Gdańskiej
– Dzięki uprzejmości kolegów, którzy zajmują się wrakami, dostaliśmy namiar na mieszkającego w Finlandii Michaiła Iwanowa, specjalizującego się w historii i lokalizacji wraków z okresu II wojny światowej na Bałtyku – mówi Zbigniew Okuniewski. – Opisaliśmy mu mniej więcej historię i miejsce znalezienia wraku. Na podstawie raportów strat lotnictwa rosyjskiego, uszczegółowiliśmy, o który z samolotów chodzi. Były tylko dwa lądowania samolotów IŁ-2 na strefie Zatoki Gdańskiej.
W tym przypadku zachował się raport z akcji ze stratą samolotu z opisem ataku na konwój złożony z kilku niszczycieli oraz krążownika Prinz Eugen.
Atak Iłów-2 na krążownik Prinz Eugen 31 marca 1945 r.
W archiwach zachowała się także dokumentacja z numerami samolotu i silnika, a także datą produkcji. Udało się również pozyskać pełne teczki osobowe pilota i tylnego strzelca oraz wszelką dokumentację, która była przekazywana drogą przez Finlandię. W tym nawet zdjęcia załogi, także wykonane tuż przed lotem!

Piloci stacjonowali na lotnisku cesarskim w Elblągu. Załogę zbudowanego w 1944 r. samolotu stanowili:
- pilot st. leut. Aleksander Ignatjewicz Piliasow,
- tylny strzelec sierż. Gieorgij Iłitc Zwieriew.
Dziewięć samolotów Ił-2 ruszyło do ataku
Z dokumentacji zebranej przez członków stowarzyszenia wiadomo, że 31 marca 1945 r. o godzinie 18.20 (czasu wschodnioeuropejskiego) dziewięć samolotów Ił-2 zaatakowało krążownik Prinz Eugen i trzy niszczyciele w odległości 7 km na północny wschód od Gdańska. Według raportów załóg lotniczych, trafiono trzy razy bombami w niszczyciel, który podczas cofania zanurzył się rufą. Niszczyciel Z-43 nie został uszkodzony, ale krążownik Prinz Eugen trafiono dwiema bombami. Eksplozje i odłamki uszkodziły kwatery, następnie wybuchł pożar, który załoga ugasiła. Uszkodzony został również system zasilania w wodę prawej kotłowni nr 2. Straty osobowe wyniosły 6 zabitych i 16 rannych.
Niemcy zestrzelili Iła-2. Co stało się z jego załogą?
Niemcom udało się zestrzelić jeden samolot IŁ-2, który następnie osiadł na wodzie około pół kilometra od brzegu. Załogę uratowali żołnierze Armii Czerwonej, którzy ewakuowali lotników łodzią wiosłową.
Znane są dalsze losy Aleksandra Piliasowa. Jego akta znajdują się w archiwum „Pamięć Narodu” i są dostępne publicznie. Kapitan przeżył wojnę, służył w armii radzieckiej do 1960 roku, a walczył od 1943 roku. Został odznaczony 4. Orderem Czerwonego Sztandaru.
Wrak Iła-2 zachował się w około 70 procentach
– Samolot jest w świetnym stanie, warty podniesienia i zachowania go w formie takiej, jaka jest – podkreśla Zbigniew Okuniewski. – Obecnie w Polsce posiadamy tylko jeden egzemplarz IŁ-a 2, który służył w Wojsku Polskim w 1945 r. i znajduje się teraz w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
Warto zaznaczyć, że odnaleziony w wodach Zatoki Gdańskiej IŁ-2 to najlepiej udokumentowany wrak samolotu w Polsce. Ocenia się, że jest zachowany w 70 procentach.
Czy Ił-2 zostanie wydobyty z Zatoki Gdańskiej?
W sprawie IŁ-a przeprowadzono już rozmowy z Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie, które było zainteresowane przejęciem obiektu po wstępnej renowacji i zabezpieczeniu go polimerami.
– Pozostaje kwestia zdobycia partnera strategicznego, który by pomógł wydobyć samolot – słyszę od przedstawiciela Stowarzyszeniu Żołnierzy i Sympatyków „Niebieskich Beretów”.
W zależności od sposobu wydobycia wraku, koszt takiej akcji wyniesie od 50 tys. do 110 tys. zł. Największy wydatek to wynajęcie statku. Za to nie trzeba będzie płacić nurkom – do akcji zgłosili się nurkowie-wolontariusze z dużym doświadczeniem.
Jak można wydobyć wrak Iła-2?
– Samolot nie jest ciężki, mógłby to zrobić, np., należący do Instytutu Morskiego statek badawczy r/v IMOR, który ma rampę – mówi Zbigniew Okuniewski. – Eksperci, wolontariusze z Muzeum Wojska Polskiego określili, że są dwa możliwe sposoby wydobycia, w tym za pomocą oryginalnych zaczepów, które znajdują się w skrzydle.
Zbigniew Okuniewski zaznacza, ze wiele muzeów Unii Europejskiej pokazuje wraki w formie takiej, w jakiej zostały znalezione, tylko po konserwacji wstępnej, żeby dalsza korozja nie następowała. To bardzo atrakcyjny dla zwiedzających sposób prezentowania takich obiektów.
Ił-2 z Zatoki Gdańskiej jako świadek historii
Czy warto wyciągać z morza rosyjski wrak sprzed 81 lat, by zachować go dla potomnych?
– Zachowujemy także rosyjskie czołgi – słyszę od szefa działu historyczno-dokumentalnego Stowarzyszenia. – Robi to każde muzeum na świecie. Na przykład Amerykanie eksponują wraki japońskie, pokazując strony konfliktu. Tu nie chodzi o politykę, ale o zabytki techniki. Jest to po prostu zabytek. Świadek historii.


Napisz komentarz
Komentarze