Przyzwyczajasz się do bohaterów. Hamilkar Sterling, znany już z bestsellerowej „Hipnozy”, wraca w kolejnej opowieści. „Schizma” również dzieje się w Gdańsku, ale kilka lat później, w 1813.
Spoiwem obu powieści jest oczywiście postać głównego bohatera oraz sam Gdańsk jako scena opisywanych zdarzeń, ale tym razem lokuję akcję w dramatycznym roku 1813, kiedy kończy się era francuskiej kurateli nad I Wolnym Miastem. W ten sposób udało mi się połączyć literacką klamrą obie te daty:1807 i 1813, pomiędzy którymi Gdańsk pozostawał pod władzą cesarza Francuzów.
Fabuła „Schizmy” jest mroczna: w oblężonym mieście dochodzi do serii tajemniczych zgonów francuskich oficerów. To jednak nie koniec nieszczęść, które spadają na miasto i rodzinę głównego bohatera.
To miasto, niegdyś dumne, bogate i nazywane „złotym”, zamienia się w klaustrofobiczną pułapkę. Wielka Armia Napoleona liże rany po klęsce pod Moskwą. Gdańsk przeżywa oblężenie wojsk rosyjskich i pruskich. W mieście szerzą się nastroje paniki. Na ulicach panuje głód, w gdańskich świątyniach mnożą się fałszywi prorocy, wieszczący rychły koniec znanego wszystkim świata. Na domiar złego dochodzi do fali tajemniczych samobójstw. Życie odbierają sobie francuscy oficerowie – co jeszcze bardziej podmywa morale garnizonu. Hamilkar boleje nad tragicznym położeniem swojego ukochanego miasta. Ledwie wiąże koniec z końcem, starając się zapewnić byt swojej rodzinie. Tymczasem w niejasnych okolicznościach porwana zostaje jego pięcioletnia córka, dziewczynka obdarzona wyjątkowymi umiejętnościami…
Pojawia się też inny, znany nam z „Hipnozy”, bohater – francuski agent Victor.
Zdesperowany Hamilkar przyjmuje propozycję znajomego z dawnych lat, francuskiego agenta Victora, który – tak się składa – pojawia się ponownie w Gdańsku i podejmuje się śledztwa, mającego wyjaśnić zagadkę tajemniczych zgonów w garnizonie. Obaj mężczyźni łączą siły. Victor obiecuje gdańszczaninowi pomóc w poszukiwaniu córki, jeśli ten wesprze go w policyjnym śledztwie. Pytań jest więcej niż odpowiedzi. Chodzi o samobójstwa czy ofiarom ktoś pomógł pożegnać się ze światem? Tropów jest wiele: rojaliści, masoni, zdrajcy w obozie władzy. A może agenci cara: siejący zamęt i likwidujący podpory francuskiego reżimu? Wreszcie: kto porwał małą dziewczynkę i w jakim celu? Czy oba te zdarzenia łączy jakaś tajemna nić? Droga do rozwiązania tej zagadki jest najeżona pułapkami. A prawda okaże się zaskakująca – zawieszona pomiędzy życiem, a śmiercią.
Skąd pomysł na ulokowanie fabuły w okresie tak odległym, w czasach napoleońskich?
Nie jest tajemnicą, że lubię historię i często się do niej odwołuję w swoich książkach. Przeszłość w sposób profetyczny przepowiada nam przyszłość. Moim ulubionym zabiegiem narracyjnym, swoistą spécialité de la maison – jest łączenie wątków fikcyjnych z prawdziwymi zdarzeniami. Wymaga to trochę czasu i atłasu, ale mam wrażenie, że warto. Moi czytelnicy doceniają ten trud, a sama literatura zyskuje na wiarygodności.
A dlaczego okres napoleoński?
Może dlatego, że zawsze fascynował mnie on w sposób szczególny – jako czas barwnych, dramatycznych wydarzeń, heroizmu i przegranych szans, idealnie wpisując się w potrzeby autora kryminałów historycznych.
Napisanie „Hipnozy”, a teraz „Schizmy”, stanowiło więc dla mnie rodzaj literackiego i intelektualnego wyzwania. Niewiele jest bowiem kryminałów ulokowanych w zamierzchłych czasach napoleońskich. Moja seria z radcą Abellem dzieje się w latach 30. i 40. ubiegłego stulecia. Cykl z Adamem Bergiem jest współczesny. Pomyślałem, że dobrym dopełnieniem tej fascynacji będzie napisanie dylogii sięgającej dwóch wieków wstecz. Powstała w ten sposób swoista triada czasowa i fabularna, będąca swoistym hołdem dla Gdańska.
„Schizma” to nie tylko kryminał, ale też opowieść o tamtych czasach.
Nigdy nie ukrywałem, że moim podstawowym celem jest zapewnienie czytelnikowi dobrej, inteligentnej rozrywki, angażującej nie tylko emocje, ale także szare komórki. Bardzo się starałem, aby „Schizma” spełniała wszelkie wymogi gatunku spod znaku płaszcza i szpady: to emocjonująca opowieść, utkana z intryg politycznych, tajemniczych zgonów, porwań i ucieczek. Poziom adrenaliny powinna też podwyższyć walka z czasem, jaką toczą moi bohaterowie w starciu z nieuchwytnym wrogiem. Można tę powieść odczytywać także na innym, bardziej uniwersalnym poziomie: jako historię o tym, jak realna polityka bezlitośnie niszczy życie jednostki i jak daleko potrafi posunąć się zdesperowany człowiek, by ocalić tych, których kocha.
Gdańsk ponownie występuje w twojej powieści jako drugoplanowy, ale pełnowymiarowy bohater.
Gdańsk w mojej twórczości nie jest zwyczajnym tłem, niemym świadkiem wydarzeń czy pasywną scenografią, na której ustawiam aktorów. To pełnokrwisty, samodzielny i niezwykle skomplikowany bohater. Gdy spojrzymy na rok 1813, widzimy miasto głęboko podzielone, rozrywane wewnętrznymi tąpnięciami i wstrząsane sprzecznymi partykularyzmami. Z jednej strony mamy Francuzów, dla których ten port był strategicznym „Gibraltarem Bałtyku”. Z drugiej strony – upokorzonych, pokonanych Prusaków, którzy marzyli wyłącznie o odzyskaniu kontroli i panicznie bali się unieważnienia rozbiorów Rzeczpospolitej. Gdzieś pomiędzy nimi trwali sami gdańszczanie, pragnący nade wszystko odzyskania dawnej autonomii, oraz Polacy, śniący o całkowitym wybiciu się na niepodległość pod protektoratem napoleońskiego orła. Taki tygiel polityczny i społeczny to gotowy, dobrze rokujący materiał na rasową opowieść kryminalną.
Pierwsze Wolne Miasto w moich oczach przypominało wielką, podziemną termitierę. Skrywało ono swoją prawdziwą twarz przed światem, a autentyczne, brutalne i drapieżne życie toczyło się tam z dala od oficjalnych komunikatów czy eleganckich salonów. To miasto wrogie, wiecznie skonfrontowane z samym sobą, brudne, głodne i żarłoczne. Poza tym zawsze szukam punktów zwrotnych, momentów granicznych, w których dotychczasowy porządek świata pęka i rodzi się nowy ład. A rok 1813 to dla pisarza zajmującego się kryminałem historycznym wręcz idealna pożywka literacka. Wielka Armia Napoleona, która jeszcze niedawno wydawała się niezwyciężona, po katastrofalnej klęsce pod Moskwą została odarta z nimbu niezwyciężoności. Sam Gdańsk znajduje się w potrzasku – oblegany przez połączone siły rosyjskie i pruskie. Jest niczym żywy, konający organizm, który wykrwawia się na oczach czytelników.
Zawsze robisz rzetelny research i dbasz o opisywane detale. Czy mógłbyś zdradzić nam swój autorski patent na idealne wyważenie proporcji między faktami, a fikcją?
Rzeczywiście, opowiadane przez mnie historie to precyzyjnie wyważony melanż fikcji i historii. Sama intryga kryminalna, śledztwo, postacie głównych bohaterów czy siatka powiązań między podejrzanymi są oczywiście dziełem mojej wyobraźni. Jednak staram się aby cała reszta: realia polityczne, topografia miasta, czy detale ubioru i uzbrojenia były prawdziwe. To z tego powodu napisanie każdej książki, w tym również „Hipnozy” czy „Schizmy”, poprzedza u mnie wielomiesięczny, niezwykle wyczerpujący research źródłowy. Najlepiej widać to zresztą po rozbudowanych, gęstych przypisach, które celowo zostawiam w tekście dla dociekliwych czytelników. Korzystam przede wszystkim ze specjalistycznych opracowań naukowych, literatury faktu, starych pamiętników, map z epoki oraz zachowanych dokumentów sądowych czy policyjnych. Dla mnie ten etap pracy nie jest nudnym obowiązkiem czy twórczą mitręgą. Wręcz przeciwnie – to intelektualna rozrywka, która pozwala mi maksymalnie wzbogacić fabułę.
Tak naprawdę wielka historia składa się przecież z tysięcy takich ludzkich opowieści. Kiedy udaje mi się wpleść taki fakt w strukturę kryminału, oferuję czytelnikowi coś więcej, niż rozrywkę. Daję mu klucz do zrozumienia minionej epoki. Pragnę, aby moi odbiorcy przymykając oczy, słyszeli gwar dobiegający z portu, czuli chłód ciągnący od Motławy i zapach dymu z żołnierskich ognisk. Wiem skądinąd, że moi czytelnicy doceniają ten trud i rzetelność w podejściu do researchu.
Wrześniowa premiera „Schizmy” podczas Gdańskich Targów Książki zbiega się z 10-leciem pracy twojej twórczej. Czego Ci życzyć z tej okazji?
Przede wszystkim zdrowia. Reszta jest tylko przypisem. Mam nadzieję, że „Schizma” trafi do serc i umysłów moich czytelników. Jeśli tak się stanie – to będzie to dla mnie największą nagrodą.




Napisz komentarz
Komentarze